Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna?

04.12.08, 21:50
23 tc

Lubię swoją pracę, moim marzeniem było pracować do dnia porodu
(wyłaczyć kompa i pomaszerowac do Domu Narodzin wink)... Ale...
pracuję w korporacji, w tempie, które - widzę dopiero teraz - nie
jest normalne. Kiedy jestem w pełni kondycji, bywam czasem zmęczona,
ale jest ok, tak naprawdę lubię to tempo, adrenalinę. Teraz jestem
często nawet nie zmęczona, co wręcz przemęczona... Ledwie mam siłę
na cokolwiek więcej - na zajęcia ruchowe, na poczytanie Mrówce
bajki, na seks... Na jakiekolwiek życie poza pracą. Raz-dwa razy w
tygodniu jestem tak wyczerpana, że chce mi się płakać. W dodatku
właśnie się okazało, że teściowa ma nowotwór... Jeśli chciałabym jej
jakkolwiek pomóc, dać cokolwiek z siebie (czas, wsparcie psychiczne,
opiekę), to najpierw muszę mieć z czego dać. W tej chwili nie
posiadam dodatkowych zasobów.

No i dziś powiedziałam szefowej, że myślę o tym, żeby po Nowym Roku
już nie wrócić... Ale tak mi ciężko się na to zdecydować, wydaje mi
się to takim wielkim krokiem - to co już w szóstym miesiącu mam
opróżnić szuflady, przekazać wszystkie projekty? Żal mi tego. Nic mi
nie jest, nie czuję się niezdolna do pracy - choć niestety niezdolna
do t a k i e j pracy. Wiem, że jest to wyrzeczenie, na które
powinnam być dla Mrówki gotowa, ale tak diametralnie inaczej
wyobrażałam sobie tę ciążę, tak chciałam być aktywna. Cały czas
kombinuję, że może da się inaczej, że może jeszcze raz spróbujemy
tak ustawić pracę, żeby bylo mi lżej... Tyle że już próbowałyśmy, to
się nie sprawdza - padam ofiarą własnej etyki pracy, nie potrafię
być mniej zaangażowana, odpuszczać części zadań, być na 3/4 gwizdka.
Jak się dzieje, to się dzieje - wpadam po uszy. Kręci mnie ta robota
i już...

Cóż, tak sobie smęcę, pewnie się na to zwolnienie zdecyduję, nie
bardzo widzę inne wyjście.
Ale ciężko mi, oj ciężko. Myślałam, że będzie łatwiej. Miał tak ktoś?
    • kataniera Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 21:57
      Jestem na tym samym etapie ciąży i zostaję w pracy jeszcze tydzień.
      Nie narzekam na samopoczucie, nie mam też żadnych koszmarnych
      dolegliwości (no, ostatnio jedną), nawet lubię swoją pracę
      (zazwyczaj), a jeszcze bardziej ludzi, z którymi pracuję i trochę
      szkoda mi to zostawiać. A z drugiej strony czuję już potrzebę
      wyluzowania, wyciszenia, nadrobienia zaległości w pracach domowych,
      czytaniu, odpoczywaniu, potrzebę przygotowania się w spokoju na
      przyjście mojego maleństwa... Trochę jestem teraz rozdarta, też
      kombinuję, czy by jednak nie popracować dłużej, ale... Nie, teraz
      czas wyłącznie dla mnie i mojego sloneczka w brzuchu smile
      • uccellino Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 21:59
        Zazdroszczę, że jesteś zdecydowana...
        • kataniera Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:05
          uccellino napisała:

          > Zazdroszczę, że jesteś zdecydowana...
          >

          Raczej konsekwentna smile Tak postanowiłam na początku ciąży i tego się
          trzymam. A jak zatęsknię, to zawsze mogę się wybrać z wizytą wink Bez
          konieczności uczestniczenia w nerwówce smile Jeśli już podejmiesz
          decyzję - trzymaj się jej, a jakoś to będzie. A życzę ci, żeby było
          jak najlepiej smile
          • uccellino Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:09
            > Raczej konsekwentna smile Tak postanowiłam na początku ciąży i tego
            się
            > trzymam.

            A ja postanowiłam coś wręcz przeciwnego i próbuję się z tym
            pożegnać...
    • fabiankaa Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:02
      A ja tak od 5-6 miesiaca szlam w miesiacu na tydzien zwolnienia.
      Żeby odpoczac, zregenerowac sie. Tydzien mojej nieobecnosci w pracy
      to jeszcze nie byla tragedia. A w 9-tym miesiacu juz odpuscilam i
      odpoczywalam w domu, az do porodu.
      • uccellino Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:08
        OK, zapytam szefową o takie rozwiązanie...
        Niemniej jednak wydaje mi się ono uciążliwe dla wszystkich.
        Na pewno jest lepsze finansowo.
        • fabiankaa Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:24
          Nie w kazdej pracy tak sie da zrobic. Ale moze warto o tym pomyslec.
          Ja ten tydzien mojej nieobecnosci przygotowywalam, to znaczy
          zostawialam wszystkie potrzebne papiery mojej kolezance, konczylam
          sprawy z danego tygodnia, przekazywalam jej wszystko. A po tygodniu
          wracalam z nowymi siłami.
          Chyba bym 4 czy 5 miesiecy w domu nie wytrzymała...
    • quajp Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:27
      no tak-plany sobie, zycie sobie...
      ja tez marzylam, ze bede super aktywna w ciazy, chciala byc sprawna
      do konca. niestety w pierwszej ciazy wyladowalam w 6. msc w szpitalu
      i od tamtej pory do porodu-lezenie. w drugiej ciazy bylam juz
      bardziej pokorna wobec wlasnej niemocy i gdy cos zadzialo sie juz w
      czwartym msc, bez zalu zrezygnowalam z pracy i skupilam sie na
      dzidzi. z perspektywy widze, ze moja nieobecnosc wydala mi sie
      jedynie dluzszym urlopem, a ciezko mi bylo do niej wracac jak
      dzidzia byla juz na swiecie , a macierzynski sie konczylsmile pamietaj,
      ze teraz dzieciatko jest najwazniejsze, a jesli pociagniesz w pracy
      tydzien czy dwa dluzej, to nikt Ci za to medalu nie przypnie.
      pozdrawiam i zycze rozsadnej decyzji.
    • judyta2000 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:33
      Dla mnie takie dylematy są śmieszne. Zawsze byłam pracoholiczką, nie
      miałam nawet prawdziwego urlopu macierzyńskiego w drugiej ciąży
      (pracowałam na umowę-zlecenie, wykonując 100% swoich obowiązków i
      dostając za to 100% wyngrodzenia. Więc był to dla mnie super układ.
      Nawet w dniu porodu odpowiadałam na maile).

