warm-ika
28.03.09, 19:44
Ponieważ przeżyłam spory szok, dlatego chcę się z Wami tym podzielić
(i przy okazji trochę pożalić)
Miałam do odebrania sporo rzeczy z magla. Ponieważ wiedziałam, że będzie to
dość ciężkie więc podjechałam najbliżej jak się dało samochodem abym nie
musiała zbyt daleko tego nosić. Zapłaciłam, wzięłam do ręki i okazało się, ze
jest to nawet cięższe niż myślałam. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie
zostawić tego na przechowanie i później przysłać męża, ale uznałam, że może
pomoże mi pan który też był w tym czasie w maglu (prawdopodobnie znajomy
kobiety z magla). Facet, na oko, mógł mieć nie więcej niż 60 lat i generalnie
wyglądał na mężczyznę w sile wieku. Zapytałam więc grzecznie czy mógłby mi
pomóc zanieść magiel do samochodu, który stoi nie daleko. Reakcja..... No cóż.
Spodziewałam się, że może powiedzieć, że nie, bo ma np. chory kręgosłup, albo
w ogóle odmówić bez wyjaśnienia, ale nie spodziewałam się, że na mnie...
nakrzyczy. Cytuję (dodajcie sobie podniesiony głos):
- "No chyba pani żartuje???? Emeryta pani prosi? Co za bezczelność!"
Osłupiałam. Chciałam dodać, że jestem pod koniec 7-go miesiąca ciąży i że
brzuch jest bardzo widoczny. Kompletnie zaskoczona zdołałam z siebie wydusić,
że jestem w ciąży i że przepraszam, że zapytałam, a następnie wzięłam siatkę z
maglem i sama zaczęłam ją taszczyć. Jeszcze przy drzwiach słyszałam jak mówił
do babki w maglu (podniesionym głosem) - "no co za bezczelna baba! Wydaje jej
się, że jak jest w ciąży..."
Końcówki nie słyszałam, mogę się tylko domyślać.
Podsumowując - pierwszy raz spotkałam się z takim zachowaniem. Ja rozumiem, że
mógł nie chcieć pomóc, ale żeby na mnie krzyczeć?????
I ja sobie pomyślę, że taki facet mógłby stać np. w kolejce do kasy, która
teoretycznie powinna obsługiwać ciężarne poza kolejnością i że bym się
odważyła skorzystać z tego "przywileju" to skóra mi cierpnie na myśl co by się
działo...