na jak długo starcza siły ?

30.01.08, 23:18
To nasz .. ? już nie pamiętam, 10 ? 11? cykl. Wszystkie możliwe na tej planecie badania mówią że jest dobrze lub bardzo dobrze. Monitoringi, testy owulacujne, inseminacja i jeszcze cuda wianki. Doszło do tego że nie mogę patrzeć na lekarzy, na sama myśl usg robi mi się niedobrze i wszystko jest na wielkie NIE. Były comiesięczne płacze, depresje, potem wyluzowanie. Teraz już nawet rozczarowanie zamienia się w obojętność bo i tak się nie uda.Ciekawe jaki jest nastepny etap ? Stwierdzenie - wyluzuj, nie sprawdza się w takich wypadkach.Trzeba stać po drugiej stronie rzeki aby wiedzieć co się czuje. W cuda teraz wierzyć ? pozdrawiam w szczególności te które wiedzą o czym piszę i te które są etap dalej czyli mają lub czekają na maleństwo.
    • nikka1975 Re: na jak długo starcza siły ? 31.01.08, 09:15
      Oj, rozumiem Cię w 100%, u nas 8 cykl sad ja jestem na długim już etapie
      (3miesiąc?) wyszukiwania sobie przeszkód natury medycznej, bo badania niby nie
      najgorsze ale też nie całkiem OK,

      Z jednej strony już straciłam nadzieję, z drugiej nie umiem się od "starań"
      całkiem odciąć. Tylko po co tyle lat się staraliśmy by nie "zajść"....
    • niejatoja Re: na jak długo starcza siły ? 31.01.08, 09:36
      Ja staram się od marca zeszłego roku. Też cykle przestarane, potem rozczarowanie. Cykle mam długie i bardzo nieregularne (od 32 do 50 dni) Więc trudno trafićsmile Ale nadal mam nadziejęsmile
      Nie martw się, jak przyjdzie czas to nam się uda.
      Dziś już czuję @ więc kolejny cykl przepadł, a naprawde pracowaliśmy.
      Może zróbcie sobie przerwę, wyjedzcie gdzieś na wypoczynek.Może następnym razem wyjdzie i Wam i Nam.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia. I nie martw się. Bedzie dobrze. Mojej koleżance udało się dopiero po 1,5 roku i teraz ma cudownego półrocznego chłopaczka
    • gardone no, możemy sobie rękę podać 31.01.08, 10:36
      ja od grudnia 2006
      i nic, a wszytsko w normie
      teraz "jadę" na drugim cyklu z clostilbegyt`em,
      jak nie załapie, to chyba sobie odpuszczę. Chociaż mąż namawia, żeby
      spróbować jeszcze raz z clo...

      • mpecak Re: no, możemy sobie rękę podać 31.01.08, 11:11
        Nie odpuszczaj! Wyluzuj, ale nie odpuszczaj - nam sie udało po pół
        roku z clo+bromergon+ dopochwowa luteina. Znam doskonale ten
        comiesięczny stres (zresztą przechodzę go znowu, ale cały czas
        wierzę, ze się uda. Popieram męża, próbuj dalej clo, nie zaszkodzi a
        pomóc może... Trzymam kciuki!
        • gardone Re: no, możemy sobie rękę podać 31.01.08, 11:57
          Hej,
          wiesz, z jednej strony bardzo chcę
          z drugiej - clo działa na mnie potwornie (na psychikę) i zastanawiam
          się, ile dam radę.
          Poza tym, jak pisałam, to mój drugi cykl z tym "cudem". I pierwszy
          raz miałam tak bolesną owulację.
          • mpecak Re: no, możemy sobie rękę podać 31.01.08, 13:19
            też miałam bolesną owulację przy clo - ale to oznaczało, że w ogóle
            ją mam (mam PCO i bezowulacyjne cykle). A co do działania clo na
            psychikę - wydaje mi się, że to sama sytuacja i stres tak działają,
            ja przynajmniej nie łączyłam tego z żadnym lekiem, ja raczej byłam
            mocno załamana, bo nam się nie udawało.
