nie stać mnie na dziecko...

13.09.07, 10:24
Witajcie !
Mam 25 lat,jestem rok po ślubie i bardzo pragniemy z mężem dziecka -
na przeszkodzi stoi jedynie nasza kiepska sytuacja finansowa..oboje
pracujemy,ale ledwo starcza do pierwszego...poza tym nie mamy
własnego mieszkania i nawet cienia szansy na własne...
wiem,że wiele z Was jest w podobnej sytuacji ,dlatego proszę
powiedzcie skąd bierzecie siłę,motywację i optymizm ,by cieszyć się
ciążą i dzieckiem skoro konto w banku na debecie i gnieżdzicie się w
ciasnym pokoiku kątem u obcych ludzi... ?
pozdrawiam gorąco ...
    • binkaa Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 10:38
      ja napisze że mnie dziecko wiele nie kosztowało
      ciuszki mozna kupic uzywane, wózek i w zasadzie cała wyprawkę też
      zreszta często dostaje sie po kims za darmo
      i z perspektywy czasu wiem że teraz nie czekałabym na to czy mnie
      stac czy nie
      gorzej z mieszkaniem to fakt
      lepiej miec swoje lokum, ale czekając na własne mozna czekac nieraz
      latami... a dzieci na starość to żadna frajda
    • elly2 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 11:07
      Ja urodziłam w czasach gdy mieszkaliśmy ma stancji. Mój mąż pracował
      dużo aby nas utrzymać. Z tego powodu nie należało mi się nawet
      wychowawcze bo mieliśmy za duże dochody ale nikogo nie obchodziło że
      wpieprzamy je w stancję. Nie mogliśmy nic trwałego kupić bo
      starczało ( z naszymi wyrzeczeniami) tylko na życie i to ledwo.
      Bywało że jedliśmy po pół parówki. Była komuna. Z pomocy społecznej
      nic nam się nie należało. Matki nie miałam bo już nie żyła. Ojciec
      niezbyt angażował się w naszą sytuację. No od czasu do czasu
      podrzucił coś z działki ( truskawki, poziomki i ogórki w sezonie).
      Przy dziecku nikt mi nie pomagał. Rodzina męża w okolicach Gdańska
      więc daleko. Nikt nie przyjechał choć na parę dni by pomóc. Zresztą
      nie prosiłam o to bo jakoś sobie radziłam. Dopiero jak dziecko miało
      3 latka cudem dostaliśmy mieszkanie zakładowe, które teraz jest
      spółdzielcze. Powodzenia i
      odwagi.
      • deborah2 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 11:15
        Podziwiam Was dziewczyny smile i zazdroszczę tej determinacji smile!!
        Mogłybyśmy nią obdarować pół Polski kiss
        My pewnie w przyszłym roku będziemy musieli "zacząć działać", bo już
        teraz okazało się,że mam cykle bezowulacyjne i problemy z
        krzepnięciem krwi... jakby mało było problemów ..crying
      • mamabe2 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 15:10
        Tylko,że niestety teraz jest jest taka różnica,że mieszkań zakładowych się ,,nie
        dostaje"....
    • alfred79 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 11:26
      My decydowalismy sie na dziecko mieszkajac w kawalerce, ktora byla
      wlasnoscia tesciow i mielismy powiedziane, ze mieszkanie idzie na
      sprzedaz bo oni planuja budowe domu ( zostalo nam to przypomniane
      jak bylam w 9 tc, wiedzieli o ciazy wink.
      Zarabialismy po ok 1200zl, takze o wynajmowaniu czegos po rynkowych
      cenach raczej nie myslelismy ( u tesciow oplacalismy tylko czynsz i
      oplaty). Na wyzsze pensje w naszych zawodach i na tym poziomie
      wyksztalcenia nie moglismy liczyc ( tzn troche moglismy dorobic
      dodatkowa praca, ale kosztem wolnego czasu).Ale my zdecydowalismy
      sie na dziecko zupelnie swiadomie, mielismy po 26 lat, skonczone
      studia, plany wyjazdu za granice. Wiedzialam, ze jezeli nie
      zdecydujemy sie na dziecko to nastepny czas bedzie za ok 4 lata a to
      jak dla mnie za pozno ( powtarzam- jak dla mnie, planuje 3-4 dzieci).
      Plan byl taki, ze jak dziecko bedzie mialo ok 3-6 mies wyjezdzamy z
      kraju, najpierw pracuje maz, ja zaczynam jak dziecko bedzie mialo ok
      10-12 mies. Wszystko potoczylo sie inaczej bo jak syn mial 3 mies a
      my bylismy juz baardzo bliscy wyjazdu do Irlandii dostalismy swietna
      oferte pracy w Danii ( razem z kursem jezykowym w Polsce). Kurs
      zaczelismy jak syn mial 4-5 mies, mieszkal z nami ( troche nas to
      kosztowalo bo musielismy wynajac mieszkanie i znalezc nianie-
      wszystkow ciagu 4 dni,), ale bylo warto). Pracujemy od kiedy syn
      skonczyl 10 mies, od tego czasu minal rok a w styczniu nasza rodzina
      powiekszy sie o kolejnego dzieciaka smile. takze dosc optymistycznie.
