też bym chciała wreszcie zostać Mamą ...

12.11.08, 14:28
Niestety nie mogę dojść do porozumienia w tej kwestii z mężem. On z roku na
rok zwleka i tak minął już 3 rok i zero starań sad Obecnie mam prawie 28 lat a
on 27. Ostatnio stwierdził (nie wiem czy na poważne a czy w żartach), że
dzidzia będzie jak on skończy studia ... ale dodam, że dopiero je zaczął i
trwają 6 lat. Czyli skończy w 2015 roku gdy ja będę miała 35 lat. To jest dla
mnie nie do przyjęcia, bo w tym wieku to chciałabym już myśleć o drugim a nie
dopiero o pierwszym.
Nie wiem już sama co mam myśleć. Ostatnio było mi z tego powodu bardzo
przykro, bo dziecko to moje marzenie, największe szczęście jakie może
"spłynąć" na kochającą się parę. Niestety mąż miewa różne zdania na ten temat.
Raz chce, raz nie chce. Raz chce zacząć starania w przyszłym roku, a raz nie
chce ani w przyszłym ani w najbliższych latach, a nawet raz zdarzyło mu się
powiedzieć, że w ogóle nie chce. A przecież będąc razem przed ślubem 7 lat
rozmawialiśmy o dzieciach i zawsze powtarzał mi, że ich pragnie. A teraz waha
się.
    • mama-ola Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 14:38
      Uważam, że to musi być wspólna decyzja. Nie może być tak, że jedna
      osoba robi coś wbrew swojej woli - choćby z miłości do partnera czy
      innego powodu, nawet najszlachetniejszego. W końcu życie ma się
      tylko jedno. Nikt nie powinien być zmuszany do posiadania dziecka
      ani równany do ogółu na zasadzie "jak się młode pojawi, to na pewno
      je pokocha".

      Niestety - masz mężczyznę, który nie chce mieć dziecka. Pozostaje Ci
      albo czekać, aż zechce dziecko mieć, albo... no cóż, nie czekać,
      czyli odejść...

      Tak czy owak, bardzo współczuję sad sad
      • magda8887 mama-ola 12.11.08, 17:10
        mama-ola napisała:

        > Uważam, że to musi być wspólna decyzja. Nie może być tak, że jedna
        > osoba robi coś wbrew swojej woli - choćby z miłości do partnera czy
        > innego powodu, nawet najszlachetniejszego.

        ja również tak uważam, dlatego nie posłuchałam znajomej, która mi radziła abym
        specjalnie zaszła w ciąże bez wiedzy męża. Mam tu na myśli to, że ona poradziła
        mi abym nic nie mówiąc mężowi o dniach płodnych namówiła go na seks bez
        zabezpieczenia. Po prostu abym go oszukała mówiąc, że dziś śmiało możemy bez
        zabezpieczenia bo mam dni nie płodne a prawda byłaby zupełnie inna. Ja nigdy
        czegoś takiego bym nie zrobiła.

        > Niestety - masz mężczyznę, który nie chce mieć dziecka. Pozostaje Ci
        > albo czekać, aż zechce dziecko mieć, albo... no cóż, nie czekać,
        > czyli odejść...

        mama-ola z tym jest różnie. Raz chce i podaje konkretnie przyszły rok a innym
        razem mówi, że potrzebuje więcej czasu. A raz zdarzyło mu się powiedzieć, że nie
        chce dzieci ... ale wydaje mi się, że powiedział to w nerwach, bo akurat byliśmy
        pokłóceni a on na dodatek miał lekko wypite.
        • mama-ola Re: mama-ola 13.11.08, 10:56
          > ja również tak uważam, dlatego nie posłuchałam znajomej, która mi
          > radziła abym specjalnie zaszła w ciąże bez wiedzy męża.

          Koleżanka radziła Ci oszustwo, klasyczne wrobienie w dziecko.
          W moim odczuciu niedopuszczalne, jak widać w Twoim też - jesteśmy
          podobne smile
          Mam nadzieję, że Twój mąż - skoro tak często zmienia zdanie - zmieni
          je w kierunku przez Ciebie pożądanym smile
          Pozdrawiam smile
      • memphis90 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 20:33
        A ja się z tym nie zgadzam. Jeśli przez 7 lat facet opowiada, że chce dzieci- a
        potem nagle "zmienia zdanie", to po prostu w którymś momencie oszukuje
        partnerkę. Dlaczego ma godzić się na wieloletnie zwodzenie? Dlaczego to ona ma
        rezygnować z posiadania dzieci? Czy to nie jest działanie wbrew woli jednego z
        małżonków?

        W końcu życie ma się
        > tylko jedno.
        No właśnie... Jajniki też nie czekają w nieskończoność. Ja radziłabym szczerą
        rozmowę. Zastanów się ile jesteś gotowa czekać, co jesteś gotowa poświęcić- i
        negocjuj swoje racje. Niech się zdeklaruje- dziecko za pół roku, za rok czy
        wcale. Facet nie postępuje wobec Ciebie fair.
        • mama-ola Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 13.11.08, 10:53
          > A ja się z tym nie zgadzam. Jeśli przez 7 lat facet opowiada, że
          > chce dzieci- a potem nagle "zmienia zdanie", to po prostu w
          > którymś momencie oszukuje partnerkę. Dlaczego ma godzić się na
          > wieloletnie zwodzenie? Dlaczego to ona ma rezygnować z posiadania
          > dzieci? Czy to nie jest działanie wbrew woli jednego z
          > małżonków?

          To ze mną się nie zgadzasz? Ale z którym konkretnie moim zdaniem?
          Namawiałam do zgody na wieloletnie zwodzenie? - nie sądzę. Na
          rezygnację z posiadania dzieci? - bynajmniej.

          Że mąż oszukuje i zwodzi, to niestety prawda.

          Czy rezygnacja z posiadania dzieci jest działaniem wbrew woli
          jednego z małżonków?
          Tak, ale do zrobienia dziecka potrzeba dwojga. Jak jedna ze stron
          nie chce, to dziecka być nie powinno. A jak tylko jedna ze stron
          chce, to jest to połowę za mało. Taka różnica...
          • magda8887 mama-ola 13.11.08, 16:07
            mama-ola napisała:

            > Tak, ale do zrobienia dziecka potrzeba dwojga. Jak jedna ze stron
            > nie chce, to dziecka być nie powinno. A jak tylko jedna ze stron
            > chce, to jest to połowę za mało. Taka różnica...

            zgadzam się z Tobą. Ja bardzo pragnę dziecka ale póki co mąż nie podziela mojego
            zapału aby dziecko było już teraz. Także jestem skłonna poczekać rok, góra dwa
            ale na pewno z dziecka nie zrezygnuję ale też nie mam zamiaru na siłę nakłaniać
            męża abyśmy już je mieli, ani nie mam zamiary wrabiać go w tzw. "wpadkę".

        • magda8887 memphis90 13.11.08, 14:46
          memphis90 napisała:
          > No właśnie... Jajniki też nie czekają w nieskończoność. Ja radziłabym szczerą
          > rozmowę. Zastanów się ile jesteś gotowa czekać, co jesteś gotowa poświęcić- i
          > negocjuj swoje racje. Niech się zdeklaruje- dziecko za pół roku, za rok czy
          > wcale. Facet nie postępuje wobec Ciebie fair.

          wczoraj z nim rozmawiałam, powiedział że starania zaczniemy w przyszłym roku.
          Tylko nie jestem pewna czy mówi serio, boję się, że znowu zwodzi - tak jak to
          robił co roku.
          Dziś mąż podczas zabawy z naszym psem, spytał mnie "ciekawe czy on będzie
          zazdrosny jak będziemy mieli dziecko?", powiedział tak, ponieważ jest to nasz
          rozpieszczony psiak, taka nasza mała przylepka, wszędzie chodzi z nami, nawet
          śpi z nami w pokoju w swoim koszyczku.
          Także chyba można z tego wywnioskować, że jakby mąż nie myślał o dziecku to nie
          mówiłby tak ani nie zastanawiałby się nad tym.

          A co do pytania "ile jesteś gotowa czekać, co jesteś gotowa poświęcić?"
          odpowiem, że mogę jeszcze z rok góra dwa poczekać ... bo z dziecka nigdy nie
          zrezygnuję, prędzej się rozstanę albo dam mu do wyboru albo jestem z nim i jest
          dziecko albo nie ma dziecka i mnie też nie ma.

      • patysia00 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 13.11.08, 12:22
        Może poprostu boi się podjąć taką decyzję? A jakbyś była w ciąży to
        by sie bardzo cieszył..?
    • mw144 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 15:01
      Jeśli zależy Ci na mężu to ciągnij to w nieskończoność. Jeśli na
      rodzinie, dzieciach i swoim szczęściu to złóż w sadzie pozew o
      rozwód, jeszcze nie jest za późno żeby ułożyć sobie życie z innym
      mężczyzną.
      • corkaswejmamy Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 16:59
        złóż w sadzie pozew o
        rozwód,

        wi9ększej bzdury nie słyszałam. A dajże spokój z takimi radami jak nic bardziej
        rozsądnego wydumać nie potrafisz.
        Do autorki: Jak sama napisałas nie wiesz czy mąż żartował czy mówił prawdę
        mówiąc o rodzicielstwie dopiero po jego studiach. Jedyna słuszna rada to rozmowa
        z mężem i poznanie prawdziwych powodów, dla których ta decyzję odkłada. Powodzenia.
      • magda8887 mw144 12.11.08, 17:18
        mw144 napisała:

        > Jeśli zależy Ci na mężu to ciągnij to w nieskończoność. Jeśli na
        > rodzinie, dzieciach i swoim szczęściu to złóż w sadzie pozew o
        > rozwód, jeszcze nie jest za późno żeby ułożyć sobie życie z innym
        > mężczyzną.

