jak przekonać wystraszonego tate do porodu rodzinn

07.07.03, 12:25
Jastem obecnie w 36 tygodniu na poczatku sierpnia oczekuję że przyjdzie na
świat moje 3 dziecko.Mój młodszy synek ma 13 lat więc rodziłam już dawno i to
wtych czasach gdy poród rodzinny sie nikomu nie śnił.Tatuś mógł zobaczyć i
przytulić żonę i dziecko w chwili odbioru ze szpitala. Mąż jest wystraszony a
wręcz przerażony .(pierwsze dziecko rodziłam 36 godzin a drugie 18)
Przeczytałam na forum dużo ciekawych porad (odkryłam je dopiero dziś)
Bardzo proszę o porady jak przekonać przerażonego tatę do porodu rodzinnego?
    • balbinkaa Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 07.07.03, 12:46
      Hej smile,
      Może powinnaś naburmuszyć się i wodzić za nim smętnym wzrokiem , aż wzbudzisz w
      nim poczucie winy? wink
      Ale bez żartów; 36 godzin porodu taka - perspektywa może ostudzić zapał nawet
      entuzjasty porodów rodzinnych a co dopiero taty wystraszonego. Może zamiast
      upierać się żeby był przy porodzie, lepiej żeby został w domu ze starszymi
      dziećmi i przygotował wszystko na Wasz powrót?
      My pierwsze dziecko "rodziliśmy" razem ,miało być cudownie , a ja cały czas
      miałam wrażenie ,że on się tam znalazł niepotrzebnie,że się błąka po tej sali
      bez sensu. Martwiłam się o niego wink, taki był biedak wystraszony. Przy drugim
      dziecku nie bedę się upierać,jak zechce, bedzie ze mną, jak nie, zostanie z
      Grzesiem.
      Pozdrowienia smile
      Balbinka z Grzesiem i Zarodkiem.
      • renik.w Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 07.07.03, 13:02
        Tatuś Igorka czyli Grześ mój partner chodził ze mną do szkoły rodzenia i tam
        przekonał się że poród nie jest straszny i że może mi dużo pomóc swoją
        obecnością. Jednak gdyby nie chciał nie namawiałabym go - zestresowany tata na
        sali porodowej to żadna pomoc - lepiej żeby został w domu - a może ktoś inny z
        Twojej rodziny mógłby być z Tobą przy porodzie , przecież to nie musi być tata.
        pozdrowionka Renik
    • izabelix Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 07.07.03, 14:40
      moj tatusiek tez nie chcial ze mna rodzic.... jak sie
      okazuje teraz chce bo... przekonali go do tego jego
      bardziej doswiadczeni koledzy twierdzac ze to jest cud w
      ktorym warto uczestniczycsmile
      poki co mam rozwiazanie satysfakcjonujace obie strony:
      bedzie ze mna w szpitalu tak dlugo jak da rade... jesli
      bedzie chcial bedzie uczestniczyl w ostatniej fazie
      porodu, jesli nie po prostu wyjdzie... moze twojemu ten
      pomysl sie spodoba?? przeciez to wlasnie cala reszta trwa
      dlugo i wtedy potrzeba kogos kto potrzyma za reke,
      pomasuje plecy itp...
      pozdrawiam
      iz
    • grazyna_z Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 07.07.03, 14:49
      serdeczne dzieki za podpowiedź .faktycznie moge isc z siostrą.Tym bardziej ze
      tauś od momentu kiedy dowiedział sie ze ponownie zostanie ojcem stara sie jak
      może.Wział dodatkową prace ,wyremontował mieszkanie , juz teraz na miesiąc
      przed spodziewany porodem wysprzątał całe mieszkanie (łącznie z odsowaniem szaf
      i myciem ich od tyłu środka i spodu)Pomimo nawału pracy co wieczór wychodzi ze
      mną na godzinny spacerek.Jest czuły kochany serdeczny więc ten jeden niuans to
      faktycznie nic. jeszcze raz dzięki.
      • donatta Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 07.07.03, 22:40
        A ja bym jednak próbowała go przekonać...