      Prawda jest tez, ze dziecko nie kosztuje tak naprawde majatku,
      wiekszosc rzeczy jakie kupujemy kupujemy dla siebie ( wyraznie widze
      to teraz gdy moja sytuacja finansowa jest o wiele lepsza okazuje
      sie, ze zycie bez wielu przedmiotow jest niemozliwe, podczas gdy syn
      jakos sie bez nich obywalwink. Wozek i ubranka mozna kupic tanio,
      gorzej z mlekiem ( jesli nie uda sie karmienie piersia) i
      pampersami, ale to tez nie jste cos nie do przeskoczenia. Mozna tez
      poprosic znajomych/ rodzine zeby niekupowali kolejnej grzechotki ale
      np paczke pieluch.
      Ale sie rozpisalamsmile
      Tak czy siak decyzje musisz podjac sama a wlasciwei musicie podjac
      razem. I wziac pod uwage zarowno wasza sytuacje finansowa,
      perspektywy, mozliwosci i co tez nie jest bez znaczenia wiek.
    • przeciwcialo Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 11:30
      Też byłam kiedys w takiej sytuacji. Gdybym czekała na cudowna
      poprawe losu to zastałaby mnie menopauza. Nie wiesz co będzie za rok
      czy dwa.
      Na pocieszenie dodam że pierwszy samochód kupilismy kiedy zaszłam w
      trzecią ciąże i jazda komunikacją państwowa przestała się opłacać, a
      mieszkanie kupilismy jak się dziecko urodziło.
      Życze udanych decyzji i więcej optymizmu mimo wszystko.
      • tomka123 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 12:21
        uszy do gory, mnie umowa wygasnie zaraz po macierzynskim i prawdopodobnie nie
        zostanie przedluzona, mieszkamy razem z rodzicam, splacamy kredyty studenckie i
        za dzialke, a jednak mysl ze niedlugo pojawi sie kruszynka dodaje nam sil-bedzie
        dobrze, musi byc dobrze innej opcji nie przyjmuje.A jak juz bylam w ciazy to tez
        sie wiele zmienilo-dostalam podwyzke, kupilismy aftko i pojawila sie na razie
        odlegla, ale jadnak szansa na mieszkanko.
        • magdalenkaaa4 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 13:15
          Ja tez nie moge sie zdecydować, mam 25 lat i pracuje, mąż by chciał
          ale ja sie boje... to nie takie proste niestety. Mieszkamy u teściów
          i składamy na budowe domu. ja spłacam kredyt studencki. W sumie
          moglibyśmy mieć dziecko ale to jest bardziej problem braku własnego
          mieszkania i swobody. Jesteśmy rok po ślubie... może w 2008 coś
          pomyślimy jeżeli uda nam się zacząć budowę, eh dołuje mnie to.
          • ocelot2 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 14:22
            nigdy nie będzie Cię staćwink
            Ale jeśli faktycznie jeszcze się nie czujecie na siłach, to nie ma
            co - bo to może nieśc ze sobą potem ryzyko róznych żali, pretensji w
            związku itp.
            My stwierdziliśmy, że raz jest lepiej raz gorzej finansowo i po
            prostu trzeba trochę jednak "go with the flow".
            • alicja0000 W tym kraju 02.10.07, 15:23
              nigdy nie będzie tak, że będziesz wszystko miała (no chyba, ze
              wygrasz w totka). Trzeba przeć do przodu mimo przeciwności losu,z
              czasem wszystko się ułoży.Każdemu młodemu małżeństwu na początku
              jest ciążko. NIe mają swojego lokum, potem jakoś sytuacja się
              poprawia, bo albo się bierze kredyt, albo dostaje jakieś mieszkanko
              w spadku... albo wynajmuje ale jest się na swoim, bez żadnych
              teściów, mam. Skup się na swojej rodzinie, mężu, dziecku. To oni są
              dla Ciebie najważniejsi. NIe zawsze jest świetnie, było by nudno
              gdyby wszystko nam się w życiu udawało, Nie mielibyśmy marzeń, nie
              dążyli byśmy do ich realizacji. To tylko dobra materialne a
              prawdziwy skarb to kochająca się rodzina mimo przeciwności losu.
    • wolanka79 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 14:21
      znam to uczucie, z takimi myślami biłam się przy drugim dziecku.