      Teraz niestety od 4 miesiąca leżę plackiem w domu. Nie mogę chodzić,
      siedzieć (powoduje to straszliwy ból, jakby ktoś mnie rozdzierał od
      środka lub wbijał na pal), przejście 100 metrów (na badania krwi) to
      jak wejście na Everest. Każdy dzień jest walką o życie tego dziecka.
      Walką, którą mogę w każdej chwili przegrać. Ale wiem, że zrobię
      wszystko, aby w razie najgorszego, móc powiedzieć, że walczyłam do
      końca...

      Dlatego, jak czytam komentarze niektórych dziewczyn, że ciąża to nie
      choroba, to się wkurzam. Łatwo jest sądzić innych, nie będąc w ich
      sytuacji. Czytając twoją opinię/rozterkę, częściowo rozumiem te
      dziewczyny co tak psioczą na te lewe L4. Lecz niestety one do
      jednego worka wrzucają te, które nie mają innego wyjścia i muszą
      leżeć i te które chcą "sobie odpocząć".

      Co zrobiłabym w twojej sytuacji. Zostawiła sobie część obowiązków i
      wykonywała je w domu. Będąc na L4 nie możesz pracować na umowę-
      zlecenie, ale umowa może być np. na męża (zleceniobiorca nie musi
      osobiście świadczyć pracy, więc możesz ją spokojnie ty wykonywać). A
      po porodzie podpisałabym z pracodawcą umowę-zlecenie i w ten sposób
      będziesz miała podwójne dochody. Naturalnie wszystko zależy od
      dziecka, czy ono pozwoli Tobie popracować. Moje w tym zakresie było
      aniołkiem (nie wiem, co to znaczy nieprzespana noc). Mam zdjęcia,
      gdy ona śpi na mojej piersi, a ja w tym czasie robię jakieś analizy.

      W tej ciąży też myślałam, że tak będzie, ale niestety życie pisze
      czasem swoje własne scenariusze i teraz już wiem, że w życiu jest
      zarówno czas na pracę, jak i na bycie mamą. W wolnym czasie dużo
      czytam odnośnie spraw zawodowych, uczę się intenstywnie
      angielskiego, tak aby, gdy wrócę już do pracy (tzn. innej do tej nie
      chcę wracać. Przy trójce dzieci bycie poza domem od 6 do 19 odpada -
      daleki dojazd do pracy) być jeszcze lepszym pracownikiem niż byłam
      do tej pory, a jednocześnie mieć więcej czasu dla moich kochanych
      córeczek smile
      • uccellino Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:50
        > Czytając twoją opinię/rozterkę, częściowo rozumiem te
        > dziewczyny co tak psioczą na te lewe L4.

        Uważasz, że moje L4 w opisanej sytuacji byłoby "lewe"?


        > Co zrobiłabym w twojej sytuacji. Zostawiła sobie część obowiązków
        i
        > wykonywała je w domu.

        Mało możliwe w moim zawodzie... To byłoby jakieś 10% obowiązków,
        właściwie byłabym tylko okazjonalnym wsparciem dla pozostałych.
        Właczyc kompa raz na tydzień i coś pomóc mogę i na L4, nie mam z tym
        problemu.


        > A
        > po porodzie podpisałabym z pracodawcą umowę-zlecenie i w ten
        sposób
        > będziesz miała podwójne dochody.

        A po co? Nie chcę pracować po porodzie przez co najmniej 1,5 roku!
        Dlatego miedzy innymi chciałam popracować jak najdłużej teraz...

        • judyta2000 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 23:40
          "A po co? Nie chcę pracować po porodzie przez co najmniej 1,5 roku!
          Dlatego miedzy innymi chciałam popracować jak najdłużej teraz..."

          Po co pytasz skoro znasz odpowiedź i doskonale wiesz co masz/chcesz
          zrobić. Źle odczytałam Twoje rozterki. Myślałam, że zależy ci na tej
          pracy i nie chcesz "wypaść z obiegu" i po porodzie jak najszybciej
          do niej wrócić...

          Ja przedstawiłam swój punkt widzenia i to jak go rozwiązałam. Dla
          mnie ten dodatkowy dochód był bardzo ważny, dzięki temu po wycofaniu
          się firmy z rynku polskiego, mogłam spokojnie przez pół roku być z
          dzieckiem w domu, nie mając żadnych finansowych problemów związanych
          np. z kredytem budowlanym.

          Tak uważam, że takie L4 byłoby lewe. Jeśli jesteś zmęczona, a ciąża
          nie zagrożona możesz wziąść urlop płatny lub bezpłatny. Skoro, jak
          piszesz pieniądze nie mają dla ciebie znaczenia, dlaczego chcesz iść
          na L4,a nie np. wziąść na kilka miesięcy urlop bezpłatny?
          • uccellino Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 06.12.08, 23:28
            > Myślałam, że zależy ci na tej
            > pracy i nie chcesz "wypaść z obiegu" i po porodzie jak najszybciej
            > do niej wrócić...

            Co to to nie smile
            Z radością wypadłabym z obiegu (ale po porodzie - nie teraz!) nawet
            na 3-5 lat, ale przy zarobkach męża nie moge sobie na to pozwolić...


            > Skoro, jak
            > piszesz pieniądze nie mają dla ciebie znaczenia, dlaczego chcesz
            iść
            > na L4,a nie np. wziąść na kilka miesięcy urlop bezpłatny?