        wiesz o rozwodzie to nawet nie myślałam. Kocham męża i to bardzo. Trudno mi
        sobie wyobrazić życie bez niego.
        Owszem zależy mi na rodzinie i dzieciach, na naszym szczęściu. I mam nadzieję,
        że jednak zdecyduje się na dziecko. Obiecał, że w przyszłym roku spróbujemy.
        Nawet słyszałam jak do znajomego tak mówił ... no ale też słyszałam jak do
        innego mówił, że dzieci są mu nie potrzebne. Także ciężko mi cokolwiek
        zdecydować. Już sama nie wiem czy w końcu chce czy nie. Oj ciężki orzech do
        zgryzienia.
        Ja mu powiedziałam, że wyszłam za mąż m.in. po to aby założyć rodzinę. Zresztą o
        tym wiedział już przed ślubem.
        Parę dni temu spytałam go co by wybrał:
        1. jesteśmy razem i jest dziecko
        2. nie ma dziecka a wtedy odchodzę
        ... mówi, że wybrałby pierwszą opcję
    • lilka-on-line Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 15:02
      Przede wszystkim musisz powiedzieć mężowi co czujesz i jak ważne dla
      Ciebie jest posiadanie dziecka. Wymagaj od partnera aby się
      zastanowił i zdeklarował.
      • magda8887 lilka-on-line 12.11.08, 17:21
        lilka-on-line napisała:

        > Przede wszystkim musisz powiedzieć mężowi co czujesz i jak ważne dla
        > Ciebie jest posiadanie dziecka. Wymagaj od partnera aby się
        > zastanowił i zdeklarował.

        powiedziałam mu co czuję i ile dla mnie znaczy macierzyństwo/rodzina.
        On z kolei boi się, że nie podoła tym wszystkim obowiązkom, które związane są z
        posiadaniem dziecka. A po drugie boi się tego jakim byłby ojcem, z tego względu
        że wychowywała go tylko matka bo ojciec wiecznie zaglądał do butelki z
        alkoholem. Mąż nie jest zadowolony ze swojego ojca, ojciec go zawiódł i mąż boi
        się, że może własne dziecko zawieść.
        • noname815 Re: lilka-on-line 12.11.08, 21:38
          magda8887 napisała:
          A po drugie boi się tego jakim byłby ojcem, z tego względu
          > że wychowywała go tylko matka bo ojciec wiecznie zaglądał do
          butelki z
          > alkoholem. Mąż nie jest zadowolony ze swojego ojca, ojciec go
          zawiódł i mąż boi
          > się, że może własne dziecko zawieść.

          To moze warto, zeby Twoj maz spotkal sie z psychologiem? Takie
          nierozwiazane problemy z dziecinstwa moga rzutowac na dorosle zycie.
          Moj partner tez mial nielatwe relacje z ojcem - dlugo nie chcial
          miec dzieci, podajac podobne powody jak Twoj maz. Zaczal nad tym
          pracowac z psychologiem, a dzisaj - baaardzo chce miec dziecko,
          chyba nawet bardziej niz ja wink
          Poszukajcie jakiegos dobrego psychologa, moze pomoze rozwiazac
          problem? powodzenia
          • magda8887 noname815 13.11.08, 15:58
            noname815 napisała:
            > To moze warto, zeby Twoj maz spotkal sie z psychologiem?

            chciała iść razem z nim do psychologa, kilkakrotnie go próbowałam przekonać ale
            bezskutecznie. Jego zdaniem psycholog ani jemu ani nam nie potrzebny. Twierdzi,
            że sami damy sobie radę.

            > Takie nierozwiazane problemy z dziecinstwa moga rzutowac na > dorosle zycie.

            oj tak masz tu rację. Mąż opowiedział mi o swoim dzieciństwie, o tym jak wtedy
            jego tata wolał zaglądać do butelki. Opowiadał mi, że były dni kiedy nie pił i
            wtedy tato obdarzał go dużym zainteresowaniem, zabierał go na ryby, był miły
            itp. a po paru dniach znów wpadał w ciąg alkoholowy i wtedy syn był dla niego
            nie ważny, schodził na boczny tor, odpychał go do momentu kiedy znów przyszły
            dni bez picia. I tak w kółko. Te wszystkie przeżycia odbiły się na moim mężu.

      • pistacja-1 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 24.11.08, 23:05
        A co mam powiedzieć ja gdy mój partner (nie mamy ślubu),powiedział, iż z racji
        tego jaką ma pracę (chodzi o ciągły brak czasu) o dziecku to może koło 35 roku
        będzie myślał jak ja będe miała 34,a najchętniej w ogóle bo nie ma
        cierpliwości.Jak zapytałam a co by się stało gdybyśmy np wpadli. Dla niego
        jedynym rozwiązaniem byłaby aborcja. Nie powiem,że było mi miło coś takiego
        słyszećcrying
        • noname815 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 26.11.08, 10:43
          mowienie o aborcji w przypadku stalego zwiazku (a taki przeciez moze
          byc, nawet gdy nie ma slubu) to swinstwo. szczerze Ci wspolczuje.

          rozumiem, ze ktos moze nie chciec dzieci (jak juz ktos napisal w tym
          watku - to nie grzech), ale takie ochydne zrzucenie z siebie
          odpowiedzialnosci to juz ... no sama nie wiem jak to okreslic. wg
          mnie to swiadczy o duzej obojetnosci wobec Twoich uczuc.

          pozrawiam
    • zoofka Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 15:24
      U mnie było podobnie. Okazało sie, że on nie chciał o tym rozmawiac, bo bał się
      słowa "staranie się" smile
      bał się niepowodzenia i mojej frustracji. Pewnego dnia po prostu poinformowałam
      go, że odstawiam tabletki - nie protestował smile
      żyliśmy jak dotad i niedługo zostane matką.
      • magda8887 zoofka 12.11.08, 17:27
        zoofka napisała:

        > U mnie było podobnie. Okazało sie, że on nie chciał o tym rozmawiac, bo bał się
        > słowa "staranie się" smile
        > bał się niepowodzenia i mojej frustracji. Pewnego dnia po prostu poinformowałam
        > go, że odstawiam tabletki - nie protestował smile
        > żyliśmy jak dotad i niedługo zostane matką.

        super, moje gratulacje smile
        zoofka ja ze swojej strony w ogóle się nie zabezpieczam. To mąż stosuje
        zabezpieczenie w postaci prezerwatyw. Gdy nie mam dni płodnych to często kochamy
        się bez zabezpieczenia. Gdy mam dni płodne mąż praktycznie zawsze sięga po
        prezerwatywę, a jak zdarzy nam się kochać bez zabezpieczenia to jest to stosunek
        przerywany (ale seks bez zabezpieczenia w dni płodne jest bardzo ale to bardzo
        sporadycznie). A jak jest to mąż strasznie uważa aby czasem nie doszło do
        wytrysku we mnie. Powiem szczerze, że jest to dla mnie niezbyt miłe. Czuję się
        wtedy tak jakby mój mąż bał się ze mną wpaść ... kurcze przecież jestem jego
        żoną! To jest śmieszne bo przed ślubem o wiele częściej kochaliśmy się bez
        zabezpieczenia nawet w dni płodne aniżeli teraz gdy jesteśmy małżeństwem. Wtedy
        jakoś się nie bał a teraz widocznie tak. Dziwne ... jak dla mnie to jest to dziwne.
        • weska3 Re: zoofka 26.11.08, 07:33
          "super, moje gratulacje smile
          > zoofka ja ze swojej strony w ogóle się nie zabezpieczam. To mąż stosuje zabezpieczenie w postaci prezerwatyw. Gdy nie mam dni płodnych to często kochamy się bez zabezpieczenia. Gdy mam dni płodne mąż praktycznie zawsze sięga po prezerwatywę, a jak zdarzy nam się kochać bez zabezpieczenia to jest to stosunek przerywany (ale seks bez zabezpieczenia w dni płodne jest bardzo ale to bardzo sporadycznie). A jak jest to mąż strasznie uważa aby czasem nie doszło do wytrysku we mnie. Powiem szczerze, że jest to dla mnie niezbyt miłe. Czuję się wtedy tak jakby mój mąż bał się ze mną wpaść ... kurcze przecież jestem jego żoną! To jest śmieszne bo przed ślubem o wiele częściej kochaliśmy się bez zabezpieczenia nawet w dni płodne aniżeli teraz gdy jesteśmy małżeństwem. Wtedy jakoś się nie bał a teraz widocznie tak. Dziwne ... jak dla mnie to jest to dziwne."

          To bardzo smutne co piszesz? Wczułam się w twoją sytuację i aż mi się łzy w oczach cisnęły. Wiem jak ja bym się zachowała w sytuacji kiedy mąż sięga po prezerwatywę, wstałabym i się rozpłakała...
          Nie chciałabym nic dalej robić.

          Myślę, że dałoby mu tez to do myślenia
    • marlinek Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 15:40
      bardzo mi przykro

      przypominasz mi moja historię, czuję się tak, jakbyś opowiadała o
      mnie

      ja nie umiałam zdecydować się na "wpadkę", gdyż uważałam, że nie
      wolno mi oszukiwać najbliższego mi człowieka, chociaż znam kobiety,
      które w taki sposób "zaplanowały" swoje dzieci ("kochanie nie wiem
      jak to się stało, ale bedziemy mieli dziecko")... i są teraz
      szczęśliwymi matkami

      pozdrawiam i życze szczęścia

      Ps. jak chcesz pogadać, pisz na emeila




      • lilyane Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 17:57
        faceci boja sie podjac pierwszego kroku.Wydaje mi sie,ze nawet jakby sie okazalo
        ze jestes w ciazy,to poczatkowy szok,zamienilby sie w radosc.Zapewne bylby
        dobrym tata.
        Moze poczekaj do przyszlego roku i zacznij ponownie temat dziecka...

        jezeli adal bedzie podobnie moze zastanow sie na "wpadka"...niektorych czasem
        3ba postawic przed faktem...
        • mloda19877 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 12.11.08, 22:42
          hmm... jeśli on przed ślubem mówił o dzieciach i chciał je mieć na
          100% oraz nie miał problemów z kochaniem się bez zabezpieczenia w
          dni płodne to może on ma kochanke i nie chce się pakować w
          dziecko... Tutaj nie jest potrzebny psycholog tylko detektyw:p (to
          akurat żart) ale ja na Twoim miejscy bym poobserwowała męże bo z
          nimi to różnie bywa i różne cuda słyszałam na temat zdrad... Pomyśl
          o tym pozdrawiam.

          ps. oczywiście mam nadzieje że tak nie jest ale wiesz czasami warto
          wszystkie opcje wziąść pod uwage.
          • magda8887 mloda19877 13.11.08, 16:03
            mloda19877 napisała:
            mloda19877 napisała:

            > hmm... jeśli on przed ślubem mówił o dzieciach i chciał je mieć na
            > 100% oraz nie miał problemów z kochaniem się bez zabezpieczenia w
            > dni płodne to może on ma kochanke i nie chce się pakować w
            > dziecko... Tutaj nie jest potrzebny psycholog tylko detektyw:p (to
            > akurat żart) ale ja na Twoim miejscy bym poobserwowała męże bo z
            > nimi to różnie bywa i różne cuda słyszałam na temat zdrad... Pomyśl
            > o tym pozdrawiam.

            zdrada na 100% nie wchodzi w grę. Jestem na tyle spostrzegawcza, że zauważyłabym
            tego oznaki. Nigdzie z domu mi nie znika, a jak już to wychodzimy razem. Nawet
            jadąc na ryby zabiera mnie z sobą. Do jego telefonu mam w każdym momencie
            dostęp, znam jego hasło na pocztę itd. Także nie ma żadnych oznak zdrady, więc
            nie bierzmy tego pod uwagę.