      Przy pierwszym nie było potrzeby, pojawiło się, gdy nie mieliśmy
      zupełnie nic. Ja studiowałam, mąż też, rodzina na wieść o mojej
      ciąży odwróciła się od nas, moja mama zamieniła nasze mieszkanie na
      dwie kawalerki, bo nie chciała mnie znać i tak zostaliśmy - z
      rachunkami, dziennymi studiami, bez pracy, pomocy i wsparcia. W
      sumie jedyną ofiarą jaką poświęciliśmy były moje studia-ja byłam na
      magisterskich, mąż nie-konczył szkołę za rok. Pomogła nam opieka
      społeczna, wtedy jeszcze nie było "becikowego", więc rzeczy dla
      maluszka kołowaliśmy sami-mąż dostał sporo rzeczy od koleżanek ze
      studiów, ja także i jakoś było... Najlepsze jest to, ze nasi rodzice
      nie chcieli słyszeć o ślubie, my chcieliśmy ślubu bardzo, ale
      cywilnego, zebym nie musiała przed ołtarzem paradować z brzuszkiem i
      znosić jeszcze więcej upokorzeń. Niestety nie mieliśmy 50, czy 30 zł
      na znaczki skarbowesmile w US. Pożyczyła nam koleżanka. Los nie był dla
      nas łaskawy, ale przez 6 lat udało nam się zamienić mieszkanie na
      większe, kupić działkę, mąż pracuje teraz jako analityk, ja tuż
      przed zajściem w drugą ciążę awansowałam. Pierwsze dziecko było dla
      nas zaskoczeniem, drugie chcielismy mieć świadomie, odpowiedzialnie,
      dlatego nie dziwią mnie w ogóle twoje rozterki. Są potwierdzeniem,
      że jesteście odpowiedzialni. Dzisiaj wiem, ze do pracy nie mam po co
      wracać, miałam czelność zajść w ciążę zaraz po awansie, mąż ma umowę
      do grudnia br, a jego stanowisko ma być zlikwidowane. Czeka go, albo
      kolejny awans, albo... Wiem jednak, ze jak znowu wpadaniemy w
      tarapaty, będzie już nas czworo, i będzie o co walczyć. Nie piszesz
      nic o rodzine, o tym, czy możecie liczyć na czyjeś wsparcie. My nie
      mogliśmy, a mimo to, a może właśnie dlatego daliśmy sobie radę. Moja
      starsza córcia skończyła 6 lat i dopiero niedawno poznała dziadków
      na tyle, że rozpoznałaby ich na ulicy. Życzę wam powodzenia i
      pozytywnego nastawienia do życia.
      • lukrecja34 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 15:00
        kiedy zaszłam w pierwszą ciążę 10 lat temu byliśmy rok po ślubie,zero szans na
        własne M,zero oszczędności,ja byłam bez pracy i bez jakiegokolwiek zasiłku,mąż
        właśnie wzięty do wojska.
        nasze dochody wtedy to męża żołd w wojsku 70zł i moje jakieś tam wyżebrane
        zasiłki z MOPS-u.mieszkaliśmy w wynajętym za grosze drewnianym domku ze ścianami
        dziurawymi na wylot.kiedy syn się urodził całą wyprawkę dostałam z opieki,od
        koleżanek i obcych,życzliwych ludzi.
        nie pomogła nam rodzina ale głównie właśnie obcy ludzie.
        potem też było różnie-moja depresja,olbrzymie kłopoty finansowe,małżeńskie.na
        szczęście synek nie chorował.
        teraz,po tych 10 latach,mamy własne mieszkanie(kredyt na 30 lat ale
        jednak),oboje pracujemy(ja na pół etatu,mąż na cały,umowy na stałe),właśnie
        kupiliśmy samochód a za miesiąc urodzi nam się córeczka.
        mamy kupę kredytów ale ogólnie nie jest źle.z decyzją o drugim dziecku
        czekaliśmy na kupno mieszkania.
        nigdy nie jest tak źle,żeby nie mogło być gorzej a z każdych kłopotów można
        wyjść.trzeba tylko w to wierzyć i ciężko pracować.
        życzę powodzenia i głowa do góry
    • zosiaczek25 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 15:05
      U nas z forsa nie jest tak tragicznie. Ale najobogatsi tez nie jestesmy i nie
      czujemy sie gotowi finansowo na dziecko. Choc bardzo bysmy chcieli. Dodatkowo ja
      nie pracuje, studiuje, co kosztuje kase. I mnie osobiscie od decyzji o dziecku
      odwodzi przewidywana przeze mnie reakcja moich tesciow. To wlasciwie ze wzgledu
      na nich studiuje- zeby udowodnic, ze potrafie (bo tesc jeszcze niedawno watpil
      czy wogole mam mature- tymczasem w Polsce 3 lata temu skonczylam studia...).
      Oprocz studiow mam oczywiscie na glowie caly dom. Maz od miesiecy nie kiwnal w
      domu nawet palcem. Jakis czas temu pracowalam w barze. Praca zawsze do polnocy.
      Dla tescia nie bylo w tym nic dziwnego, ze robilam to wszystko na raz. Dlatego
      dzis co drugi dzien dzwoni z pytaniem, czy wreszcie znalazlam prace. Ostatnio
      przygarnelismy malego kota. Tesc stwierdzil, ze najwyrazniej nie mam co robic.