            Gdzie napisałam, że pieniądze nie mją znaczenia? Mają. Bardzo duże.
    • akado Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 04.12.08, 22:57
      Hmmm... napiszę Ci z perspektywy mamy 2,5 letniej dziewczynki...
      Ja tak żyłam jak Ty, do L4 "zmusiło" mnie dziecko - zaczęło mi boleśnie uciskać
      na nerkę, więc na L4 poszłam z końcem 7 miesiąca ciąży, męczyłam się na L4 i
      nudziłam.
      Potem na urlopie macierzyńskim nie umiałam dosłownie wytrzymać w domu, wróciłam
      do pracy od razu po macierzyńskim, a już nie wyobrażałam sobie wogóle iść na
      wychowawczy! Zatrudniliśmy opiekunkę. Po 12 m-cach życie zmusiło mnie do zmiany
      planów - opiekunka zrezygnowała, żłobek się nie sprawdził, a moja ukochana mama
      zachorowała na nowotwór - wykryto go w stadium już nieoperacyjnym,
      zaawansowanym. Poddałam się - poszłam na urlop wychowawczy, córka miała wtedy
      1,5 roku. Potrzebowało mnie i moje dziecko - i moja mama. Dzięki rezygnacji z
      pracy ,mogłam poświęcić im obu tyle czasu ile się dało - i mamie i mojemu
      dziecku, a na pracy KOMPLETNIE przestało mi zależeć i do dziś mi nie zależy (a
      na urlopie wychowawczym jestem już pełny rok). Po 9 m-cach walki z nowotworem
      moja mama umarła, ale ja jestem spokojna,niczego nie żałuję, poświęciłam jej
      tyle czasu ile tylko mogłam - właśnie dzięki temu, że zrezygnowałam z pracy.

      A - moja tak uwaga z perspektywy czasu, owoc moich przemysleń....- my kobiety
      jesteśmy zarzucane artykułami z kolorowych miesięczników jaka to nowoczesna mama
      powinna być, praca + dziecko to pestka, bo przecież kobieta wszystkiemu podoła i
      da sobie świetnie radę. Otóż BZURA!!! Moim zdaniem pogodzenie pracy z opieką nad
      dzieckiem jest niemożliwe, bo ani jednemu ani drugiemu nie dostarczasz wtedy 100
      % swojej uwagi. I dziecko i praca - tracą na tym. DZiecko napradę wymaga
      poświęcenia na codzień ze strony matki, zobaczysz sama. Jak się już na nie
      zdecydowałaś, to z pracą chociaż na parę miesięcy będziesz musiała się rozstać.
      Może to L4 jakoś pomoże Ci sięprzystosować do nowej roli i sytuacji.
      Tak więc pomyśl co dla Ciebie jest naprawdę ważne.
    • klarci Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 00:54
      Ja trochę przekornie wypowiem się tutaj. Bo ja nie miałam problemów
      z pójściem na L4. Miałam za ciężką pracę a poza tym to było
      konieczne bo plamiłam. Powiem Ci, że dla mnie ciąża była wtedy i
      jest teraz najważniejsza, praca daleko potem.
      Pozdro smile
      • robin2510 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 08:53
        Ja w pierwszej ciąży pracowałam do 7 miesiąca, córka urodziła się jako wcześniak
        przed terminem. W połowie ciąży już miałam objawy które powinny skłonić mnie do
        pójścia na zwolnienie , ale ja się zacięłam i powtarzając że ciąża to nie
        choroba pracowałam dalej. Szefostwo oczywiście było zadowolone, że siedzę i
        pracuję , obiecano mi podwyżkę. I co ??? córa urodziła się w 37 tyg, niewiele
        ponad 2 kg, łożysko , z krwiakami, w ciąży od nerwówki (pracuję w instytucji
        finansowej czyli plany , plany i jeszcze raz plany !) miałam wysokie ciśnienie.
        Po porodzie okazało się że córka ma ubytki międzykomorami i przedsionkami w
        sercu. Na kardiologów i wizyty wydałam kupę forsy a podwyżki dostałam 100zł
        brutto!!!!.
        Obiecałam sobie ze jak będę 2 raz w ciąży to chrznię idę na zwolnienie od
        początku, dodatkowo, tamta dyrekcja się zmieniła , przełożeni również i tak już
        nikt nie pamiętał jak się poświęcałam dla pracy. Teraz jestem w 7 tyg ciąży, i
        od 5 na zwolnieniu , okazało się ze ciąża jest zagrożona i nie ma innej opcji
        jak zwolnienie. Szczerze nie wiem czy bym i teraz nie przeciągała pójścia na
        zwolnienie , mimo nauczki jaką dostałam, ale na szczęście los sam za mnie wybrał.
    • maiwlys Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 09:54
      Uccellino ja jeszcze nie miałam okazji być na L4 z powodu ciąży, ale
      na L4 i to dłuższym owszem (powód - wypadek na nrtach, zmasakrowane
      kolano, a teraz we wrześniu operacja i kolejne trzy tygdonie L4,
      przy pierwszym miesiąc). W każdym razie zmierzam do tego, że nie
      miałam żadnych problemów z pójściem na L4, jedynie na początku
      lekkie obawy o stanowisko pracy, bo pracowałam krótko, ale szybko mi
      je rozwiano m.in. własnie w pracy. Myślę, że nie będę miała równiez
      problemów z odejściem na L4 jeśli będę zmuszona podczas ciąży,
      chociaż lubę swoją pracę i nie jest absolutnie ciężka (fizycznie),
      nie pracuję również w warunkach wielkiego stresu, to jednak lubię
      przebywać w domu - mam tam wiele zajęć, mam czas na rozwijanie
      swoich zainteresowac itp. Przy ostatnim L4 wciągnęła mnie
      kinematografia zupełnie inna niż dotąd, nadrobiłam zaległości w
      książkach, porządki w dokumentach i naprawde mi się nie nudziło.
      Mi na pewno nie będzie się ciężko rozstać z pracą, może gdyby była
      bardziej aktywna, twórcza itd. to byłoby gorzej smile
      • maiwlys Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 09:58
        Jeszcze jedno zapomniałam dodać, ja mam samodzielne stanowisko
        pracy, praktycznie przez 8 godzin jestem sama, zespół nie jest dość
        zintegrowany (poza tym wszyscy starci ode mnie o 20 lat)i poza
        jedną, może dwoma osobami które naprawdę lubię to nie będę teskniła
        za ludzmi, będę miała poza tym czas na nadrobienie zaległości wśród
        moich znajomych myślę smile
    • kaamilka Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 10:23
      ja będę w zgoła odmiennej sytuacji, ponieważ prowadzę własną
      działalość i u mnie nie ma pracy = nie ma $... Tzn. są ale dużo
      mniejsze... W prawdzie zatrudniłam pracownika i już ją pół roku
      uczę, ale i tak wiem, że nikt nie zrobi tego lepiej niż ja... Chcę
      pracować długo, długo... Mało tego, jak już kiedyś wspomniałam na
      macierzyński (tacierzyńskiwink pójdzie mój mąż, tzn. ja wykorzystam
      to, czego mąż nie może wykorzystać zgodnie z ustawą. Ale mam
      nadzieję, że dzięki temu będziemy mogli być razem w domu (bo i tak
      przez pierwsze miesiące mam zamiar bardziej eksploatować moją
      dziewczynę).
      Zobaczymy jak to będzie, bo wiem, że moje L4 będzie bardzo
      niewielkie...
      • maiwlys Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 10:44
        To u ciebie to rzeczwyiście zupełnie inna sprawa.
    • a-n-i-k-a Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 10:41
      Dla mnie była. Tez nie mam w pracy lekko, korporacja pewnie podobna do Twojej,
      moje życie to była pobudka rano, bieg do pracy, powrót z pracy, wtedy czułam, ze
      musze sie na chwile położyc, czasem wybudził mnie jakis wieczorno-nocny telefon
      słuzbowy (niestety mam taka prace, ze musze być pod telefonem 24h), czasem
      męzowi udało sie mnie dobudzic chociaz na kąpiel i kolacje, ale zwykle spałam
      juz do rana... Sądziłam, ze w II trym. siły witalne wróca, ale nie bardzo tak
      było. Z jednej strony moze było ich wiecej, ale z drugiej - ciąża zaczynała
      bardziej o sobie przypominac brzuchem rosnącym, szybciej sie męczyłam, byłam
      coraz bardziej rozkojarzona przez ogólne zmeczenie, kiepsko sypiałam, od 20 tc
      coraz gorzej te pobyty w pracy znosilam i fizycznie i psychicznie. Ale z L4
      ciagle zwlekalam, bo jeszcze tydzien, bo jeszcze tylko to dokoncze, bo szef
      prosi itd. W koncu decyzje podjal za mnie... los? Czy Ten Ktoś na górze? W
      kazdym razie zasłabłam w pracy i wylądowałam w szpitalu w 26 tc. Spedziłam w nim
      10 tygodni. Wyszłam po cześci na własne żądanie, bo juz miałam dość i po kilku
      dniach urodziłam. Dobrze, ze nastapiło to w 36 tc a nie w tym 26...

