smutna opowieść... :(((

04.01.09, 11:31
Czesc wszystkim kiss
Jeszcze niecałe 5 tygodni temu pisałam na tym forum o różnych
pierdołach co wziasc do szpitala,o przyspieszeniu porodu itp...
byłam podekscytowana i szczęśliwa ...
1 grudnia 2008 przyszla na świat moja córka.. NIcola..
był poród rodzinny z moim chłpakiem..
najszczęśliwsze chwile w moim życiu...
byliśmy tacy szczęśliwi...
mieszkalismy u moich rodzicow...
nie wiem co mi odbilo po prodzie..cyba ta depresja poporodowa...ale
nie chcialam sie zajmowac mala...moze nie tyle co nie chcialam ale
nie chcialo mi sie.... bylam zmeczona i zdolowana wszystkim...ze nie
mozna nigdzie wyjsc...itp.. brak kasy... marcin stanal na wysokosci
zadania i zajmowal sie mala...nawet spal z nia karmil..<karmie
butelka> .. ale wkoncu nei wtrzymal..zaczeło mi odwalac...
traktowalam go jak niańke...do siebie i do dziecka..nawet nie
chcialam z nim spac... 2 dni przed sylwestrem sie wyprowadzil...byla
awantura, ja sama zaczelam go wyrzycac ale nie sadzilam ze
pojdzie...mial dosyc ze nic nie robie... mojego bluznienia na nieo
uzalania sie na caly swiat.. przyjechali jego rodzice...zrodzila sie
awantura miedzy naszymi rodzicami... nami... gdy doszlo wkoncu do
tej sytuacji ...jak znosil rzeczy do
auta...prosilam..blagalam...przepraszlam...zaczelo do mnie docierac
co trace...ale bylo zapozno...powiedzial ze wiecej ze mna nie
wytrzyma...nie dziwie sie wcale... dodam ze jest moja pierwsza i
prawdziwa miloscia...kocham go nad zycie.. ale dopeiro teraz sobie
to uswiadomiam... zapozno...przychodzi do dziecka na pare
godzin...ale z emna nie rozmawia... traktuje jak ...nie powiem
kogo... staram sie, jestem mila , przepraszam...ale on mi wydaje sie
ze chce pokazac jakie upokorzenia on przezyl zebym to tez przezyla
na wlasnej skorze... jets nieugiety..mieszka teraz u rodzicow....
robie co moge ale jak dzwonie to mowi ze nie ma czasu i ze mam sie
nie wtryniac w jego zycie... wszytskie obowiazki zwiazane z mala
spadly na mnie... od tygodnia jem maks jakis batonik raz dziennie..
nie mam sily chodzic.. jestem na skraju wyczerpania... gdyby on
wrocil jestem pewna ze bym sie zmienila o 180 stopni... zebym tylko
miala dla kogo zajmoac sie mala.. jestem teraz sama... zawsze
wychodzilismy z jego znajomymi a teraz dopieor do mnie dotarlo ze to
byli jego znajomi...nie mam swoich...nawet nie mam do kogo zadzwonic
pogadac... rodzice maja do mnie pretensje o to rozstanie.. nie wiem
co robic... nie mam nadzieji na nic... nie mam motywacji zeby
przezyc do nastepnego dnia... nie umiem obdarzyc malej miloscia..
bez niego... nie wiem co robic. ...

