pocalina
06.08.07, 11:28
U mnie to juz 36 tydzien. W ogole to im blizej, tym bardziej sie o wszystko
martwie. Wczesniej to czekalam na narodziny syna i chcialam, zeby to bylo
juz, ale teraz im blizej, tym bardziej marze, aby to sie odwloklo. Niestety
to niemozliwe. Nawet mam spakowac juz ta torbe do porodu, a ciagle i to
odwlekam, jakby mialoby to cos zmienic

A juz w koncu powinnam, zeby w
ostatniej chwili, jak mi sie zaczna skurcze, nie zastanawiac sie, co mi jest
potrzebne. Nie wiem, czemu tak. Po prostu nie wiem, czy dam sobie rade. I np.
nagle zaczynaja mnie przerazac niby proste rzeczy. To bedzie moje pierwsze
dziecko. Np. dziecko mi sie obudzi z placzem i co? Mam sprawdzac najpierw,
czy ma mokra pieluche i zmieniac i dopiero je karmic? Czy najpierw od razu
karmic? Boje sie, ze jak zaczne zmieniac pieluche i okaze sie, ze to nie to,
to jeszcze bardziej sie rozplacze i nie bedzie mozna go uspokoic i wtedy
ciezko bedzie go nakarmic, jak sie tak juz na dobre rozplacze. Wszystko w
tych ksiazkach wydaje sie takie proste, wszystko jest szczegolowo opisane,
jak ubierac, jak myc, itd., ale nie ma tego, co nagle zaczyna mnie martwic.
Boje sie, ze np. jak on mi sie tak rozplacze, to pielegniarka przyjdzie i
zapyta, co mu jest, ja powiem, ze nie wiem, a ona mi powie: "To co z pani za
matka?". Maz mowi, ze nikt mi tak nie powie i ze bedzie mi pomagal, ale mi to
wcale nie pomagaja takie zapewnienia. Ostatnio to w ogole co noc mi sie synek
sni, ze juz sie urodzil, a ja nigdy nie wiem we snie, co z nim robic. Ze go
np. karmie, potem przewijam, potem klade do lozeczka, a on nie zasypia wcale
i ja juz sie martwie. I np. wczoraj to wieczorem sie zastanawialam, czy
powinnam gasic zupelnie swiatlo w pokoju, jak bedziemy sie klasc spac. Boje
sie, ze jak wrocimy ze szpitala, to bede sie martwila, czy Maly np. nie
przestal oddychac, a jak to sprawdzic w nocy, jak swiatlo zgaszone? Moze
powinnam caly czas miec wlaczona gdzies w kacie, jakas lampke? Tyle
idiotycznych pytan, ale naprawde martwie sie takimi rzeczami. Niby wszystko
jest proste. Dziecko nie placze, gdy jest zdrowe, nakarmione i ma sucho.
Czasami placze, gdy mu smutno, ale wtedy mozna pokolysac i pogadac i wtedy
powinno zasnac, chyba ze ma kolki (to juz inna sprawa). Tak wiec niby to
wszystko takie proste, ale .... Przeciez ja w zyciu nie mialam do czynienia z
takimi malymi dziecmi! NIGDY! I co teraz? Skad ja bede wiedziala, co i jak?
Kazdy mi powtarza, przyjaciolki, matka, ze zadna matka wie najlepiej co jest
jej dziecku i nikt lepiej wiedziec nie bedzie i ze to wszystko to intuicja mi
podpowie. Ale mi sie nie chce wierzyc i naprawde sie martwie, co to bedzie.
Skad mi sie to tak nagle wzielo???? Nie mialam takich problemow. Nawet teraz
przez to placze.