smutna

05.10.08, 11:17
Właśnie obejrzałam sobie zdjęcia na "FotoForum ciążowe brzuszki" coś
cudownego. Piękny widok. Wszystko bym oddała aby mieć taki brzuś z mała
fasolką w środku smile to moje największe marzenie. Nawet pisząc to teraz w
oczach zakręciły mi się łzy. Mam skończone 27 lat mąż 26. Razem jesteśmy 10
lat w tym jako małżeństwo nieco ponad 3 lata. Biorąc ślub oboje wyraziliśmy
ogromną chęć posiadania potomstwa. Nawet ustaliliśmy, że rok po ślubie
zaczniemy działać w tym kierunku. Niestety minęło 3 lata i nic. Nawet jednej
próby. Ja bardzo chciałam spróbować ale mąż nie. Czuję się zawiedziona przez
niego, oszukana bo nie tak planowaliśmy. Nie takiego małżeństwa chciałam, w
którym z roku na rok odkładana jest decyzja o dziecku. Pytając go "kiedy?"
czuję się jakbym wręcz prosiła aby wreszcie pozwolił nam zostać rodzicami. Ja
od dawna pragnę dziecka, już 2 rok czekam aż mąż wreszcie zgodzi się. Czuję
się z tym źle. A nawet zaczynam mieć głupie myśli typu, że może on nie chce
mieć ze mną dzieci bo nie wie czy chce być ze mną na zawsze itp. Źle się z tym
wszystkim czuję. Bardzo kocham dzieci. Coraz gorzej znoszę nowiny, że
koleżanki, kuzynki są w ciąży. Np. ostatnio dowiedziałam się, że mój kuzyn
który brał ślub 2 m-ce wcześniej niż my będzie miał dziecko, a parę dni temu
siostra oświadczyła mi, że jest w ciąży. Szczerze powiedziawszy zamiast
cieszyć się to popłakałam się. Może to głupie ale zazdroszczę jej. Mąż z roku
na rok obiecuje mi dziecko, pierw że w 2006 r. potem 2007, potem 2008. I z
roku na rok zmienia zdania. Teraz obiecał że w przyszłym roku ... ale dlaczego
miałabym w to uwierzyć, przecież tyle razy zmieniał zdanie. To jest okropne
uczucie gdy człowiek sie nastawia, że w tym roku spróbuje postarać się o
dziecko a jak przychodzi co do czego, to mąż unika dni płodnych jak ognia a
jak już to dba o zabezpieczenie aby tylko nie doszło do zapłodnienia. To jest
chore bo przed ślubem o wiele częściej kochaliśmy się bez zabezpieczenia niż
teraz. Wtedy tak sie nie bał.
Gdy pytam go czemu tak zwleka z decyzją to padają przeróżne powody "przeciw" a
bo to a bo tamto. A tak na prawdę jakby tak na wszystko patrzeć to nigdy nie
będzie idealnej pory na dziecko. A ostatnio powiedział mi, że się waha z
decyzją o dziecku bo nie jest mnie pewien. I tu mi szczęka opadła. On nie jest
mnie pewien! ... przecież kocham go ponad życie, jest dla mnie najważniejszy,
okazuje mu to na każdym kroku, jestem bardzo czuła, wszystkie obowiązki domowe
wzięłam na siebie, mało tego pomagam mu w prowadzeniu jego firmy, nigdy go nie
zawiodłam, jestem wykształconą i nie brzydką dziewczyną, nie mam nałogów ...
uważam się za dobrą żonę.
Już sama nie wiem co mam robić. Tak bardzo pragnę dziecka, tak bardzo chcę
abyśmy mieli małą "perełkę" byłabym wtedy najszczęśliwsza pod słońcem. Bardzo
ale to bardzo brakuje mi dziecka do pełni szczęścia.
    • fabiankaa Re: smutna 05.10.08, 13:24
      Strasznie przykro mi sie czyta takie watki. TYm bardziej, ze mam
      kolezanke, ktora jest w podobnej sytuacji, tylko ze oni nie sa
      malzenstwem, ale ona tez chce dziecka, slubu, zyja jak malzenstwo,
      aoe on ciagle mowi NIE.
      Wydaje mi sie, ze masz w sobie sa malo asertywnosc, za malo cenisz
      sama siebie i nie potrafisz postawic na swoim. O swoje trzeba
      walczyc... A ty, mam wrazenie, jestes za dobra dla meza -
      piszesz "przecież kocham go ponad życie, jest dla mnie najważniejszy,
      okazuje mu to na każdym kroku, jestem bardzo czuła, wszystkie
      obowiązki domowe wzięłam na siebie, mało tego pomagam mu w
      prowadzeniu jego firmy," - no wlasnie.. on ma wszystko, ty - nic. A
      do tego on jes gluchy na twoje prosby i slepy na twoje potrzeby.
      Ja na twoim miejscu przygotowalabym sie do rozmowy, przedstawila
      swoje racje, zbiła jego argumenty, nie dala sie zaskoczyc kretynskim
      stwierdzeniem "nie jestem ciebie pewien" (co cholery, co to znaczy)
      i dala facetowi jakis czas na podjecie decyzji.
      A jak nie - wyprowadzilabym sie. Serio.
      Zycie jest zbyt krotkie, zeby marnowac je z takim egoistą. A potem
      otrzezwiejesz jak bedziesz miala 40 lat i bedzie za pozno na
      macierzynstwo - po co ci to?

      Moja kolezanka jest juz po 30-tce, jej facet - zatwardzialy egoista
      i uparciuch - olewa jej potrzeby. Ona tez jest kochana, pierze,
      gotuje, sprzata, jest sliczna i madra.. i co? I cierpi, jest coraz
      smutniejsza, coraz bardziej zrezygnowana i niestety ma coraz mniej
      sił, zeby od niego odejsc.. Przykro patrzec, jak dziewczyna z dnia
      na dzien gasnie.

      Działaj i nie pozwól doprowadzic sie do takiego stanu.
      • puellapulchra Re: smutna 05.10.08, 14:29
        Zgadzam się z przedmowczynią!

        Od siebie dodam - w przyszłym roku się urodzi, to możecie zacząć się
        starać już smile)) A tak serio - czas leci, nie obejrzysz się, jak
        będziesz w takim wieku, kiedy ciąża to ryzyko. Pomyśl o sobie,
        walnij pięścią w stół!
        • irbise Nie bądż smutna tylko działaj! 05.10.08, 15:35
          Dziewczyny mają ŚWIĘTĄ RACJĘ!!!!
          Ty dajesz wszystko, a co otrzymujesz w zamian?...wątpliwosci,
          że go kochaszsad
          Uważam, ze konieczna jest rozmowa,
          a jeśli facet nadal nie będzie rozumiał o
          co Ci chodzi to trzeba nim wstrząsnać!
          Wyprowadzka jak
          najbardziej wskazana. Myślę, że to nim wstrząśnie
          i facet obudzi się.
          Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie tego problemu
          i życzę Wam maleństwa z całego serca!!smile
          • ula_1981 Re: Nie bądż smutna tylko działaj! 05.10.08, 23:41
            irbise napisała:

            > Ty dajesz wszystko, a co otrzymujesz w zamian?...wątpliwosci,
            > że go kochaszsad

            bo tak się właśnie czuję - ja mu daję wszystko co mogę mu dać, moją miłość,
            wierność, szacunek, wsparcie, czułość, oddanie itd.
            a on? nie potrafi/nie chce "pomóc" mi w realizacji mojego największego marzenia,
            którym jest macierzyństwo. Tak bardzo mi brakuje dziecka do pełni szczęścia. On
            doskonale wie jak bardzo chcę dzieci, już przez ślubem wiedział. Doskonale wie,
            że czytam przeróżne artykuły o planowaniu ciąży, przebiegu ciąży, porodzie itd.
            on wie, że czytam to forum. Nie raz miał okazję przekonać się jak bardzo kocham
            dzieci i jak mnie do nich ciągnie, jak zachowuje się w obecności maluszków moich
            koleżanek i kuzynek. Biorę na ręce, bawię się i rozmawiam. Widzi jaką mi to
            sprawia radość. A on stwierdził że nie jest mnie pewien. I taka głupia jego
            zabawa "kochanie w 2006 r postaramy się na 100%" potem "a wiesz kochanie jednak
            w tym roku nie ale w 2007 na bank" a potem znów "a jednak lepiej jak w 2008 r."
            a teraz "eee nie za rok to już na milion procent" a po paru dniach "nie chyba
            2009 rok odpada bo nie jestem ciebie pewien" a za chwilę "no dobra 2009 ale
            okolice wakacji zaczniemy". To jest taka dziecinada, zabawa w kotka i myszkę.
        • ula_1981 Re: smutna 05.10.08, 23:31
          puellapulchra napisała:

          > Od siebie dodam - w przyszłym roku się urodzi, to możecie zacząć się
          > starać już smile))

          w przyszłym roku ma się nie urodzić, tylko dopiero mają być starania o ile
          dotrzyma słowa, bo do tej pory ich nie dotrzymywał. Już nie raz słyszałam "w
          przyszłym roku na 100%" i to tak trwa od 2005 roku. Na dodatek stwierdził, że
          starania nie wcześniej jak koniec marca, początek kwietnia aby ciąża przypadła
          na okres zimowy. To jest chore, bo dla mnie nie jest ważne jaka pora roku! a po
          drugie skąd on może wiedzieć, że nam się od razu uda.

          > A tak serio - czas leci, nie obejrzysz się, jak
          > będziesz w takim wieku, kiedy ciąża to ryzyko.

          ja sobie świetnie zdaję z tego sprawę i nie raz mu o tym mówiłam, nawet czytałam
          na głos artykuły zamieszczone w internecie. Prosiłam go aby wreszcie zdecydował
          się zwłaszcza, że 2 lata temu miałam pewne dolegliwości, bardzo cierpiałam, 2
          tygodnie spędziłam w szpitalu, ból nie do zniesienia - leki przeciwbólowe
          doustne i dożylne nie pomagały - brałam zastrzyki domięśniowe, które łagodziły
          ból na parę godzin, miałam krwotoki z narządów rodnych. Do dani dzisiejszego tak
          na prawdę nie wiem co to było, lekarze nabrali wody w usta, mówili że to tylko
          zapalenie przydatków ale po takich dolegliwościach jakie miałam ja w to nie
          wierzę. Zwłaszcza, że podawali mi m.in. hormony - o czym dowiedziałam się
          dopiero od pielęgniarki, bo żaden lekarz nie uprzedził mnie o tym. Parę tygodni
          po wyjściu ze szpitala miałam wizytę kontrolną, mój gin. powiedział, że już
          wszystko ok i zasugerował abym zaczęła brać folik i starała się o dziecko.