        • harperowa Re: no, możemy sobie rękę podać 01.02.08, 09:13
          a ja mam pytanie do bromergonu-zaczęłam właśnie brać, ale nie zapytałam, a
          lekarka nie mówila, czy to bierze się także w czasie miesiączki? mam po
          następnej miesiączce zrobić badanie kontrolne, ale nie wiem czy wcześniej
          odstawić czy nie...hmm..może pomożecie? dzięki.
    • nowi-jka Luliczek głowa do góry 31.01.08, 10:39
      Ja starałam się 18 cykli. Też juz traciłam nadzieje. Zaczełam już
      rozmawiać z Mężem ile dajemy sobie jeszcze czasu, kiedy sie
      poddajemy i staramy o adobcje, już zamiast o dziecko prosiłam Boga
      żeby pomóg mi zaakceptować Jego wole skoro tak ma być.
      Nie chce zapeszać bo nie wszystko jest w porządku ale jestem w 10
      tyg. ciązy.
      Rozumiem co czujesz, ale nie trac nadzieji zwłaszcza ze z medycznego
      pkt jak piszesz jest ok.
      Ja ryczałam nad każdą @.
      Gdy ktos mówił o kims kto jest w ciązy to ja to odbierałam jakby
      chcial mi powiedziec "wszyscy zachodzą tylko Ty jestes ułomna", nie
      mogłam patrzeć na małe dzieci bo wpadałam w furie, gdy ktoś z okazji
      swiat, imienin, urodzin życzył mi "wreszcie dzidziusia" to robiłam
      sie niemiła, drażnilo mnie to, odbierałam to jako przytyk.
      A teraz uczestnicze w cudzie.
      Ty też sie doczekasz.
      Trzymaj się.
      • andziabuzka1 do nowi-jka 31.01.08, 13:21
        czesc.Ja tez staram sie juz 18cykl(dzis 25dc)@za tydzien i tez juz
        trace nadzieje,ale Twoj post podniosl mnie troche na duchu i
        nastroil optymistycznie.Wierze,ze mi takze sie kiedys uda.Pozdrawiam
        • nowi-jka Re: do annabuzka 05.02.08, 10:09
          No i co?? Jest @??
      • gato.domestico Re: Luliczek głowa do góry 31.01.08, 14:18
        my staramy sie od wrzesnia 2007 niby nie z adlugo, ale juz mam mala
        depreche sad
        na "pocieszenie" powiem ze np w UK nieplodnosc stwierdza sie po 24
        mies bezowocnych staran...
        • ir_76 Re: nastawienie psychiczne jest bardzo wazne! 31.01.08, 15:04
          Wiem ze takie stwierdzenia ''wyluzuj'' denerwuja czlowieka jeszcze
          bardziej ale na naszym przykladzie moge stwierdzic ze czasami to
          rzeczywiscie pomaga. My z mezem zaczelismy sie starac o dziecko
          jeszcze dlugo przed slubem w sumie jakies 3,5 roku a moze nawet i 4.
          Diagnozy byly rozne , PCO, wrogosc sluzu, slabsze parametry
          nasienia. Ogolnie nie bylo zadnego leczenia tylko od razu
          inseminacje. Postanowilismy ze na inseminacje wybierzemy sie ale po
          slubie . I przez jakis czas przestalam chodzic do kliniki ( ktora
          doprowadzala mnie do lez) i zajelam sie organizacja slubu i wesela.
          Pozniej pojechalismy w podroz poslubna i po powrocie w urodziny meza
          zrobilam test, bo termin miesiaczki minal chociaz nie mialam zadnej
          nadziei i na koniec miesiaca mialam znow wybrac sie do lekarza by
          wznowic ''leczenie'' . No i stal sie ''cud'' pojawily sie 2 kreski
          oczywiscie zaraz poszlam do apteki po kolejny test bo nie moglam
          uwierzyc. Nastepnego dnia zrobilam test z krwi i tez nie moglam
          uwierzyc w jego pozytywny wynik dopiero jak zobaczylam na usg
          zarodek ! W maju urodzi nam sie coreczka a lekarze nie dawali nam
          szans na naturalne poczecie ! Tak wiec czasami warto sobie na jakis
          zas odpuscic i psychicznie skoncentrowac sie na czyms innym.
