werk-a83
11.11.08, 17:38
Jestem w połowie 5 miesiąca ciąży.Od zawsze bałam się ciąży,porodu
naturalnego z resztą cesarki też.Ale w końcu zdecydowałam się w nią
zajść głównie dla mężą bo chciał mieć dzieci, a ja ciągle mogłam to
odwlekać, może nie teraz może za parę lat itd.a pozatym wiem ze
każdy normalny człowiek chce mieć dzieci i gdybym ich nie miała
pewnie by mnie zostawił, a ja nie chciałabym życ sama.Gdy się
okazało że w niej jestem napoczątku się ucieszyłam,po paru godzinach
dotarło do mnie co się stało i strasznie zaczęłam to
przeżywać,żałować,chciałm cofnąć czas,nigdy bym nie posunęła się do
aborcji nawet gdyby było chore bąź z gwałtu bo bałabym się Boga i
mojego sumienia.Strasznie rozpaczałam,myślałąm żę zwariuję,czułam
się jakbym nie miała drogi wyjśćia, jak w potrzasku, odbierałam
ciażę jako karę, jako zły los,jak chorobę,zazdrościłąm koleżankom i
kuzynkom poronienia tego ze już nie mają przed sobą problemu ciąży i
porodu a z drugiej strony było mi ich bardzo żąl bo cierpiały.Minęły
dwa dni od wykonania testu i jakos mi przeszło, cała rodzina mnie
pocieszała, wszyscy ze mną rozmawiali i jakoś było aż do tej pory.Na
początku 5 miesiaca tj.od jakichś 2 tygodni moje głupie nastawienie
delikatnie mówiąc znów powróciło i to w skumulowanej mocy.myślałąm
że zwaruję,jak zaczął rosnać mi brzuch, jak dziecko zaczęło się w
nim ruszać (okropne odczucie)takie nienaturalne jak dla mnie,
niemiłe, wyciek z sutków siary to jakiś koszmar.To jeszcze pół biedy
a do tego tylko jedna myśl.Co to będzie, mija dzień za dniem,
godzina za godziną, czekam na rozwiązanie ciązy jak na godzine
śmierci na raka w meczarniach.postanowiłam iść do psychiatry za dwa
tygodnie mam termin,bęęgo błagać choć o cesarkę po której wiem że
się dłużej do siebie wraca, ze dłużej boli,ze to nie natura ale choć
i jej się boje to będzie moje wybawienie.Nie mogę się doczekać tego
dnia ,kiedy będzie po wszytskim, czekam na ten dzień i na nic
więcej.Z dziecka trochę się cieszę, strasznie mu współczuję że
bedzie mało taką okropna matkę że tak się musi to teraz w ciaży na
nim odbijać te moje myśli.Wiem że to straszliwy grzech, mam nadzieję
ze będzie zdrowe,że Bóg mnie nie ukara chorym dzieckiem za to jak
myśle o stanie błogosławionym.Mówią ze ciąża to najpiękniejszy okres
w życiu kobiety, ze to spełnienie.Ja czuję się jakby w szponach
szatana koszmar.mam nadzieję że to dziecko pokocham jak będzie po
wszytskim jak będzie to cesarka bo jeśli nie to znienawidzę za
męczarnie i bóle porodu naturalnego.Cały czas martwie się tym że
dziecko przez moje myslenie umrze i ja będę musiała nidość ze trupa
to jeszcze naturalnie urodzić.nigdy w życiu chyba bym wolała zgnić
od środka i umrzeć.Mniej boję się śmierci jak
porodu.Koszmar,koszmar,koszmar.Przepraszam ze uraziłam pewnie
wszytski kobiety tymi słowami, te kobiety które nie mogą zajść w
ciaze, te które poroniły, wybaczcie i zrozumcie mnie, pomóżcie choc
słowem.