mellon_collie
12.08.07, 20:10
Hej dziewczyny, oto co nas z mężem spotkało dziś w Tesco (z tego
oburzenia napisałam maila do Wyborczej, przeklejam poniżej):
"Jestem w 9 miesiącu ciąży i na palcach jednej ręki mogę policzyć
przypadki, kiedy odważyłam się skorzystać z przysługującego mi prawa
pierwszeństwa obsługi w różnych punktach handlowych. Powód? Wola
uniknięcia nieprzyjemnych reakcji osób stojących w rzeczonych
kolejkach. Jednak dzisiejsza sytuacja mająca miejsce w Tesco przy
Al. Solidarności przywiodła mi na myśl czasy PRL-u, choć sama
pamiętam je na szczęście bardzo słabo. Otóż wczesnym popołudniem
wybraliśmy się z mężem na zakupy do ww. hipermarketu, ze zdumieniem
rejestrując, że czynnych kas jest dosłownie kilka, a przy każdej
stoi ogonek składający się z - na oko sądząc - 15-20 osób. W tej
sytuacji zdecydowaliśmy się skorzystać z pierwszeństwa, bo
półgodzinnego (co najmniej!) stania nie wytrzymałabym z całą
pewnością. Pamiętna jednak rad mojej koleżanki, byłej "ciężarówki",
poszukałam ochroniarza i zwróciłam się do niego z zapytaniem, czy
można skorzystać z pierwszeństwa obsługi, a jeśli tak, to w którym
miejscu. Pan był bardzo uprzejmy i wskazując na kasę z
pierwszeństwem sam zaproponował, że nam do niej potowarzyszy (nam by
nie przyszło do głowy prosić o ochronę, ale pan był, jak się miało
okazać, doświadczony i jego towarzystwo okazało się bezcenne).
Poszliśmy za nim na drugi koniec marketu, po czym ominęliśmy
kolejkę, a ochroniarz poprosił kasjerkę o obsłużenie nas od razu po
zakończeniu trwającej transakcji. Kolejka przez chwilę nie
reagowała, po czym wyskoczył nam przed nos pierwszy wściekły klient,
wywrzaskujący coś o nadużywaniu znajomości (?). Jeśli nie zauważył
mojego brzucha, powinien był może raczej w danej chwili siedzieć u
okulisty, a nie w Tesco. Nie przejęliśmy się człowiekiem, mógł wszak
sobą przedstawiać tak często spotykany, ojczyźniany gatunek chama.
Ale ku mojemu zdziwieniu w ślad za nim odezwały się kobiety! I tu
już mi mowę odjęło... Solidarność kobieca, cha cha cha!! Pani w
średnim wieku perorowała na temat przepisów, wedle których podobno z
pierwszeństwa można korzystać w trybie "co piąta osoba", a my
wepchnęliśmy się bezczelnie od razu, nie przepuściwszy tych 5
osób... (sama stała gdzieś dalej, więc jaka to dla niej różnica?).
Ona sama była kiedyś w ciąży, nie korzystała z tego prawa (kto jej
bronił?), ale taki przepis jest i gdzie jest kierownik?!!!
Usłyszeliśmy jeszcze po chwili od następnej pani, że przecież jestem
z mężem, mąż powinien stać w kolejce, a ja mogę sobie usiąść na
ławce i czekać (owszem, świetna rada, raz spróbowałam tej opcji i
jednak ławki bez oparcia nie są najlepszym siedziskiem dla
ciężarnych). Przez ten cały czas miły pan z ochrony stał koło nas,
najwyraźniej przyzwyczajony do podobnych scen i przynajmniej on
jeden dawał nam poczucie, że nie jesteśmy parą bezczelnych cwaniaków
bez znajomości prawa (dopiero po piątej osobie!!!), tylko ludźmi
próbującymi grzecznie zrobić z tego prawa użytek i to nie nagminnie,
tylko zaledwie kilka razy w życiu. Słowo daję, że gdyby nie ten
ochroniarz, tłum by nas zlinczował. Tuż przed naszym odejściem ten
pierwszy nerwowy klient żądał od niego jego danych, z pewnością nie
w celach pochwalnych. Jestem bardzo ciekawa, czy coś zdziałał wyżej?
Klient ma zawsze rację, ale ja też byłam klientką... Obsłużenie nas
trwało może 5-7 minut, ale były one jednymi z dłuższych w naszym
życiu! Och, obiecuję, że po urodzeniu dziecka będę już stała
grzecznie w kolejce z wózkiem i będę taka sama jak wszyscy. Nie będę
już śmiała mieć lepiej. To nie jest dobrze postrzegane..."
Co o tym sądzicie? Spotkało Was coś podobnego? Oboje z mężem
pakowaliśmy zakupy jak najszybciej, chcąc stamtąd zniknąć jak
najprędzej, ale właściwie człowiek powinien złośliwie zwolnić i się
grzebać z pakowaniem i płaceniem... tylko, że wtedy robilibyśmy za
złość całej kolejce, a nie tylko tym trzem osobom. Próbuję być
obiektywna i rozumiem złość ludzi zmuszonych do stania w kolejce
rodem z PRL-u, no ale w końcu ile tych ciężarnych czy inwalidów
musieli przede mną przepuścić?