      Takze wyobrazam sobie jego reakcje na to, gdyby dowiedzial sie, ze zaszlam w
      ciaze. Od razu by bylo, ze albo nie mialam co robic, albo jestem leniwa. Takze
      to wszystko na raz- sytuacja finansowa, niechec tescia do mnie, studia i
      obowiazki domowe- sprawia, ze nie moge miec jeszcze dziecka. I przykro mi sie
      robi, gdy mysle o tym dlaczego.
      • elly2 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 16:20
        Drogi Zosiaczku. Bardzo mi cię szkoda. Daj jednak sobie spokój z
        tymi wyrzutami typu " a co teść powie". Miej to wszystko w dupie i
        rób swoje. Jesteście przecież dorośli. Czy ty mieszkasz u teścia ?
        Jeśli tak to otocz się niewidzialną skorupą i nie bierz do siebie
        tego co on pieprzy, a jeśli nie mieszkacie z nim to będzie ci to
        łatwiej zrobić. Mój teść nie przepada ani za mną ani za naszą córką.
        A szkoda bo córka ma tylko jednych dziadków właśnie teściów. Nigdy
        nie widzę radości na jego twarzy gdy przyjeżdżamy tam raz do roku (
        bo daleko, kiedyś było nas stać na takie wyjazdy kilka razy w roku).
        Za to widzę jak się cieszy gdy przyjeżdża jego córka z rodziną ( też
        rzadko bo z daleka). Cały czas mojej córce prawi złośliwe uwagi nie
        mając krzty zrozumienia. Toczył z nią boje od małego żeby tylko
        zrobić jej na przekór i żeby było jej przykro. Często robił to pod
        naszą nieobecność więc nie mogliśmy zareagować. Dowiadywaliśmy się
        po czasie. Tymczasem widziałam jak zgoła inaczej traktuje inne
        wnuki, jak je rozpieszcza, bawi się z nimi, rozmawia,bierze na
        kolana, nie łaja za te same rzeczy itd...Serce krwawi jak sobie
        wspomnę. A przecież nic złego im nie zrobiliśmy, bywało że nawet
        oferowaliśmy pomoc. Jak tam jedziemy czujemy się " persona non
        grata".Przykre. Głowa do góry!!!
        • zosiaczek25 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 17:02
          Nie, nie mieszkamy u tesciow. Wogole od rodziny mieszkamy daleko. Najlblizej mam
          do moich siostr- 500km. smile
          Ale mimo wszystko sie tym przejmuje, bo wiem, ze zdanie rodzicow wiele dla meza
          znaczy. Nie o to chodzi, ze maz sie ich slucha. Jestesmy doroslymi i
          samodzielnymi ludzmi. Ale wiem, ze zawsze pyta rodzicow (moja rodzine tez
          zreszta), co mysla na jakistam temat, o jakichstam naszych planach. A tesc jest
          osoba bardzo dominujaca. I jest zdania, ze on jest najmadrzejszy i tylko on ma
          racje. Kazdemu daje to odczuc- swoim dzieciom i zonie tez. Nie jest jakis
          agresywny, ale potrafi czasem tak dopiec, ze Ci w piety idzie i nie wiesz, czy
          masz sie smiac czy plakac. Maz czesto placze. Ja sie nie daje. Dlatego mam
          przesrane. Za przeproszeniem. Tesciowie maja jednego wnuka, ktory mieszka w
          Australii. Maz twierdzi, ze tesciowa bylaby wniebowzieta, gdyby miala jeszcze
          jednego gdzies blizej. Tylko, gdy slysze, jak tesc gada na tamta swoja synowa,
          to mnie sie na prawde odechciewa. Czasem rzucialbym te studia w cholere, bo po
          co mi to? Wyksztalcenie juz mam i tylko kase na to wydaje. I chcialabym zalozyc
          prawdziwa rodzine. Ale brak mi odwagi i nie chce dawac tesciowi satysfakcji, ze
          jednak jestem za glupia i za leniwa na studiowanie w Niemczech.
          • kitty29 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 20:04
            Zosiaczek, jak możesz pozwolić żeby ktoś ustawiał Ci tak życie? Poszłaś na
            studia po to żeby zadowolić nielubianego teścia? I co, on to docenił?
            Daj spokój... Pragniesz dziecka, ale zastanawiasz się co teść na to powie?
            Przecież to bez sensu.
            Są ludzie, którzy nigdy nie będą zadowoleni i próba schlebiania im jest tylko
            stratą czasu i energii.
            Życzę zdecydowanie więcej asertywności.

            Pozdrawiam,
            Magda
      • magdalenkaaa4 Re: nie stać mnie na dziecko... 14.09.07, 10:40
        zdaje się że masz niezłego doła z tego powodu zosiaczek. Współczuję
        ci ale może nie jest aż tak źle? głowa do góry, kiedyś nadejdzie ten
        czas a teścia olej co on wie o tobie? zna cie na tyle żeby się w ten
        sposób wypowiadać. To przecież życie twoje i męża i wy decydujecie.