          > Pomyśl o sobie, walnij pięścią w stół!
          tylko, że im bardziej nalegam i proszę o dziecko to po:
          1.on krótko odpowiada "w przyszłym roku" ale tak na prawdę co roku to słyszę (od
          3 lat)
          2. im więcej proszę tym gorzej się z tym czuję
          3. boję się, że osiągnę efekt odwrotny - że zniechęcę go
          • anick5791 Re: smutna 06.10.08, 11:12
            Nie PROŚ tylko mów zdecydowanie, czego chcesz. A może pora podziałać i jak
            dziewczyny sugerują rozważyć odejście?
            • ula_1981 anick5791 06.10.08, 11:23
              anick5791 napisała:

              > Nie PROŚ tylko mów zdecydowanie, czego chcesz. A może pora podziałać i jak
              > dziewczyny sugerują rozważyć odejście?

              problem jest w tym, że nie czuję się na tyle silna aby to zrobić.
              A po drugie pisałam już, że nie chcę go naciskać ani przypierać do muru.
              Chciałabym aby sam zrozumiał ... ale czy jest to możliwe ... nie mam pojęcia ...
              za bardzo się w tym pogmatwałam.
              • anick5791 Re: anick5791 06.10.08, 14:03
                Wiesz, to nie chodzi o "przypieranie do muru", ale o ton głosu, postawę... Nie
                miałam na myśli tego, żebyś zażądała dziecka. Myślę, że musi być Ci z tym
                wszystkim bardzo ciężko.
      • jalawenda fabiankaa 05.10.08, 15:39
        Nie pisz glupot, ze na cos jest za pozno. Ja mam 44 lata i jesem w
        ciazy. Kosztowalo mnie to tylko kilka miesiecy "pracy". Moje
        pierwsze dziecko urodzilam majac 40 lat (udalo sie za drugim razem).
        Nigdy wczesniej nie staralam sie o dziecko czego troche zaluje, bo
        bycie w ciazy i macierzynstwo jest cudowne.
        Pozdrawiam,
        jalawenda
        • fabiankaa Re: fabiankaa 05.10.08, 16:41
          Alez ja nie chcialam obrazic zadnej "poznej" mamy smile Sama urodzilam
          dziecko majac 30 lat (co wczesnie nie jest), ale staralam sie o nie
          prawie 4 lata. Wiec jak sie czlowiek zaczyna starac majac ponad 40
          lat - to niestety moze byc to trudne - bo zachodzi sie w ciazy nie
          zawsze od pierwszego cyklu, a poza tym z wiekiem jednak coraz wiecej
          cykli jest bezowulacyjnych. Nie znaczy to oczywiscie, ze 45-latka
          nie moze zaciązyc w pierwszym cyklu...

          A poza tym chodzilo mi rowniez o to, ze jesli ona oprzytomnieje w
          wieku 40 lat, ze szkoda czasu na takiego meza - to znalezienie
          nowego faceta moze zając troche czasu i skłonienie go do
          rodzicielstwa - rowniez... Płodnośc to dar, ale dany nam na pewien
          czas...
    • jalawenda Re: smutna 05.10.08, 15:52
      Jak czytalam Twoj list, to plakalam prawdziwymi lzami. Masz meza,
      ktorego kochasz (to cudowne) a on nie chce "dac" Ci dziecka. Moja
      kolezanka kiedys powiedziala, ze "nie ma wiekszego swinstwa na
      swiecie jak to, ze mezczyzna bedac z kobieta odmawia jej dziecka".
      Jest to pewne uproszczenie problemu aleduzo w tym prawdy.
      Otworz szeroko oczy. Nie badz zaslepiona miloscia do kogos, kto "nie
      jest pewnyCiebie".
      Jestes jeszcze mlod! Nie odkladaj macierzynstwa na pozniej, nie
      dawaj sie zwodzic. Czas plynie nieublaganie.
      Na pocieszenie napisze, ze mam 44 lata i jestem w ciazy. Pierwsze
      dziecko urodzilam majac 40 lat.
      Ale nie czekaj az tak dlugo. A juz na pewno nie z takim mezem.
      Glowa do gory.
      Pozdrawiam,
      jalawenda
      • hugo43 Re: smutna 05.10.08, 17:52
        u nas bylo troche na odwrot.to maz bardziej chcial,od slubu.ja niby
        tez ,ale tak w srodku sobie myslalam,zeby jeszcze troche nacieszyc
        sie soba,unormowac rozne sprawy.mimo,ze sie nie
        zabezpieczalismy,minal rok,a tu nic.i wtedy mnie wzielo na
        dziecko.czasem myslalam,ze to kara,ze nie chcialam.znajomym wokolo
        rodzily sie dzieci,a u nas nic.i do tego smutne oczy mojego meza i
        pytanie kiedy my bedziemy rodzicami?to maz nawet sugerowal wizyte u
        lekarza.w koncu po dwoch latach zaszlam w ciaze,czekamy na naszego
        bobasa,a mi jest glupio,ze tak sie balam,wahalam.mimo,ze jeszcze
        zostalo pare miesiecy,to juz wiem,ze nigdy nic lepszego nie spotka
        mnie w zyciu.i to mozesz powiedziec swojemu mezowi.
        • anick5791 Re: smutna 05.10.08, 20:25
          Zgadzam się z dziewczynami, które piszą, że jesteś dla męża "za dobra". A na
          marginesie: po co, u licha, wzięłaś na siebie wszystkie domowe obowiązki?
          Przecież to wasz wspólny dom! Jak on nie ma czasu pomóc, to wynajmijcie pomoc
          domową, żeby cię trochę odciążyła.
          Też uważam, że czas na poważną rozmowę i jakieś zdecydowane posunięcie. To już
          nie chodzi o Twój wiek, bo faktycznie, żadnych powodów do paniki nie ma, ale
          mężczyzna, który lekceważy twoje potrzeby i po trzech latach małżeństwa ma
          czelność mówić, że nie jest pewien?!
          A teraz wyjaśnię czemu mnie to tak wkurza smile Jego wahania przypominają mi
          zachowanie mojego męża sprzed ślubu. Dla mnie ślub nie był priorytetem, ale
          chciałam dziecka. On "nie był pewien" czy chce ślubu, a z dzieckiem podobnie
          mnie zwodził, jak twój. Aż zaszłam w nieplanowaną ciążę. Przy jego nastawieniu
          byłam załamana, bo właściwie właśnie poważnie rozważałam opcję zostawienia go. A
          on? Najpierw był trochę w szoku, choć mimo to natychmiast dostałam bukiet róż. A
          potem już tylko szczęśliwy. Wtedy niestety straciliśmy ciążę. Kilka miesięcy
          później wzięliśmy ślub i to on dopytywał się, kiedy będziemy mogli spróbować
          ponownie. Nie mógł się doczekać. Wyraźnie zaczęło mu zależeć na dziecku. Teraz
          znów jestem w ciąży i oboje jesteśmy bardzo szczęśliwi smile Tobie również tego
          życzę smile Pozdrawiam
          • ula_1981 anick5791 06.10.08, 00:15
            anick5791 napisała:

            > Zgadzam się z dziewczynami, które piszą, że jesteś dla męża "za dobra". A na
            > marginesie: po co, u licha, wzięłaś na siebie wszystkie domowe obowiązki?

            jestem "za dobra" dla każdej bliskiej mi sercu osoby - z jednej strony to ok.
            ale nie zawsze (jak widać).
            Czemu wzięłam na siebie wszystkie domowe obowiązki?, tak na prawdę sama do końca
            nie wiem, może dlatego, że:
            1. mąż został tak wychowany przez mamę, że to kobiety dbają o dom - mąż ma 2
            starsze siostry, dlatego też był we wszystkich domowych obowiązkach wyręczany
            przez nie. Zwłaszcza, że był alergikiem i rodzice oraz siostry od małego na
            niego chuchali i dmuchali.
            2. tego nauczyłam się po śmierci Mamy (11 lat temu). Zostałam wtedy ja, siostra
            oraz tata i duży dom, więc i sporo domowych obowiązków - widocznie weszło mi to
            w krew.
            3. ja póki co pracy nie mam, siedzę w domu więc obowiązki spadły na mnie
            zwłaszcza, że mąż w tygodniu pracuje a w weekendy studiuje zaocznie

            a tak na prawdę to czasem mam tego dość, tych obowiązków.
            • anick5791 Re: anick5791 06.10.08, 11:09
              Rozumiem, że te domowe obowiązki to wątek poboczny smile i starania o dzidzię są
              znacznie ważniejsze. Ale mimo to postanowiłam ustosunkować się do Twoich
              punkcików smile

              ad 1 - O tym zapomnij. To jego problem, czas żeby zauważył, że nadszedł XXI
              wiek. A jak już decydujesz się robić tyle rzeczy to powinien być Ci wdzięczny i
              mieć świadomość, że to NIE jest Twój obowiązek.
              ad 2 - Bardzo mi przykro, że straciłaś mamę. Teraz jednak jesteś w zupełnie
              nowej sytuacji i na nowo wszystko zorganizuj.
              ad 3 - To może ciekawiej byłoby pracować poza domem smile A jeśli nie chcesz (no bo
              w zasadzie, jeśli w perspektywie byłoby dziecko, to taka domowa mama wink chyba
              jest dla niego najlepsza, przynajmniej na początku), to musisz mężowi
              uświadomić, ile robisz i że twoja praca jest równie ważna jak jego
              • ula_1981 Re: anick5791 06.10.08, 11:21
                anick5791 napisała:

                Pozwól, że teraz ja ustosunkowuję się do dwówch z Twoich punkcików

                > ad 1 - O tym zapomnij. To jego problem, czas żeby zauważył, że nadszedł XXI
                > wiek. A jak już decydujesz się robić tyle rzeczy to powinien być Ci wdzięczny i
                > mieć świadomość, że to NIE jest Twój obowiązek.

                nigdy nie okazał wdzięczności za to. Wręcz przeciwnie. Nie raz słyszałam, że ja
                nie robię NIC. A po drugie on jednak uważa, że czynności domowe to moje OBOWIĄZKI

                > ad 3 - (...) to musisz mężowi uświadomić, ile robisz i że
                > twoja praca jest równie ważna jak jego

                wiesz wydaję mi się, że cobym nie robiła to i tak według niego nigdy moja praca
                nie będzie tak samo ważna jak jego a tym bardziej ważniejsza.

        • ula_1981 hugo43 06.10.08, 00:03
          hugo43 napisała:

          > u nas bylo troche na odwrot.to maz bardziej chcial,od slubu.ja niby
          > tez ,ale tak w srodku sobie myslalam,zeby jeszcze troche nacieszyc
          > sie soba,unormowac rozne sprawy.mimo,ze sie nie
          > zabezpieczalismy,minal rok,a tu nic.i wtedy mnie wzielo na
          > dziecko.czasem myslalam,ze to kara,ze nie chcialam.znajomym wokolo
          > rodzily sie dzieci,a u nas nic.i do tego smutne oczy mojego meza i
          > pytanie kiedy my bedziemy rodzicami?to maz nawet sugerowal wizyte u
          > lekarza.w koncu po dwoch latach zaszlam w ciaze,czekamy na naszego
          > bobasa,a mi jest glupio,ze tak sie balam,wahalam.mimo,ze jeszcze
          > zostalo pare miesiecy,to juz wiem,ze nigdy nic lepszego nie spotka
          > mnie w zyciu.i to mozesz powiedziec swojemu mezowi.

          ja mu nie raz mówiłam a nawet czytałam artykuły (aby uwierzył w moje słowa i nie
          myślał, że są wyssane z palca) o staraniu się o dziecko, o tym że z wiekiem jest
          coraz trudniej, że mogą występować cykle bezowulacyjne, że nie zawsze udaje się
          za 1, 2, 3 ... 10 (...) podejściem, że czasem zajmuje to o wile dłużej bo nawet
          rok, dwa itd. - no przeróżne artykuły. Mówiłam o moich dolegliwościach, które
          mogą (choć nie koniecznie) mieć wpływ na problemy z zajściem w ciążę. O tym, że
          po moim leczeniu szpitalnym w 2005 r. sam gin. powiedział, że dobrze by było
          gdybym zaszła w ciąże (do dnia dzisiejszego nie wiem czemu tak mówił, w ogóle
          ten mój pobyt w szpitalu i te niesamowite bóle powiązane z krwotokami są dziwnie
          podejrzane bo żaden lekarz nie wyjaśnił co tak na prawdę jest). O tym wszystkim
          mu mówiłam i czytałam ale on niby przyjmował do wiadomości ale w dalszym ciągu
          przystaje przy swoim zdaniu "jeszcze nie" "zobaczymy" "poczekamy" "nie jestem
          ciebie pewien" itp.
      • ula_1981 jalawenda 05.10.08, 23:51
        jalawenda napisała:

        > Jak czytalam Twoj list, to plakalam prawdziwymi lzami.
        a ja płakałam pisząc ten wątek i płaczę czytając Wasze wypowiedzi.