          Trzymam kcikuki za wszystkich starajacych sie !
        • nowi-jka do gato 31.01.08, 16:12
          w Polsce teoretycznie o problemach tez mówi sie dopiero po roku
          bezowocnych staran. My poza mierzeniem temperatury nie stosowalismy
          niczego z tego o czym wy tu piszecie własnie dlatego ze mój lekarz
          wciaz uwazał ze za wczesnie aby stwierdzac problemy i kazał próbowac
          po prostu.
          • zabcia35 Re: do gato 31.01.08, 17:05
            Kochane Dziewczyny, ten wątek to dla mnie jedyne miejsce na ziemi w
            dniu dzisiejszym. Pisze do Was i ryczę jak mała dziewczynka. I nie
            mam juz nadziei. Wiem, że niektóre z Was starają się o wiele dłużej
            i to przed Wami właśnie najniżej chylę czoła.To Wy dodajecie mi sił,
            żebym spróbowała jeszcze raz. Odebrałam własnie hcg z krwi. W 29 dc
            wynik < 1 nie pozostawia złudzeń, żadnych.Znowu sie nie udało. lada
            dzień zaczne więc cholerny nowy cykl starań-6 sty. Przez 4 msce jako
            się trzymałam ten 5y nieudany zabrał mi wiarę że kiedykolwiek to sie
            uda. Wiem, ze w moim wieku, juz nie bedzie tak łatwo, a może wcale
            sie nie uda?...... Czy któras z Was jest po 35 rż?
            • luliczek78 Re: do wszystkich zrezygnowanych 31.01.08, 20:24
              Cześć dziewczyny, koszmarny dzień, dawno takiego nie było.Do tego brzuch zaczyna boleć jak na @... już idzie. Wyrzuciłam z domu w furii wszystkie testy ciążowe.Obiecałam sobie że nigdy więcej ich nie kupimy, nigdy!!!!! Pewnie w połowie lutego znowu starania- tym razem inseminacja ( II), inaczej nie będę w stanie. Dowiedzialam się że kolezanka jest w ciaży i tak się zaparłam, że splynęło to po mnie jak po kaczce - niech będzie, zdrowia życzę i na tym koniec. Pewnie nie ma złotej metody na nasze dolegliwości, ale chyba trzeba ze sobą walczyć, postawić mur i nie dać się zgnieść ? Nie wiem jak w waszym przypadku ale nasi partnerzy chyba odgrywają tu dużą rolę, ich podejście jest bardzo ważne - mam to szczęście że mąż nie chlipie ze mna tylko stawia mnie za uszy do góry i z czarującym usmiechem mówi: będziemy próbować, za miesiąc za dwa za trzy jak będzie trzeba za rok i pięć, i że na wszystko w zyciu jest czas.Niczego juz nie podporządkowujemy pod dziecko, pokój zajęty, wycieczka na lipiec kupiona, żadnych planów związanych z maluchem , ale rozmowy są i chyba nie powinno się od nich uciekać. Tylko czasem jak pomyslę to dusi...i sił brakuje. Trzymajcie się i nie dajcie się ! może i dla nas przyjdzie czas ?
              • mycha.76 Re: do wszystkich zrezygnowanych 31.01.08, 21:40
                Autorka postu pisze, na ile straczy sił...
                Odpowiedź nie jest jednoznaczna, każda z nas ma inną sytuację życiową co widać czytając wszystkie posty...
                My staraliśmy się o dzieciątko 1,5 roku. Przez rok nie robilismy badań starając się podejść do tego na spokojnie.Mierzyłam temperatury, stosowałam testy owu, modliliśmy się wspólnie o dziecko i ...nic. Comiesięczna @ przepłakana w łóżku i żałoba po dziecku, które znów się nie poczęło...
