doravir
06.11.09, 19:37
Mój synek chodzi do grupy 4-latków-małego przedszokola 5-cio
oddziałowego. Pewnego dnia odbierając go z przedszkola przybiegł z
płaczem ,że pani od maluchów zabrała mu jego samochodzik ,bo brał go
do buzi,więc panie z pomocy od razu go zabrały na salę aby odnależc
zgubę okazało się ,że nigdzie go nie ma a pani od maluchów tez
poszła juz do domu,wytłumaczyłam małemu ,że skoro pani go zabrała to
na pewno nam go odda.To był piątek w poniedziałek udałam się do owej
pani z prośbą o zwrot i usłyszałam najpierw ,że taka sytuacja nie
miała miejsca ,jednak po moich wyjaśnieniach pani sobie
przypomniała ,ale zabawka zniknęła.Więc poprosiłam aby się znalazła
lub została odkupiona gdyż to nie dziecko ja zgubiło a PANI.Pani
bardzo się wzburzyła ,że niby po co dziecko zabiera do przedszkola
zabawki,że potem giną a rodzice przychodzą z pretensjami,że ona to
zgłosi pani dyrektor itp .W naszym przedszkolu zabawek jest znikoma
ilosć i są w opłakanym stanie ,
więc panie pozwalają na przynoszenie własnych z zaznaczeniem ,ża za
nie nie odpowiadają-rozumiem jak mały sam gdzieś zapodzieje albo
kolega mu zepsuje -to co innego ,ale jak osoba dorosła to zrobi ,to
juz się z tym nie mogę zgodzić.Młody teraz jest chory,sprawa nie
wyjaśniona ,nie wiem co robić czy odpuścić ,czy dalej walczyc o
swoje.Co byscie zrobiły na moim miejscu?