        > Jestes jeszcze mlod! Nie odkladaj macierzynstwa na pozniej, nie
        > dawaj sie zwodzic. Czas plynie nieublaganie.

        ja nie chcę odkładać macierzyństwa i dlatego bardzo często ten temat poruszam z
        mężem ... ale jest tak, że to ja mówię a on słucha a na koniec powie "pomyślimy"
        "zobaczymy". A nad czym sie zastanawiać i na co się oglądać. Jesteśmy z sobą 10
        lat i poznał mnie wystarczająco dobrze aby stwierdzić, że będę dobrą mamą. Ja
        sama o tym doskonale wiem. Ja uważam, że jest idealna pora abyśmy wreszcie
        zaczęli starania ... ale tego muszą chcieć obie strony, ja sama nic nie
        zdziałam. Kocham męża i nie chcę go do niczego zmuszać ani stawiać pod murem
        "albo albo" chcę aby on sam zadeklarował, że chce już zostać tatą.
        • fabiankaa Re: jalawenda 06.10.08, 00:04
          ula_1981 napisała:

          > Kocham męża i nie chcę go do niczego zmuszać ani stawiać pod murem
          > "albo albo" chcę aby on sam zadeklarował, że chce już zostać tatą.

          Ale zrozum, ze takie jego postepowanie nie rokuje, ze on
          KIEDYKOLWIEK bedzie chcial zostac tym tata. Skoro zwodzi cie juz 3
          lata - czemu nie mialby robic tego kolejnych 5 lat? Taki egoista juz
          jest - najwazniejsze jest JEGO. Ty jestes fajnym dodatkiem, ktory
          pierze, gotuje, sprzata, kocha go. Ale jemu jest tak wlasnie
          wygodnie i nie chce tego stracic dla "jakiegos bachora"...
          Niektorym facetom bardzo trudno zdecydowac sie na dziecko, uwazają,
          ze przez to straca zone, ze ona nie bedzie juz ich tak kochac, tak
          sie starac, ze straca seks, ze ona przytyje, ze nie beda mogli
          wychodzic do znajomych "bo jest dziecko"... to czysty egoizm.

          Moim zdaniem - jesli nie wstrzasniesz mezem - bedziesz cierpiala
          bedzietnie jeszcze kilka lat. A moge sie zalozyc, ze w przyszle
          wakacje znow znajdzie sie jakas przeszkoda dla staran.

          • ula_1981 fabiankaa 06.10.08, 00:22
            fabiankaa napisała:
            > Niektorym facetom bardzo trudno zdecydowac sie na dziecko, uwazają,
            > ze przez to straca zone, ze ona nie bedzie juz ich tak kochac, tak
            > sie starac, ze straca seks, ze ona przytyje, ze nie beda mogli
            > wychodzic do znajomych "bo jest dziecko"... to czysty egoizm.

            i tu się z Tobą zgadzam. Jakiś czas temu (a było to w tym roku) ze zwykłej
            rozmowy o dziecku wywiązała się kłótnia. Ja mówiłam/tłumaczyłam/przekonywałam ze
            spokojem ale w pewnym momencie mąż się zdenerwował (już przed tą rozmową był w
            złym humorze) i powiedział coś takiego "zapomnij o dziecku, bo jakby było to na
            pewno uczyniłabyś z siebie królową". Powiem szczerze, nie wiem co miał na myśli
            mówiąc to ... jaką królową. Gdy się uspokoił spytałam ale krótko uciął temat, że
            był zdenerwowany i nie potrzebnie tą głupotę powiedział.
            • himbi Re: fabiankaa 06.10.08, 22:17
              Sluzaca w domu lepiej mu pasuje widocznie. Dziewczyno, to nie nim
              trzeba wstrzasnac tylko Toba, niestety. No nie pocieciesze Cie, bo i
              jak? W tej sytuacji widze tylko 2 wyjscia- 1. Zaryzykujesz i
              bedziesz go oklamywac, tak jak on Ciebie ciagle zwodzi i bedziesz
              probowac zajsc z nim w ciaze bez jego wiedzy (przy okazji po cichu
              liczac na cudowna przemiane w krolowa po tym jak sie sprawa wyda),
              2. Albo odejdziesz juz.
              • tazjaa Re: fabiankaa 06.10.08, 23:26
                Niestety w tym "związku" chora bardziej jest ula.. I będzie tak pisała prosząc o
                kolejne rady i usprawiedliwiając się przed nami aby wytłumaczyć swoje
                zachowanie.. Tak robią żony alkoholików itd.. Mało jest takich sytuacji aby
                zauważyły że swoim zachowaniem doprowadzają do tego że ich partnerzy są coraz
                gorsi.. bo akceptacja takich zachowań doprowadza do bezkarności ich mężów. Nawet
                gdyby ją zdradzał to pewnie jakoś by sobie to wytłumaczyła... To straszna
                choroba uzależnienie całkowite od drugiej osoby. Tutaj koniecznie trzeba iść do
                jakiegoś specjalisty... bo sama z tego nie wyjdziesz... jeśli rzeczywiście chesz
                aby ten związek przetrwał i zamienił się w prawdziwy związek musisz udac się na
                leczenie... trzymam za Ciebie kciuki.
    • mw144 Re: smutna 06.10.08, 08:21
      Idź do pracy, usamodzielnij się i wyprowadź. Możesz też wspomnieć o
      rozwodzie, niechęć małżonka do posiadania dzieci może być również
      powodem do unieważnienia ślubu kościelnego. Jeśli mąż okaże się w
      dalszym ciągu niereformowalny, to poleałabym jednak znalezienie
      innego mężczyzny, z którym ułożysz sobie życie, bo mnie osobiście
      bycie na etacie bezdzietnej służącej do końca zycia raczej nie
      wydaje się dobrym rozwiązaniem.
      • ula_1981 mw144 06.10.08, 10:22
        mw144 napisała:
        > niechęć małżonka do posiadania dzieci może być również
        > powodem do unieważnienia ślubu kościelnego.

        tylko on mówi, że chce mieć dzieci i to bardzo, tylko że według niego to mamy
        jeszcze czas.

      • anick5791 Re: smutna 06.10.08, 11:16
        Zgadzam się w 100% z przedmówczynią.
        • anick5791 Re: smutna 06.10.08, 11:17
          tzn zgadzam się w 100% z mw smile
      • fabiankaa Re: smutna 06.10.08, 13:34
        mw144 napisała:

        > Idź do pracy, usamodzielnij się i wyprowadź. Możesz też wspomnieć
        o
        > rozwodzie, niechęć małżonka do posiadania dzieci może być również
        > powodem do unieważnienia ślubu kościelnego. Jeśli mąż okaże się w
        > dalszym ciągu niereformowalny, to poleałabym jednak znalezienie
        > innego mężczyzny, z którym ułożysz sobie życie, bo mnie osobiście
        > bycie na etacie bezdzietnej służącej do końca zycia raczej nie
        > wydaje się dobrym rozwiązaniem.




        Brutalnie, ale prawdziwie.. zgadzam sie w 100%
    • jalawenda Re: smutna 06.10.08, 10:09
      Ula...
      tego co piszesz o swoim mezu nie da sie spokojnie czytac. Nie chce
      jego obrazac ale cisnie mi sie na usta tyle nietaktownych slow, ze
      sama jestem tym przerazona. Najwiekszy problem jest w tym, ze Ty go
      zwyczajnie kochasz. Rozumiem Twoje rozterki. Dawno temu znalazlas
      mezczyzne, ktorego kochasz i z ktorym stworzylas mala rodzine. Bylas
      pewna, ze znalazlas swoje miejsce w zyciu i do peni szczescia
      brakuje tylko dziecka. No ale jaki to problem, jezeli jest dwoje
      ludzi ktorzy sie kochaja? No wlasnie. W tym momencie swiat zawalil
      sie Tobie na glowe, bo tak wlasciwie to nie wiadomo czy maz Ciebie
      kocha (podobno nie jest Ciebie pewien), nie chce miec z Toba dziecka,
      zwodzi Ciebie poprostu nie jest w porzadku w stosunku do Ciebie.
      Czujesz sie w swoim zwiazku zagubiona, niepewna swojej przyszlosci,
      wogole nie wiesz " co jest grane"?
      Mam wrazenie, ze jestes przez meza zaszczuta, czujesz sie gorsza od
      niego, robisz wszystko aby mu sie przypodobac. Nie ma komu! Postaraj
      sie zmienic swoje zachowanie. Pokaz, ze Ty w tym zwiazku masz takie
      same prawa jak on. Chyba, ze boisz sie zostac sama. Wtedy bedziesz
      meczyc sie, bedziesz smutna i nieszczesliwa. A
      pozniejsze "przebudzenie" moze okazac sie za pozne.
      Woz albo przewoz.Niestety czasami regoly gry sa twarde.
      Glowa do gory.
      Pozdrawiam,
      jalawenda
      • jalawenda i jeszcze cos... 06.10.08, 10:14
        Jak juz dojrzejesz do jakiegos ultimatum i postawisz je mezowi,
        pamietaj musisz dotrzymac slowa. Musisz! W przeciwnym wypadku
        wpadniesz w bledne kolo , z ktorego latwo nie wyjdziesz.
        Pamietaj, nie strasz! Dzialaj!
        Wiem co pisze.
        Pa,pa
      • ula_1981 jalawenda 06.10.08, 11:09
        > Rozumiem Twoje rozterki. Dawno temu znalazlas
        > mezczyzne, ktorego kochasz i z ktorym stworzylas mala rodzine.

        wiesz co jalawenda, ostatnio mieliśmy spotkanie rodzinne i byłam świadkiem jak
        mąż mówił do swojego kuzyna (obaj już wypici) o małżeństwie. Obaj zgadali sie co
        do tego tematu, bo kuzyn planuje ślub za 2 lata. Mój mąż już mocno wstawiony
        zaczął przekomarzać się z kuzynek, że żona to nie rodzina ... że rodzina jest
        wtedy jak pojawi się dziecko ... więc kuzynowi nasunęło sie takie pytanie "jak
        jest mąż i żona bez dzieci to kim wtedy jest żona dla męża skoro uważasz, że nie
        rodziną" mąż na to "żona to rzecz nabyta". Chyba nie muszę pisać jak się poczułam.