        Powodzeniasmile
    • kania_kania Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 15:17
      Ja z pierwszymi dziecmi nie patrzylam na sytuacje (malolata bylam). Bylo ciezko.
      Mysle, ze kiepska sytuacja finansowa po czesci przyczynila sie do tego, ze moj
      pierwszy zwiazek rozpadl sie.

      Z mezem jestesmy po slubie 6 lat. W marcu urodzila sie Magda. Czekalismy na nia
      wiele lat, ale nasza sytuacja finansowa byla niewystarczajaca (Magda jest
      pierwszym dzieckiem mojego meza).

      Teraz patrzac wiem, ze warto bylo czekac. Mam dobra prace w sensownej firmie.
      Firma szanujac mnie jako doskonalego pracownika czekala na mnie (rok nie bylo
      mnie - ciaza z problemami + macierzynski), a teraz mam elastyczny czas pracy,
      nikt nie marudzi, jak chce sie urwac czy wziac urlop. Jednak to, ze jestem tak
      postrzegana wynika z wieloletniego doswiadczenia i wyoskich kwalifikacji, ktore
      uzyskalam pracujac i uczac sie (2 fakultety). Nie doszlabym do takich efektow,
      gdyby Magda pojawila sie wczesniej.

      Nie denerwuje sie, jak cos sie z mala dzieje, stac mnie na prywatna opieke
      medyczna, nie musze czekac na terminy badan.

      Wiem, ze instynkt macierzynski jest bezwzgledny, nie patrzy na sytuacje
      finansowa. Jednak dla wlasnego komfortu warto poczekac przynajmniej do memntu,
      gdy perspektywy beda jasne. Pieniadze to nie wszystko, ale bez nich nie
      dostrzega sie wszystkich urokow macierzynstwa...

      Kania
    • anew3 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 19:18
      Oj , nie marudz.Popracujecie wiecej , za 3, 4 lata bedziecie mieli
      pieniadze.Przeciez to dopiero start!Pewnie wlasnie skonczylas
      studia, nic dziwnego, ze jeszcze nic nie masz, normalne.Jestescie
      bardzo mlodzi, wszystko przed wami.Naprawde juz chcesz miec dziecko?
      Ja w twoim wieku mialam duzo planow i marzen ale o dziecku ani nawet
      malzenswie jeszcze qwtedy nie myslalam.No coz kazda z nas jest inna
      • mapi9 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 22:35
        u mnie za czasów ciąży i jak już synek był na świecie też nie było
        wesoło.Ja nie pracowałam,a ojciec dziecka zarabiał 700 zł.Z czasem
        zaczął pracować na 2 etaty i tak już prawie 4 lata.Stać nas teraz na
        to,aby w każdej chwili kupić to co jest potrzebne.Nie musimy czekać
        do wypłaty.Sam urządził nam mieszkanie,sam sfinansował ślub i
        wesele.Cieszę się,że synek począł się bez planowania.Bo gdybyśmy
        mieli planować dziecko to zawsze byłyby wymówki,że nas teraz nie
        stać bo trzeba kupić to czy tamto.
    • budzik11 Re: nie stać mnie na dziecko... 13.09.07, 23:05
      Ja w takiej sytuacji nie zdecydowałam się na dziecko. W wieku 25 lat byłam w
      podobnej sytuacji i niestety, decyzję o dziecku odłożyliśmy "na lepsze czasy",
      kiedy będzie nas na to dziecko stać. Urodziłam jak miałam ponad 28 lat, teraz
      spodziewam się drugiego. Nie przelewa mi się, ale przynajmniej nie muszę się
      martwić czy będę mieć na pieluchy. Niestety, nie zawsze mamy to, co chcemy
      wtedy, kiedy chcemy, czasem trzeba na coś poczekać, trochę popracować,
      ustabilizować swoją sytuację materialną.
    • panixx Re: nie stać mnie na dziecko... 14.09.07, 11:25
      Ja chcialam sie tylko podzielic moimi refleksjami.
      Mieszkam tymczasowo za granica. Tutaj wyksztalcone kobiety najpierw
      chca 'dorobic sie kariery' zanim zaczna myslec o dziecku. W zwiazku
      z tym w biurach spotyka sie ciezarne grubo po 30, a nawet po 40! Dla
      mnie byl to na poczatku dziwny widok.
      Wyobrazcie sobie, ze panie, z ktorymi pracuje maja kolo 50 i
      kilkuletnie dzieci (!!!), na poczatku myslalam, ze rozmawiaja miedzy
      soba o wnukach, a nie o wlasnych dzieciach!