doszla do wnisoku ze tu ejstem anonimowa wiec moge napisac..
dodam ze ja mam 18 lat on 21...
pozdrawiam sad((
    • marcowa_anula Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 14:39
      Rzeczywiście smutna... Może potrzebny jest ktos "trzeci" kto na spokojnie wytłumaczyłbym Twojemu chłopakowi, że nie robiłas tego wszystkiego celowo i na złość komukolwiek, tylko, że tak zareagowała Twoja psychika po porodzie. Nie wiem czy można to nazwać depresją poporodową, pewnie tak... różnie się ona objawia, u Ciebie zmęczenie fizyczne nałożyło się z uświadomieniem sobie, że oto zmienia się całe Wasze życie. Jesteście bardzo młodzi i wyobrażam sobie, że przeżyłaś szok, jak już dotarło do Ciebie tak namacalnie, że zmieniły się priorytety i wszystko wywróciło się do góry nogami. Ja to rozumiem i myślę, że kluczowe w tej sytuacji jest żeby wytłumaczyć to też Twojemu chłopakowi.
      On też musi mieć trochę czasu żeby ochłonąć, z tego co piszesz to bardzo Was kocha i nie wierzę, żeby odszedł na dobre. Może poproś o pomoc swoich rodziców, niech odciążą Cie w opiece nad dzieckiem. Nie przejma wszystkie obowiązki (jak to było z Twoim chłopakiem), ale pomogą na tyle, żebyś miała trochę czasu dla siebie.
      Myślę, że sytuacja się zmieni jak On zobaczy, że pogodziłaś się z faktem, że teraz w tej chwili jesteś na pierwszym miejscu matką pomimo młodego wieku, co nie znaczy, że już na zawsze jesteś uziemiona w domu.

      Poproś o wsparcie (zarówno w opiece nad dzieckiem jak i w próbie naprawienia stosunków ze swoim chłopakiem) najbliższą rodzinę. Będzie dobrze smile Głowa do góry. Pozdrawiam cieplutko.
      • patysia00 Re: smutna opowieść... :((( 05.01.09, 09:00
        no cóż... on powinien wiedzieć wcześniej, że po porodzie mogą
        buzować Twoje hormony i możesz być nieznośna (ja przygotowałam na to
        męża i był wyrozumiały). Piszesz, że nie masz po co przeżyć do
        następnego dnia, że nie masz dla kogo zajmować się dzieckiem. Teraz
        to właśnie dziecko powinno być dla Ciebie najważniejsze! To dla
        dziecka powinnaś żyć i robić wszystko, żeby dziecku było dobrze!
        Może Twój chłopak potrzebuje czasu, może mu przejdzie i wróci...
    • malenka_e650 Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 15:30
      rzeczywiście smutna historia...

      najbardziej szkoda mi waszej małej córeczki, a nieodpowiedzialnie zachowaliście
      się zarówno wy dwoje, jak i wasi rodzice - rozumiem emocje, egoizm, upór, to
      wszystko bardzo ludzkie uczucia, ale czytam Twoją opowieść i w każdym zdaniu
      widzę "ja"ja"ja" - to nie tak, teraz najważniejsza jest Nikola, rozumiem, że
      kiedy się urodziła wylał Ci się na głowę kubeł zimnej wody, przykro mi, że nikt
      wcześniej nie uświadomił Ci na czym polega macierzyństwo, że to są przede
      wszystkim obowiązki - rekompensata przychodzi później...

      mam nadzieję, że nie piszę zbyt ostro, ale wydaje mi się, że rozczulanie nie ma
      sensu;
      jeśli wydaje Ci się, że potrzebujesz fachowej pomocy idź do psychologa, poszukaj
      grup wsparcia, porozmawiaj szczerze z rodzicami,poproś o wsparcie, ale nie
      oczekuj, że przejmą Twoje obowiązki w stosunku do małej - to nie jest ich
      zadanie, a Ty dużo byś straciła pozwalając na to;

      myślenie o chłopaku zostaw na kiedy indziej, skoro on odwiedza waszą córeczkę,
      widzi też co dzieje się z tobą i jeśli o siebie nie dbasz, jesteś ciągle
      zniechęcona i nie robisz ze sobą nic - nie wpływa to na niego zachęcająco;