        > Bylas
        > pewna, ze znalazlas swoje miejsce w zyciu i do peni szczescia
        > brakuje tylko dziecka. No ale jaki to problem, jezeli jest dwoje
        > ludzi ktorzy sie kochaja? No wlasnie. W tym momencie swiat zawalil
        > sie Tobie na glowe, bo tak wlasciwie to nie wiadomo czy maz Ciebie
        > kocha (podobno nie jest Ciebie pewien), nie chce miec z Toba dziecka,
        > zwodzi Ciebie poprostu nie jest w porzadku w stosunku do Ciebie.
        > Czujesz sie w swoim zwiazku zagubiona, niepewna swojej przyszlosci,
        > wogole nie wiesz " co jest grane"?

        dokładnie tak się czuję. Mam mętlik w głowie i setki myśli typu: "może on mnie
        nie kocha i dlatego nie chce dziecka" ... itp.
        Masz rację, że czuję się zagubiona bo skoro zwleka z decyzją od dziecku i z roku
        na rok mnie zwodzi to już sama nie wiem o co mu chodzi? czego chce? przecież
        związek małżeński zawiera się z myślą o założeniu rodziny ... a on się ciągle
        wymiguje.
        Masz również rację pisząc, że czuję się zagubiona we własnym małżeństwie, nie
        jestem pewna przyszłości ... przyszłości małżeństwa ... bo dla mnie przyszłość
        naszego małżeństwa to dzieci.
        Nie wiem co się dzieje ... nie tak było planowane przed ślubem. Mieliśmy
        zupełnie inne plany ... kwestia dzieci była nie raz omawiana ... a teraz on
        zmienia zdanie.
        Czuję sie z tym źle. On doskonale wie, że dzieci to moje marzenie i niczego tak
        bardzo nie pragnę jak być matką. A on mi to uniemożliwia. czuję się tak jakby
        mnie tym karał ... ale za co? co ja mu zrobiła,?
        To boli, bardzo boli a on jeszcze dobija mnie tekstami "zobaczymy" "poczekamy"
        "nie jestem ciebie pewien" "nie wiem co Ci odbije po urodzeniu dziecka" "pewnie
        po urodzeniu zrobisz z siebie królową" ...


      • ula_1981 jalawenda 06.10.08, 11:14
        jalawenda napisała:
        > Mam wrazenie, ze jestes przez meza zaszczuta, czujesz sie gorsza od
        > niego, robisz wszystko aby mu sie przypodobac.

        masz rację czuję się gorsza nie tylko od niego ale od innych. Przez to wszystko
        mam niską samoocenę. Czuję się ogłupiała. Tak, to prawda że robię wszystko aby
        tylko mu się przypodobać, aby był ze mnie zadowolony i dumny. A mimo wszystko i
        tak nie jestem niczego warta, bo widocznie jego zdaniem JESZCZE nie zasługuję
        aby zostać matką jego dzieci.
    • ula_1981 dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 10:54
      ... otóż zaczęłam na spokojnie rozmowę z mężem. Powiedziałam mu, że skoro mamy
      starać się o dziecko w przyszłym roku, to od stycznia zacznę brać folik. A mąż
      na to krótko "zobaczymy". I tu moje zdziwienie, choć to było wielce
      prawdopodobnie, że tak zareaguje. Przecież już tyle razy zmieniał zdanie. Pytam
      co znowu stoi na przeszkodzie a on na to, że dziecko to są duże koszta a on sam
      na nie nie wyrobi finansowo. Co za bzdura ma własną dobrze prosperująca firmę.
      Mało tego od tego roku zaczął studia 6 letnie zaocznie koszt jednego semestru
      1.800 zł a semestrów w sumie jest 12. Plus dojazdy samochodem na uczelnię (60
      km). Aby móc studiować to w piątek koło południa i na cała sobotę zamyka firmę
      bo musi jechać na wykłady. Także pół piątkowej dniówki + cała sobotnia dniówka
      odpada. To są dopiero koszta!!! Zwłaszcza, że uważam iż studia w jego przypadku
      są zbędne, a dwa zupełnie tematyką nic nie związane z zainteresowaniami męża.
      Powiedziałam mu, że szukam pracy, że skoro uważa iż nas nie stać finansowo to ja
      wspomogę a on na to, że i tak nie wie czy sie prędko zdecyduje na dziecko.
      Pytam znów "dlaczego?" a on na to "a bo się kłócimy" ... ręce mi opadły ...
      przecież każde małżeństwo się kłóci - nie ma idealnych małżeństw ... i jak ma
      tak na wszystko patrzeć to nigdy nie będzie odpowiedniej pory na dziecko. A on
      wtedy zaczął mi wypominać nasz kryzys z przed 3 lat !!! Boziu kochany! Paranoja,
      to było 3 lata temu i od tamtej pory wszystko wróciło do normy. Tłumaczę mu itd.
      a on wpadł w złość. I powiedział, że nie wie kiedy zdecyduje się na dziecko bo
      jak on to ujął "nie wie co mi strzeli do głowy po urodzeniu dziecka". I tu mnie
      zatkało ... szok! Od razu łzy spłynęły po policzkach. Jak może coś takiego
      mówić ... przecież doskonale wie, że dziecko to moje największe marzenie. Nie
      mogąc już tego znieść wykrzyczałam mu w twarz, że gdyby było dziecko to byłoby
      moim największym oczkiem w głowie i dbałabym o nie jak tylko bym potrafiła
      najlepiej. A na koniec spytałam go za kogo mnie ma?, czy uważa że będę wyrodną
      matką? Nic nie odpowiedział tylko wyszedł.
      • zuzka4063 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 11:26
        Za bardzo napierasz i to go zniechęciło.Dla faceta to zawsze jest nieodpowiedni
        czas.Większość mężczyzn boi się,że nie będą pępkiem świata gdy pojawi się
        dziecko,często rywalizują o pierwsze miejsce.Boszzzzze co za dzieci z tych
        chłopów.Facet dojrzewa do macierzyństwa często gdy dziecko już jest na
        świecie-co nie znaczy że wszyscy.Mój mąż to nawet bardziej był przekonany do
        dziecka niż ja.Dla mnie to było za wcześnie zaraz po ślubie ale pomyślałam,że co
        tam dziecko to nie kupno towaru,że można zwlekać.No i zgodziłam się.Uważam,że na
        jakiś czas powinnaś przestać ciągle o tym mówić.Osaczyłaś go,a on się
        broni.Poczekaj z parę m-cy,jeśli nie będzie z jego strony żadnej chęci,to wtedy
        tak z impetem postaw mu warunki.Powiedz że twoja cierpliwość dobiegła
        zenitu.Masz być stanowcza i konsekwentna.Koniec z tym ciapcianiem się.Powodzenia.
        • ula_1981 zuzka4063 06.10.08, 12:58
          zuzka4063 napisała:
          > Uważam,że na jakiś czas powinnaś przestać ciągle o
          > tym mówić.Osaczyłaś go,a on się broni.

          to nie jest tak, że ja non stop mówię o dziecku. Parę miesięcy milczałam co do
          tego tematu
      • anick5791 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 11:31
        Ula, nic niestety nie wskazuje na to, żeby jego reakcja na temat "dziecko" miała
        zmienić się w najbliższych latach. On zaczął studia, ma nowych znajomych, jest
        mu fajnie i po co ma sobie utrudniać życie. To Ty siedzisz sfrustrowana w domu.
        Coś w tym wszystkim poważnie nie gra. I szczerze mówiąc im więcej piszesz o
        swoim związku, tym większe mam wątpliwości, czy Twój mąż jest właściwym
        kandydatem na tatę. Pomyśl - ciąża, poród i małe dziecko to wielka próba dla
        każdego związku, a u was teraz już nie jest zbyt różowo. Moim zdaniem - nie żaby
        go szantażować ale dla siebie samej (choćby serce Ci pękało) - czas zagrać
        zdecydowanie: znaleźć pracę i odejść. On się opamięta i zacznie o Ciebie
        zabiegać, albo odpuści. Ty będziesz wiedziała na czym stoisz. Nie wiem, co się
        wydarzyło 3 lata temu, ale żebyście mogli żyć normalnie, on musi o tym
        zapomnieć. Nie ma innego wyjścia.

        Skoro czujesz, że przez niego masz doła i zaniżoną samoocenę, może warto byłoby
        pogadać o tym wszystkim ze specjalistą? Może wizyta u terapeuty byłaby dobrym
        pomysłem?
        • ula_1981 anick5791 06.10.08, 15:55
          anick5791 napisała:

          > Ula, nic niestety nie wskazuje na to, żeby jego reakcja na temat "dziecko" miał
          > a
          > zmienić się w najbliższych latach. On zaczął studia, ma nowych znajomych, jest
          > mu fajnie i po co ma sobie utrudniać życie.

          w głębi duszy mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień i mąż wreszcie sie
          zdecyduje. Wierzę w to, że mąż chce mieć dzieci. Lubi je. Gdy przyjeżdżają jego
          siostrzeńcy to dużo czasu z nimi spędza, zabiera ich np. nad wodę i uczy
          wędkowania. Z moim małym siostrzeńcem też lubi się bawić, nawet w piaskownicy,
          rozmawia z nim, uczył go np. pisania, grania na dziecinnym pianinie.
          Na pewno chce dziecko ale nie wiem jaki jest prawdziwy powód, że zwleka z tą
          decyzją. Tyle ich podał, że nie wiadomo o który z nich najbardziej się rozchodzi.
          Nie napisałam o innych jego powodach dla których zwleka.
          On boi się, że nasze dziecko może spotkać to samo co syna jego brata. Otóż
          szwagierka męża w rok po urodzeniu dziecka zostawiła męża (brata mojego M.).
          Teraz ich syn jest "rozdzierany" między ojcem a matką. Stał się tzw. kartą
          przetargową. Ex-szwagierka napuszcza syna przeciwko ojcu itd. - sytuacja nie za
          miła. A mój mąż boi się, że może i nam coś takiego się przydarzyć. Tłumaczyłam
          mu, że ja nie jestem taka jak jego ex-szwagierka.
          Innym powód jaki mi przedstawił mąż to warunki domowe. Mieszkamy z jego
          toksycznymi rodzicami. Teściowa zagorzała katoliczka (tak bynajmniej się
          przedstawia a w głębi duszy jest zupełnie inną osobą). Teść były alkoholi, daje
          nam się we znaki. Mąż non stop jest z nim na ścieżce wojennej. Ja również,
          ponieważ teść mi ubliża i wyzywa. Kilka razy usłyszeliśmy z ust teściowej, że
          mamy się wynieść z domu.
          • fabiankaa Re: anick5791 06.10.08, 17:53
            ula_1981 napisała:

            >Wierzę w to, że mąż chce mieć dzieci. Lubi je. Gdy przyjeżdżają jego
            > siostrzeńcy to dużo czasu z nimi spędza, zabiera ich np. nad wodę
            i uczy
            > wędkowania. Z moim małym siostrzeńcem też lubi się bawić, nawet w
            piaskownicy,
            > rozmawia z nim, uczył go np. pisania, grania na dziecinnym
            pianinie.
            > Na pewno chce dziecko ale nie wiem jaki jest prawdziwy powód, że
            zwleka z tą
            > decyzją. Tyle ich podał, że nie wiadomo o który z nich najbardziej
            się rozchodzi.


            Taki sam jest facet mojej kolezanki, o ktorym pisalam - dla innych
            dzieci superwujek. W rozmowach z nią - NIE dla dzieci. Dlaczego? Bo
            NIE! Bo mu tak wygodnie. I koniec i kropka.
            Twoj chociaż cie zwodzi, obiecuje (choc mam wrazenie, ze tak
            naprawde oszukuje), tamten - nawet nie sciemnia, ze bierze pod uwage
            jej pragnienia.
            Uciekaj od niego. Znajdz prace albo idz na studia i poszukaj faceta,
            ktory doceni twoja milosc i dobroc.
        • ula_1981 anick5791 06.10.08, 16:27
          anick5791 napisała:
          > Nie wiem, co się wydarzyło 3 lata temu, ale żebyście mogli żyć
          > normalnie, on musi o tym zapomnieć. Nie ma innego wyjścia.