                Po roku zrozpaczeni udaliśmy się do Novum Kliniki Niepłodności w Wwie. Badania pokazały oligoastenoteratozoospermię u męża.
                Nie miał plemników w ruchu szybkim A potzrebnych do zapłodnienia.
                Rozpoczął leczenie u androloga:witaminy, środki wzmacniające, w końcu hromony...I nic. Zrozpaczeni zdecydowaliśmy się na inseminację.
                Nie udało się. ALe już nawet łez nie miałam...
                Wtedy usłyszeliśmy o rekolekcjach dla małżeństw pragnących mieć dzieci w Sulejówku "Abraham i Sara" prowadzonych przez ks. Michała.
                Pojechaliśmy tam, ja w bardzo buntowniczym nastroju.
                To był niezwykły weekend...Były modlitwy w intencji poczęcia, ale też wykłady prowadzone przez lekarza, rozmowa z psychologiem...
                Rekolekcje pomogły, wyciszyłam się, wyspowiadałam...
                Po powrocie poszliśmy do kliniki i odwołaliśmy następną próbę inseminacji. Ja wpadłam w wir pracy zawodowej...Zaczęłam szukać informacji o ośrodkach adopcyjnych...
                I wiecie po 2 tyg okazało się, że jestem w ciąży...
                Zaszłam w nią dokładnie w tym cyklu w którym byliśmy na rekolekcjach...
                Dziś mam 8 mies. córę i ...znów jestem w ciąży.
                Znów życie nas zaskoczyło...Bo kto by się spodziewał zajść w ciążę mając 4 mies dziecko tylko karmione piersią kilkanaście razy na dobę i mając męża z taką diagnoząsmile Zycie figle płata i zaskakuje.
                Was też zaskoczy, dziewczyny...A w obniżone wartości plemników już nie wierzę, to chyba wszystko kwestia stresu i pscyhiki...
                No i cudu...
                Dziewczyny, nie traćcie nadziei i ducha niezależnie czy jesteście przed 30 czy po czy może po 40...
                Polecam Wam rekolekcje, o których napisałam.
                Nie pamiętam adresu strony internetowej do tych księży, ale wpiszcie w wyszukiwarce "Abraham i Sara" Sulejówek i na pewno wyskoczą potrzebne informacje.

                Będzie dobrze, wierzcie w to choć wiem jak czasem ciężko i sił brak...
                Pozdrawiam
            • rafka37 Re: do gato 01.02.08, 15:05
              zabcia35 - ja jestem 73 rocznik i mam dopiero za sobą 1 miesiąc i
              test z 1 kreską - wiem że to nic 1 miesiąc ale mam wątpliwości że ja
              w takim wieku???????
              Podziwiam wszystkie dziewczyny(panie)które tak długo walczą o Ten
              największy skarb - ja już teraz jestem załamana i tylko liczę dni i
              godziny do następnych starań.Pozdrawiam wszystkie oczekujące na
              pierwsze maleństwo 35latki i nie tylko,życzę wszystkim POWODZENIA I
              UPRAGNIONEGO DZIECKA.
    • zapracowana6 Re: na jak długo starcza siły ? 01.02.08, 09:25
      Luliczek, nam się udało dopiero wtedy, kiedy sił brakło i sobie
      odpuśilismy, tzn. gdzieś po roku.
