kate7777
04.01.09, 11:31
Czesc wszystkim

Jeszcze niecałe 5 tygodni temu pisałam na tym forum o różnych
pierdołach co wziasc do szpitala,o przyspieszeniu porodu itp...
byłam podekscytowana i szczęśliwa ...
1 grudnia 2008 przyszla na świat moja córka.. NIcola..
był poród rodzinny z moim chłpakiem..
najszczęśliwsze chwile w moim życiu...
byliśmy tacy szczęśliwi...
mieszkalismy u moich rodzicow...
nie wiem co mi odbilo po prodzie..cyba ta depresja poporodowa...ale
nie chcialam sie zajmowac mala...moze nie tyle co nie chcialam ale
nie chcialo mi sie.... bylam zmeczona i zdolowana wszystkim...ze nie
mozna nigdzie wyjsc...itp.. brak kasy... marcin stanal na wysokosci
zadania i zajmowal sie mala...nawet spal z nia karmil..<karmie
butelka> .. ale wkoncu nei wtrzymal..zaczeło mi odwalac...
traktowalam go jak niańke...do siebie i do dziecka..nawet nie
chcialam z nim spac... 2 dni przed sylwestrem sie wyprowadzil...byla
awantura, ja sama zaczelam go wyrzycac ale nie sadzilam ze
pojdzie...mial dosyc ze nic nie robie... mojego bluznienia na nieo
uzalania sie na caly swiat.. przyjechali jego rodzice...zrodzila sie
awantura miedzy naszymi rodzicami... nami... gdy doszlo wkoncu do
tej sytuacji ...jak znosil rzeczy do
auta...prosilam..blagalam...przepraszlam...zaczelo do mnie docierac
co trace...ale bylo zapozno...powiedzial ze wiecej ze mna nie
wytrzyma...nie dziwie sie wcale... dodam ze jest moja pierwsza i
prawdziwa miloscia...kocham go nad zycie.. ale dopeiro teraz sobie
to uswiadomiam... zapozno...przychodzi do dziecka na pare
godzin...ale z emna nie rozmawia... traktuje jak ...nie powiem
kogo... staram sie, jestem mila , przepraszam...ale on mi wydaje sie
ze chce pokazac jakie upokorzenia on przezyl zebym to tez przezyla
na wlasnej skorze... jets nieugiety..mieszka teraz u rodzicow....
robie co moge ale jak dzwonie to mowi ze nie ma czasu i ze mam sie
nie wtryniac w jego zycie... wszytskie obowiazki zwiazane z mala
spadly na mnie... od tygodnia jem maks jakis batonik raz dziennie..
nie mam sily chodzic.. jestem na skraju wyczerpania... gdyby on
wrocil jestem pewna ze bym sie zmienila o 180 stopni... zebym tylko
miala dla kogo zajmoac sie mala.. jestem teraz sama... zawsze
wychodzilismy z jego znajomymi a teraz dopieor do mnie dotarlo ze to
byli jego znajomi...nie mam swoich...nawet nie mam do kogo zadzwonic
pogadac... rodzice maja do mnie pretensje o to rozstanie.. nie wiem
co robic... nie mam nadzieji na nic... nie mam motywacji zeby
przezyc do nastepnego dnia... nie umiem obdarzyc malej miloscia..
bez niego... nie wiem co robic. ...
doszla do wnisoku ze tu ejstem anonimowa wiec moge napisac..
dodam ze ja mam 18 lat on 21...
pozdrawiam

((