        Mój mąż też nie był zapalony do pomysłu wspólnego porodu kiedy miało się
        urodzić nasze pierwsze dziecko. Najpierw twierdził, że nie, potem zaczął
        zmiękać aż w końcu zdecydował, że będzie ze mną. I myślę, że nigdy tego nie
        żałował. Ja też, zwłaszcza gdy przypomnę sobie jego łzy wzruszenia. Przy
        drugim dziecku nie było juz żadnych wątpliwości, a w najbliższych tygodniach
        będziemy "razem" rodzić trzecie. Jego obecność na pewno bedzie dla Ciebie dużą
        otuchą i podporą, a - jak słusznie zauważyła któraś z moich "przedmówczyń" -
        zawsze może wyjść z sali na sam koniec porodu.
        Pozdrawiam
        Donata
        • kaisa100 Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 08.07.03, 17:24
          Zgadzam sie z Donata smile) Moj maz nie byl przy pierwszym, wahal sie przy drugim,
          a teraz z przekonaniem idzie na trzeci porod ze mna. Powiedz swojemu milemu, ze
          to przezycie bedzie jednym z najwspanialszych w jego zyciu, i ze nie bedzie zyl
          w pelni, jesli tego nie doswiadczy . A jesli nie bedzie mogl wytrzymac, to
          zeczwiscie dobrym rozwiazaniem bedzie po prostu umowic sie, ze wyjdzie. To da
          mu "margines bezpieczenstwa", z ktorego mysle, ze nie skorzysta.
          Pozdrawiam
          Kasia
        • burza4 Re: jak przekonać wystraszonego tate do porodu ro 11.07.03, 15:09
          A ja myślę, że warto go jeszcze trochę ponamawiać. W końcu przy kolejnym
          dziecku wiesz jak to wygląda, że owszem boli jest nieprzyjemnie, ale i
          oczekiwanie się dłuży. Trzeba mu uświadomić, że to nie rzeźnia - żadnych
          makabrycznych widoków przez większość czasu, po prostu lezy się pod kołdrą i
          czeka. A przy totalnym niedoborze personelu po prostu dobrze i najnormalniej w
          świecie bezpieczniej jest mieć kogoś przy sobie. Poza tym - nie wiem, jakie
          macie dalsze plany prokreayjne (bo już potomstwo jest), ale może to ostatnia
          okazja żeby przeżyć coś wyjątkowego? Taka okazja może się nie powtórzyć.
          Przyłączam się do głosów, że przecież jak mu się przestanie podobać, to może
          wyjść z sali - natomiast być powinien bezapelacyjnie. Ta niechęć facetów wynika
          z lęku przed nieznanym. Większość postrzega poród na podstawie filmów itd -
          gdzie pokazywana jest zazwyczaj ostatnia faza, ta najmniej estetyczna. A
          przecież przedtem jest parę godzin zwykłego leżenia pod kołderką gdzie facet
          się ewidentnie przyda - choćby po to, żeby było do kogo się odezwać i żeby czas
          szybciej zleciał, że już nie wspomnę o zawołaniu położnej, lekarza czy
          przyniesieniu szklanki wody.

          A tak na marginesie - robiłam kiedyś sondę wśród świeżo upieczonych tatusiów i
          nie spotkałam takiego, który by ZAŁOWAŁ! Co więcej, wśród nich było kilku
          zagorzałych przeciwników porodów rodzinnych, którzy przypadkowo znaleźli się na
          sali porodowej! Jeden z nich opowiadał mniej więcej tak: "zawiozłem żonę do
          szpitala, położyli ją na łóżku, zbadali, przyniosłem rzeczy, myślę, co będę
          siedział jak palant sam na korytarzu, posiedzę i poczekam przy łóżku żony, jak
          się zrobi gorzej to sobie pójdę". I tak siedział, aż mu się córka urodziła i
          był po prostu wniebozwięty. Z własnej inicjatywy domagał się, żeby przeciąć
          pępowinę i w ogóle oszalał. Mówię, że jestem zaskoczona, bo przecież zawsze
          twierdził, że nigdy w żyiu, on się nie nadaje, za wrażliwy jest, zemdleje,
          zawału dostanie itd. a on podsumował to tak: "daj spokój, nie miałem pojęcia
          jak to naprawdę wygląda, myślałem że to jakaś jatka, powiem ci że dzieci więcej
          mieć nie chcę, dwójka wystarczy, ale parę porodów bym jeszcze chętnie odebrał".
          Więc chyba warto przeżyć to razem, nawet jeśli te ostatnie chwile tatuś miałby
          spędzić na korytarzu. A myślę, że widok świeżo narodzonego maleństwa jest wart
          małego stresu! Pozdrawiam.
Pełna wersja