            > ps. oczywiście mam nadzieje że tak nie jest ale wiesz czasami warto
            > wszystkie opcje wziąść pod uwage.

            rozumiem o co chodzi. Oczywiście, że należy brać pod uwagę wszelkie opcje,
            przypuszczenia no ale w naszym przypadku zdrada odpada - to nie to.
        • magda8887 lilyane 13.11.08, 12:14
          lilyane napisała:

          > faceci boja sie podjac pierwszego kroku.Wydaje mi sie,ze nawet jakby sie okazal
          > o
          > ze jestes w ciazy,to poczatkowy szok,zamienilby sie w radosc.Zapewne bylby
          > dobrym tata.

          myślę, że tak byłoby w przypadku mojego męża. On na pewno w głębi duszy chce
          dziecka ale boi się tego kroku. Owszem ma ciężki charakter i jest uparciuchem
          ale sądzę, że byłby dobrym tatą. Lubi dzieci, gdy jedziemy do mojego siostrzeńca
          to bawi się z nim. A nawet ostatnio uczył go alfabetu. Kupił mu specjalny laptop
          dziecięcy do początkowej nauki j.polskiego i matematyki.

          > jezeli adal bedzie podobnie moze zastanow sie na "wpadka"...niektorych czasem
          > 3ba postawic przed faktem...

          ten plan raczej odpada.
    • mmirowska Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 13.11.08, 21:52
      Dla mnie to co piszesz to paranoja...Jak można nie chcieć dziecka. Ja o nie
      starałam sie 5 lat. Wydaliśmy przy tym mnóstwo pieniędzy- (średniej klasy auto)A
      czym wcześniej tym lepiej a Wy nie macie na co czekać...Mając dziecko też można
      studiować
      • magda8887 Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 14.11.08, 15:18
        mmirowska napisała:

        > Dla mnie to co piszesz to paranoja...Jak można nie chcieć dziecka. Ja o nie
        > starałam sie 5 lat. Wydaliśmy przy tym mnóstwo pieniędzy- (średniej klasy auto)
        > A
        > czym wcześniej tym lepiej a Wy nie macie na co czekać...Mając dziecko też można
        > studiować

        wiesz mi tego nie trzeba tłumaczyć, że można mieć dziecko i jednocześnie
        studiować. Zwłaszcza, że mąż studiuje zaocznie. Wcale to nie robi żadnego problemu.

        mmirowska cieszę się, że udało Ci się zajść w ciążę smile Ja będąc na Twoim
        miejscu również zrobiłabym wszystko aby je mieć ... ale póki co muszę jeszcze
        poczekać ... dam mu rok góra dwa. A jak w międzyczasie dalej będzie się
        wymigiwał to twardo postawię mu warunek albo rodzina (czytaj dziecko) albo
        rozwód ... bo za żadne skarby świata nie zrezygnuję z dziecka
        • m_a_filip Re: też bym chciała wreszcie zostać Mamą ... 14.11.08, 18:39
          Witaj Magdo!
          W swoim poprzednim wpisie napisałaś: "dam mu rok góra dwa. A jak w
          międzyczasie dalej będzie się wymigiwał to twardo postawię mu
          warunek albo rodzina (czytaj dziecko) albo rozwód ... bo za żadne
          skarby świata nie zrezygnuję z dziecka".

          Zastanawiam się, dlaczego nie chcesz zdecydować się się na tak
          szczerą rozmowę już teraz. Chcesz czekac jeszcze rok lub dwa? To
          moze być kolejne dwa lata zwodzenia. Jeśli trudno jest Mu zdecydowac
          się już teraz, czy uważasz, ze później będzie łatwiej?

          Zauważ, ze jesteście młodym małżeństem, gdzie nie ma miejsca jeszcze
          na rutynę i nudę. A one niestety wcześniej czy później przychodzą.
          Co będzie jeśli poczuje znużenie? Możliwe że zacznie myśleć, że nie
          jest szczęśliwy w tym związku i wtedy, tym bardziej nie będzie
          chciał dziecka.

          Poza tym, dziecko nie rodzi się w chwili podjęcia decyzji o nim. To
          czasami moze być dłuższy okres starań o nie, potem okres ciąży. Może
          się zdarzyć, że potrwa to tylko 10 miesiecy, ale może też 2-3 lata
          lub dłużej. Chcesz tyle czekać?

          Moja rada: działaj teraz!! Nie odkładaj tej rozmowy na potem.
          Wiem, jak trudno jest powiedzieć "dziecko (rodzina) lub odchodzę".
          Wiem, że nie mogłabys tego zrobić teraz, czyli odejść.
          Czy jednak na pewno wierzysz w to, że będziesz umiała to powiedzieć
          (zrobić) za rok czy dwa?

          Wprost czuję w jakiej trudnej sytuacji jesteś.
          Będę trzymać kciuki! pozdrawiam
          • magda8887 m_a_filip 14.11.08, 20:20
            m_a_filip napisała:
            > Zastanawiam się, dlaczego nie chcesz zdecydować się się na tak
            > szczerą rozmowę już teraz. Chcesz czekac jeszcze rok lub dwa? To
            > moze być kolejne dwa lata zwodzenia. Jeśli trudno jest Mu zdecydowac
            > się już teraz, czy uważasz, ze później będzie łatwiej?

            bo póki co to nie chcę go do niczego siłą zmuszać ... póki co nie chcę dawać mu
            do wyboru: albo rodzina/dziecko albo rozwód. Jeszcze poczekam - tyle ile wyżej
            napisałam ... ale jeżeli dalej będzie mnie zwodził to wtedy będę zmuszona kazać
            mu wybierać. Ja na jego zgodę na dziecko (wiem, że to okropnie i dziwnie brzmi)
            czekam już 2 lata, jestem w stanie poczekać dodatkowe 2 lata i ani dnia dłużej.
            W sumie będzie 4 lata i jeżeli dalej będzie się wykręcał i zwodził, że na
            kolejny rok to wtedy będę musiała ostrzej zareagować.
            Jak na razie powiedziałam mu, że dziecko jest moim marzeniem, że od 2 lat go
            pragnę a niema go tylko dlatego, że on zwleka. Powiedziałam mu, że wyszłam za
            mąż m.in. dlatego, że chcę założyć rodzinę i że z dziecka nigdy nie zrezygnuję,
            nawet jeśli oznaczałoby to rozstanie, skoro on nie będzie go chciał to ja nie
            będę chciała tkwić do końca życia w takim małżeństwie.

            > Zauważ, ze jesteście młodym małżeństem, gdzie nie ma miejsca jeszcze
            > na rutynę i nudę. A one niestety wcześniej czy później przychodzą.
            > Co będzie jeśli poczuje znużenie?

            małżeństwem jesteśmy młodym - nieco ponad 3 lata a ogólnie razem jesteśmy prawie
            10 lat. I właśnie o to chodzi, że momentami czuję, że mąż nudzi się ze mną.
            Szuka towarzystwa. Bardzo rzadko kiedy wychodzimy sami ... bo zazwyczaj jest z
            nami "przyzwoitka" w postaci jego kolegi. Gdy ma wolny czas to woli abyśmy
            pojechali do jego znajomego albo na ryby (to jego hobby) a ja czasem wolałabym
            zamiast do znajomego czy na te ryby pojechać sobie gdzieś np. do pobliskiego
            lasu bądź pospacerować. Niestety najczęściej spotykam się z odmową męża, a bo
            nie ma siły, a bo coś go boli a to mu się nie chce itd. Ostatnio gdy zbliżał się
            11 listopada (dzień wolny od pracy) mąż zamiast mnie spytał kolegi "co robimy 11
            listopada?" to było dla mnie przykre. I co było 11 listopada? ... a na rano z
            kolegą pojechał na ryby, wrócił ok 14ej zjadł obiad i poszedł spać, a jak wstał
            pod wieczór to odmówił mi spacery bo nogi go bolą bo się nachodził z wędką ale
            za to miał ochotę abyśmy pojechali do kolegi na piwo. Wiele podobnych przykładów
            mogłabym podać.

            > Czy jednak na pewno wierzysz w to, że będziesz umiała to powiedzieć
            > (zrobić) za rok czy dwa?

            wiem jedno ... że bardzo ciężko będzie mi to powiedzieć.

            • noname815 Re: m_a_filip 14.11.08, 20:43
              Nasuwa mi sie kilka mysli odnosnie Twojej sytuacji i na podstawie
              tego co piszesz.
              - Twoj maz jakies problemy, o ktorych nie chce Ci powiedziec - moze
              boi sie odrzucenia? moze boi sie tego, ze gdy powie, przestanie byc
              dla Ciebie jedyny i wyjatkowy? a moze wie, ze ma problemy z
              plodnoscia i stad to unikanie?
              - spotkania w towarzystwie "przyzwoitki" to sposob na unikniecie
              szczerej rozmowy
              - moze czuje sie traktowany przedmiotowo, w sensie, ze Twoim celem
              jest posiadanie dziecka, co bardzo wyraznie podkreslasz, a moze on
              nie ma pewnosci, ze chcesz tego dziecka wlasnie z NIM?
              - moze jest w nim tak duza potrzeba bycia waznym dla bliskiej sobie
              osoby, ze boi sie "konkurencji" w postaci dziecka? (to jako echo
              jego przezyc z dziecinstwa)

              Trudno doradzic Ci cos konkretnego, to bardzo delikatna sytuacja,
              ale chyba jedyne co moze pomoc, to rozmowa, szczera, bliska i
              ciepla. Taka, w ktorej opowiesz o tym co czujesz, co dla Ciebie
              znaczy to, ze nie chodzicie tylko we dwojke, ze masz poczucie, ze
              sie od siebie oddalacie (jesli tak jest oczywiscie), ale bez
              rzucania oskarzen. Ze jest dla Ciebie wazny i ze dla Ciebie istotne
              jest, by to wlasnie on byl ojcem Twojego wymarzonego malenstwa.

              pozdrawiam

              • magda8887 noname815 14.11.08, 21:40
                noname815 napisała:
                > - moze czuje sie traktowany przedmiotowo, w sensie, ze Twoim celem
                > jest posiadanie dziecka, co bardzo wyraznie podkreslasz, a moze on
                > nie ma pewnosci, ze chcesz tego dziecka wlasnie z NIM?

                z tym akurat nie zgadzam się. Nigdy męża nie traktowałam przedmiotowo, nawet nie
                daje mu powodów aby tak się czuć.


