myszasta2
28.05.08, 12:29
Jestem w 26tc (mojej pierwszej). Mam 35lat, wzrost 163cm i ważyłam
tuż przed ciążą 65kg (w lepszych czasach waga spadała mi do 60kg;
jestem raczej mocnej budowy).
Na początku ciąży (do 4m-ca) miałam wstręt do jedzenia, a już
absolutnie nie mogłam patrzyć na słodycze (zwłaszcza czekoladę) co
właściwie mnie cieszyło. Wręcz spodziewałam się, że wytrwam przy tym
do końca ciąży, bo nie mogłam sobie wyobrazić jak można jeść takie
świństwo!
Pomimo tego, w pierwszym trymestrze jednak przytyłam ok 4kg bo
jadłam często (przy przerwach 2-3 godzinnych dostawałam silnych
nudności) choć był to najczęściej suchy chleb, pieczywo chrupkie ale
zażywałam niewiele ruchu.
Za to teraz - jadłabym cały czas! I to mnie przeraża! Od początku
ciąży przytyłam 11 -12 kg a przecież "najgorsze" (jęśli chodzi o
przyrost wagi) to przede mną.
Staram się ograniczać słodycze, ale zawsze coś tam skubnę: to
ciasteczko, to czekoladkę (jestem w domu na zwolnieniu od 3 m-ca
ciąży), smakują mi kanapki, zjadam obiad (jedno danie a gotuję
raczej niskokalorycznie) i jeszcze coś wieczorem.
Mam apetyt na owoce ale chyba zjadam ich za duzo (banany, winogrona,
nektarynki, pomarańcze) - jedząc je chcę się też oszukać by nie
zjeść czegoś mocniejszego.
Choć tyle się oczytałam przed ciażą jak należy się odżywiać w czasie
ciąży i nie jeść za dwoje, a tu ... masz!
Najwiecej idzie mi w uda i pupę (no i w pyzatą już buzię) do tego
stopnia, że nie mogę za bardzo chodzić w spódnicy bo gdy mam gołe
nogi to obcieram sobie uda (nigdy tak nie miałam).
I trochę mnie to podłamuje, że w tym wieku po porodzie nie stracę
zbędnych kg.
Ja wiem, że tu na forum piszą dziewczyny z naprawdę poważnymi
sprawami (u mnie przebiega ciaża bez większych problemów), ale
byłoby mi rażniej gdyby któraś z was też miała taką "bolączkę".