kinia-nauczycielka
25.04.10, 23:29
Chcę poruszyć ten temat "tabu", ponieważ nie daje mi to już spokoju. Schemat wygląda tak - gdy odejdzie nauczycielka z przedszkola prywatnego, to zaraz jest afera, rodzice się skarżą, bo dzieci były takie przywiązane do niej, jak ona mogła to zrobić? Dyrektor prywatnego przedszkola robi z niej "złą", że zostawiła ich wszystkich z dnia na dzień i takie tam różne opowiastki. Jednak wygląda to trochę inaczej. Wiem, bo sama pracuję w prywatnym przedszkolu, mam nadzieję, że już niedługo. Marzę, że dostanę posadę w państwowym przedszkolu. Wracając do tematu - jak wygląda to z perspektywy pani nauczycielki w przedszkolu(oczywiście nie we wszystkich prywatnych przedszkolach tak jest, ale myślę, że w bardzo wielu). Zacznijmy od dyrektora - to klasyczny dorobkiewicz, który może miał na początku idee, cele i marzenia. Zmieniły się one jednak z chwilą kiedy w grę wchodzą poważne pieniądze. Bo gdy ma się ich dużo to chce się mieć ich jeszcze więcej- tak więc oszczędza się na wszystkim. A szczególnie na nauczycielkach. W prywatnych przedszkolach przyjmują najchętniej z magistrem, angielskim i doświadczenie. Ale co za to oferują to jest po prostu śmieszne. Najpierw mydlą człowiekowi oczy wielkimi perspektywami, a potem chlup- wpadło się jak śliwka w kompot - dostało się swoją grupę, polubiło dzieci, rodziców, a tu 8 godzin ciężkiej pracy + praca po godzinach, 1400brutto , reszta do koperty, bez składek, dodatkowo często gdy nie ma pani do sprzątania trzeba samemu zostać i sprzątać. A nawet potrafi ci dyrektor powiedzieć, że nie dopuszcza takiej opcji, żeby któraś zaszła w ciąże - normalnie mobbing. Dlatego nie dziwcie się swoim paniom drodzy rodzice z prywatnych przedszkoli, że odchodzą z pracy i zostawiają dzieciaki, bo nauczyciel też ma swoją godność i nie może patrzeć jak go szef oszukuje. Dlatego ja gdy tylko dociągnę swoją grupę do czerwca też odchodzę i planuję iść do państwówki, oczywiście, bardzo mi będzie szkoda, bo się przywiązałam do nich i oni mnie też bardzo lubią i boli mnie ten fakt, że dyrektor oczywiście na zebraniu powie bajeczkę jaka ja to byłam niewdzięczna i zostawiłam grupę, ale o tym, że sam oszukuje to już nie powie, jak to bez przerwy kupuje sobie coś nowego np nowy samochód i swoim dzieciom, a nam mydli oczy, że przedszkole prawie na siebie nie zarabia, dlatego nie ma pieniędzy na podwyżki . Nie będę pisać, że w państwowym przedszkolu jest idealnie, bo też nie jest chociażby to, że grupy są bardzo liczne słyszałam o 30dzieci w grupie 3latków i 34dzieciach w 4latkach, jednak dla nauczycielki to lepsze pieniądze, normalne składki, 5 godzin pracy ( wierzcie mi - praca z dziećmi jest przyjemna, ale wyczerpująca i te 5 godzin jest wystarczające) normalne wakacje. W państwowym przedszkolu dyrektor otrzymuje ustaloną pensję, ma swoje obowiązki i zadania, to nie jest jego biznes - dlatego jest uczciwy i nie oszukuje innych, a to chyba jest najważniejsze.