                > - moze jest w nim tak duza potrzeba bycia waznym dla bliskiej sobie
                > osoby, ze boi sie "konkurencji" w postaci dziecka? (to jako echo
                > jego przezyc z dziecinstwa)

                i tu masz rację, ponieważ mój mąż nie lubi z kimkolwiek konkurować, zawsze chce
                być najważniejszy. Zawsze lubi wygrywać i cieszy się tym jak dziecko, a jak mu
                coś nie wychodzi wówczas popada w złość. Nawet będąc w towarzystwie zauważyłam,
                że mąż lubi stać na I miejscu, czyli chce być najważniejszy, chce aby do nie
                należało ostatnie i najważniejsze zdanie. Lubi innym osobom przypodobać się, na
                różny sposób chce zaimponować znajomym. Pokazać co on potrafi, na co go stać
                itd. Jednym słowem lubi na sobie skupiać uwagę.
                • m_a_filip Podejmij ryzyko, nie uciekaj! 15.11.08, 12:36
                  Madziu, rozumiem Cię doskonale.
                  Wiem, jak trudne to jest dla Ciebie, bo przechodziłam przez to samo.

                  W perspektywy moich doświadczeń, zalecałabym jednak działanie, a nie czekanie.
                  Gdy wchodzi znużenie w związek - musicie szczerze rozmawiać- oboje, nie tylko
                  Ty. Wydaje mi się, że Ty to robisz. A Twój małżonek? mam wątpliwości. Mam
                  wrażenie, że on słyszy tylko marudzenie. Madziu, nie gniewaj się za takie
                  określenie, ale wydaje mi się, że on to tak może odczuwać, dlatego woli być z
                  kolegą niż z żoną.
                  Wydaje mi się, że niechęć do posiadania dziecka, może wynikać z tego, że stracił
                  zainteresowanie Waszym małżeństwem i nie jest pewny przyszłości.

                  Zastanów się, czy nie warto by było mu wydrukować cały Twój wątek i dać do
                  przeczytania. Może wówczas zauważy Twoją miłość do niego, Twój smutek i żal, nie
                  tylko z powodu jego niechęci do dziecka, ale również z lekceważenia Ciebie w
                  codzienności.

                  Bądź silną dziewczyną i nie rezygnuj, bo mam wrażenie, że powinnaś "walczyć" już
                  nie tylko o Wasze dziecko, ale również o Wasz związek.

                  pozdrawiam!!
                  • magda8887 m_a_filip 15.11.08, 16:08
                    m_a_filip napisała:
                    > Gdy wchodzi znużenie w związek - musicie szczerze rozmawiać-
                    oboje, nie tylko
                    > Ty. Wydaje mi się, że Ty to robisz. A Twój małżonek? mam
                    wątpliwości. Mam
                    > wrażenie, że on słyszy tylko marudzenie. Madziu, nie gniewaj się
                    za takie
                    > określenie, ale wydaje mi się, że on to tak może odczuwać, dlatego
                    woli być z
                    > kolegą niż z żoną.

                    po części masz racje. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że gdy chcę z
                    nim poważnie porozmawiać to on wykręca się. Zbywa mnie krótkimi
                    odpowiedziami typu "będzie dobrze" itd. albo chęć szczerej rozmowy
                    nazywa moim "pipceniem". Gdy zaczynam rozmawiać o naszej przyszłości
                    itd. to odpowiedział "że nie mamy o czym rozmawiać, i żebym się
                    zamknęła po pipcę".

                    > Wydaje mi się, że niechęć do posiadania dziecka, może wynikać z
                    tego, że straci
                    > ł
                    > zainteresowanie Waszym małżeństwem i nie jest pewny przyszłości.

                    może faktycznie jest tak jak piszesz. Ostatnio po pijaku powiedział,
                    że drugi raz by się ze mną nie ożenił. Wolałby żyć na kocią łapę.
                    Teraz rozpoczął studia, od samego początku byłam przeciwna im. Były
                    ostre spięcia. A byłam przeciwna dlatego, że mąz zaznaczył że jak
                    będzie miał zjazdy to nie będzie do domu wracał tylko tam na miejscu
                    coś sobie na weekendy wynajmie. A ja przeczuwałam, że sprawi to
                    pewien kłopot i kolejne sprzeczki. Nie myliłam się. Wynajął
                    mieszkanie z 6 kolegami. Właśnie tam z nimi jest bo w ten weekend ma
                    zjazdy. Wczoraj miał do mnie zadzwonić, obiecał mi to. A że długo
                    nie dzwonił to ja zadzwoniłam. W tle słyszałam kolegów jak się
                    śmiali. Po głosie poznałam, że mąż chyba ma wypite. Obiecał że
                    zadzwoni po paru minutach ... nie zadzwonił ... zadzwoniłam ja. O
                    godz. 1.00 w nocy zadzwonił z prośbą abym powiedziała jego koledze
                    ile ma wędek w domu bo kolega mu nie wierzy. Zezłościłam się. A on
                    się rozłączył. Gdy zadzwoniłam po paru minutach to był dla mnie nie
                    miły, był zły o to, że nie powiedziałam ile ma wędek (ale ja na
                    prawdę nie mam pojęcia ile ich ma), rozłączył się i wyłączył tel.
                    Wtedy napisałam mu sms że takim zachowaniem pokazuje, że koledzy są
                    ważniejsi. Oddzwonił o godz. 2ej w nocy z pretensjami do mnie, że
                    za dużo razy do niego dzwoniłam, że go widocznie sprawdzam i
                    traktuję materialnie. Powiedział że jutro rano zadzwoni. Niestety do
                    tej pory nie zadzwonił, próbowałam sie z nim skontaktować ale ma
                    wyłączoną komórkę. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Trzy
                    tygodnie temu, gdy był na zjeździe, też obiecał że zadzwoni i nie
                    zrobił tego. Nie odbierał moich telefonów, wtedy nasz wspólny kolega
                    do niego przedzwonił i jego tel. odebrał – a moich nie. Na drugi
                    dzień przyjechał do domu – miał wypite i jechał za kółkiem – dość
                    spory kawałek bo 60 km. Przepraszał mnie za swoje zachowanie, że nie
                    zadzwonił, że telefon wyłączył itd. Obiecał, że to ostatni raz itd.
                    A teraz znów to samo zrobił.

                    Piszesz abym była silną dziewczyną, staram się jak mogę ale sił już
                    brak. Wiesz co masz rację pisząc, że ja nie tylko walczę o dziecko,
                    bo ja tak na prawdę walczę o nasz związek. I po wczorajszym zajściu
                    między nami (opisane wyżej) czuję że przegram tą walkę. Płakać mi
                    się chce i serce pęka z bólu i żalu. Co jeszcze muszę zrobić aby on
                    wreszcie przejrzał na oczy i zobaczył jak bardzo go kocham, kiedy on
                    zrozumie, że niszczy nasze małżeństwo.
                    • noname815 Re: m_a_filip 15.11.08, 16:15
                      "Teraz rozpoczął studia, od samego początku byłam przeciwna im. " -
                      nie rozumiem, jak mozna sie sprzeciwiac, gdy ukochana osoba pragnie
                      sie rozwijac i ksztalcic??? Bycie razem to nie jest ograniczanie sie
                      wzajemne, ale wzajemne rozwijanie sie i wspieranie w tym rozwoju!
                      • magda8887 noname815 15.11.08, 19:05
                        noname815 napisała:

                        > "Teraz rozpoczął studia, od samego początku byłam przeciwna im. " -

                        > nie rozumiem, jak mozna sie sprzeciwiac, gdy ukochana osoba
                        pragnie
                        > sie rozwijac i ksztalcic??? Bycie razem to nie jest ograniczanie
                        sie
                        > wzajemne, ale wzajemne rozwijanie sie i wspieranie w tym rozwoju!

                        musiałabym wiele tłumaczyć o co chodzi ... ale powiem w skrócie,
                        gdybym wiedziała, że jemu faktycznie zalezy na kształceniu się to
                        sama namawiałabym go do nauki ... ale zauwżyłam, że na mojego męża
                        ostatnio towarzystwo ma wielki wpływ ... i to zły. Dlatego też
                        zaczęłam być przeciwko studiom bo już przez skórę czułam czym to
                        pachnie. Gdybym wiedziała, że on na weekendy wyjeżdża po to aby
                        zdobywać wiedzę to ok. nie ma sprawy ale niestety ... urządza sobie
                        tam na mieszkaniu z kolegami popijawę. Wtedy cięzko jest mi się z
                        nim skontaktować ... bo rzadko kiedy tel.odbiera, nie odpisuje na
                        eski. A jak zadzwoni to z jakimiś pretensjami np. czemu nie wiem ile
                        on ma w domu wędek. A w tle słychac tylko chichot kolegów. Powiem
                        szczerze nie tylko ja uważam, że on poszedł na te studia dla
                        towarzystwa. Mam nadzieję że choć po częsci mnie zrozumiałaś o co mi
                        chodzi
                        • noname815 Re: noname815 15.11.08, 19:51
                          Teoretycznie rozumiem, ALE... mam nieodparte wrazenie, ze
                          przeszkadza Ci fakt, ze Twoj maz potrzebuje wokol siebie wiecej osob
                          niz tylko Ciebie, ze nie jestes dla niego calym swiatem. Jak
                          wyjezdza na zajecia to daj mu spokoj - kazdy potrebuje chwili
                          oddechu. Zajmij sie swoimi sprawami, moze tez idz na studia?
                          Realizuj woje zainteresowania wtedy, gdy nikt Ci "nie przeszkadza",
                          zadbaj o siebie - pocwicz, spotkaj sie z kolezankami, idz do
                          kosmetyczki albo usiadz z ksiazka. Jego wyjazd i spotkanie z
                          kumplami na imprezie mozna zinterpretowac dwojako - jako jego
                          ucieczke od codziennosci, od presji zeby byl doroslym, dojrzalym
                          ojcem rodziny (chyba nie ma na to zgody, mam wrazenie, ze jeszcze do
                          tego nei dorosl) ale takze jako wakacje dla Ciebie. Wykorzystaj to,
                          opowiedz mu wczesniej o swoich planach na czas jego nieobecnosci,
                          daj mu do zrozumienia, ze nie "wisisz" na nim, ale masz swoje zycie.
                          Wysylaj mu esy ze dobrze sie bawisz, zrob jakies zdjecie miejsca, w
                          ktorym jestes itp - bedzie chcial to oddzwoni.

