ruta.dl
08.10.08, 09:29
Musze sie wygadac, bo mam dzis straszna chandre.
jestem w 10 tygodniu ciazy. czuje sie raczej kiepsko, jestem
totalnie zmeczona i wyczerpana. Dodatkowo od 3 tygpodni walcze z
przeziebieniem - nawet przez tydzien prawie lezalam w domu.
Przeziebienie w sumie wyleczone, ale przyplatalo sie ropne zapalenie
zatok. A ja sie czuje na tyle kiepsko, ze nawet nie mam sily jechac
do centrum Warszawy do lekarza.
Mieszkamy 40km od W-wy, codziennie prawie godzine jade do pracy i z
powrotem. nawet jak siedze w pociagu, to mnie i tak wystarczajaco
wytelepie zeby sie nie czuc komfortowo. Zarabiam 2 i pol raza wiecej
niz moj maz, wiec w pewnym sensie jestem zywycielem rodziny i nie
moge sobie pozwolic na chodzenie na zwolnienia (przynajmniej na
razie).
Wczoraj kolo 18 wracam do domu, juz przed drzwiami wita mnie
radosnie starsze dziecie (3 lata). Ide do pokoju - maz przy kompie
sie bawi. Siadlam na kanapie za jego plecami, bo dzien mialam
ciezki, umeczona fizycznie i psychicznie, nos spuchniety, normalnie
wyc sie chce. Moj szanowny tylko sie spytal "no i co tak siedzisz
zaba". A jak mam kuzwa siedziec jak czuje sie tak zle ze mam ochote
umrzec? Poszlam sie polozyc i ledwie sie o szklane herbaty
doprosilam.
W efekcie ja sie obrazilam o brak zainteresowania, on sie obrazil ze
przyszlam do domu i sie nie odzywam i jest kurde super. dzis mam
wisielczy nastroj, brzuch mnie boli z tego wszystkiego i w ogole
chce mi sie wyc.
Czy ja jestem jakas przewrazliwiona? Za duzo wymagam? Jestem w
ciazy, chora, przepracowana i nawet dobrego slowa nie uslysze...