      No i maja pieniadze, dzieci ubieraja w drogie ciuchy,
      zatrudniaja 'fachowe' nianie, posylaja do drogich przedszkoli i
      szkol. Czy tego potrzeba dziecku? Polowa z tych dzieciakow jest
      rozpuszczona jak dziadowski bicz (mialam okazje poznac) i az mi ich
      szkoda. Nie mowiac juz, ze szkoda mi samych rodzicow, ktorzy pewnie
      nie doczekaja slubow swoich pociech, a co dopiero wnukow!
      • kitty29 Re: nie stać mnie na dziecko... 14.09.07, 12:39
        Też uważam, że "moda" na pierwsze dziecko ok. 40 jest niezbyt rozsądna.
        Ale z drugiej strony obecnie długość życia w społeczeństwach cywilizowanych się
        znacznie wydłużyła. Może w Polsce tego jeszcze nie widać, ale na "zachodzie"
        dziarscy, aktywni zawodowo 70-latkowie nie są niczym dziwnym.
        Osobiście uważam, że rozpoczęcie starań o dziecko grubo po 30 jest ryzykowne. A
        co jeżeli się okaże, że są problemy z zajściem w ciążę?
        Z drugiej strony, w sytuacji kiedy nie można się samemu utrzymać, bez sensu jest
        planować dziecko. Warto wtedy zaczekać jakiś czas.
        A czasami najlepiej to zaliczyć wpadkę smile Bo z reguły wtedy nagle się okazuję,
        że w rodzicach drzemią duże pokłady kreatywności i wszystko kończy się dobrze.
        • evcia33 Re: nie stać mnie na dziecko... 15.09.07, 10:32
          Czytajac Wasze wypowiedzi dziewczynki myslę, że nigdy nie ma
          idealnego czasu na dziecko.Ja od jakiegos czasu mam wątpliwości czy
          już możemy zacząć starnia.Nadal mieszkamy z dziadkami męża, którzy
          na współkę z teściową nie moga zrozumieć, że mamy własne życie.Ja
          stałam się wrogiem numer, ale mimo to widzę światło w
          tunelu.Kupiliśmy działke, która spłacamy w kredycie, mąż aktualnie
          zmienia prace na o wiele lepiej płatna od aktualnej.Ja w końcu
          doczekałam się umowy na czas nieokreslony (może nie jest to praca
          moich marzeń i super płatna ale wiem, ze mam gzdie wrócić).Sami
          opłacilismy moje studia, które skończyłam, ślub i wesele.Dlatego
          czuję, że damy sobie rade.Sami.Zycze Wam byscie również nie wątpiły
          w swoje możliwości.
    • kaczucha31 Re: nie stać mnie na dziecko... 17.09.07, 10:58
      Głowa do góry. I rób to, czego w życiu pragniesz, w końcu decyzja o
      posiadaniu dziecka to Wasza ściśle przywatna sprawa i czyjakolwiek
      aprobata w tej sprawie nie jest potrzebna. Odnośnie teścia zgadzam
      się z Kitty29, trzeba się od niego odciąć, przynajmniej
      emocjonalnie. Nie reagować i nie brać do siebie ani słowa, niech
      sobie pierniczy, jeśli musi, a Ty pomyśl sobie, że on tam ma i już.
      W życiu go nie zadowolisz. Będzie taki zawsze, a Ty nie daj Boże,
      stracisz kawał życia na dopasowywanie się do jego wyobrażeń o
      synowej. Daj sobie spokój, dziewczyno. Żyj tak, zeby być szczęśliwą.
      Powodzenia! smile
    • simonkapl Re: nie stać mnie na dziecko... 18.09.07, 13:44
      I nas nie stac.Jedno juz mamy, chcemy drugie, potem jak podrosnie drugie, bede
      szukac pracy.Sa miesiace gdzie w polowie mamy puste konto.Ale ja sobie tlumacze,
      ze jakos to bedzie.Nauczylismy sie oszczedzac na maksa, kupowac rzeczy tylko z
      promocji, zyc malym kosztem.
      • joska1111 Re: nie stać mnie na dziecko... 29.09.07, 11:04
        I u nas podobnie. Mamy po 30 lat. Daleko od domu rodzinnego.
        Myslelismy jak sobie damy rade finansowo i doszlismy do wniosku ze
        nie damy... Postanowilismy starac sie o dziecko mimo wszystko. Bo
        jesli teraz mamy trudnosci i nie widac zeby zmienilo sie to za rok
        czy dwa to nie ma na co czekac. Czytam ze wiele par tak zrobilo i
        jakos sobie poradzilo smile Nas najbardziej martwi jak rozwiazac opieke
        nad dzieckiem tak zebym mogla wrocic do pracy.
        • mamakrzysia4 Re: nie stać mnie na dziecko... 29.09.07, 23:01
          kiedyś doświadczona matka powiedziała mi: wiesz nigdy nie jest dobry
          czas na dziecko,bo studia, praca, mieszkania a potem wiek: będziesz
          za STARA i co? Co jest dla Ciebie najważniejsze? Praca dziś jest
          jutro jej nie ma a dziecko dziś możesz jeszcze zajść w ciąże ale za
          10-15 lat?