      Teraz w drugiej ciazy nie pracuje (jestem na wychowawczym). Mam juz ustawione
      priorytety, szkoda tylko, ze musialam dostac porzadnego kopa, by to pojąć. Bo
      lekkie sygnały mojego wlasnego organizmu zupelnie do mnie nie trafiały. A teraz
      wiem, ze odczuwanie przemeczenia jest takim sygnalem, by zwolnic.
      Zwolnij. Moze idz na L4 jak radza wyzej na tydzien, dwa, odsapnij. Nabierz sil.
      I znowu wroc do pracy na troche. Skoro sama czujesz, ze nie wszystko jest OK, to
      nie rob niczego na sile, bo nie warto. Zbyt duzo masz do stracenia.
      • a-n-i-k-a Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 11:03
        A i zapomniałam dodac - ze jak tez juz jedna z dziewczyn napisala, nikt za to
        medalu mi nie przypial, gratulacji ani usciskow nie było. Wrecz przeciwnie -
        poczatkowo w szpitalu odnosiłam wrazenie, ze wszyscy w pracy uwazaja, ze mialam
        to wszystko zaplanowane, zeby tak nagle zniknac, wrzucic im wszystko na glowe, a
        samej sobie polezec... Pytan kiedy wracam oczywiscie byla masa. By o pracowe
        rzeczy zapytac kazdy znal numer telefonu, o to jak sie czujemy ja i dziecko -
        nikt nie raczyl. A z wiekszoscia tych ludzi pracowalam ponad 7 lat, sadzilam ze
        sie znamy, jestesmy zgrani, nie bylo spiec ani kłotni... Pamiec ludzi jest
        bardzo krotka i niestety bardzo wybiórcza.
        • eevcia Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 11:39
          ja tez sie wacham,
          fakt ,jestem zmeczona po pracy,nic mi sie nie chce..
          ale czasami tak jak wczoraj i dzisiaj biore dzien wolnego,na co moge sobie
          naszczescie pozwolic...
          i co...
          czuje sie jeszcze gorzej w domu ,nienawidze siedzenia bez celu , ,snuje sie po
          domu ,nic mi sie nie chce robic,nie mam ochoty na zadne wyjscie ,jestem
          bardziej zmeczona ,mysle ,kurcze mogłam isc do pracy...chyba zostane w pracy,,,
    • klubgogo Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 11:48
      Też było mi cięzko i praca śniła mi się nocami, ale od 32 tc powiedziałam stop i poszłam na L4, dla dobra dziecka. Zrobiło się juz ciężej, w autobusach tłok, w pracy bieganina, nogi przy biurku puchna, kręgosłup boli.
      Prawie 2 miesiace byłam na L4, przygotowałam wszystko, odpoczęłam i wyspałam się na zapas, bardzo przydał sie ten odpoczynek. Pomijajac fakt, że brzuch później częściej twardnieje i czasami trzeba poleżec.
      • negra111 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 14:37
        Ja miałam zamiar prawować długo, może do 8-9 miesiąca, podoba mi się wizerunek
        aktywnej ciężarówkismile Jednak od ponad miesiąca jestem na L4, miałam plamienia,
        lekarz nie mógł określić przyczynysadzakazał wracać do pracy. Początkowo
        zwolnienie miałam na 2 tyg - zniosłam to w miarę spokojnie, pomyślałam, że
        trochę odpoczynku sie przyda. Potem jednak kolejne zwolnienie na 4 tyg - byłam
        załamana, miałam potworne poczucie, że zawaliłam. Gdyby nie mąż w gabinecie,
        który usłyszał od lekarza o zwolnieniu to chybabym przemilczała i poszła do
        pracy... Wiem, że to by była najgłupsza rzecz. Szef co prawda wyrozumiały,
        poradzą sobie, byłam otwarta na pomoc telefoniczna, na ewentualną prace przy
        kompie w domu, bo nie wyobrażałam sobie inaczej. Teraz im dłużej jestem w domu
        tym bardziej rozumiem, że bycie przyszłą mama wymaga poświęceń i już. To dzidzia
        jest najważniejsza! Zwolnienie kończy mi się w przyszłym tyg (to będzie 21 tc) i
        liczę po cichu, że już wrócę do pracy smile Tym bardziej, że pod koniec stycznia
        mamy ważną kontrolę i chcę na niej być. Może sama zaganiam się w kierat? Teraz,
        jak czytam Wasze wypowiedzi to zrozumiałam ,że w 27 może będzie mi już ciężko...
        Ale wiem, że w takim przypadku, jeśli będzie to konieczne to zrezygnuję z pracy.
        Choć nie bez wyrzutów...
        • seytan_a_22 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 05.12.08, 14:57
          Dla mnie decyzja o zaprzestaniu pracy byla czyms okropnym, w przeciwienstwie do
          was nie mam L4, bo pracuje na wlasna reke, nikt mi urlopow placi, tylko, ze ja
          ze wzgledu na charakter mojej pracy musialam jej zaprzestac juz w drugim
          miesiacu ciazy, czyli praktycznie od poczatku siedze w domu i to jest dla mnie
          najgorsze, bo jestem zdrowa jak byk i sil mam za pieciu, ale nie moge robic tego
          co chce i co lubie i pewnie to potrwa bardzo dlugo zanim znow bede mogla oddac
          sie mojemu zajeciusad jedyne co jest dobre to nie mam zadnych problemow
          finansowych i moge sobie na wszystko pozwolic, ale pasja pracowania pozostaje
          niezaspokojonasad no coz takie sa uroki bycia ciezarnasmile liczy sie synussmile a
          praca, no coz, moze jak go odchowam...
    • uccellino Rozwiązanie na dziś :-) 06.12.08, 23:32
      Idę na zwolnienie do połowy stycznia - i tak miałam to w planach
      (chciałam porządnie wypocząć, żeby potem dopracować do porodu).
      Wracam i sprawdzamy, czy to będzie funkcjonować.
      To będzie nasza ostatnia próba.
      Jak nie wyjdzie, to spadam na dobre.