                          Mozesz powiedziec, ze jestem dziwna - zgoda, jestem, bo nie uwazam,
                          ze jesli jest sie w zwiazku nalezy ze soba spedzac 100% czasu
                          wolnego, ze trzeba do siebie dzwonic po 5 razy dziennie, bo uwazam,
                          ze kazdy ma prawo do swoich znajomych, zainteresowan i
                          indywidualnych wyjazdow bez ciaglej kontroli tel "z centrali". Z
                          mezem chyba macie odmienne wyobrazenie o tym, czym jest bycie razem.
                          Czytajac Twoje wypowiedzi odnosze wrazenie, ze powinniscie starannie
                          przemyslec swoje bycie razem, a szczegolnie kwestie posiadania
                          dziecka. I tak naprawde, oboje powinniscie pojsc do psychologa, moze
                          poradnia rodzinna bedzie dla was pomocna w rozwiazaniu problemow, z
                          ktorymi sie borykacie (forum nie jest wlasciwym do tego miejscem).
                          Nie oceniam ani Ciebie, ani Twojego meza, ale z tego co piszesz
                          wynika dla mnie jasno - dla was jako Zwiazku to nie jest wlasciwy
                          czas na dziecko.
                          • magda8887 Re: noname815 15.11.08, 20:05
                            noname815 napisała:

                            > Teoretycznie rozumiem, ALE... mam nieodparte wrazenie, ze
                            > przeszkadza Ci fakt, ze Twoj maz potrzebuje wokol siebie wiecej
                            osob
                            > niz tylko Ciebie, ze nie jestes dla niego calym swiatem.

                            nie przeszkadzałoby mi to gdyby otaczał się odpowiedzialnymi ludźmi
                            którzy mieliby na niego dobry wpływ.

                            Do psychologa chciałam iść wspólnie, niestety stwierdził że to
                            strata czasu i pieniędzy.
                            • zigzac1 Re: noname815 16.11.08, 09:42
                              Eh....jak sie czyta, to az boli. Czemu nie ustalacie takich waznych spraw, jak na przyklad stosunek do potomstwa PRZED zamieszkaniem razem, ew. slubem? Ogolnie z tego co piszesz mozna odniesc wrazenie, ze nie do konca znasz swojego partnera.
                              Poza tym, wbrew pozorom i temu co niektore Panie pisza na tym forum - to nie jest zaden grzech nie chciec dziecka. Zachowanie raczej normalne i OK. Wymagajace tylko uczciwego postawienia sprawy. On prawdopodobnie jest [pd ogromna presja Twojego pragnienia potomstwa i po prostu boi sie powiedziec ci wprost, co mysli. A moze po prostu sam nie wie?
                              A zeby cie pocieszyc, moge ci powiedziec, ze pierwsza ciaza po 30tce nie jest niczym zlym smile sama w takiej jestem - czekalismy na sprzyjajacy moment zawodowo materialny i uwazam, ze postapilismy slusznie.
                              Pozdrawiam.
                              • magda8887 zigzac1 16.11.08, 17:16
                                zigzac1 napisała:

                                > Eh....jak sie czyta, to az boli. Czemu nie ustalacie takich
                                waznych spraw, jak
                                > na przyklad stosunek do potomstwa PRZED zamieszkaniem razem, ew.
                                slubem?

                                ale my przed ślubem i to nie raz rozmawialiśmy o dzieciach. Oboje
                                wyraziliśmy chęć zostania rodzicami. Wtedy mąż mówił, że będziemy
                                mieć tyle dzieci na ile będzie nas stać utrzymać. Mowa była o 2 lub
                                3. Tylko prosił, że gdy weźmiemy ślub abyśmy z dziećmi z rok się
                                wstrzymali, ale tylko dlatego aby móc w tym czasie nacieszyćsię sobą
                                i troszkę pozwiedzać świata. Także zostało ustalone ślub w 2005 roku
                                więc starania miały być rozpoczęte w 2006 r. Niestety jest już
                                koniec 2008 r a my ANI RAZU nie spróbowalismy.


                                > Ogolnie z tego co piszesz mozna odniesc wrazenie, ze nie do konca
                                > znasz swojego partnera.

                                po prostu w pewnym stopniu czuję się oszukana ... bo zupełnie
                                inaczej zaplanowaliśmy naszą przyszłość i to były nasze wspólne
                                plany przez nas oboje omówione nim wzięliśmy slub ... niestety mąż
                                zmienił zdanie co do tych planów.

                                Nie sądzę aby mąż był pod moją presją, bo sam przed ślubem zaczął
                                rozmowę dotyczącą potomstwa. Sam zaproponował abyśmy w rok po ślubie
                                już zaczęli starania.
                                • zigzac1 Re: zigzac1 16.11.08, 22:57
                                  No coz....Jesli jest tak, jak piszesz, to w takim razie po prostu zmienily mu sie priorytety, a ty faktycznie masz prawo czuc sie oszukana. Mam nadzieje, ze rozumiesz, ze nie chcialam cie urazic, tym co napisalam. Po prostu dosc czesto zauwazam syndrom "a mialo byc tak pieknie", szkoda tylko, ze nie ustalilismy do konca jak...
                                  Jesli tak dalece zmienily mu sie te priorytety w sprawach zasadniczych, to moze faktycznie dobrze, ze chwilowo tych dzieci jeszcze nie ma.Z tego co piszesz, nie macie bardzo dlugiego stazu malzenskiego i jeszcze jestescie w fazie odkrywania swiata i siebie w tym danym zwiazku. Niestety, jak wszyscy wiemy ten proces moze przebiegac w dwoch kierunkach - " do" i "od". I wbrew poradnikom - nie zawsze mamy ostateczny wplyw na wybor kierunku. Mozemy sie tylko starac, ale nie mamy gearancji, ze druga osoba stara sie tak samo i w " te sama strone". Czesto na poczatku zwiazku nasze wspolne rozmowy wykazuja, ze zgadzamy sie we wszystkim, a potem zycie to weryfikuje.
                                  Z tego co piszesz o mezu (pamietaj , ze tez niezupelnie obiektywnie, bo cudow nie ma) wynika, ze faktycznie stosuje system ucieczkowy. Ryby, koledzy - brzmi troszke jak ze starego dowcipu,w ktorym facet zrobi wszystko, zeby nie siedziec w domu. Czy wiesz, dlaczego tak jest? Czy myslisz, ze moglabys go zapytac? Moze jest jakis "zakopany" problem, o ktorym nie pomyslalas? Moze szwankuje zycie seksualne, albo brak wam wspolnych zainteresowan?
                                  Wydaje mi sie, ze zasadanicza sprawa to pogadac z nim. Nie tyle juz o sprawie posiadania dzieci, ile o tym dlaczego cie odsunal od siebie.
                                  pozdrawiam.
                                  • magda8887 zigzac1 17.11.08, 01:59
                                    zigzac1 napisała:
                                    > Mam nadzieje, ze rozumiesz, ze nie chcialam cie urazic, tym co > napisalam.

                                    rozumiem Cię doskonale i nie uraziłaś mnie.

                                    > Z tego co piszesz, nie macie bardzo dlugiego stazu
                                    > malzenskiego i jeszcze jestescie w fazie odkrywa
                                    > nia swiata i siebie w tym danym zwiazku.

                                    tak jesteśmy młodym małżeństwem - 3 letni staż (w sumie razem 10 lat). Obecnie
                                    mamy 27 lat (ja) i 26 lat (on)

                                    > Z tego co piszesz o mezu (pamietaj , ze tez niezupelnie obiektywnie, bo cudow n
                                    > ie ma) wynika, ze faktycznie stosuje system ucieczkowy. Ryby, koledzy - brzmi t
                                    > roszke jak ze starego dowcipu,w ktorym facet zrobi wszystko, zeby nie siedziec
                                    > w domu. Czy wiesz, dlaczego tak jest? Czy myslisz, ze moglabys go zapytac? Moz
                                    > e jest jakis "zakopany" problem, o ktorym nie pomyslalas? Moze szwankuje zycie
                                    > seksualne, albo brak wam wspolnych zainteresowan?

                                    pytałam czemu tak ciągle ryby i koledzy ... otóż ryby - to jego hobby za którym
                                    wręcz przepada a koledzy - bo lubi towarzystwo.
                                    Z tym, że najczęściej na ryby jeździmy razem bo ja również lubię wędkować.
                                    Fajnie tak z mężem mieć wspólne hobby, wtedy jest okazja aby miło spędzić razem
                                    czas i zrelaksować się no ale niestety zazwyczaj jeździ z nami męża kolega.
                                    Wtedy oni między sobą dyskutują a ja staję się prawie niewidzialna dla męża.
                                    Co do życia seksualnego to nie mamy z tym problemów. Choć 2 lata temu mieliśmy
                                    kryzys i ja wtedy męża odpychałam - bardzo rzadko się wtedy kochaliśmy. Kryzys
                                    minął a nasze życie seksualne wróciło do normy. Ostatnio pod wpływem alkoholu
                                    stwierdził, że w nasze sprawy łóżkowe wkradła się rutyna i jest nudno. Chciałam
                                    rozwinąć ten temat ale poprosił abyśmy tą rozmowę przełożyli na następny dzień,
                                    kiedy będzie w pełni trzeźwy. Ok posłuchałam go ... ale gdy następnego dnia
                                    weszłam na ten temat, mąż stwierdził że wszystko jest w porządku, w łóżku jest
                                    ok i nic nie chce zmieniać. Także już sama nie wiem o co chodzi, skoro jest niby
                                    ok to czemu po pijaku powiedział zupełnie coś odwrotnego? On twierdzi, że po
                                    prostu chciał mnie zdenerwować. Nie wiem czy mam w to wierzyć.