    • corkaswejmamy Re: nie stać mnie na dziecko... 29.09.07, 21:25
      Córka urodziła się 2 lata po ślubie. Gdyby nie to, że przez pewien czas nie
      udawało nam się pewnie pojawiłaby się wcześniej. Byliśmy młodzi, ja miałam 23
      lata, mąż dwa lata więcej. Nie mieliśmy wiele, zaś przez 4 pierwsze lata naszego
      małżeństwa mieszkaliśmy u teściów(teoretycznie stać nas było na stancję, ale
      teściowie uważali to za wyrzucanie pieniędzy dlatego nie wiedzieć
      czemu-zostaliśmy). Oboje pracowaliśmy,szansa na własne mieszkanie była, nie
      chcieliśmy jednak czekać kolejnych lat. Dziś jedne studia skończone, drugie się
      lada dzień zaczną, nadal oboje pracujemy, mieszkanie nareszcie mamy swoje, córa
      rośnie i rozwija się nam wspaniale. Niczego w życiu nie żałujemy. Znajomi pytają
      się nas czasem czy rodzicielstwo nas czymś zaskoczyło. Zawsze odpowiadamy w ten
      sam sposób:
      -Owszem, zaskoczyło, mysleliśmy, że będzie dużo gorzej, trudniej.
      Niemniej nie sądzę byśmy zdecydowali się na dziecko nie mając ku temu żadnych
      perspektyw.Praca była dla nas priorytetem.
    • perlitek Re: nie stać mnie na dziecko... 30.09.07, 16:38
      Pewnie nie tylko Ty jesteś w takiej a nie innej sytuacji życiowej.
      Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Moja mama wychowywała mnie
      sama, zarabiając jeszcze niedawno (3 lata temu) ok. 900zł. Biorąc
      pod uwagę, że ja studiowałam i brałam od niej ok. 200zł (resztę
      dorabiałam jak mogłam) to ją podziwiam! Ja teraz czekam na
      maleństwo, zarabiam grosze, mój mąż też niewiele, ale cieszę się z
      tego co mamy i głowa do góry.
    • fruzia27 Re: nie stać mnie na dziecko... 30.09.07, 23:36
      A ja się wcale nie dziwię Twoim obawom! Naprawdę. Wiem, że nie
      ma "dobrego" czasu na dziecko, sama przez to przeszłam planując
      drugie - zawsze było coś. Ale mimo to, nie były to powody typu "bo
      nie będzie nas stać na wakacje za granicą" itp. Były to różne
      poważne powody.
      Pierwsze dziecko było planowane, urodziło się prawie 4 lata po
      ślubie. Mieliśmy mieszkanie, oboje pracę, ale nie byliśmy chyba po
      prostu na to gotowi. Niby myśleliśmy jak to by było, gdyby dziecko
      było, ale jakoś nie mieliśmy odwagi. W końcu decyzja zapadła, w
      ciąży kończyłam studia licencjackie. Po porodzie planowałam powrót
      do pracy (przyzwoita penssja, normalny 8 godzinny dzień pracy), ale
      mimo długiego stażu wyrzucili mnie po macierzyńskim. Tak po prostu z
      dnia na dzień. No i zaczęło się, mąż zaraz starcił pracę, ja
      szukałam dla siebie czegokolwiek 2 lata. Mąż miał zaliczył kilka
      firm (a to nie płacili, a to oszukali, a to praca całkiem poza
      domem), popadliśmy w niezłe długi. Do tego doszły sprzeczki,
      kłótnie - było naprawdę ciężko. Trwało kilka lat zanim się wszystko
      ułożyło i to nie tylko finansowo. Bo finansowo było już dobrze, ale
      nasze "ciężkie czasy" odbijały się "czkawką" w naszym małżeństwie,
      oboje niestety odporni psychicznie nie jesteśmy, oboje po
      przejściach i ciężka próba była dla nas trudna do przejścia. Ale
      mimo wszystko postanowiliśmy walczyć. Skończyło się na
      terapii,trochę to trwało, ale na szczęście wszystko zaczęło się
      układać. Mąż zaczął myśleć wcześniej o drugim dziecku, ale ja
      psychicznie nie byłam gotowa. I wierzcie mi - pieniądze to nie
      wszystko, ale ich brak może w trudnym momencie spiętrzyć i pomnożyć
      problemy i kłopoty. Dodam, że nie jesteśmy ludźmi beztroskimi i
      nasze kłopoty nie wzięły się z powodu rozrzutności czy czegoś
      takiego. Po prostu szare życie, problemy, brak pracy itd. Było
      naprawdę ciężko. Niedawno podjęliśmy decyzję o drugim, niestety -
      nie udało się, ciąża zakończona niepowodzeniem. Niejedna pewnie
      pomyśli - a ma za swoje, mogła decydować się wcześniej. No mogła,
      ale nie chciała, bo drugie dziecko w sytuacji tak beznadziejnych
      układów w małżeństwie byłoby chyba początkiem ostatecznego końca. I
      nie żałuję mimo wszystko, że się nie zdecydowałam wcześniej. Choć
      bardzo przeżyłam stratę i cholernie chciałabym mieć jeszcze drugie
      dziecko (czasu coraz mniej, bo nie jestem już młoda), to nie żałuję.