      najważniejsze jest, żebyś teraz odnalazła chęć do życia, działania, znalazła
      motywację, jesteś mamą a to zobowiązuje, ważne jest żeby móc z kimś pogadać,
      pewnie uda Ci się zaprzyjaźnić z innymi mamami czy to na forum czy w przychodni
      gdy będziesz biegać na szczepionki, ale życie towarzyskie niestety nie jest w
      tej chwili priorytetem, pewnie trudno się z tym pogodzić mając 18 lat, ale za
      kilka lat gdy mała podrośnie, będziesz mogła sobie odbić - zapewniam smile)
      trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło, żebyś odnalazła w sobie siłę i
      miłość do dziecka, reszta przyjdzie sama, z czasem smile
      pozdrawiam
      • olgakg moze powinnas pogadac ze specjalista 04.01.09, 15:50
        Tak mi sie wydaje ze powinnas pogadac z psychologiem na ten temat
        oni napewno wiedza co i jak sie robi by wyprowadzic kobiete z
        depresjo po porodowej.Napewno doradzi co i jak a moze nawet umowi
        sie na rozmowe ztwoim chlopakiem i wytlumaczy mu wszystko.Sprobuj!
      • memphis90 Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 23:56
        Chyba za ostro pojechałaś po dziewczynie... Ja jestem trochę od niej starsza,
        dziecko było wyczekane od kilku lat, chciane, mam doświadczenie w opiece nad
        maluchami- więc nie było niespodzianek. I co- też miałam baby-blues'a, pamiętam,
        ze raz siedziałam z Lilą w ramionach i płakałam, ze nie pójdę do kina na
        Batmana... Taka pierdoła, a wtedy mnie zdołowała na maksa. Ryczałam co wieczór i
        przez łzy tłumaczyłam mężowi, że to tylko hormony i ma się mną nie przejmować-
        bo wolę płakać z powodu dziecka niż z powodu braku dziecka. Na hormony nie ma
        rady, czasem potrafią kopnąć całkiem mocno. U mnie wszystko unormowało się po
        ok. 2 tyg. Autorce wątku mocno radziłabym wizytę u psychologa, a także
        zaciągnięcie tam faceta, żeby wyjaśnił mu to i owo z fizjologii połogu.
        • malenka_e650 Re: smutna opowieść... :((( 05.01.09, 12:32
          nie wiem czy to do mnie było, ale się poczuwam smilenie miałam zamiaru po nikim
          pojechać, z doświadczenia wiem, że rozczulanie się, pocieszanie daje często
          gorsze efekty niż delikatne potrząśnięcie; ja też swoje przeszłam, a
          odpowiedziałam autorce wątku nie dlatego, żeby się wyżyć tylko po to, żeby dać
          do myślenia, mam nadzieję, że ona właściwie zrozumiała moje intencje, ale to
          fakt, że czasem walę prosto z mostu może ze zbyt dużym impetem
          pozdrawiam smile
    • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 16:20
      Wszystko jest do odbudowania. Nie ma co płakać, trzeba działać!
      Przede wszystkim: albo masz depresję (ale to stwierdzi psycholog lub psychiatra
      więc zalecam szybką wizytę), albo tylko byłaś niedojrzała do macierzyństwa i
      związku(i czas wreszcie dojrzeć).

      Jeżeli czujesz, że to faktycznie Twoje typowo depresyjne nastroje czyli
      załamania, płacz z byle powodu itp. spowodowały ten cały kocioł to natychmiast
      idź do psychologa!!! Nie wolno lekceważyć depresji
      Jeżeli to zaś tylko Twoje lenistwo na przekór losowi, że dziecko odebrało Ci
      wolność, to teraz mając taki kubeł zimnej wody musisz stać się dojrzałym
      człowiekiem.

      Ty zachowałaś się niedojrzale ale Twój chłopak wyprowadzając się również!!!
      Prawdziwy mężczyzna w takiej sytuacji nie zostawia kobiety, ale sam ją namawia
      na psychologa itp, nie opuszcza się człowieka. On uciekł, bo dałaś mu popalić,
      stchórzył po prostu. Jeżeli Ty masz depresję, to on wyprowadzając się wpędził
      Cię w jeszcze głębszy dół.
      On też nie umie stanąć na wysokości zadania przy Twojej depresji. A co na to
      Twoi rodzice? Nie gonią Cie do psychologa? Nie widzieli co się dziej od miesiąca???

      • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 16:22
        A - dodam, że wiem co piszę, bo sama przeszłam depresję poporodową a mój mąż ze
        mną przeszedł przez to piekło. Ja widziałam że nie panuję nad sytuacją ale
        dzieckiem się często zajmowałam - mechanicznie, z poczucia obowiązku, nie czułam
        miłości do tego dziecka. Czasem nie chciałam się zajmować i wychodziłam z domu
        zostawiając je z mężem.
        • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 16:26
          I jeszcze pytanie - rodzice nie pomagają Ci wogóle przy dziecku? Pisałaś, żę z
          nimi mieszkasz. Może porozmawiaj z nimi, może nakieruj rozmowę na depresję, żę
          potzrebujesz ich wsparcia psychicznego, niech poczytają trochę o depresji
          poporodowej, depresja to nie tylko slogan, niektóre kobiety po porodach ją
          naprawdę przechodzą.
          • kate7777 Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 17:40
            moi rodzice twierdza ze to przez lenistwo i glupote moja tak sie
            stalo ... ale ja czuje ze to nie to a najdziwniejsze ze jak widze
            matke z wozkiem to tez chce tak ale jak wracam do domu powiedzmy po
            2 godzinach jak z mala jest babcia to juz nie umiem... sprobuje sie
            zdobyc na wizyte u psychologa to jest chyba najlepsze dla nas
            wszytskich wyjscie... staram sie ich pomoc ale kazdy ma swoje sprawy
            a to wkoncu moje dziecko... nie moge jesc ani spac od kiedy sie
            wyprowadzil budze sie co godzine nawet jak mala nie placze i patrze
            na miejsce w lozku kolo mnie... to jest straszne... zawsze bylam
            taka ze potrzebowalam i musialam miec jakies uczucie stabilizacji i
            jak teraz jej nie ma to nie umiem sobie poadzic... dziekuje za
            wszystkie rady, naprawde... daly mi duzo do myslenia ...
            • hugo43 Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 17:59
              dziewczyno jak najszybciej do psychiatry.jesli to depresja,to nie ma
              co sie wstydzic,trzeba zaczac leczenie.pare lat temu moj znajomy
              mial depresje,byl kilka miesiecy na zamknietym oddziale.bylo tam
              wiele kobiet z depresja poporodowa.pamietam jak tatusiowie
              przychodzili w odwiedziny z bobasami,a te biedne kobiety nawet na
              moment na nie nie spojrzaly.dosc regularnie odwiedzalam kolege i
              pamietam,ze tym paniom wskutek leczenia naprawde sie
              poprawialo,wracal usmiech.moze u ciebie to nie depresja,tylko baby-
              blues.ale z pewnoscia rozmowa ze specjalista moze wiele pomoc.nie
              tylko tobie,takze twoim bliskim.
    • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 20:56
      To co pisze forumowicz wyżej o oddziale zamkniętym, to się nie przejmuj. Zwykle
      wystarcza 1 lek antydepresyjny od psychiatry i normalnie w domu na codzień
      funkcjonujesz, ja brałam 6 m-cy jeden lek, łykałam 1 tabletkę dziennie i
      przeszło. Do psychiatry chodziłam co miesiąc na kontrol i po receptę.

      Na pewno w Twoim mieście jest Poradnia Zdrowia Psychicznego, zapisz się na
      wizytę telefonicznie lub osobiście, znajdź w internecie telefon. Tylko zrób to
      jak najszybciej!!!
      • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 20:59
        No i widzę, że Twoi rodzice nie są zbyt wyrozumiali w tej kwestii, w takim
        razie musisz sobie sama pomóc Proszę zapisz się do tego lekarza, uratujesz
        siebie, dziecko i Wasz związek.