          3 lata temu braliśmy ślub, ja od samego początku chciałam abyśmy poszli na
          swoje. Mąż uparł się, że najpierw zamieszkamy z jego rodzicami a po ok. roku
          zaczniemy rozglądać się za własnym kątem. Niestety gdy zamieszkałam w jego domu
          rodzinnym z czasem zaczął powstawać konflikt między Nami a teściami. Rok po
          ślubie minął, więc myślałam że wreszcie pójdziemy na swoje - tak jak mąż to
          obiecał przed ślubem. Niestety stwierdził, że póki co nie stać nas i jesteśmy
          zmuszeni dalej z teściami mieszkać. Konflikt z teściami w dalszym ciągu narastał
          do tego stopnia, że teść nie tylko ubliżał mężowi ale zaczął i mi. Wyzywał mnie
          od skurw... h...... itd. nawet publicznie na podwórku, że sąsiedzi dookoła
          słyszeli i to nie raz. Miałam o to po części żal do męża, bo gdyby od razu
          zgodził się abyśmy poszli na swoje to uniknęlibyśmy tego wszystkiego. I w taki
          sposób powstał konflikt między mną a mężem. Kłóciliśmy się o to, nasze pożycie
          seksualne też na tym ucierpiało, w pewnym momencie nie wytrzymałem tej całej
          atmosfery z mężem i teściami, więc wyprowadziłam się. Po ok 2 tygodniach
          wróciłam, bo oboje z mężem uznaliśmy, że nie możemy/nie warto kłócić się z
          powodu jego rodziców, że nie powinniśmy swoich nerwów skierowanych na jego
          rodziców przenosić na nas. Dogadaliśmy się i pomału relacje między nami doszły
          do normy. To był nasz kryzys, który miał miejsce niedługo po ślubie. Od tamtej
          pory minęło ponad 2 lata a mąż dziś mi to wypomniał, że wstrzymuje się z decyzją
          bo mieliśmy kryzys ... ale ten kryzys był dawno temu.
      • lilith76 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 13:42
        ula, napisz szczerze - czy byłabyś gotowa zacząć życie od nowa bez męża? Co by ci odpowiedział, gdyby miał do wyboru dziecko od zaraz albo rozwód?
        Bo ja odnoszę delikatne wrażenie, że w tym związku to ty bardziej kochasz, więcej dajesz, a on żyje sobie wygodnie, obsługiwany, chołubiony dopóki... Nie pojawi się nowa Wyznawczymi Kultu Jedynego Pięknego Samca. Ja tu nie widzę mężczyzny, który kocha. Widzę mężczyznę, który daje się kochać i pójdzie w długą jak pojawi się jakaś inna naiwna.
        Ciężko ci coś radzić, bo to zawsze będzie tak wyglądać - ty wyjdziesz z żebraczym błaganiem, a w odpowiedzi usłyszysz, że to to nie ten czas i że to... twoja wina, że związek się sypie.
        A jesteś typem osoby, której łatwo wmówić, że to przez nią Gruzja najechała Osetię, a wybory na Białorusi zostały sfałszowane. Nie jesteś w tym związku partnerką, tylko petentką.
        Miałam podobną sytuację, ale postawiłam sprawę jasno - albo ja+dziecko, albo żyje sobie sam.
        Zaciekawiające, że nikt jeszcze nie rzucił pomysłem "kontrolowanej wpadki".

        Sądzę, że on się czegoś boi albo planuje odejść (niekoniecznie teraz, ale za rok, dwa, pięć, jak trafi się coś fajnego).
        • anick5791 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 14:09
          Lilith, a czy sądzisz, że w tym układzie, przy sposobie w jaki on traktuje Ulę,
          "kontrolowana wpadka" byłaby dobrym pomysłem? Szczerze mówiąc przeszło mi to
          przez myśl na samym początku, zanim Ula zaczęła więcej pisać o sobie i swoim
          małżeństwie. Jednak teraz nie sądzę, żeby to było dobre rozwiązanie.
          • lilith76 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 14:14
            Nie kontynuowałam tego z identycznego powodu - ta dziewczyna już dziś jest zajeżdżona emocjonalnie i pozbawiona normalnej samooceny, poczucia wartości, a co dopiero będzie gdy mąż zacznie odreagowywać na niej ewentualny stres, że został "wrobiony" albo gdy ją zostawi. Miło, że nikt nie forsuje takiej ewentualności.
            • lilith76 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 14:18
              Jeszcze jedno. Wydaje mi się, że dziecko jest potężnym sprawdzianem dla związku i gdy się pojawia wszystkie dawne kryzysy, niedomówienia, żale mogą się zwielokrotnić. Jeśli jedna strona przed poczęciem dziecka ma wątpliwości czy warto być razem, czy to jest mocne i trwałe, to po jego narodzinach będzie odczuwać to mocniej w sytuacji "zamknięcia w klatce" (związek dla dobra dziecka).
              • anick5791 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 14:51
                Czyli suma sumarum moja rada jest taka: w tej chwili wstrzymaj się z dzieckiem,
                popracuj nad sobą i swoją samooceną, wyjdź z dołka (z pomocą terapeuty,
                przyjaciółki, mamy...), może też idź na studia albo do jakiejś fajnej szkoły (w
                sumie skoro twój mąż sobie na nie pozwala, czemu Ty nie), poznaj nowych ludzi i
                zacznij żyć, przestań ograniczać się do domu, poszukaj pracy, a jak poczujesz
                się wystarczająco silna, żeby podjąć ostateczną decyzję (wg mnie najlepiej o
                odejściu), to bądź konsekwentna.
                • irbise Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 15:59
                  zgadzam sie z dziewczynami (oprócz rady
                  zuzki wszak dosć już czekałaś i szłas na kompromis)
                  Jedno co mną wstrząsnęło to jego reakcja
                  i tekst typu "zrobisz sie królową..."
                  Twój maż to facet, który zyje jak to sie
                  mówi pełna gębą. Ma świetna pracę,
                  rozwija sie zawodowo, oddaną żonę co
                  to dba o niego i o dom, czas na własne
                  przyjemnosci zapewne. I tak mu dobrze
                  i nie chce żebyś to Ty była teraz ważna
                  a za Toba dziecko. Przykro mi to pisać
                  ale on jest totalnie niedojrzałym chłystkiem.
                  Taki obraz jego widze po tym co napisałaś.
                  A pisząc kolokwialnie taki koleś nie jest
                  odpowiednim kandydatem na OJCA!!!
                  Ja mówiać szczerze bałabym się,
                  ze zostanę w końcu z maleństwem
                  i z różnymi kłopotami sama bo on
                  bedzie sie spełniał na różnych płaszczyznach....sad
                  Poczucie bezpieczeństwa to podstawa dla przyszłych matek.
                  Ty takiego poczucia nie maszsad

                  Chyba czas podjąć wazne decyzje.
                  W tej chwili TO TY JESTEŚ NAJWAZNIEJSZA!!
                  Ty,Twoje samopoczucie i samoocena.
                  Jesli zależy Ci na nim i liczysz,
                  ze moze dojrzeje to zadbaj o siebie.
                  O swój rozwój , swoja pracę, swoja psychikę szczególnie.
                  Sama stań na dwóch nogach, aby być w tym
                  zwiażku równorzędnym partnerem, a nie petentem
                  jak juz któraś z dziewczyn napisała.
                  Ale jeśli zobaczysz, ze nie ma szans na
                  to żeby facet wreszcie był prawdziwym mężem
                  i ojcem to naprawdę szkoda czasu na ten związek.
                  Wszystkie tutaj na forum bedziemy Ci kibicować
                  jakąkolwiek decyzję podejmieszsmile
                  • ula_1981 irbise 07.10.08, 12:23
                    irbise napisała:
                    > Jesli zależy Ci na nim i liczysz,
                    > ze moze dojrzeje to zadbaj o siebie.
                    > O swój rozwój , swoja pracę, swoja psychikę szczególnie.
                    > Sama stań na dwóch nogach, aby być w tym
                    > zwiażku równorzędnym partnerem, a nie petentem
                    > jak juz któraś z dziewczyn napisała.

                    małymi kroczkami dążę do tego aby stanąć na własnych nogach. Szukam pracy, nawet
                    jedną mam na oku, otwierają nową firmę w moim mieście i mają być spore
                    przyjęcia, już teraz działam w tym kierunku. Mam nadzieję, że mi się uda. Wtedy
                    moje życie się odmieni. Wreszcie będę wśród ludzi, na pewno moja psychika na tym
                    skorzysta. Zmieni się moje podejście do wielu spraw.
                • ula_1981 anick5791 07.10.08, 11:55
                  anick5791 napisała:

                  > popracuj nad sobą i swoją samooceną, wyjdź z dołka (z pomocą terapeuty,
                  > przyjaciółki, mamy...),

                  mam sporo koleżanek ale żadnej przyjaciółki, życie nauczyło mnie że nie każdemu
                  można zaufać. Kiedyś miałam przyjaciółki ale w najgorszym momencie mojego życia
                  zawiodły mnie. Odwróciły się do mnie plecami. Ten najgorszy moment to była
                  śmierć Mamy.
                  Teraz mam jedną taką dobrą koleżankę (mężatkę z jednym dzieckiem), jej mąż jest
                  dobrym kolegą mojego męża. Z nią sporo rozmawiam i ona sam kiedyś miała taki
                  problem jak ja, czyli jej mąż zwlekał z decyzją o dziecku. Wtedy zaaranżowała
                  "kontrolowaną wpadkę". Jej mąż jak sie dowiedział że jest w ciąży ucieszył się,
                  teraz ich synek jest jego oczkiem w głowie.

                  > może też idź na studia albo do jakiejś fajnej szkoły (w
                  > sumie skoro twój mąż sobie na nie pozwala, czemu Ty nie)
                  ja już jestem po studiach.
                  • anick5791 Re: anick5791 07.10.08, 13:35
                    Przepraszam, w natłoku emocji zapomniałam o Twojej mamie, naprawdę bardzo mi
                    przykro z powodu tego fatalnego foux pas.

                    A teraz do rzeczy smile
                    Możesz iść na studia podyplomowe. Ja tak zrobiłam, bo właśnie czułam, że grzęznę
                    w domowych pieleszach i jestem bardzo zadowolona. Poznałam nową przyjaciółkę wink
                    OK do prawdziwej przyjaźni jeszcze trochę czasu potrzebujemy, ale jesteśmy na
                    dobrej drodze. W ogóle jestem zadowolona.

                    Może rozważysz wizytę u terapeuty? Wielu moich znajomych (i ja też) w jakimś
                    momencie życia skorzystało z takiego doradztwa i nikt nie żałował. Przeciwnie:
                    ludzie byli zadowoleni, bo ich życie zmieniło się na lepsze. Czasami pomagają
                    jedna - dwie rozmowy, nie trzeba zaraz decydować się na regularną terapię.