    • mirka-79 Re: na jak długo starcza siły ? 01.02.08, 13:37
      Hej! ja wiem dokladnie o czym mowisz, bo ja z mezem staralam sie rok czasu o
      maluszka i tez badania wskazywaly ze wszystko jest ze mna ok. Tez byl placz i
      roczarowanie, ale wiesz co? udalo sie wreszcie, jestem wlasnie w 3 miesiacu i
      maluszek juz jest i rosnie. Nie wiem dlaczego tak dlugo nam nie udawalo sie,
      moze jednak psychika odgrywa tu bardzo istotna role, po prostu trzeba sie
      wyluzowac, choc sama dobrze wiem, ze to bardzo trudne...Glowa do gory i trzymam
      kciuki!!!smile
      • zabcia35 Re: na jak długo starcza siły ? 01.02.08, 15:14
        Myśle Dziewczyny, że jest tak własnie że ta nasza PSYCHIKA to
        ogromny potencjał, który potrafi nas zablokowac lub czynić cuda.
        U mnie dzis przyszła @ sad Troche popłakałam mniej niz miesiąc, 2,
        3 ,4 temu.Podniosłam się i zaczynam 6 cykl starań.Przysiegam sobie
        wyluzować, ale boje się że to nie jest możliwe.
        Wszystkim Wam z całego serca życzę żebysmy spotkały sie niebawem na
        wątku z 2 kreskami.smile
        • luliczek78 Re: na jak długo starcza siły ? 01.02.08, 23:36
          Witaj w klubie żabcia35, @ też dzisiaj przyszła - ale tym razem nie ma płaczu, może dlatego że dużo się teraz w naszym życiu dzieje i nie ma czasu. Dochodze po woli do wniosku, że aby było dobrze musi być źle, czyli taki wstrząs, zbieramy się do pionu i z nową nadzieją nowy miesiąc. W tym miesiącu równiez bez clo, usg itp -tylko testy owulacyjne i nadzieja. Następny z monitoringiem. Po długiej rozmowie z mężem ten cykl zostawiamy samej naturze - bez napalania.Zastanawiam się czy problem nie tkwi w tkz. tyłozgięciu które ponoć mam, każdy ma na to inna teorię ? coś wiecie ?
          Pozdrawiam i nosy do góry ! Dzięki wielkie za wsparcie.
          • martysika76 Re: na jak długo starcza siły ? 03.02.08, 10:44
            Hej Luliczek78,
            u mnie teraz byl 6 cykl staran, dzis 26 dzien cyklu i test negatywny
            wiec chyba raczej sie nie udalo....
            ja tez mam tylozgiecie i przy pierwszych staraniachh czytalam wiecej
            na ten temat i ogolnie pisza ze nie powinno sie miec problemu.

            ja staralam sie juz wyluzowac w poprzednim cyklu, zadnych testow ovu
            i mierzenia temp, wiec teraz czekam chociaz powiem ze to wyluzowanie
            bylo przy staraniach a teraz to juz sam stres, od tygodnia i ciagle
            myslenie
            wiec chyba nie jest mi dane sie do konca wyluzowac...
    • hanek-k Re: na jak długo starcza siły ? 03.02.08, 17:51
      cześć kochane kobietki
      opowiem wam moją historię:
      najpierw praca zawodowa,dorabianie się własnego ,,m,,w wieku 27 lat zaczęliśmy
      myśleć o dziecku, pierwsza ciąża wielka radość i poronienie w 8 tygodniu,po pół
      roku kolejna próba ,najlepsi lekarze i znowu w 9 tygodniu straciliśmy
      bąbla,zaczęto robić wszystkie badania-genetyczne,nasienia itp. i wszystko było
      ok.nic nie potrafiono znależć,postaraliśmy się o następne dziecko i nie muszę
      nikomu mówić jaki przeżyliśmy straszny ból kiedy w kolejnym 8 tygodniu wieżli
      mnie na sygnale do szpitala i diagnoza kolejne poronienie,zamknęłam się w domu,
      popadłam w tak straszne przygnębienie i depresję, że odechciało mi się żyć, tym
      bardziej że nikt nie potrafił mi pomóc,wysyłałam swoje wyniki do wielu klinik i
      nikt nie potrafił postawić diagnozy. I kiedyś przypadkowo lekarz moich znajomych
      pracujący od 20 lat w szpitalu na położnictwie słysząc o moich problemach
      powiedział,że podczas tylu lat praktyki spotkał się z podobnymi 3
      przypadkami,że on się zastanowi i pomyśli i umówilśmy się na następny dzień.Jego
      diagnoza była taka,bardzo rzadko spotykana wada-niewydolność ciałka żołtego w
      momencie jego przekształcania w łożysko.Postaralśmy się o następną ciążę i od 5
      tygodnia brałam luteinę i całą ciążę leżałam.Natalka urodziła się w terminie/56
      cm,3610 g i całkowicie zdrowa/1 stycznia 1997 r.teraz
      własnie skończyła 11 lat i jest piękną, wysoką/156 cm/i zdrową panną

      piszę to dlatego żeby wszystkie dziewczyny wierzyły do końca i nigdy nie
      traciły nadzieji,naprawdę!!!