        Przede wszystkim nie próbuj naprawiać wszystkiego na raz. Na razie musisz zacząć
        naprawiać swoją psychikę i dopiero wtedy kolejnym etapem będzie naprawa związku.
        • wakacyjna_iguana Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 21:03
          Jeszcze dopiszę - nie wiem czy jesteś wierząca, ale jeżeli tak, to modlitwa
          bardzo pomaga wyjść z takich kryzysowych sytuacji.
          Jednocześnie nie zapomnij, że masz się natychmiast zgłosić do psychiatry!!!
          • kate7777 Re: smutna opowieść... :((( 04.01.09, 21:34
            wakacyjna_iguana dzieki za wsparcie, masz racje zajme sie tym
            jutro od rana i zadzwonie. Słuchaj a moze podasz mi do siebie jakis
            kontakt np gg bo mam pare pytan co do tego leczenia.
            DZIEKUJE za wszystkie odpowiedzi !!!
            • memphis90 Re: smutna opowieść... :((( 05.01.09, 00:02
              Trzymam za Ciebie kciuki- najważniejsze, to zacząć działać w kontekście tej
              depresji. Wszystko na pewno da się wyprostować. Chłopakowi też trzeba wyjaśnić,
              że to nie Twoja zła wola, wina- że czasem po porodzie kobiety chorują. Trudno
              mieć do niego żal, że sytuacja go przerosła, obydwoje jesteście b. młodzi- nie
              wiedział co się dzieje, jak ma pomóc, inaczej wyobrażał sobie życie we trójkę.
              Ale będzie dobrzesmile
            • malenka_e650 Re: smutna opowieść... :((( 05.01.09, 12:50
              ja też się dołączam z tymi kciukami smile nawet jeśli czasem coś zbyt dobitnie
              powiem to nie po to, żeby zdołować, a forum to też rodzaj terapii, takiej
              grupowej smile czasem wystarczy się wygadać, dziewczyny napisały tu bardzo mądrą
              rzecz, zacznij naprawianie od siebie, reszta poukłada się z czasem smile
              trzymaj się smile
              • han-ka4 Re: smutna opowieść... :((( 05.01.09, 12:57
                swoją drogą, to Twój chłopak szybko się poddał, uważam, że zachował się dość
                egoistycznie, może to wszystko też go przerosło. Radziłabym Ci, żebyś nie
                narzucała mu się zbytnio ze swoimi przeprosinami i błaganiami o powrót, bo to
                może odnieść odmienny skutek. Myślę, że w końcu sam zrozumie i dokona właściwego
                wyboru. Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby wszystko było ok.
                • marcowa_anula Re: kate7777 05.01.09, 12:59
                  Wszystkie trzymamy kciuki, daj znać jak sobie radzisz i jak się czujesz.
                  • kate7777 Re: kate7777 05.01.09, 18:38
                    dziś już zaczynało być dobrze jak przyszedł do małej.. rozmawialiśmy
                    normalnie.. rozmawialismy o przyszlosci.. powiedzial ze idzie do
                    pracy na 16... i o 16 kolezanka widziala go z inna dziewczyna na
                    miescie..zaufana kolezanka...miesiac po urodzeniu sie corki, i
                    niecaly tydzien po zostawieniu nas... to jest diabeł nie
                    człowiek...jest na kresie wytrzymania psychicznego.. mama zajmuje
                    sie mala bo ja caly czas rycze...
                    • maja-pl Re: kate7777 05.01.09, 19:08
                      Kochana nie zrozum mnie zle ale moim zdaniem najwazniejsze jest
                      teraz dziecko.Przede wszystkim to zajmij sie dzieckiem.Moze on sie
                      poprostu wyprowadzil bo znudzily mu sie po paru dniach pieluchy a
                      Twoja depresja to byla tylko pretekstem aby sie wyprowadzic ale zeby
                      wina lezala po Twojej stronie.Nie placz ylko jak przyjdzie do
                      dziecka to wprost sie zapytaj czy ma kogos?!Od razu kapniesz sie po
                      jego zachowaniu.Nie placz bo tylko mala bedzie nie spokojna-glowa do
                      gorysmileJestes jeszcze mloda a to ze masz z nim dziecko nie oznacza ze
                      musicie byc razem.Co chcesz byc z nim a on bedzie chodzil na lewizne-
                      przemysl sobie to wszystko czy on jest tak naprawde tego
                      wart.Poczatki sa bardzo trudne ale sprobuj byc normalna matka dla
                      swojego dzieciaka,bo napewno potrzebuje przytulic sie do ciebiesmile
                    • malenka_e650 Re: kate7777 05.01.09, 21:11
                      ech... takie miałam przeczucie kiedy pisałam pierwszą odpowiedź w Twoim wątku sad
                      to przykre, ale na nim się świat nie kończy, wiem, ze trudno to zaakceptować
                      niezależnie czy ma się 18 czy 30 lat...
                      ale to prawda, że najlepiej zapytać wprost, jeśli rzeczywiście chcesz wiedzieć i
                      jeśli Ci to potrzebne, trudno powiedzieć czy lepiej wiedzieć czy tylko się
                      domyślać, jeśli odpowie, że kogoś ma będzie jeszcze bardziej bolało sad
                      proszę, skup się na małej i na tym żeby samej wyjść na prostą, jeśli facet jest
                      w porządku, jeśli mu na Tobie i Nikoli zależy doceni to i wróci
                      ale równie prawdopodobne jest, że nie jest wart funta kłaków, a wtedy nie ma
                      sensu na niego marnować czasu, chociaż teraz może Ci się wydać to końcem świata,
                      to lepiej nie komplikować sobie życia związkiem z kimś takim
                      czas, czas, cierpliwość i spokój, wyłącz emocje i zrób listę priorytetów