      Jestem bardzo zadowolona.
    • emigrantka34 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 07.12.08, 00:42
      Niestety musialam isc na zwolnienie w siodmym miesiacu ciazy. Prace
      mam swietna, powiedzmy rozwojowa, w towarzystwie miedzynarodowym, z
      ludzmi na poziomie (w wiekszosci). Do polowy siodmego miesiaca
      chodzilam do pracy, mimo potwornych dolegliwosci bolowych
      (niezwiazanych z ciaza). Siedzac na krzesle te 8 godzin (zakaz pracy
      w godzinach nadliczbowych scisle przestrzegany), byly dni, kiedy
      wylam z bolu. Zwolnienie bylo koniecznoscia, biorac jeszcze pod
      uwage fakt, ze moj maz mieszkal w miescie oddalonym o 500 km; porod
      tez byl w tym miescie i ciaza prowadzona tam rowniez. Fizycznie w
      pewnym momencie nie bylam juz w stanie funkcjonowac.
      Przed pojsciem na zwolnienie chcialam miec mozliwosc pracy w
      systemie tzw tele-workingu, miec mozliwosc pracy w domu na pol
      etatu, tak aby dostosowac te prace do mozliwosci fizycznych i
      dolegliwosci bolowych. I co? No i okazalo sie, ze ze wzgledow
      biurokratycznych nie moge pracowac w domu. Pozostala nauka jezyka,
      komputer, nadrabianie zaleglosci ksiazkowych i filmowych. Pod koniec
      osmego miesiaca zdawalam jeszcze egzamin, awansowalam, zaproponowano
      mi nowy kontrakt. Mialam zamiar wrocic do pracy zaraz po zakonczeniu
      urlopu macierzynskiego i wypoczynkowego. I co? Ano niestety okazalo
      sie, ze po ciazy zdrowie szwankuje, powrot do pracy jeszcze przez
      pare miesiecy jest niemozliwy.
      Od tego czasu (urodzilam w marcu) dostalam okolicznosciowa kartke od
      mojego zespolu. Jestem w kontakcie z dwoma osobami, a
      reszta......czyli jakies dwadziescia osob, w tym osoby, z ktorymi
      spedzalam tez czas poza praca (tak na marginesie, te osoby to
      zazwyczaj samotne trzydziestolatki, robiace kariere w tejze
      organizacji) - nic! Zadnego e-maila, telefonu, wiedzac, ze borykam
      sie z przewleklym problemem zdrowotnym - po prostu nic.
      W zwiazku z tymi okolicznosciami przyrody po pewnym czasie, w miare
      jak dziecko stawalo sie coraz bardziej kontaktowe, zmienily mi sie
      priorytety - zdrowie moje i dziecka jest teraz najwazniejsze i
      przestalam miec wyrzuty sumienia - dopoki sie nie wylecze.
      Autorko watku pamietaj o tym, ze wszystko jest wzgledne - nie ma
      osob niezastapionych w pracy, na dodatek tak naprawde rzadko zdarza
      sie, ze nawiazujesz w pracy przyjaznie. Tez krecila mnie robota, a
      teraz po kilku miesiacach choroby przyszedl czas na zastanowienie
      sie, hehehe, po co to wszystko i czas na przewartosciowanie.
      A praca, mimo moich klopotow - nadal na mnie czeka.
      Jezeli jestes dobrym pracownikiem, to bedzie na Ciebie czekac -
      takie jest moje zdanie. A teraz wrzuc na te pare miesiecy na luz.
    • dordulka Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 07.12.08, 09:12
      Ja mialam zamiar pracowac przynajmniej do 30 - 32 tyg. Los jednak zdecydowal inaczej.
      Ale od poczatku... O ciazy powiedzialam szefowi od razu, tzn w 6 tyg. Akurat zblizaly sie wakacje, urlopy, ale ja jak zwykle bylam ostatnia do planow, czyli dostala mwolne we wrezsniu. Caly 1. trymestr przepracowalam, ciagle zastepujac w czesci obowiazkow innych "wypoczywajacych" wspolpracownikow. /od samego poczatki slyszalam codziennie heroiczne opowiesci innych kobiet, jak to one pracowaly niemal do samego dnia porodu( nie pracowalam jescze wtedy w tym miejscu, wiec nei wiedzialam, jak bylo naprawde, pozniej okazalo sie, ze troche "przesadzily". 25 tydzien to nie termin porodu!!!!), ciagle musialam wysluchiwac o nieuczciwych ciezarnych. ktore wykorzyystuja innych i ida na lewe zwolnienia. Pomyslalam, ze nei moge byc tak niewdzieczna i isc na zwolnienie "za wczesnie". Do 20 tyg dyzurowalam, omijajac przepisy o czasie pracy w ciazy (inna forma zatrudnienia), czyli spedzalam w pracy po 32 godz. I co? Tez nie "dostalam medalu", nikt mi nawet nie podziekowal za to, przeciwnie, jak dopadlo mnei powane zapalenie oskrzeli i wyladowalam na antybiotyku - szef poweidzial, ze sie obijam i udaje chorobe.
      Prze kilkoma tyg wybralam sie na kontrolna wizyte do poradni, w przerwie miedzy jednym pacjentem a drugim, po kawie, by jakos funkcjonowac. Tego samego dnia trafilam do szpitala z podejrzeniem h-gestozy i zakazem kategorycznym pracy az do rozwiazania. Nastarszono mnie. ze przez zle pojete poczucie obowiazku mojemu dziecku i mi groaza rozne komplokacje i moze nei donosze do konca. To mnie otrzezwilo. Nie mam zamiaru wiecej sie poswiecac. Leze w domu bez wyrzutow sumienia.
      A szef - nawet nei zapytal, co u nas, choc lezalam w tym samym miejscu, gzdie pracujemy, echhhh, samo zycie...
    • uccellino Mam wrażenie... 07.12.08, 12:30
      ...że nie wszystko dobrze wyjaśniłam... Zatem kilka dopisków:

      - nie obchodzi mnie, jak poradzą sobie inni pod moją nieobecność.
      Tzn. jak będe miała taka mozliwośc, to oczywiście przygotuję
      wszystko jak najlepiej, na pewno bedę zawsze służyć radą, ale nie
      jest moim zmartwieniem, że coś pójdzie gorzej, bo nie ja będę to
      robić. To ostatnia rzecz, o której myślę. Biznes się na pewnio nie
      zawali. Młodsze koleżanki, jesli mają głowę na karku, to
      wykorzystaja moją nieobecnosc, żeby się uczyć.

      - nie obawiam się utraty pracy - tzn. liczę się z nią, bo bedą u nas
      redukcje, ale nie martwi mnie taka ewentualność - oznacza ona trzy
      dodatkowe miesiące w domu z dzieckiem w prezencie. Generalnie
      zakładam, że za dwa lata wrócę i tak w zupełnie inne miejsce -
      będzie inny skład zespołu, inna strukura. To prawie jak przyjście do
      nowej pracy. Nie myślę o tym teraz, bo nie warto.

      - planując pracę do porodu, nie kierowałam się komfortem pracodawcy,
      potrzebą uznania czy tym, żeby potem ktoś do mnie dzwonił i pytał o
      zdrowie, tylko własną przyjemnością i wizją szczęśliwej ciąży.
      Pracuję wyłącznie dla siebie - nie dla kogokolwiek innego. To, z
      czym borykam się teraz, to potrzeba zrewidowania tego planu. I po
      prostu nie mam jeszcze ochoty się poddać. Cięzko rezygnuje się z
      marzeń. Dlatego podejmę w styczniu jeszcze jedną próbę smile
      • sylvie08 Re: Mam wrażenie... 07.12.08, 21:30
        Mija wlasnie 25 tc. Jak na razie czuje sie dobrze, poza tym ze
        brzuch coraz wiekszy i coraz szybciej sie mecze nic powaznego na
        szczescie mi nie dolega. Wstepnie planuje pracowac do konca stycznia
        (zamkniecie roku i zrobienie bilansu) a pozniej zajac sie soba.
        Wszystko zreszta bedzie zalezalo od tego czy znajde z szefowa osobe
        na zastepstwo no i czy zdrowie mi na to pozwoli. W kwietniu
        zmienilam prace wiec nie zdazylam dlugo popracowac w
        stanie "nieciazowym"smile dlatego teraz zalezy mi na tym aby jak
        najdluzej pracowac. Tak sobie teraz mysle ze gdybym zostala w
        poprzedniej pracy to juz w drugniu bylabym na zwolnieniu, bo koniec
        roku to w ksiegowosci najgorszy okres i codzienna praca po godzinach.
        Zakladajac wariant optymistyczny ze znajde kogos na zastepstwo
        zamierzam isc na L4 a nie brac urlopow platnych lub - jeszcze
        gorzej - bezplatnych. Nie po to place duze skladki i lecze sie
        prywatnie zeby i teraz sama placic za przerwe w pracy. Wiem ze ciaza
        to nie choroba ale nie jest to tez stan w ktorym pozadane jest
        przemeczanie sie i narazanie nie tylko siebie ale i dziecka na
        jakiekolwiek zagrozenie. ZUS nie zbiednieje, a mi kasa bardzo sie
        przyda chociazby na to, zeby "rodzic po ludzku". Co ponoc mamy
        zagwarantowane za darmo... Pozdrawiam.
      • a-n-i-k-a Re: Mam wrażenie... 08.12.08, 23:27
        > - planując pracę do porodu, nie kierowałam się komfortem pracodawcy,
        > potrzebą uznania czy tym, żeby potem ktoś do mnie dzwonił i pytał o
        > zdrowie, tylko własną przyjemnością i wizją szczęśliwej ciąży

        Jezeli chodzi faktycznie tylko o wizje szczesliwej ciązy, to chyba samo to
        powinno być pomocne w podjeciu decyzji. Praca Cie ostatnio przemecza, rozumiem,
        że pracowałas dla samej siebie, czerpalas z tego satysfakcje i radosc, ale
        obecnie to sie zmieniło, ta praca zabiera Ciebie innym, na dzien dzisiejszy
        chyba najwazniejszym osobom.
        No i nie chce mi sie tak calkiem uwierzyc, ze to tak tylko dla siebie pracujesz,
        ze nie zalezy Ci co pomyslą inni i jaki obraz siebie pozostawisz zanim pojdziesz
        na macierzynski i wychowawczy. Moze gdybys miala totalnie samodzielne
        stanowisko, nie wymagajace wspolpracy z innymi, byłabym w stanie to zrozumiec.
        Ale piszesz o korporacji, o szefowej - praca sama w sobie może byc przyjemna,
        ale przyjemną mysle czynia ja tez ludzie, z ktorymi spedza sie te X godzin
        kazdego dnia. To sie wzajemnie nakreca, fajnie sie pracuje i miło wspolpracuje,
        gdy obie strony czerpia z tego satysfakcje. I fajnie jest wrocic po roku, dwoch
        i wiedziec, ze sa ludzie ktorzy Cie pamietaja, pamietaja ze byłas niezła w tym
        co robisz itp. A nie zaczynać wszystko od nowa.