                    Na Twoim miejscu nie wzorowałabym się na tej "kontrolowanej wpadce" u znajomych.
                    To jest dobry pomysł, kiedy facet generalnie jest w porządku tylko nie może się
                    przełamać co do dziecka. Wybacz, na mnie Twój mąż nie robi wrażenia "faceta w
                    porządku"... Mogę się mylić, w końcu go nie znam, ale po tym, co piszesz... Inne
                    dziewczyny też nie są nim, delikatnie mówiąc zachwycone.
                    • ula_1981 Re: anick5791 07.10.08, 15:23
                      anick5791 napisała:
                      > Na Twoim miejscu nie wzorowałabym się na tej "kontrolowanej wpadce" u znajomych
                      > .

                      tego na pewno nie zrobię
        • ula_1981 lilith76 06.10.08, 16:34
          lilith76 napisała:

          > ula, napisz szczerze - czy byłabyś gotowa zacząć życie od nowa bez męża? Co by
          > ci odpowiedział, gdyby miał do wyboru dziecko od zaraz albo rozwód?

          na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie żyć bez niego. Bardzo go kocham, a na
          dodatek czuję że jestem od niego uzależniona.
          Gdybym mu kazała wybrać dziecko albo rozwód, zdecydowanie wolałby dziecko ...
          ale ja nie chcę mu kazać aby wybierał. Nie chcę go do niczego zmuszać. Chcę aby
          sam podjął decyzję.

          > on żyje sobie wygodnie, obsługiwany, chołubiony dopóki... Nie poja
          > wi się nowa Wyznawczymi Kultu Jedynego Pięknego Samca. Ja tu nie widzę mężczyzn
          > y, który kocha. Widzę mężczyznę, który daje się kochać i pójdzie w długą jak po
          > jawi się jakaś inna naiwna.

          proszę tylko bez takich prognoz na przyszłość ... nie dobijaj mnie.
          Nie sądzę aby mi to zrobił.
          • lilith76 Re: lilith76 06.10.08, 17:04
            Pamiętaj, że my nie żymey z nim na codzień tylko oceniami po tym jak go opisujesz.
            Raz jest niemal egocentrycznym potworem, a teraz zmieniasz front na w sumie czułego, oddanego małżonka. Ciężko nadąrzyć, ale to twoje życie.


            > na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie żyć bez niego. Bardzo go kocham, a na
            > dodatek czuję że jestem od niego uzależniona.

            W połączeniu z niskim poczuciem wartości i przeświadczeniem, że to jego potrzeby są ważne nie za dobrze to rokuje dla ciebie. Z roku na rok będzie cię coraz mniej. Walcz o swoje życie - pracę, hobby, przyjemności, interesy.

            > proszę tylko bez takich prognoz na przyszłość ... nie dobijaj mnie.
            > Nie sądzę aby mi to zrobił.

            Oddana niewolnica, myśląca o sobie jak najgorzej, uzależniona jak bluszcz kiedyś może się znudzić. Bądź w tym związku Kobietą, nie psem.
            • lilith76 Re: lilith76 06.10.08, 17:08
              Być może on cały czas się boi, że za chwilę znowu odejdziesz, a gdy będzie dziecko, zabierzesz je ze sobą i straci je. Popracujcie nad związkiem, zaufaniem, planami na przyszłość. Może pomoże jakiś psycholog.
            • irbise lilith76 święte słowa n/t 06.10.08, 17:08
        • ula_1981 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 16:41
          lilith76 napisała:
          > Sądzę, że on się czegoś boi albo planuje odejść (niekoniecznie teraz, ale za ro
          > k, dwa, pięć, jak trafi się coś fajnego).

          nie sądzę aby w planach miał odejście. Ogólnie między nami jest dobrze ...
          owszem są kłótnie mniejsze i większe jak w każdym związku ... ale szybko się
          godzimy. Tylko ta sprawa dziecka nas ostatnio lekko poróżniła ... bo ja chcę już
          teraz a on chce się jeszcze wstrzymać. A po drugie ponad 2 lata temu odeszłam od
          niego (pisałam o tym w powyższym wątku w nawiązaniu do kryzysu), zamieszkałam u
          taty, a mąż każdego dnia mnie "nachodził" i błagał abym wróciła. Płakał mówiąc,
          że nie chce mnie stracić, że zrobi wszystko abym tylko wróciła. Teściowa
          opowiadała mi, że jak wyprowadziłam sie od nich z domu to mąż nie wiedział co z
          sobą zrobić, łaził z kąta w kąt, miotał się po domu.
          • anick5791 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 17:16
            To może w takim układzie, najpierw wrócić do tematu waszego osobnego
            zamieszkania. Skoro raz pokazał, że mu zależy, pewnie nadal tak jest. Nie
            rozumiem tylko dlaczego, zgodziłaś się wtedy wrócić do teściów... Miałaś niezłą
            pozycję do negocjacji, skoro to on był zdołowany sytuacją.
            Jeszcze jedno: czytam kolejne Twoje posty i mam wrażenie, że tak go kochasz i
            świata poza nim nie widzisz, że nie myślisz teraz zbyt racjonalnie. Przemyśl
            jedno - czy po prostu chcesz się wyżalić (co też z pewnością przynosi ulgę), czy
            naprawdę zmienić tę sytuację. W tym drugim przypadku, musisz zrezygnować z
            wszelkich usprawiedliwień, przestać tłumaczyć swojego męża i podjąć decyzję w
            której wytrwasz. Ja troszkę odnoszę wrażenie, że chodzi raczej o to wyżalenie,
            bo łatwiej żyć, ze świadomością, że są ludzie (gdzieś tam w cyberprzestrzeni wink
            ), którzy cię rozumieją. To też jest OK. Może po prostu musisz jeszcze dojrzeć
            do działania...
            • ula_1981 anick5791 07.10.08, 12:30
              anick5791 napisała:
              > Przemyśl jedno - czy po prostu chcesz się wyżalić (co też
              > z pewnością przynosi ulgę), czy naprawdę zmienić tę sytuację.

              i jedno i drugie.

              > Może po prostu musisz jeszcze dojrzeć do działania...
              widocznie tak. Tak jak już pisałam, staram się o pracę (już konkretną pracę
              upatrzoną) i mam nadzieję, że jak ją dostanę to wyjdę z dołka ... bo przyznam
              szczerze, że te bezrobocie również wpłynęło na moją niską samoocenę. Wiele podań
              złożyłam i te ciągłe odmowy, sprawiły że poczułam się bez wartościowa.
              • anick5791 Re: anick5791 07.10.08, 13:39
                Wcale się nie dziwię. Takie bezowocne dobijanie się do kolejnych drzwi, naprawdę
                musi być deprymujące. Wspaniale, że teraz masz upatrzoną pracę. Z całego serca
                życzę Ci, żebyś ją dostała i polubiła. I faktycznie - to może będzie punkt
                zwrotny smile
          • fabiankaa Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 06.10.08, 17:59
            ula_1981 napisała:
            >. A po drugie ponad 2 lata temu odeszłam o
            > d
            > niego (pisałam o tym w powyższym wątku w nawiązaniu do kryzysu),
            zamieszkałam u
            > taty, a mąż każdego dnia mnie "nachodził" i błagał abym wróciła.
            Płakał mówiąc,
            > że nie chce mnie stracić, że zrobi wszystko abym tylko wróciła.
            Teściowa
            > opowiadała mi, że jak wyprowadziłam sie od nich z domu to mąż nie
            wiedział co z
            > sobą zrobić, łaził z kąta w kąt, miotał się po domu.

            To moja droga czas najwyzszy zrobic mu "powtórke z rozrywki",
            wyprowadzic sie i przypomniec, jak to jest zyc bez ciebie, jak to
            jest byc osobno i miec gdzies potrrzeby i pragnienia drugiej osoby.

            Dziewczyny maja racje - masz zdecydowanie za niskie poczucie wlasnej
            wartosci (o ile jakies masz), do tego siedzisz w domu, robisz za
            sprzataczke i nie masz nic poza nim i domem. On cie moze w jakis
            sposob kocha - jak kocha sie swoja wlasnosc. Natomiast twoj maz Z
            PEWNOSCIA cie NIE SZANUJE. Bo jak mozna zwodzic, oszukiwac, robic w
            balona i wmawiac bzdury osobie, ktora sie szanuje?
            • jalawenda Bylas niekonsekwentna i to zemscilo sie na Tobie 06.10.08, 21:46
              Odwazylas sie kiedys od niego odejsc. Podjelas bardzo wazna i
              odwazna decyzje ale... niestety nie potrafilas byc w niej
              konsekwentna. Z powodu tamtej decyzji (o odejsciu) nie on cierpi
              tylko Ty. Wrocilas, a on zaczal byc Ciebie niepewny. Paranoja.
              Przeciez blagal abys wrocila! Wtedy bylas gora. Trzeba bylo stawiac
              warunki. Teraz w jego oczach jestes osoba, ktora sama nie wie czego
              chce. Nie licz na to, ze przez najblizsze 6 lat cos sie zmieni.On
              musi skonczyc studia a potem... ktorz to wie co temu wyksztalconemu
              czlowiekowi strzeli do glowy?
              Skoro nie chce dziecka niech Ci da pieniadze na studia (jezeli ich
              nie masz), przeciez dobrze Wam sie powodzi. Zastosuj metode: "jak
              nie kijem go to palka".
              Zobaczysz co bedzie. Ja stawiam na to, ze powie "po co Ci studia
              przeciez i tak siedzisz w domu?"
              pozdrawiam,
              jalawenda
              • envy85 Re: Bylas niekonsekwentna i to zemscilo sie na To 07.10.08, 08:31
                Ula, czytam ten wątek i mi po prostu ręce opadają.
                Pierwsze pytanie... dziewczyno dlaczego Ty nie pracujesz? Dlaczego
                dałaś się tak ubezwłasnowolnić?! Wiesz ja szanuję (choc nie
                rozumiem) kobiety, które podejmują decyzję o pozostaniu w domu. Ale
                moim zdaniem ma to sens, gdy są dzieci, a u Was ich nie ma.
                Osobiście nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Praca daje mi do
                pewnego stopnia niezależność. Dzięki niej i dzięki ludziom, których
                w niej spotykam, moje życie nie ogranicza się tylko do mojego
                narzeczonego (którego kocham ponad życie) i tylko naszych wspólnych
                spraw. Weź się wreszcie w garść i przestań być niewolnicą! I co to
                wogóle znaczy, że mąż nie jest Ciebie pewien? Może on raczej nie
                jest pewien swoich uczuć, ale łatwiej mu zwalić to na Ciebie, żeby
                nie czuć się winnym?
                Przepraszam, jeśli moje słow Cię uraziły, nie było to moim zamiarem.
                Z postów wydajesz się miła dziewczyną, zahukaną przez męża... nie
                zmarnuj swojego życia u boku człowieka, dla którego Twoje potrzeby
                nie mają znaczenia.
                • lilith76 Re: Bylas niekonsekwentna i to zemscilo sie na To 07.10.08, 09:55
                  A ja nie jestem taka pewna, czy Ula powinna fundować "powtórkę z rozrywki" - widać, że tamten kryzsy ciągle w jej mężu tkwi jakimś strachem, niepewnością. Jeśli ona odejdzie teraz po raz kolejny, to da mu znak, że już zawsze będzie tak go "karać" za każdą jego niesubordynację. Być może tamten kryzys wcale nie rozwiązał problemów - Ula z jakiś powodów odeszła, on wybłagał by wróciła, to wróciła i tyle. Powód dla którego odeszła nadal został. Niczego się o sobie nie nauczyli. Jak dwoje dzieci w piaskownicy.