                      • kate7777 Re: kate7777 06.01.09, 13:14
                        Dziękuje za wszystkei odpowiedzi jeszcze raz... staram sie zebrać w
                        sobie ale samotność mnie zabija sad powiedzialam sobie ze zpisze sie
                        do skzoly zaocznie i znajde jakas prace...bo siedzac cale dnie i
                        myslac o nim w domu sama to wykoncze i siebie i to dziecko..
                        zmienił numer telefonu i nawet nie mam z nim kontaktu... nie
                        przyszedl do małej..
                        • maja-pl Re: kate7777 06.01.09, 15:00
                          Skoro nie przyszedl do Was to swiadczy o jego
                          odpowiedzialnosci.Wiem,ze Ci jest trudno ale facet to nie wszystko-
                          najwazniejsza osobe masz przy sobie.Nie bede a nawet nie chce cie
                          umoralniac ale 18 lat i dziecko to nie jest taka łatwa sprawa.Masz
                          przed soba bardzo wielkie wyzwania:przede wszystkim
                          dziecko,szkola,praca itd.jak narazie o przyjemnosciach musisz
                          zapomniec.Troszke wiecej pewnosci w siebie-dasz rade nie jestes
                          pierwsza mloda samotna matka.A jezeli chodzi o tate Nikolci to
                          ustalcie dni i godziny wizyt no i trzeba ustalic sprawe finansowa,bo
                          z czegos musicie zyc z mala.Z praca narazie daj sobie spokoj musisz
                          byc z mala i sie do Niej w koncu przelamac i zachowywac sie w
                          stosunku do niej jak matka.Pracy masz bardzo duzo lecz przy
                          corce.Przepraszam za szczerosc ale jestes troszeczke niedojrzala
                          osobasadTeraz jest najwazniejsza Nikola nie On.Pozdrawiam i trzymam
                          kciukismile
                        • malenka_e650 Re: kate7777 06.01.09, 15:54
                          wiesz, mi się wydaje, że on nie dorósł, mówiąc delikatnie, a dosadniej to
                          gó...arz po prostu, jeśli rzeczywiście postanowił Cię zostawić na lodzie to tak
                          właśnie jest - tym bardziej powinnaś jak najszybciej przestać o nim mysleć, a
                          szczególnie o tym czy wróci czy nie;