      a na zakończenie-mam obecnie 40 lat i za 2 tygodnie urodzę chłopca,ogromne
      problemy w ciąży ale ja się i tak nie poddałam i tego wszystkim starającym się
      kobietkom życzę
      hanek-k
      a teraz czekamy na szczęśliwe zakończenie!
    • kinga700 Re: na jak długo starcza siły ? 04.02.08, 23:28
      Do żabci35. Ja mam 37 lat. I teraz jestem w ciąży. Starania
      zaczęliśmy w 2000 roku. Ile to cykli przez 7 lat? Nigdy ich nie
      liczyłam, ale liczyłam lata. Kiedy minęłam próg 2 lat zaczęłm się
      leczyć. Po 2 laparoskopiach w 2003r. lekarz powiedział mi "teraz
      proszę zachodzić w ciążę". Jakoś trudno było ten rozkaz wykonać.
      Potem inseminacje i brak wyraźnej przyczyny: dlaczego wciąż nic.
      Może jeszcze in vitro? Potem wyjechalismy za granicę i jeszcze o tym
      myślelismy. Mielismy trochę zawirowań w życiu i postanowiliśmy o
      adopcji, mysleliśmy, że może taki właśnie Bóg ma plan wobec nas. We
      wrześniu ubiegłego roku szok: jestem w ciąży! Przez 2 tygodnie
      zwlekałam z testem, bo nie mogliśmy uwierzyć! Teraz jesteśmy tacy
      szczęśliwi, że stał się nam taki cud. Żabciu i inne dziewczyny, nie
      rozpaczajcie, kilka cykli naprawdę nic nie znaczy, żyjcie z
      radością, może trzeba wam poczekać dłużej? Tę historię napisałam ku
      pokrzepieniu serc. Dodam jeszcze, że nie chcemy rezygnować z
      adopcji. Pozdrawiam
    • katarzyna.br Re: luliczek 05.02.08, 10:40
      Nie myśl w tych kategoriach - na ile starsza siły. Pomyśl - jestem
      zdrowa - co oznacza mogę mieć dziecko. Nam lekarza pod dokładnych
      badaniach powiedzieli że nie mamy prawie żadnych szns na ciąże
      natruralną mimo że mamy już jedno dziecko. PRoblem dotyczył męża, a
      niepłodność męską trudno wyleczyć. Było naam smutno, myśleliśmy
      nawet o in vitro. Ale na wakacjach (we wrześniu) miałam
      przemyślenia i postanowiłam dać sobie spokój z myśleniem o drugim
      dziecku.
      W listopadzie okazało się że jestem w ciąży. Nie wiem jak, kiedy i
      dlaczego się to stało. Wyluzowanie pychiczne???? Nigdy w nie nie
      wierzyłam. Do tej pory zastanawiam się jak mogło się udać skoro
      lekarze nie dawali nam szans. Nasze starania - niestarania trwały
      1,5 roku. Po takim czasie już nie ma się nadzieji że się uda.
      Luliczek, uda Wam się na pewno - skoro jesteście zdrowi - jest to
      tylko kwestią czasu. JEdnym się udaje po 2 miesiącach, innym po 2
      latach. A na forum niepłodność sa pary starające się ponad 100 cykli.

Pełna wersja