                  Ja bym najpierw zajęła się sobą i swoim życiem, bo na razie jedyny Uli pomysł na siebie, to oplatać się dookoła innych - dookoła męża już się naooplatała, więc teraz chce się naooplatać dookoła dzieci. Dotąd budowała sens siebie na fundamencie męża, teraz na dzieciach. Idealizuje dziecko (aż do lekkiej egzaltacji), bycie w ciąży jak z artykułów w gazetach. Jakby po narodzinach dziecka świat stał się lepszy, Gruzja pogodziła się z Rosją, zniknęło globalne ocieplenie. Rozumiem ją, bo kiedyś sama miałam taką postawę. Życie czasem brutalnie ją weryfikuje.

                  Ulo, przepraszam jeśli napisałam zbyt wiele. Takie mam wrażenia, nie jestem nieomylna. Jesteś jeszcze młoda, przed tobą wiele lat. Zadbaj o siebie i dojrzały związek (nie obługę i strzelanie wzajemne fochów), a dziecko się pojawi.
                  • fabiankaa Re: Bylas niekonsekwentna i to zemscilo sie na To 07.10.08, 21:41
                    lilith76 napisała:

                    > A ja nie jestem taka pewna, czy Ula powinna fundować "powtórkę z
                    rozrywki" - wi
                    > dać, że tamten kryzsy ciągle w jej mężu tkwi jakimś strachem,
                    niepewnością.

                    A ja sadze, ze nie ma w nim zadnego strachu czy niepewnosci -
                    uwazam, ze cwaniak po prostu znalazł dobra wymówke.
                    A z reszta, co piszesz - zgadzam sie.
                • embeel Re: Bylas niekonsekwentna i to zemscilo sie na To 07.10.08, 09:59
                  Właśnie miałam zapytać o to samo. Czy przynajmniej próbowałaś znaleźć sobie
                  własne zajęcie, swoich znajomych, własny świat? Nie można tak się uzależnić od
                  faceta, chociażby nie wiem jak był wspaniały, uroczy, kochany i wspaniałomyślny.
                  Gdzie miejsce na Twoje własne życie?

                  Poza tym, nie pozwól sobie na to, aby Twoj mąż przyjmował Twoje zajmowanie się
                  domem jako rzecz całkowicie naturalną, a nawet pozwalał sobie na komentarze, ze
                  nie robisz nic. Zajmowanie się domem to tez praca, tylko, ze niestety niepłatna
                  i niektórzy szybko zapominają, że należy się za nią taki sam szacunek.
                  W pewnym momencie też miałam taką sytuację, ze byłam prawie całkowicie zależna
                  finansowo od męża i zajmowałam się domem (przeprowadzka do innego kraju i
                  czekanie na pozwolenie o pracę) ale przez myśl by mi nie przeszło, aby mój M
                  zaczął mnie w związku z tym inaczej traktować a może jeszcze cokolwiek
                  wypominać. Oczywiscie trzeba było go czasem przypomnieć, gdzie stoi odkurzacz,
                  ale odbywało się to dość bezboleśnie.

                  Dziewczyny wspominały wcześniej, że przydałoby się, abyś popracowała nad własną
                  samooceną. I nie ma w tym uszczypliwości ani złośliwości, a jedynie dobra rada.
                  Pomyśl tez o tym, ze specjalista, jako osoba zupełnie Ci obca i bezstronna
                  spojrzy inaczej na to, co Cie gryzie.

                  I pomyśl o zbudowaniu własnej przestrzeni!
            • ula_1981 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 07.10.08, 12:48
              męża coraz bardziej frustruje moje bezrobocie, mnie zresztą również. Od dwóch
              lat nie mam stałej pracy (miałam dwie umowy zlecenia ale każda tylko na miesiąc
              czasu). Także od dwóch lat siedzę w domu. Jedyne źródło utrzymania to praca
              męża. Rachunków mamy bardzo dużo, nawet musimy płacić za lokal w której mieści
              się jednoosobowa firma męża. A dodam, że lokal należy do rodziców męża. I teście
              zarządzali abyśmy płacili im za wynajem 600 zł miesięcznie. Mieszkamy z nimi,
              teść strasznie nam dokucza. Teściowa parę razy zażądała abyśmy się wynieśli.
              Sytuacja domowa jest chora.
              Dziś mąż powiedział, że bardzo chce mieć dziecko ale boi się jak to wszystko
              będzie wyglądało po jego urodzeniu. Czy damy radę. Czy w ogóle donoszenie ciąży
              będzie możliwe w tym domu, w którym teść daje nam popalić. Jak zapewnimy dziecku
              odpowiednie warunki mieszkaniowe skoro teście zakręcili nam ciepłą wodę w kranie
              nad wanną. Nie chcą palić w centralnym (nie pozwalają). Jedynie co to ogrzewają
              kominkiem ale wtedy ciepło jest tylko u nas w pokoju a w kuchni i łazience ziąb
              (w zimie nawet 14 stopni w łazience). Boi się, że może dojść do tego, że nas z
              domu z dzieckiem wygonią ... ponieważ teście na wszystkim oszczędzają na
              prądzie, gazie itd. A przecież jak jest małe dziecko to trzeba mieć ciepło w
              domu. Teściowa powiedziała mi, że jak będzie dziecko to mi nie pomoże. Mąż
              zarzucił mi, że myślę tylko o samym dziecku a nie o innych aspektach które z tym
              są związane (to co pisałam wyżej). Ja już sam nie wiem co o tym myśleć. Owszem z
              miła chęcią chciałabym sie wynieść od teściów bo to nie jest życie, to jest
              wieczna walka - dosłownie o wszystko.
              • irbise ula... 07.10.08, 13:40
                sytuacje masz koszmarną i szczerze
                mówiąc w takiej atmosferze i w tym domu
                nie miałabym absolutnie poczucia bezpieczeństwa
                i komfortu dla dziecka i dla mnie i męża.
                Najwyższy czas sie wyprowadzić i znaleźć jakieś mieszkanie.
                Mam nadzieje, ze dostaniesz tą pracę, trzymam kciuki.
                Unormuj swoje sprawy zawodowe, mieszkaniowe
                i swoje własne.
                Stańcie z mężem na własnych nogach, a wtedy
                dziecko to bedzie tylko kwestia czasu.
              • lilith76 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 07.10.08, 13:41
                Mężczyźni inaczej patrzą na życie. Kobieta zalana hormonami widzi "fasolki", "dzidzi", słodko pachnące maleństwo. A mężczyzna, widzi potrzebę dachu nad głową, rachunków do opłacenia, zapewnienia podstawowego chociaż standardu życia, bezpieczeństwa swojej rodzinie. Powinnaś się cieszyć, że twój mąż o tym wszystkim myśli, bo to wyraz jego dojrzałości. W czasie ciąży i po porodzie zaleją cię też inne hormony, nerwy, smutek, zmęczenie, a teściowie będą to potęgować.
                Na początku twojego wątku można by było pomyśleć, że macie własne mieszkanie, samochód, firmę, ptasie mleczko i tylko dziecka brakuje. A obawy twojego męża są jednak trochę uzasadnione. Tylko, że trzeba coś robić w tym kierunku.
                Macie jeszcze kilka lat przed sobą, nawet biorąc zakładkę, że starania o dziecko się przeciągną. Rozwiążcie sprawę twojej pracy, dachu nad głową (kupno/wynajem mieszkania/wynegocjowanie warunków z teściami pozwalające na normalne życie). Oczywiście, warto też uzmysłowić sobie, że nie ma co starać się o jakieś luksusy, bo dziś ludzie wychowują dziecko i w kawalerce.
                • ula_1981 lilith76 07.10.08, 16:24
                  lilith76 napisała:

                  > Mężczyźni inaczej patrzą na życie. Kobieta zalana hormonami widzi "fasolki", "d
                  > zidzi", słodko pachnące maleństwo. A mężczyzna, widzi potrzebę dachu nad głową,
                  > rachunków do opłacenia, zapewnienia podstawowego chociaż standardu życia, bezp
                  > ieczeństwa swojej rodzinie.

                  dokładnie tak jest u nas. Szczerze powiedziawszy ja myślę tylko o dziecko.
                  Wychodzę z założenia, że o resztę będziemy się martwić jak już dziecko przyjdzie
                  na świat. A mąż myśli na odwrót. Być może dlatego nie możemy dojść do porozumienia

                  > Na początku twojego wątku można by było pomyśleć, że macie własne mieszkanie, s
                  > amochód, firmę, ptasie mleczko i tylko dziecka brakuje. A obawy twojego męża są
                  > jednak trochę uzasadnione. Tylko, że trzeba coś robić w tym kierunku.

                  niestety nie mamy własnego mieszkania. Mieszkamy z rodzicami męża i nie raz dali
                  nam do zrozumienia, że to ich dom i że nie jesteśmy mile widziani. Teściowa sam
                  powiedziała, że chce abyśmy w tym roku się wynieśli, więc jej powiedziałam, że
                  póki co to nie stać nas bo i tak mamy wiele wydatków, m.in. czynsz (600zł) jaki
                  musimy jej płacić za wynajem lokalu. A ona stwierdziła, że ją to nie interesuje.
                  Rozmawiałam z mężem o tej sytuacji, oboje jesteśmy za wyprowadzką ale przydałoby
                  się abym i ja pracowała ... wtedy moglibyśmy sobie coś wynająć, bo tak z jednej
                  pensji będzie ciężko, zwłaszcza że mąż pod tego roku poszedł na zaoczne studia.

                  > Rozwiążcie sprawę twojej pracy, dachu nad głową (kupno/wynaje
                  > m mieszkania/wynegocjowanie warunków z teściami pozwalające na normalne życie).

                  niestety teście są nie ugięci ... już nie raz próbowaliśmy z nimi porozmawiać,
                  uzgodnić parę spraw ale to nie ma sensu ... są bezlitośni - nie interesuje ich
                  nasze dobro, patrzą tylko na to aby im było wygodnie. Naszych potrzeb nie biorą
                  pod uwagę.
                  • embeel Re: lilith76 07.10.08, 20:05
                    ula_1981 napisała:


                    > Wychodzę z założenia, że o resztę będziemy się martwić jak już dziecko przyjdzi
                    > e
                    > na świat. A mąż myśli na odwrót. Być może dlatego nie możemy dojść do porozumie
                    > nia

                    Tak jak napisała lilith, kobietom fasolka może przesłonić wszystko.
                    Obawiam się, że Twoje, że o resztę biedzimy się martwić, jak już dziecko
                    przyjdzie na świat jest dość krótkowzroczne.
                    Nam, przesłoniętym chęcią fasolki czasem wydaje się, ze jakoś to będzie, ale
                    takie podejście może być początkiem wielu konfliktów, przykrości i poważnych
                    kryzysów. Niby mówi się, że nigdy nie ma odpowiedniego czasu na dziecko, ze
                    zawsze cos moze stać na przeszkodzie, ale z tego, co piszesz, Wy naprawdę nie
                    macie sprzyjających warunków. Dziecko to nie zabawka, kaprys chwili, ale
                    odpowiedzialność na całe życie. mam wrażenie, że Twój mąż jest jednak nieźle
                    sfrustrowany sytuacja mieszkaniową (tak jak i Ty) i boi się, że dziecko tylko
                    pogorszy sytuację. W życiu bym nie podjęła ryzyka pod jednym z dachem z
                    teściami, których opisujesz. Przykro, że tacy są, ale maleństwo nie może być
                    swego rodzaju ucieczką. Jesteście młodzi, lepiej się skupić na zbudowaniu
                    alternatywy, wyprowadzeniu się z tego piekiełka, znalezienia własnego kąta. Jak
                    napisała lilith, dzieci da się wychować i w kawalerce - znam kilka takich
                    przykładów - dobre i to na początek.
                  • rubin04 Re: lilith76 07.10.08, 22:59
                    Moze na początek spróbuj naciskać męza w kwestii zmiany sytuacji mieszkaniowej, skoro były takie plany..
                    Myślę że wspolne dązenie do wyprowadzki i odcięcia sie od teściów bedzie próbą wspólnego działania Waszego zwiazku i da Ci pogląd na to, jakie perspektywy później będzie mieć "projekt dziecko"

                    Jak nie bedziecie w stanie razem dązyć do mniejszych celó to nie warto porywac się na dziecko..