                          spróbuj pogadać z Twoimi rodzicami, może zrozumieją tym razem jak bardzo
                          potrzebujesz wsparcia, z drugiej strony możliwe, że powiedzą, że sama jesteś
                          sobie winna

                          to co na 100% powinnaś zrobić to znaleźć w swojej okolicy jakiś ośrodek pomocy
                          młodym matkom, tam najczęściej bezpłatnie można skorzystać z pomocy prawnika,
                          nie wiem czy ten chłopak uznał dziecko i czy ojcostwo zostało ustalone, jesli
                          tak to proponuję wytoczyć sprawę o alimenty, jesli nie, to najpierw o ustalenie
                          ojcostwa, potem o alimenty - to, że chce sobie bimbać i nadal udawać
                          niebieskiego ptaka nie znaczy, że ma być całkowicie wolny od odpowiedzialności i
                          nie daj się łapać na piekne słówka - z tego co piszesz to jakiś lepszy model...
                          raz się nabrałaś na jego grę, nie popełniej drugi raz tego samego błędu
                          z całą pewnością nie możesz sprawy zostawić swojemu biegowi, im szybciej
                          zaczniesz działać, tym lepiej, pamiętaj że człowiek nie żyje tylko wzniosłymi
                          uczuciami, a jak byś potrzebowała rady albo wygadać się, cokolwiek, to odzywaj
                          się koniecznie

                          tutaj masz linki, które może Ci pomogą z praktycznego punktu widzenia:
                          alimenty.net/
                          alimenty.wieszjak.pl/
                          samodzielne-matki.free.ngo.pl/FAQ-swiadczenia.html
                          • ewelinarafal79 Re: kate7777 06.01.09, 19:44
                            Do czego on niby nie dorósł?? Przecież pomagała jak mógł z tego co młoda pisze.
                            To wina jej i tej depresji, może była zazdrosna,że więcej czasu poświęca dziecku
                            niż jej samej, nie wiem... Ale wkurzyła mnie jednym tekstem- jak wróci to będę
                            miała dla kogo wychowywać dziecko... Jak to dla kogo??? To Ty jesteś dziewczyno
                            matką tego dziecka i masz je wychowywać z miłością sama dla siebie a nie dla
                            kogoś. Wez się w garść i zacznij żyć. Pokaż mu ,że potrafisz być dobrą matką a
                            tym samym żoną. Jak tego nie zrobisz możliwe,że znienawidzisz swoje dziecko bo
                            odebrało Ci w pewnym sensie faceta - a tego nie chcesz???
                            • malenka_e650 Re: kate7777 06.01.09, 20:46
                              ech... wydaje mi się, że mój pierwszy post był niestety trafny, i że Ty
                              ewelinarafal79 masz świętą rację, jak czytam takie historie to scyzoryk mi się w
                              kieszeni otwiera... jak to jest, że trzeba robić prawo jazdy, a swojej
                              dojrzałości "przed" nie trzeba w żaden sposób udowadniać sad ??
                            • maja-pl do ewelinarafal79 07.01.09, 06:56
                              A ja jednak uwazam,ze on nie dorosl do roli ojca-to ze opiekowal sie
                              zona i dzieckiem przez 3,4 tygodnie a potem zostawil to nie jest
                              dojrzalosc u czlowieka(co nie oznacza ze mloda rowniez dorosla do
                              roli matki)Poprostu znudzilo mu sie przewijanie,kapanie
                              itd.Zobaczyl,ze juz nie mozna wyjsc jak kiedys do znajomych,ze jest
                              polaczony tylko z jedna dziewczyna itd.Moim zdaniem obydwoje
                              niedorosli do bycia rodzicem.szkoda dzieciaka no ale coz taka
                              wlasnie jest polska mlodziez-ida do łózka nie liczac sie z
                              konsekwencjami.Mloda cierpi z powodu rozstania z facetem i nie widzi
                              nic po za nim.Bardzo przykresad
Pełna wersja