                                    > Wydaje mi sie, ze zasadanicza sprawa to pogadac z nim. Nie tyle juz o sprawie p
                                    > osiadania dzieci, ile o tym dlaczego cie odsunal od siebie.

                                    Ja mu powiedziałam, że czuje iż mnie od siebie odpycha, spytałam co jest tego
                                    powodem. A on odpowiedział, że to nie prawda, że sobie to ubzdurałam, że mnie
                                    bardzo kocha.
                                    • zigzac1 Re: zigzac1 17.11.08, 08:07
                                      Z postu na post wyglada to coraz gorzej dziewczyno.
                                      POwiem tak- moim zdaniem twoj maz traktuje cie tak, jak ja traktowalam swojego bylego meza. Po latach stal sie dla mnie niezbednym elementem zycia, podpora i gwarantem bezpieczenstwa. Najgorsze w calosci bylo to, ze nie widzialam tego sama i ciagle wydawalo mi sie, ze wszystko gra. kiedy pytal, dlaczego praca jest wazniejsza od niego, mowilam mu, ze nieprawda. Ze go kocham. I znow najgorsze - myslalam, ze mowie prawde.
                                      A prawda byla taka, ze uciekalam od niego przy kazdej okazji. Wolalam pracowac, bylam bardzo blisko z ludzmi, z ktorymi pracowalam, bardziej odpowieadalo mi ich poczucie humoru i o niebo bardziej obchodzily mnie wspolne sprawy z nimi, niz z nim.
                                      Widzialam tez, ze moim przyjaciele toleruja mojego meza, ale za nim nie przepadaja. To tez we mnie wsiakalo.
                                      Rozstalismy sie wiele lat za pozno...I trzeba bylo desperackiej decyzji z mojej strony, bo juz tylko krzywdzilismy sie wzajemnie. Nie twierdze, ze moj ex byl eb winy, oczywiscie smile ale moim zdaniem ja tez wykazalam sie niedojrzaloscia i mysleniem zyczeniowym.
                                      Bardzo sie ciesze, ze nie mamy wspolnych dzieci, na ktore on nalegal. Obydwoje zyjemy w innych rodzinach , bardziej dobranych, gdzie nikt nikogo "nie chce zezloscic".
                                      Moim zdaniem popelniasz ten sam blad, ktory popelnial moj byly - zbytnio chcesz wierzyc w uczucie i czepiasz sie kazdego slowa, ktore to uzucie potwierdza. A fakty (strasznie uparta sprawa, te fakty...) pomijasz.
                    • m_a_filip Re: m_a_filip 16.11.08, 20:12
                      Witaj ponownie Madziu.

                      Nie wiem, czy zauważyłaś, że zakładając ten wątek, że chciałabyś
                      zostać mamą, (czyli napisałaś o jednym pragnieniu), wątek rozwinął
                      się tak, że zostały ujawnione również inne ważne sprawy w waszym
                      małżeństwie. Wyszły na wierzch inne problemy, których nie powinno
                      być, gdy para chce dziecko.

                      Ktoś, w którymś komentarzu, powiedział, że takich spraw nie
                      rozwiążesz na forum. Pewnie miał rację, ale myślę, że opinia innych
                      ludzi, pomogła Ci zauważyć problemy (jeśli oczywiście nie
                      uswiadamiałaś ich sobie wcześniej).
                      Myślę, że to duży kłopot, gdy jedna ze stron nie chce rozmawiać i
                      gdy zbywa każdą cheć rozmowy odpowiedziami typu "będzie dobrze"
                      czy "pipceniem" (w Twoim przypadku).
                      Co zrobić, żeby powiedzieć drugiej stronie, że sprawia przykrość
                      swoim zachowaniem?
                      Jak zacząć rozmowę, żeby chciała ją kontynuować, aby można było
                      omówić problem i szukać możliwości jego rozwiązania?
                      Jest mi przykro, bo nie znam odpowiedzi na te pytania.
                      Mogę tylko głośno myśleć: jeśli podejmowanie rozmowy nie działa, to
                      trzeba chyba pomyśleć o innych formach komunikacji?
                      Może list?
                      Może rozmowa z kimś zaufanym, kto mógłby następnie z nim
                      porozmawiać, komu ufa, aby go zechciał wysłuchać?
                      Wydaje mi się, że rozmowa powinna dotyczyć Waszych relacji.
                      Natomiast sprawa posiadania dzieci powinna w tym czasie zostać
                      odłożona. Myślę, że dopuki nie zostaną naprawione Wasze relacje, nie
                      ma sensu rozmawiać o dziecku.

                      Madziu, opisałaś sytuację, kiedy Twój mąż nie dzwonił do Ciebie,
                      mino Twoich telefonów i jego obietnicy, że zadzwoni. Miał nawet
                      pretensje, że Ty do niego dzwoniłaś.
                      Mam wrażenie, na podstawie tego co napisałaś, że studia stały się
                      dla niego ucieczką. Czy to jest ucieczka od Ciebie? Od problemów w
                      Waszym związku? Czy może ucieczka przed decyzjami, których on nie
                      potrafi podjąć? Może on czuje, że ma za mało wolności i szuka jej z
                      całej siły poza domem?

                      Sama już zauważyłaś, że telefonowanie do niego nie działa. Wręcz
                      przeciwnie, skutek jest taki, że jest zły.
                      Może warto więc dać mu, w te dni kiedy studiuje, czas tylko dla
                      niego?
                      Chociaż wiesz, że spotyka się wtedy z kolegami i pije piwo, może
                      jednak nie będziesz go o to pytać? Niech wróci do domu i zastanie
                      Ciebie zadowolną i uśmiechniętą, żonę która nie ma do niego
                      pretensji i żalu.
                      Wiem, że to trudne. Ale może warto spróbować?
                      Przypomnij sobie, jaką byłaś osobą gdy się poznaliście? Pewnie
                      radosną i zadowoloną z tego, że go widzisz?
                      Może jak przyjmiesz taką taktykę, to po paru zjazdach, on zauważy,
                      że coś się zmieniło?
                      Może zamiast wypomnień, że nie dzwonił, warto powiedzieć: "smutno mi
                      było, że nie miałam telefonu od Ciebie, ale cieszę się, że już
                      jesteś". Gdy będzie się chciał tłumaczyć, dlaczego nie dzwonił,
                      utnij tłumaczenia, "że to nie ma już znaczenia. Było, minęło".
                      Pamiętaj tylko, że to musi być szczere. Usmiech musi być szczery, a
                      nie sztuczny, bo on wyczuje Twój sarkazm i niezadowolenie.

                      Myślę, że każdy facet chce mieć kobietę, która go fascynuje,
                      zaskakuje i jest dla niego pewną zagadką. Wtedy oddzywa się w nim
                      chęć zdobycia tej kobiety.
                      Znasz opowiastkę o tym jak kogut goni kurę. A ta myśli
                      sobie: "podbiegnę jeszcze trochę, niech nie myśli, żem łatwa".
                      Hmmm, porównanie trochę nieciekawe w odniesieniu do kobiety i
                      mężczyzny, czy żony i męża, prawda?
                      Ale jeśli się nad nim zastanowimy, to chyba dużo w tym racji.
                      Może warto byłoby coś wprowadzić, aby on poczuł, że musi znów o
                      Ciebie walczyć, zdobywać? Może warto coś wprowadzić, żeby on
                      zauważył, że Ty tez się znieniasz, rozwijasz, że jesteś fascynująca
                      i chce Cię poznać.

                      Napisałaś: "Co jeszcze muszę zrobić aby on
                      > wreszcie przejrzał na oczy i zobaczył jak bardzo go kocham, kiedy
                      on
                      > zrozumie, że niszczy nasze małżeństwo".

                      Myślę, że powinnaś spróbować od siebie.
                      Może mógłby Ci ktoś pomóc lub podpowiedzieć, co robiś, abyś stala
                      się dla niego znów "zdobyczą". Sorki za porównanie, mam nadzieję, że
                      się nie gniewasz, mam nadzieję, że rozumiesz czemu tak napisałam.
                      Może rozmowa z psychologiem (ale on nie powinien o tym wiedzieć).
                      Jestem pewna, że gdy Ty wprowadzisz trochę zmian, on po pewnym
                      czasie je zauważy i to go zainteresuje. A tym samym zainteresuje się
                      znów Tobą!
                      Czego Ci życzę z calego serca! Pozdrawiam!




                      • magda8887 m_a_filip 16.11.08, 21:32
                        m_a_filip napisała:

                        > Nie wiem, czy zauważyłaś, że zakładając ten wątek, że chciałabyś
                        > zostać mamą, (czyli napisałaś o jednym pragnieniu), wątek rozwinął
                        > się tak, że zostały ujawnione również inne ważne sprawy w waszym
                        > małżeństwie. Wyszły na wierzch inne problemy, których nie powinno
                        > być, gdy para chce dziecko.

                        zdaję sobie sprawę, że niestety w moim małżeństwie są pewne problemy, które
                        powinny zostać rozwiązane nim na świecie pojawi się dziecko. Bardzo ubolewam z
                        powodu tych problemów, ponieważ zdaję sobie z tego sprawę, że gdyby mąż
                        zachowywał się inaczej nie byłoby ich. Ja na każdym kroku staram się okazywać mu
                        swoje uczucia i zainteresowanie, niestety na dzień dzisiejszy nie mogę
                        powiedzieć tego samego o nim. Czasem czuję, że nie jestem już dla niego
                        najważniejsza. Gdy ma wolne chwile od pracy to przeznacza je na wędkowanie lub
                        dla kolegów. A mi z trudem przychodzi namówienie go na spacer, nawet na 15
                        minutowy. Wiecznie słyszę NIE a bo go coś boli, a to nie ma siły, a to nie ma
                        ochoty ... ale na to abyśmy odwiedzili jego kolegę zawsze ma czas i ochotę.
                        Zauważyłam zmianę u męża - stał się nerwowy, nie potrafi zapanować nad swoimi
                        emocjami, gdy ma jakiś problem nie rozmawia ze mną o nim, unika rozmów co do
                        naszej przyszłości. Nie wiem czym to wszystko jest spowodowane, może tym że
                        rozpoczął studia i ciężko mu idzie z nauką, a miał pewne plany związane z tą
                        uczelnią.

                        > Może rozmowa z kimś zaufanym, kto mógłby następnie z nim
                        > porozmawiać, komu ufa, aby go zechciał wysłuchać?

