jowita-28
04.03.08, 11:19
Hej, dzisiaj sie trochę zdenerwowałam... a było to tak...
...wczoraj po pracy, juz popołudniem, ni stąd ni z owąd chwycił mnie
potworny ból w plecach z prawej strony, z każdą chwilą był coraz
większy, nie wiedziałam, co to za ból, czy krzyże, czy nerki.
Myślałam, że to jakieś zapalenie nerki... (miałam, jak byłam młodsza
i potwornie bolało). Męczyłam ię długo, w końcu wzięłam no-spę, po
jakiś trzech godzinach apap, nic nie pomagało, położyłam się spać...
o w pół do piątej nad ranem obudził mnie ten przeszywający ból i w
dodatku promieniował do podbrzusza, ale zasnęłam jeszcze na chwilę.
Rano decyzja - nie idę do pracy, pędzę do lekarza. Najpierw
ginekolog, ale dziś przyjmuje od 13, więc idę do przychodni i chcę
się zarejestrować do mojego lekarza pierwszego kontaktu. W recepcji
znajoma kobietka (koleżanka mamy, mnie też zna) odmówiła kilku
osobom i albo zarejestrowała ich do innego lekarza po południu, albo
na następny dzień... moja kolej... przywitałam się, mówię, że chce
się do mojego lekarza zarejestrować, że jestem w ciąży i to nagły
przypadek (z bólu się zwijam)... a ona, że lekarz ma dużo pacjentów
i mnie już nie zarejestruje, jedynie na popołudnie... ja na to, że
nie będę czekać do 14, bo chcę się widzieć z lekarzem teraz a nie po
południu i mówię jej w czym rzecz... ona żebym poszła do ginekologa,
to mówię że jest od 13, ona, że nic nie może zrobić... no więc się
trochę uniosłam, ale trzymałam mino wszystko nerwy na wodzy...
mówię, że jestem pacjentką tego lekarza i chcę się widzieć z nim
pilnie teraz, a nie z innym za 6 godzin, bo tyle nie będę czekać i
że inne osoby mają mniejsze problemy, a zostaną dziś przyjęci, więc
dlaczego ja w takiej sytuacji mam być nie przyjęta i że mam do tego
prawo... ble, ble, ble... w końcu mnie zarejestrowała...
Idę przed gabinet a tam full ludzi... siedzę, czekam, w końcu pytam,
kto kiedy wchodzi i że ja już nie mogę wysiedzieć, że jestem w ciąży
i jeśli mogę, to proszę żeby mnie ktoś przepuścił... cisza, brak
chętnych. Chwilę później jakaś kłótnia starsza pani i młody facet
się kłócą o to kto był pierwszy... Minęła godzina z hakiem...
Patrzę, a w zabiegowym mama mojej koleżanki przyjmuje, no to chociaż
nie jestem zwolenniczką takich rzeczy, idę do niej i proszę, żeby
mnie wkręciła do lekarza bez kolejki <druga co była z nią w
zabiegowym patrzy na mnie spodełba>... Zgodziła się! jak wyszła
pacjentka to ją wołam, weszła do gabinetu i po wyjściu mówi, żebym
szła do zabiegowego, że jak lekarz skończy przjmować pacjenta to do
mnie przyjdzie do tego zabiegowego... po chwili przyszedł, mówię mu
co i jak, oglądnął mnie i mówi, żebym przeszła do gabinetu. Okazało
się, że to nie nerki, to jednak ból krzyży, ale kazał mi zrobić
badanie moczu, wypisał zwolnienie do poniedziałku i oki. Wychodząc
reszcie pacjentów nawet do widzenia nie powiedziałam. Panią w
rejestracji przeprosiłam, jak wypisywała mi zwolnienie i teraz
jestem w domciu... trochę wpieniona na tą całą dzisiejszą sytuację,
na to że się uniosłam w recepcji i że musiałam wykorzystywać
znajomości, żeby wejść wcześniej do lekarza też (w sumie wyszłam z
przychodni po 2 godzinach...)
Musiałam to z siebie wyrzucić

A Wy miałyście jakieś sytuacje, że Wam nerwy puszczały, bo ktoś nie
mógł, albo nie chciał Was zrozumieć...?
Pozdrawiam.