      Uważam, że odpowiedzialni ludzie powinni decydować się na dziecko w
      opdowiednim momencie. Jedni wolą mieć dobrą pracę, inni mieszkanie,
      a jeszcze inni co innego. Nic na siłę. Wiadomo - nie można decyzji
      odwlekać bez końca. Można na razie porobić badania (bo piszesz, że
      coś jest nie tak), poobserwować, pogadać z lekarzem i choćby jego
      spytać jak widzi w takiej sytuację ciążę za 3-4 lata. To naprawdę
      nie jest nic nienormalnego rodzić w wieku 28-30 lat. Dłużej bym nie
      czekała ze względu na zdrowie (podobno 30 jest taką granicą
      zdrowotną na pierwsze dziecko - tak mówił mi kiedyś lekarz), ale jak
      masz 25 lat i tak niepewną sytuację? CHyba bym się też nie
      zdecydowała. Dziewczyny piszą - jakoś będzie. No będzie - wiadomo,
      tylko jak? A jak Ty będziesz z dzieckiem, to jak się utrzymacie z 1
      pensji? A przez te np. lata może się wiele zmienić. Można
      przynajmniej spróbować jakoś zmienić tę sytuację - choćby spróbować
      się postarać o mieszkanie komunalne? Może w ciągu tego czasu uda się
      zdobyć pracę lepiej płatną, coś odłożyć? Nie wiem, moze się wiele
      zmienić, a pójście "na żywioł" może się skończyć świetnie, a może
      przynieść problemy. To naprawdę poważna decyzja i nie jest niczym
      złym, że ją odwlekacie nie mając praktycznie nic. I nie chodzi tu o
      zapewnienie dziecku firmowych ubranek czy drogich zabawek. Z całego
      serca życzę szczęścia w życiu, żeby się Wam ułożyło na tyle, że
      będziecie mogli podjąć tę ważną w życiu decyzję! Pozdrawiam
    • kachna9535 Re: zawze jest jakies ale... 01.10.07, 17:13
      Ja też jeszcze rok czy półtora roku temu nie chciałam myśle o 2
      dziecku, bo tylko dwa pokoje są i to jeszcze na pietrze u rodzicow,
      czyli nie wlasne itd... Do póki nie dopadło mnie 2 raz w życiu
      (licząc od pierwszej ciązy, cora ma 6 lat) podejrzenie o nowotwór.
      Dopiero teraz jak już jest powszykim wiem że nie ma na co czekać,
      trzeba korzystać z życia i szybko podejmować decyzję... Pierwsze
      starania były w sierpniu, poronienie na poczatku września i teraz
      kolejne...
      A reszta czyli mieszkania, pieniądze wszystko przyjdzie z czasem, a
      pzeważmnie jest tak że my sami bardziej nakręcamy się wtedy na
      zdobycie teggo wszystkiego jak jest jescze ktoś z nami...
      • hebanova Re: zawze jest jakies ale... 02.10.07, 15:32
        a ja dziewczyny myślę że w moim przypadku odwlekanie ciąży
        spowodowane było kwestią nieodpowiedniego partnera. wiele lat
        zmarnowałam z mężczyzną (najpierw narzeczony potem mąż), byłam ślepo
        zakochana ale nie było dobrze między nami, czułam, że gdyby dziecko
        się pojawiło to byłoby po prostu w takim domu nieszczęśliwe z
        wiecznie kłócącymi się rodzicami, z nieodpowiedzialnym ojcem i
        niepewną przyszłościa..jak się uwolniłam z tego toksycznego związku
        i poznałam mojego obecniego partnera - to decyzja o dziecku była jak
        olśnienie, po prostu wiedziałam że trzeba brać się do robotysmile
        żadnego myślenia, plusów, minusów, kalkulowania przeliczania pieluch
        na wycieczki itd, poczułam po prostu że to jest to, że mam
        bezpieczny dom, wzajemną pewną miłość i że dziecku będzie dobrze.
        mój partner był zachwycony pomysłem i ciągle zaskakuje mnie swoją
        odpowiedzialnością i pozytywnym podejściem. na razie z
        niecierpliwością czekamy na wynik naszych staranek smile
        • fruzia27 Re: zawze jest jakies ale... 02.10.07, 15:46
          No tak, ale zauważ, że autorka wątku nic nie przelicza na wycieczki -
          pisze, że nie zawsza im starcza i że mieszkają kątem, w pokoju u
          obcych ludzi, to jednak diametralnie inna sytuacja!
Pełna wersja