                    Ja powoli staram sie o dziecko ale mam pewnosć ze mój mąż zadba o mnie i o dziecko, że to ja w ciazy i wtedy gdy z dzieckiem bedzie mi cięzko będe dla niego ową "królową"..
                    Wiem to, bo widziałąm jak zajmował się mną kiedy byłam chora - jak gotował mi (i to jeszcze wg zalecień diety pochorobowej na jakiej wtedy byłam!), sprzatał, chodził do pracy, pomagał we wszystkim i pilnował bym sie nie przemęczyła.. I to daje mi komfort myslenia o dziecku z nim.

                    Same "kochanie" to zbyt mało - równie ważna jest jeszcze troska, odpowiedzialność, zrozumienie potrzeb..
                    Tego, niestety, w Twoim małżeństwie nie dostrzegam...
                    • ula_1981 rubin04 08.10.08, 16:06
                      rubin04 napisała:

                      > Moze na początek spróbuj naciskać męza w kwestii zmiany sytuacji mieszkaniowej,
                      > skoro były takie plany..
                      > Myślę że wspolne dązenie do wyprowadzki i odcięcia sie od teściów bedzie próbą
                      > wspólnego działania Waszego zwiazku i da Ci pogląd na to, jakie perspektywy póź
                      > niej będzie mieć "projekt dziecko"

                      takie plany (własny kąt) były przed ślubem, wtedy jeszcze miałam pracę (na czas
                      określony). Oboje z mężem byliśmy pewni, że z czasem dostanę umowę na stałe.
                      Niestety tak się nie stało. I nasze plany legły w gruzach. Zostaliśmy tylko z
                      pensją męża. Oboje jesteśmy za wyprowadzką, rozmawiałam kilka razy o tym z
                      mężem. On sam powiedział, że gdybym tylko dostała pracę to wtedy uda nam się
                      odłożyć grosz i wynająć choćby kawalerkę na sam początek.
                      W paru miejscach starałam się o pracę, niestety bez powodzenia. Z każdą odmową
                      czułam się coraz bardziej załamana i do niczego.
                      Teraz z niecierpliwością czekam na odpowiedź właściciela firmy, w której staram
                      sie o pracę ... ale to jeszcze troszkę zejdzie, ponieważ jest to nowo powstały
                      budynek i nadal prowadzone są prace wykończeniowe.
                    • ula_1981 rubin04 08.10.08, 16:10
                      rubin04 napisała:
                      > Wiem to, bo widziałąm jak zajmował się mną kiedy byłam chora - jak gotował mi
                      > (i to jeszcze wg zalecień diety pochorobowej na jakiej wtedy byłam!), sprzatał,
                      > chodził do pracy, pomagał we wszystkim i pilnował bym sie nie przemęczyła.. I
                      > to daje mi komfort myslenia o dziecku z nim.

                      w nawiązaniu do Twojej powyższej wypowiedzi. Otóż mój mąż również potrafi okazać
                      czułość i troskę. Dwa lata temu leżałam 9 dni w szpitalu, dbał o mnie, zamykał
                      firmę po to aby mi śniadanie, obiad przynieść a potem kolację. Sam gotował,
                      zajmował sie domem. Po powrocie do domu również wyręczał mnie w wielu obowiązkach.
                  • carolinecat ula 08.10.08, 00:01
                    na pewno atmosfera w miejscu, w którym mieszkacie nie sprzyja do stworzenia
                    odpowiednich warunków do wychowywania dziecka. patrząc z tej perspektywy,
                    wstrzymywanie się z decyzją o dziecku nie jest do końca złe. współczuję Ci, że
                    znalazłaś się w takiej sytuacji, ale myślę, że najpierw pewne sprawy dobrze by
                    było rozwiązać, zanim podejmie się tak ważny krok.

                    sprawa mieszkania byłaby najmniejszym problemem, gdybyś mogła liczyć na wsparcie
                    męża. no i tu zaczynają się prawdziwe "schody".
                    zastanawiasz się, jakie są tak naprawdę powody, dla których mąż zwleka z decyzją
                    o dziecku, bo za każdym razem podaje inne. mnie rzuciły się w oczy jego dwie
                    wypowiedzi, które przytoczyłaś - obawy, że przy dziecku staniesz się "królową" i
                    stwierdzenie, że "nie jest Ciebie pewien".

                    być może problem polega na tym, że w tej chwili to on w związku jest "królem".
                    bo niewątpliwie Wasze życie rodzinne kręci się wokół jego potrzeb, to on stoi na
                    piedestale. najwyraźniej pełnisz w Waszym związku nie rolę partnerki, tylko
                    bardziej rolę matki, opiekunki. piszesz, że Wasze relacje z teściami nie
                    wyglądają najlepiej, więc domyślam się, że Twój mąż ma spore braki emocjonalne
                    wyniesione z domu. stąd jego postawa roszczeniowa wobec Ciebie ("żona to rzecz
                    nabyta", przekonanie, że to Ty MUSISZ się zajmować domem - czytaj: musisz się
                    nim opiekować, skakać wokół niego). niby narzeka, że nie masz pracy, ale w
                    gruncie rzeczy pewnie jest mu to na rękę, bo ma Cię tylko dla siebie.
                    rzecz w tym, że pojawienie się dziecka bardzo zaburzy ten układ. w tej chwili to
                    on monopolizuje Twoją uwagę i uczucia. może to dziwnie zabrzmi, ale mąż traktuje
                    dziecko jako potencjalną konkurencję. dlatego właśnie powiedział, że "nie jest
                    Ciebie pewien" - tzn. obawia się, że dziecko w pewien sposób mu Ciebie odbierze.
                    staniesz się "królową", ale Twoim "księciem" nie będzie już on, tylko maluch.
                    tym samym, gdy któregoś razu w złości powiedziałaś mu, że dziecko stanie się
                    Twoim oczkiem w głowie, dopiekłaś mu chyba najbardziej jak się dało tongue_out

                    nie dziwi mnie, że przed ślubem zapewniał Cię, że chce dziecka - zapewne wyczuł,
                    że możesz mu wiele dać (pewnie sama przejawiałaś potrzebę opiekowania się kimś).
                    podświadomie wiedział, że może zbyt wiele stracić, jeśli będzie szczery. piszę
                    "podświadomie", bo pewnie sam nie bardzo zdaje sobie sprawę ze swojego problemu.
                    pytanie tylko, jak bardzo byłby gotów nad nim popracować.

                    nie piszę tego wszystkiego po to, żeby go usprawiedliwić, tylko ewentualnie
                    podpowiedzieć Ci gdzie może leżeć źródło Waszych kłopotów. ale żeby to rozwiązać
                    potrzebowałabyś otwartości i współpracy z jego strony, a poza tym, tak jak
                    wspomniała któraś z przedmówczyń, profesjonalnej pomocy terapeuty dla Was
                    obojga. bo nie wiem, czy wiele zmieni to, że sama pójdziesz. to Twój mąż musi
                    sobie wreszcie uświadomić problem. zanim to nie nastąpi, nie podejmie świadomej
                    decyzji o dziecku, a być może Ty do tego czasu stracisz cierpliwość. "wpadka
                    kontrolowana" nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem.






                    • ula_1981 carolinecat 08.10.08, 16:20
                      carolinecat napisała:
                      > zastanawiasz się, jakie są tak naprawdę powody, dla których mąż zwleka z decyzj
                      > ą
                      > o dziecku, bo za każdym razem podaje inne. mnie rzuciły się w oczy jego dwie
                      > wypowiedzi, które przytoczyłaś - obawy, że przy dziecku staniesz się "królową"
                      > i
                      > stwierdzenie, że "nie jest Ciebie pewien".

                      owszem zastanawia mnie jaki jest ten najprawdziwszy powód, bo podał ich kilka.
                      Gdybym wiedziała, który jest właściwy to wtedy łatwiej byłoby mi działać. Jeśli
                      chodzi o słowa "nie jestem Ciebie pewien" to już wiem co miał na myśli. Otóż ta
                      cała atmosfera w domu z teściami plus moje bezowocne poszukiwanie pracy od
                      prawie 2 lat spowodowały, że stałam się smutna, z poczuciem że nie nadaję się do
                      niczego itd. Na domiar złego mój tato poważnie zachorował. To wszystko we mnie
                      się nawarstwiało. Zaczęłam mieć głupie myśli, zastanawiałam się nad sensem
                      mojego życia. A nawet powiedziałam i to nie raz mężowi, że lepiej byłoby gdyby
                      mnie nie było. A mąż mówiąc "nie jestem Ciebie pewien" miał na myśli to, że boi
                      się iż jak zajdę w ciążę albo jak już urodzę to coś mi odbije i zrealizuję te
                      swoje pesymistyczne myśli, o których ostatnio tak często wspominałam.
                    • ula_1981 carolinecat 08.10.08, 16:33
                      carolinecat napisała:
                      > domyślam się, że Twój mąż ma spore braki emocjonalne
                      > wyniesione z domu.

                      dobrze myślisz. Mąż wychowywał się w domu, gdzie był ojciec alkoholik a matka
                      bardziej zajmowała się starszymi córkami niż najmłodszym swoim dzieckiem (mowa o
                      moim mężu). Jako mały chłopiec szukał taty po melinach i ściągał pijanego do
                      domu. Mąż opowiadał mi, że jako chłopiec leżał obok łóżka taty i pilnował go aby
                      tylko na wódkę nie poszedł. Tylko on się nim przejmował, bo matka (moja
                      teściowa) i starsze siostry nie interesowały sie moim teściem. Teraz mąż bardzo
                      to przeżywa, że tylko on z rodzeństwa dbał o ojca, pilnował go, przejmował sie
                      jego losem, a teść tak nim pogardza do dnia dzisiejszego.

                      > niby narzeka, że nie masz pracy, ale w
                      > gruncie rzeczy pewnie jest mu to na rękę, bo ma Cię tylko dla siebie.

                      pewnie masz rację, bo jak miałam pracę to wracałam na 16tą i brałam się za
                      gotowanie, parę razy słyszałam, że wolałby mieć obiad wcześniej. W pracy miałam
                      kolegów i był o nich zazdrosny.
                      Teraz gdy nie mam pracy to chciałby abym ją wreszcie znalazła.

                      > "wpadka kontrolowana" nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem.

                      mi również
              • anick5791 Re: dzisiejsza rozmowa z mężem ... 07.10.08, 13:46
                Życie to życie, a nie wieczna walka smile
                Pisałaś wcześniej, że masz na oku pracę. Może jak ją dostaniesz to się po prostu
                wyprowadźcie. Twoją pensję będziecie mogli przeznaczyć na wynajem, albo postarać
                się o kredyt hipoteczny.
                Uszy do góry smile Nie ma sytuacji bez wyjścia.
Pełna wersja