        Ale skoro o to powyższe nie dbasz - a wybor jest tylko miedzy:

        "moje plany, zamierzenia i moja etyka pracy"

        a

        siły i czas "na życie poza pracą", "na zajęcia ruchowe, na poczytanie Mrówce
        bajki, na seks" i na to by "dać cokolwiek z siebie (czas, wsparcie psychiczne,
        opiekę)"

        to jak sobie to ladnie wypiszesz na kartce w dwoch kolumnach, to odpowiedz
        objawi sie sama smile. Tak myslę wink.
        • a-n-i-k-a Re: Mam wrażenie... 08.12.08, 23:38
          Kurcze, dopiero po wyslaniu swojego postu zorientowałam sie, ze juz jakas
          decyzje podjelas - tymczasowe rozwiazanie, ale na pewno dobre wink.
          Teraz zobaczysz jak to bedzie nie zyc praca, tylko Mrówką i cala resztą. I
          fajnie, bedziesz miała porownanie i pewnie potem pewnie bedzie latwiej na cos
          ostatecznie sie zdecydowac smile.
          Powodzenia! smile

          • uccellino Re: Mam wrażenie... 11.12.08, 16:16
            Dziękuję za wsparcie smile
            Chwilowo jestem bardzo szczęśliwa (możliwe, że minął najgorszy nawał
            w pracy), a dalej zobaczymy smile
    • anianska Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 08.12.08, 21:01
      Ja również jestem w 23 tygodniu i mam bardzo podobny dylemat. To moja druga
      ciąża, w pierwszej z powodu przedwczesnych skurczy od około 8 miesiąca musiałam
      całkowicie wyłączyć się z życia zawodowego. Teraz niby nic się nie dzieje, poza
      tym, że brzuch czasem twardnieje. Pracuję ciężko, bo poza pracą etatową (całe
      szczęście tylko 3/5) mam jeszcze kupe prac zleconych i do tego dwa razy w
      tygodniu zajęcia popołudniowe. Sęk w tym, że te "normalne" pieniądze zarabiam
      właśnie z tych prac zleconych, a na etacie zarabiam grosze. Teoretycznie, gdy
      pójdę na L4 nic dodatkowego nie mogę robić...I tu dylemat, bo pieniędzy
      potrzebuję ze względu ma spłacany kredyt. Z drugiej strony czasem padam na pysk.
      Na razie mam plan; trochę wolnego w okolicach świąt na doładowanie akumulatorów,
      a potem zobaczymy smile
    • bablara Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 08.12.08, 22:09
      Ja od dzisiaj jestem pierwszy dzien na macierzynskim, choc co prawda jeszcze nie
      urodzilam. Tremin miala na sobote ,a w piatek bylam jeszcze w pracy. W ciagu
      calej ciazy byla dwa razy na zwolnieniu po 2 tygodnie. To drugie tak mnie
      wykonczylo psychicznie, ze latalam do pracy wlasnie do dnia porodu jak na
      skrzydlach. Fakt lubie swoja prace a przy tym czulam sie rewelacyjnie. Teraz
      zaczal sie 41 tydzien i zle to znosze , juz chce urodzic. I naprawde rozumiem
      Twoj dylemat ze zwolnieniem. Tak jak wczesniej juz radzono, moze warto troche
      przystopowac jesli zle sie czujesz, ale nie koniecznie odrazu rezygnowac
      calkowicie. Jesli jestes osoba bardzo aktywna , to bedziesz to zle znosic , tak
      jak jasmile
      • magdalenka_bp Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 09.12.08, 15:26
        Dla mnie to nie był, niestety wybór - to była koniecznosć... jestem
        dopiero w 11 tygodniu, w tym już trzeci na zwolnieniu. Też bardzo
        lubię swoją pracę i nie zamierzałam z niej rezygnować, wręcz
        przeciwnie - zakładałam, że dotrwam do porodu (takie były założenia,
        kiedy planowaliśmy dziecko). Niestety, okazało się że dla mnie te
        pierwsze miesiące to pasmo nudności, wymiotów, zawrotów głowy... do
        pracy się nie nadaję, z łóżka wstaję jak muszę odwiedzić toaletę...
        Chciałabym mieć wybór, tak jak wy... póki co na zwolnieniu będę do
        końca roku, jeśli będzie lepiej - bardzo bym chciała wrócić do
        pracy; jesli nie - trudno - Fasolka jest najważniejsza wink
    • zuzia18 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 12.12.08, 19:32
      Ja poszłam na L4 w 31 tygodniu. Też sie wahałam, chciałam pójść
      tylko na 2 tyg trochę odpocząć - bo czasem czułam się przemeczona,
      zwłaszcza pod koniec tygodnia. Niestety po weekendzie nie zawsze
      byłam wypoczęta.... i tak w kółko. Moja Pani doktor własciwie trochę
      na siłę wysłała mnie na dłuższe l4 - tj. 30 dni. Pracę lubię i
      szkoda mi było ją zostawiać, ale z perspektywy widzę że to było
      dobre dla mnie, a jeżeli dla mnie to i dla mojego dziecka.
      Odpoczywam sobie, czytam, zajmuję się domem, chodzę na spacery -
      fizycznie czuję się zdecydowanie lepiej. Psychicznie też, bo
      wcześniej jak byłam okropnie zmęczona to wydawało mi się że moje
      dziecko też się męczy wink. Oczywiście brakuje mi pracy, tego
      zamieszania, adrenaliny itd. Ale pracując nie mogłabym sobie w
      dowolnej chwili np. poleżeć pół godzinki w ciągu dnia, albo wyjść na
      dwór bo akurat świeci śliczne słońce. Zawsze bedziesz mieć jeszcze
      coś do zrobienia, niedokończone projekty, niezrealizowane pomysły. A
      może spróbuj sobie pójść na L4 na 2 tygodzie może potem wrócisz jak
      odpoczniesz.
    • donau73 Re: Dla której decyzja o L4 była bardzo trudna? 12.12.08, 21:51
      Dla mnie nawet bardzo, też okazało się nagle że tempo pracy jaką
      wykonuję i wymagania urosły conajmniej do wysokości K2. Ale
      najgorszy był stres i ciągłe kaprysy przełożonych. Chciałam
      dociągnąć do końca, ale niestety, presja jaką na mnie wywierano +
      moja chorobliwa ambicja, że nawet to czego się zrobić fizycznie nie
      da to zrobić trzeba bo nie mogę zawieść szefów doprowadziła mnie do
      przymusowego pobytu na patologii ciąży. A mój lekarz prowadzący
      słusznie potem zadał 1 pytanie: czy ktoś w pracy pania zrozumie i
      będzie tolerował takie czy inne niedomagania? jeśli odpowiedź brzmi
      nie to proszę pamiętać że pani jest w jednej drużynie nie ze swoim
      szefem ale ze swoim dzieckiem - a jego dobro jest teraz
      najważniejsze!
    • maiwlys Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 21:24
      Jak wypłacane jest wynagrodzenie na L4 , oczywiście chodzi mi o
      ciążę, bo normalnie to 80% wiem. Jak wygląda to w przypadku ciąży?
      • kataniera Re: Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 21:43
        maiwlys napisała:

        > Jak wypłacane jest wynagrodzenie na L4 , oczywiście chodzi mi o
        > ciążę, bo normalnie to 80% wiem. Jak wygląda to w przypadku ciąży?

        W ciąży 100 %, ale nie licz, że dostaniesz tyle, co w ostatnim
        miesiącu obecności. Do podstawy zasiłku bierze się średnią z 12
        miesięcy poprzedzających miesiąc rozpoczęcia zwolnienia. Teraz jest
        o tyle dobrze, że po wyroku TK do podstawy wchodzi więcej
        składników smile
      • a-n-i-k-a Re: Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 21:47
        Ja co prawda nie jestem na L4 ale odpowiedz chyba znam smile.
        Jest to 100% sredniego wynagrodzenia z 12 miesiecy poprzedzajacych miesiac, w
        ktorym idziesz na zwolnienie. Czyli jak na zwolnienie idziesz od grudnia br. to
        bedzie to srednia z wynagrodzen jakie otzrymalas w ciagu 12 miesiecy od gru 2007
        do listopada 2008 wlacznie. Zakladajac, ze nie bylas na zwolnieniu wczesniej.
        Jezeli miedzy zwolenieniami jest przerwa krotsza niz 3 miesiace, to wtedy bedzie
        to tez 12 miesiecy wstecz, ale liczone od tego poprzednigo zwolnienia, tzn.
        jezeli bylas na zwolnieniu w pazdzierniku, i teraz idziesz na kolejne w grudniu,
        czyli miedzy 1. zwoln. a 2. nie uplyneły 3 mies. to bedzie to srednia ta sama
        jak wprzypdaku zwoln, pazdziernikowego - czyli od pazdz 2007 do wrz 2008.
        Ladniej i jasniej jest to ujete tu:
        kadry.infor.pl/zasilki/chorobowy/60966,Podstawa-wymiaru-zasilku-dla-pracownicy-w-ciazy.html
        Pzdr. smile
        • maiwlys Re: Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 21:58
          O! Dziękuję pięknie dziewczyny za szybkie odpowiedzi, na L4 narazie
          siedze ale z zapalenia gardła, a nie z ciąży bo najpier trzeba w nią
          zajść sad, ale tak mnie zaciekawiło smile Wielkie dzięki.
          • a-n-i-k-a Re: Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 22:08
            To miłego i szybkiego zajścia zyczę big_grin
            • anta1981 Re: Pytanie do tych co na L4 :) 14.12.08, 22:28
              Jednym słowem i tak zrobią wszystko żebyśmy dostały jak najmniej.Ja mam jeszcze
              takie pytanie-poszłam na L4 już w 6tc bo ciąża była zagrożona i będę już na nim
              do końca wiem że po 182dniach zus wzywa na komisję co mogę usłyszeć od naszych
              kochanych lekarzy?
              • a-n-i-k-a Re: Pytanie do tych co na L4 :) 15.12.08, 00:24
                > wiem że po 182dniach zus wzywa na komisję co mogę usłyszeć od naszych
                > kochanych lekarzy?

                Na to pytanie odpowiedzi nie znam, przynajmniej nie z autopsji, jednak jezeli
                ciaza jest zagrozona i musisz lezec, to na komisji osobiscie sie stawic raczej
                nie musisz. Kolezanka w takiej sytuacji wyslala męza z zaświadczeniem od jej
                ginekologa o ciazy zgrozonej i wskazaniu do lezenia i wystarczyło.
                Ale to jedyny znany mi przypadek, ze zwolnienie przekroczylo te 182 dni.
                W ogole to jezeli planowane zmiany do ustawy o świadczeniach dla kobiet w ciązy
                zostana klepnięte, to od przyszlego roku: "Pracownice korzystające w okresie
                ciąży z długotrwałych zwolnień nie
                będą musiały już korzystać ze świadczenia rehabilitacyjnego,
                ponieważ do 270 dni wydłużony zostanie okres zasiłkowy w razie
                niezdolności do pracy w okresie ciąży". Nie wiem tylko czy to nie bedzie sie
                tyczyło tylko tych ciąż, w ktore zaszlo sie po 1.01.2009.

                Wiecej odpowiedzi na swoje pytanie znajdziesz pewnie na forum 'Prawo i pieniadze':
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=584

                Pzdr.
                • anta1981 Re: Pytanie do tych co na L4 :) 15.12.08, 01:30
                  Dziękuję bardzo za odpowiedź pozdrawiam
Pełna wersja