antonina_74
31.03.04, 23:06
Witam,
mój syn ma 4,5 roku, chodzi do prywatnego przedszkola we Włochach. Dwa lata
chodził do maluchów ze względu na fakt że jest cichy, nieśmiały i bawi się
chętniej sam niż z dziećmi.
W tym roku poczynił ogromne postępy, zwłaszcza w pracach plastycznych, zaczął
się udzielać na występach, zrobił się grzeczny i posłuszniejszy niż rok temu.
Niestety dowiedzieliśmy się że w przedszkolu na obserwacji była pani
psycholog i Kuba jest skierowany na prywatną konsultację w celu
zakwalifikowania go do starszaków.
Kuba umie czytać, pisać, ubrać się i rozebrać, umyć, grzecznie wypełnia
wszystkie polecenia moje i pań, jego rysunki i inne prace nie odbiegają od
innych na wystawkach, są równie dobre co innych dzieci. Panie wychowawczynie
bardzo go chwalą.
Kuba nadal jest nieśmiały i zamknięty w sobie, woli sam bawić się niż szaleć
z innymi dziećmi.
Został skierowany do nowo-otwartej po sąsiedzku poradni psychologicznej a
dyrektorka twierdzi że bez opinii od psychologa nie może kwalifikować dzieci
do następnej grupy.
Pierwsza konsultacja w tej poradni miała być w reklamie darmowa, a okazuje
się że kosztuje 100 zł.
Obawiam się że mój syn padł ofiarą akcji marketingowej pani psycholog i
szantażu emocjonalnego na rodzicach (MUSI pani tam pójść dla dobra dziecka)
Stąd pytanie - czy rzeczywiście po każdej grupie dziecko musi mieć opinię
psychologa celem kwalifikacji? Byłam przekonana że psycholog kwalifikuje do
zerówki a nie do 5-latków.
czy ktoś słyszał o poradni psychologicznej "gadu gadu" na ul. Solipskiej
prowadzonej przez p. Annę Dobosz? Specjaliści czy naciągacze?
Będę wdzięczna za wszystkie odpowiedzi.
Pozdrawiam,
Antonina