                        ja mało komu ufam, ponieważ w ciężkich dla mnie chwilach (z przeszłości) osoby
                        którym ufałam zawiodły mnie. Mam siostrę ale nie mam z nią zażyłych relacji.
                        Siostra jest dla mnie oziębła, nie interesuje się moimi problemami. Z kolei moja
                        Mama, z którą mogłabym śmiało porozmawiać i zapewne wiele by mi pomogła -
                        niestety nie żyje. Tato jest schorowany, więc przed nim milczę, nie chcę go
                        obarczać moimi zmartwieniami. Myślałam, że starszy brat męża będzie w stanie mi
                        pomóc, niestety pomyliłam się, ponieważ gdy zaczęłam mu opowiadać usłyszałam od
                        niego, że nie będzie się wtrącać "bo widziały gały co brały". Fakt ... tylko, że
                        taka zamiana męża nastąpiła stopniowo PO ślubie. Natomiast starsza siostra męża
                        w ogóle nie interesuje się bratem, a tym bardziej mną.
                        Także pozostał mi wszystko tłumić w sobie. Ciężko mi. Momentami czuje się bardzo
                        samotna i opuszczona.

                        > Madziu, opisałaś sytuację, kiedy Twój mąż nie dzwonił do Ciebie,
                        > mino Twoich telefonów i jego obietnicy, że zadzwoni. Miał nawet
                        > pretensje, że Ty do niego dzwoniłaś.
                        > Mam wrażenie, na podstawie tego co napisałaś, że studia stały się
                        > dla niego ucieczką. Czy to jest ucieczka od Ciebie? Od problemów w
                        > Waszym związku? Czy może ucieczka przed decyzjami, których on nie
                        > potrafi podjąć? Może on czuje, że ma za mało wolności i szuka jej z
                        > całej siły poza domem?

                        nie mam pojęcia co jest głównym powodem, że wybrał studia ... czy chce wyższego
                        wykształcenia, a czy może dlatego że to pewna forma ucieczki itp. ... nie wiem -
                        na prawdę nie wiem. Na dodatek jestem w szoku, że wybrał kierunek który jest
                        zupełnie sprzeczny z jego zainteresowaniami. Mój mąż ma wyuczony zawód i pracuje
                        w tym zawodzie, prowadzi własną działalność ... i całkiem nieźle zarabia. Z jego
                        pensji utrzymujemy się oboje. Pytałam go czemu wybrał takie studia. Stwierdził,
                        że chce zmienić zawód, a wyborem kierunku kierował się tym na jakich pracowników
                        jest teraz zapotrzebowanie a nie tym jaki kierunek mu się podoba.

                        > Przypomnij sobie, jaką byłaś osobą gdy się poznaliście? Pewnie
                        > radosną i zadowoloną z tego, że go widzisz?

                        tak właśnie było. Wtedy byłam zupełnie inną osobą, bardziej radosną. A teraz?
                        ... już sama nie wiem, za dużo problemów, za dużo było tych kłótni, nie miłych
                        słów męża, wiele upokorzeń i uszczypliwości ze strony teściów (mieszkamy z
                        nimi), na dodatek mam problemy ze znalezieniem pracy, jeszcze do tego kwestia
                        dziecka, że muszę jeszcze się z nim wstrzymać bo w moim małżeństwie są pewne
                        problemy - jednym słowem nic nie idzie według moich myśli, wszystko się gmatwa,
                        ciągle mam pod górkę.

                        > Może zamiast wypomnień, że nie dzwonił, warto powiedzieć: "smutno mi
                        > było, że nie miałam telefonu od Ciebie, ale cieszę się, że już
                        > jesteś". Gdy będzie się chciał tłumaczyć, dlaczego nie dzwonił,
                        > utnij tłumaczenia, "że to nie ma już znaczenia. Było, minęło".

                        ale obawiam się, że gdybym zachowała się tak jak wyżej radzisz to on wziąłby to
                        do siebie, że może tak robić bo przecież nie ma to dla mnie znaczenia czy dzwoni
                        czy nie.

                        > Może mógłby Ci ktoś pomóc lub podpowiedzieć, co robiś, abyś stala
                        > się dla niego znów "zdobyczą". Sorki za porównanie, mam nadzieję, że
                        > się nie gniewasz, mam nadzieję, że rozumiesz czemu tak napisałam.

                        nie gniewam się smile
                        Niestety u swojego boku nie mam takiej zaufanej osoby z którą mogłabym otwarcie
                        porozmawiać o tym co mnie boli, co zaprząta mi głowę, co mnie martwi.
                        • m_a_filip Re: m_a_filip 16.11.08, 22:01
                          Madziu,
                          napisałaś:
                          > Niestety u swojego boku nie mam takiej zaufanej osoby z którą
                          mogłabym otwarcie
                          > porozmawiać o tym co mnie boli, co zaprząta mi głowę, co mnie
                          martwi.

                          Na początek wystarczy to forum - wyrzucisz z siebie wszystkie
                          problemy, ból i żal, a to wystarczy, aby nie wyrzucać tego męzowi.
                          Tym samym staniesz się spokojniejsza, a z czasem radośniejsza, nawet
                          jeśli będziesz widzieć, ze problemy nie zostały rozwiązane.
                          Myślę, ze z czasem Twój mąż zauwazy, ze inaczej juz reagujesz. To
                          też będzie ta "zmiana", o której pisałam, że trzeba zacząć zmianę od
                          siebie.

                          "ale obawiam się, że gdybym zachowała się tak jak wyżej radzisz to
                          on wziąłby to
                          > do siebie, że może tak robić bo przecież nie ma to dla mnie
                          znaczenia czy dzwon
                          > i
                          > czy nie."
                          Myślę, że jeśli powiedziałabyś, że było "Ci smutno z tego powodu, ze
                          nie dzwonił", lecz kolejnymi słowami dałabyś mu do zrozumienia, że
                          nie chcesz podejmowac rozmowy na ten temat, (po to żeby nie było
                          kolejnej kłótni), to moze nie potraktowałby tego, że nie ma dla
                          Ciebie znaczenia, czy dzwoni czy nie. Mówiąc, ze było Ci smutno,
                          dajesz sygnał, ze ważne to jest dla Ciebie.
                          Tak myslę, ale oczywiście mogę się mylić -smile)




                          • magda8887 m_a_filip 17.11.08, 01:42
                            m_a_filip napisała:
                            > Na początek wystarczy to forum - wyrzucisz z siebie wszystkie
                            > problemy, ból i żal, a to wystarczy, aby nie wyrzucać tego męzowi.

                            właśnie dlatego zdecydowałam się napisać anonimowo na tym forum, aby wyrzucić to
                            wszystko z siebie ... bo za długo i za dużo w sobie trzymam. Te wszystkie
                            problemy ten ból i żal zżerają mnie od środka. Zaczynam sobie z tym nie radzić.
                            Tak bardzo chciałabym móc szczerze z mężem porozmawiać, ale póki co jest to nie
                            możliwe ... bo on nie chce rozmawiać, on nie widzi jak mi ciężko, nawet nie wiem
                            czy on zdaje sobie z tego sprawę że niszczy mnie a przede wszystkim nasz
                            związek. Tak bardzo go kocham i boję się że go stracę, że nasze małżeństwo nie
                            przetrwa. A tak miało być pięknie, tyle planów mieliśmy ... własny kąt, dziecko.
                            Serce mi się kraja, że po 3 latach naszego małżeństwa nie zrealizowaliśmy
                            żadnego z naszych zamierzeń/marzeń. Ja w każdej chwili jestem gotowa pracować
                            nad naszym małżeństwem aby stało się takim jakim powinno być - ale nie wiem
                            czego on chce, co w jego głowie siedzi, o czym myśli, jakie ma plany względem
                            nas itd. Gdybym chociaż znała odpowiedź na część tych pytań to mniej więcej
                            wiedziałabym co ja mam robić, jak się zachować. Ja bardzo potrzebuję jego
                            miłości, bliskości, poczucia bezpieczeństwa. Mówi, że kocha, że zależy mu ale
                            czasem czuję jakbym była jego kulą u nogi, jakbym była mu nie potrzebna.
                            Momentami czuje się odepchnięta. Kurczę już mi łezka poleciała.
                            Wiele bym oddała za to aby wyciągnął dłoń w moją stronę i powiedział abyśmy
                            zapomnieli o tym co było złe między nami i abyśmy zaczęli wszystko na nowo, tak
                            jak powinno być w każdym kochającym się małżeństwie.
                            • hugo43 Re: m_a_filip 17.11.08, 08:33
                              dziewczyno!tu trzeba podjac jakies radykalne kroki!!sama jestem
                              mezatka od 2 lat,na dodatek w trudniejszym z pozoru zwiazku,bo z
                              muzulmaninem.mimo to 24h/dobe czujemy sie z mezem dla siebie
                              najwazniejsi,po prostu otwarcie to mowimy,ze nasz zwiazek to
                              najlepsza rzecz,jaka nam sie w zyciu trafila.i tak tez sie
                              czuje,wciaz jestesmy jak zakochane nastolatki.w domu wszystko robimy
                              razem.moj maz tez spedza czas ze swoimi kolegami,chodza do knajp
                              ogladac mecze,badz po prostu spotykaja sie by pogadac,lecz w zaden
                              sposob nie zakloca to naszego zycia.mysle,ze jestes bardzo
                              zaslepiona swoja miloscia,otworz oczy,juz czas.chyba nie chcesz
                              skonczyc jak moja babcia,ktora w wieku 75 lat stwierdzila,ze przez
                              dziadka zmarnowala sobie zycie i tylko dzieci ja przy nim trzymaly!!!
                              ja tez zastanawiam sie,czy twoj maz nie jest kryptogejem,takie
                              rzeczy sie zdarzaja niestetysad
                            • m_a_filip Re: m_a_filip 17.11.08, 22:24
                              magda8887 napisała:
                              > Tak bardzo chciałabym móc szczerze z mężem porozmawiać, ale póki
                              co jest to nie możliwe ... bo on nie chce rozmawiać, on nie widzi
                              jak mi ciężko, nawet nie wie m
                              > czy on zdaje sobie z tego sprawę że niszczy mnie a przede
                              wszystkim nasz
                              > związek.

