ula_1981
05.10.08, 11:17
Właśnie obejrzałam sobie zdjęcia na "FotoForum ciążowe brzuszki" coś
cudownego. Piękny widok. Wszystko bym oddała aby mieć taki brzuś z mała
fasolką w środku

to moje największe marzenie. Nawet pisząc to teraz w
oczach zakręciły mi się łzy. Mam skończone 27 lat mąż 26. Razem jesteśmy 10
lat w tym jako małżeństwo nieco ponad 3 lata. Biorąc ślub oboje wyraziliśmy
ogromną chęć posiadania potomstwa. Nawet ustaliliśmy, że rok po ślubie
zaczniemy działać w tym kierunku. Niestety minęło 3 lata i nic. Nawet jednej
próby. Ja bardzo chciałam spróbować ale mąż nie. Czuję się zawiedziona przez
niego, oszukana bo nie tak planowaliśmy. Nie takiego małżeństwa chciałam, w
którym z roku na rok odkładana jest decyzja o dziecku. Pytając go "kiedy?"
czuję się jakbym wręcz prosiła aby wreszcie pozwolił nam zostać rodzicami. Ja
od dawna pragnę dziecka, już 2 rok czekam aż mąż wreszcie zgodzi się. Czuję
się z tym źle. A nawet zaczynam mieć głupie myśli typu, że może on nie chce
mieć ze mną dzieci bo nie wie czy chce być ze mną na zawsze itp. Źle się z tym
wszystkim czuję. Bardzo kocham dzieci. Coraz gorzej znoszę nowiny, że
koleżanki, kuzynki są w ciąży. Np. ostatnio dowiedziałam się, że mój kuzyn
który brał ślub 2 m-ce wcześniej niż my będzie miał dziecko, a parę dni temu
siostra oświadczyła mi, że jest w ciąży. Szczerze powiedziawszy zamiast
cieszyć się to popłakałam się. Może to głupie ale zazdroszczę jej. Mąż z roku
na rok obiecuje mi dziecko, pierw że w 2006 r. potem 2007, potem 2008. I z
roku na rok zmienia zdania. Teraz obiecał że w przyszłym roku ... ale dlaczego
miałabym w to uwierzyć, przecież tyle razy zmieniał zdanie. To jest okropne
uczucie gdy człowiek sie nastawia, że w tym roku spróbuje postarać się o
dziecko a jak przychodzi co do czego, to mąż unika dni płodnych jak ognia a
jak już to dba o zabezpieczenie aby tylko nie doszło do zapłodnienia. To jest
chore bo przed ślubem o wiele częściej kochaliśmy się bez zabezpieczenia niż
teraz. Wtedy tak sie nie bał.
Gdy pytam go czemu tak zwleka z decyzją to padają przeróżne powody "przeciw" a
bo to a bo tamto. A tak na prawdę jakby tak na wszystko patrzeć to nigdy nie
będzie idealnej pory na dziecko. A ostatnio powiedział mi, że się waha z
decyzją o dziecku bo nie jest mnie pewien. I tu mi szczęka opadła. On nie jest
mnie pewien! ... przecież kocham go ponad życie, jest dla mnie najważniejszy,
okazuje mu to na każdym kroku, jestem bardzo czuła, wszystkie obowiązki domowe
wzięłam na siebie, mało tego pomagam mu w prowadzeniu jego firmy, nigdy go nie
zawiodłam, jestem wykształconą i nie brzydką dziewczyną, nie mam nałogów ...
uważam się za dobrą żonę.
Już sama nie wiem co mam robić. Tak bardzo pragnę dziecka, tak bardzo chcę
abyśmy mieli małą "perełkę" byłabym wtedy najszczęśliwsza pod słońcem. Bardzo
ale to bardzo brakuje mi dziecka do pełni szczęścia.