                              Madziu - myślę, że powinnaś się wyciszyć. Nie pielęgnować w sobie
                              tych złych emocji. Wiem, że to trudne, ale może spróbuj spoglądnać
                              na te problemy, tak jakbyś stała z boku.
                              Wydaje mi się, że bardzo koncentrujesz się nad tym, że on nie chce
                              rozmawiać, że niszczy Wasz związek. Z pewnością masz rację, ale w
                              tej chwili niewiele możesz zrobić. Nie zmusisz go do rozmowy.
                              Poza tym, wydaje mi się, że z pewnością on nie uważa, że niszczy
                              Wasze małżeństwo.

                              Ważne jest, abyś nie zmuszała go siłą do rozmowy na temat
                              przyszłości, bo on chyba jest zagubiony. Stąd ta jego "uczieczka" od
                              Ciebie i Waszego małżeństwa.
                              Ty czujesz się z pewnoscią samotna, opuszczona i niezrozumiała.
                              Bolejesz nad tym, że nie są zrealizoane Wasze plany.
                              I masz do tego prawo. Rób to na forum, ale nie do niego. Bo on
                              słysząc Twoje prośby, będzie jeszcze bardziej odsuwał się od Ciebie.

                              Ja w każdej chwili jestem gotowa pracować
                              > nad naszym małżeństwem aby stało się takim jakim powinno być.

                              Madziu - może spróbuj nie koncetrować się nad tym tak bardzo.
                              Na to trzeba czasu.
                              Spróbuj zacząć od siebie. (wspominałaś, że nie pracujesz - wiem
                              trudno o pracę, lecz jeśli jej nie znajdziesz, to może wolontariat,
                              może studia, jakiś kurs - coś co spowoduje, że choć na chwilę
                              uwolnisz się od złych myśli)
                              Spróbuj zmienić swoje nastawienie.
                              Spróbuj się wyciszyć i na chwilę zapomnieć o problemach (jeśli sama
                              nie potrafisz - pomyśl o psychologu)
                              Daj mu poczuć, ze jesteś radosna i uśmiechnięta. Ale wpierw sama
                              powinnaś się taka stać.

                              Twój mąż Cię kocha. Mówi Ci o tym, więc z pewnościa tak jest.
                              Nie analizuj.

                              > Wiele bym oddała za to aby wyciągnął dłoń w moją stronę i
                              powiedział abyśmy
                              > zapomnieli o tym co było złe między nami i abyśmy zaczęli wszystko
                              na nowo, tak
                              > jak powinno być w każdym kochającym się małżeństwie.

                              On to zrobi.
                              Kiedy?
                              Myślę, że dopiero wtedy, gdy znów staniesz się dla niego fascynującą
                              osobą. Gdy zobaczy w Twoich oczach radość, a nie smutek, żal, ból,
                              łzy i pretensje. Pomyśl, że może on od tego właśnie ucieka.
                              Musisz mu w tym pomóc.
                              On czeka na to, aż będziesz taką, jaką Cię pokochał.
                              Myślę, że jeśli zaczniesz się "odsuwać" od niego (czyli zajmiesz się
                              sobą i będą godziny,gdy nie będziesz mieć czasu dla niego), on to
                              zauważy i zacznie zastanawiać się nad nową sytuacją. Wtedy znow
                              zbliży się do Ciebie. Paradoks? Może tak. Ale działa.
                              Teraz ma Ciebie za dużo i szuka wolności bez Ciebie.
                              Gdy przestaniesz dawać Mu całą siebie, sytuacja się odmieni, on
                              zacznie dawać znów siebie.

                              Napisałaś, że "jestem gotowa pracować
                              > nad naszym małżeństwem "

                              - więc zacznij od siebie. Małżeńswo to on i ona.

                              Madziu - ja patrze na te problemy, które opisujesz z boku.
                              Wiem, ze Ty je mocno przeżywasz, ale w inny sposób nie jestem
                              wstanie Ci pomóc.
                              Spóbuj nie zamykać się w sobie, ale wręcz przecinwie mino bólu,
                              wyjść do ludzi, uśmięchnąć się. To na początek wystarczy.
                              Pozdrawiam Cię serdecznie!

                              • mama-ola Re: m_a_filip 18.11.08, 12:21
                                > Spróbuj zacząć od siebie. (wspominałaś, że nie pracujesz - wiem
                                > trudno o pracę, lecz jeśli jej nie znajdziesz, to może
                                > wolontariat, może studia, jakiś kurs
                                [...]
                                > Myślę, że jeśli zaczniesz się "odsuwać" od niego (czyli zajmiesz
                                > się sobą i będą godziny,gdy nie będziesz mieć czasu dla niego),
                                > on to zauważy i zacznie zastanawiać się nad nową sytuacją. Wtedy
                                > znow zbliży się do Ciebie. Paradoks? Może tak. Ale działa.
                                > Teraz ma Ciebie za dużo i szuka wolności bez Ciebie.
                                > Gdy przestaniesz dawać Mu całą siebie, sytuacja się odmieni, on
                                > zacznie dawać znów siebie.

                                Uważam, że to bardzo dobra rada (jeśli mogę się wtrącić smile)

                                Żyj jak za czasów panieńskich - rozwijaj się, ucz, oglądaj filmy,
                                czytaj książki, dyskutuj z ludźmi. Bądź ciekawą osobą, bogatą w
                                myśli i doświadczenia. Na pewno dużo na tym zyskasz.
                                Jak mąż zauważy, że masz dużo zajęć, to na pewno się zainteresuje,
                                co robisz i z kim. A od lekkiej zazdrości (o zajęcia i o to, z kim
                                te zajęcia) do wybuchu uczucia na nowo droga niedaleka smile

                                A jak Twoim hobby jest wędkowanie, bo męża hobby jest wędkowanie, to
                                mąż ma Cię na wyłączność - nie tylko Twoje ciało, ale i myśli, i
                                zainteresowania. Jak się ma coś na wyłączność, to się o to nie
                                zabiega. Zrób coś bez niego i zobacz, czy będzie pytał
                                wieczorami: "jak było na...?". Jeśli będzie pytał, będzie ciekawy,
                                to super smile

                                (Jeśli będzie miał głęboko gdzieś, jak było tam, gdzie byłaś bez
                                niego - no to niestety, coś już umarło).
                              • magda8887 m_a_filip i mama-ola 19.11.08, 11:34
                                Dziewczyny dzięki za rady. Przemyślałam trochę sprawę i macie rację muszę zająć
                                się sobą ... bo ostatnio za bardzo żyłam życiem męża i skupiałam się tylko i
                                wyłącznie na nim i jak mu dogodzić aby zauważył jak bardzo go kocham. Macie
                                rację, że im bardziej go tym wszystkim "atakuję" to tym bardziej on ucieka. On
                                faktycznie woli mnie uśmiechniętą, wesoła i żartującą niż smutną ze łzami w oczach.
                                Np. wczoraj pojechaliśmy do znajomego i zaczęłam sobie żartować z kolegą itd. no
                                i mąż włączył się do naszej wesołej rozmowy. Nawet przy koledze zaczął się do
                                mnie zwracać "misiu" "kochanie". Zaczęliśmy wszyscy rozmawiać o ostatkach.
                                Powiedziałam do męża, że skoro wypada mu zjazd na ostatki i wyjeżdża na studia
                                to ja w tym czasie umówię się ze znajomymi na te ostatki. O dziwo mąż powiedział
                                "no już wróciłaś" ... czyli znakiem temu jest zazdrosny ... a to chyba dobrze
                                smile Cały wieczór spędzony u znajomego byłam uśmiechnięta i żarty mi się
                                trzymały, czym rozbawiłam męża. W drodze do domu, gdy kierowałam autem,
                                włączyłam radio i zaczęłam sobie śpiewać. Mąż siedział obok i w pewnym momencie
                                złapał mnie za nogę i powiedział, że bardzo mnie kocha ... ba! po powrocie do
                                domu poszliśmy z psiakiem na spacer i hot-doga smile A po powrocie ze spaceru,
                                bardzo mocno przytulił się do mnie i znów powtarzał, że mnie kocha. Umył się i
                                wskoczył do łóżka, mówiąc abym do niego dołączyła i już chyba nie muszę mówić co
                                było później smile ... było cudownie smile
                                • m_a_filip Re: m_a_filip i mama-ola 19.11.08, 14:38
                                  yes!!! yes!!! yes!!!

                                  i tak trzymaj!!!! wszytko będzie dobrze!!!

                                  powodzenia!
                                  • mama-ola Re: m_a_filip i mama-ola 20.11.08, 10:02
                                    O, tak! Tak trzymaj! Wymyślaj, co by tu dla siebie zrobić, gdzie
                                    pójść, co robić interesującego, z kim się spotkać. Będziesz miała o
                                    czym opowiadać, i tym samym staniesz się bardziej interesująca!
                                    smile
                                • mw144 Re: m_a_filip i mama-ola 20.11.08, 08:41
                                  Życzę Ci jak najlepiej, niestety nie podzielam Twojego entuzjazmu,
                                  pewnie dlatego, ze nie chciałabym spędzić życia z kimś na
                                  zasadzie: "jak jesteś miła i się uśmiechasz to cię kocham, a jak
                                  masz jakiś problem, to idę z kolegami na ryby i nie zawracaj mi
                                  głowy. No i oczywiście jak ja będę się dobrze bawił na zjeździe to
                                  ty masz siedzieć w domu, bo jeszcze nie daj Boże zobaczysz, że świat
                                  się na mnie nie kończy i będę musiał szukać innej panienki do
                                  towarzystwa i zajmowania się domem". A nie wspomniał, że jak będzie
                                  wyjeżdżał, to przywiąże Cię do kaloryfera w kuchni łańcuchem?
                                  • mama-ola do mw144 20.11.08, 10:06
                                    > Życzę Ci jak najlepiej, niestety nie podzielam Twojego entuzjazmu,
                                    > pewnie dlatego, ze nie chciałabym spędzić życia z kimś na
                                    > zasadzie: "jak jesteś miła i się uśmiechasz to cię kocham, a jak
                                    > masz jakiś problem, to idę z kolegami na ryby i nie zawracaj mi
                                    > głowy.

                                    Taka postawa faktycznie może świadczyć o jakichś niedostatkach tego
                                    faceta, ale cóż - takiego a nie innego faceta Magda ma, i już. Na
                                    refleksję "nie chciałabym spędzić życia z kimś, kto..." jest dla
                                    niej za późno (odchodzić nie chce). Teraz to już może tylko ulepszać
                                    siebie - a to najbardziej przyda się JEJ, nie mężowi, więc warto.
                                    Pozdrawiam smile
Pełna wersja