folga111
05.04.11, 20:25
Witam. Ponieważ niedługo niektórzy z Rodziców ,z powodu nieprzyjęcia dziecka do państwowego przedszkola zaczną rozpatrywać różne opcje przedszkoli prywatnych, napisze coś o tym miejscu.
Samo przedszkole jest bardzo fajne. Ładny ogród, budynek prawie w lesie , do którego dzieci chodzą na spacery i sanki. Panie bardzo miłe,zaangażowane tylko...młode, ciągle się zmieniają, niektóre nie radzą sobie z dziećmi. Zdarzyło mi się "dostać po nosie" w szatni od pani współwłaścicielki za zachowanie syna, który "doprowadził panią do łez" . Rozumiem, że nikt nie jest z żelaza a praca z dziećmi to ciężki zawód, ale w tym przedszkolu jedynymi starszymi, autorytatywnymi osobami pracującymi z dziećmi są pani współwłaścicielka, bywająca tam, z powodu założenia w tym roku drugiego przedszkola, rzadko, i nowa pani dyrektor. Czasem widuję tam współwłaściciela, ale bardzo rzadko. Ciocie są bardzo miłe, ale bardzo często odbierałam dziecko z kupa w spodniach, albo zasikane.
Zajęcia z dziećmi są różnorodne i ciekawe. Syn umie dużo piosenek, wierszyków i nowych zabaw z rymowankami. Maluchy na pewno się nie nudzą, ale wszystko jest za dopłatą, więc do podstawowej ceny przedszkola należy, aby dziecko nie czuło się dyskryminowane, doliczyć minimum 100 zł.
Bardzo często organizowane są wyjścia do teatru, kina, ZOO, fajna jest organizacja wszelkich Dni Dziecka, itp. ale np. Wigilia 2010 polegała na godzinnej mszy, co mi, osobie niepraktykującej niezbyt odpowiadało. Uważam, że np. Mikołaj z symbolicznymi prezentami byłby dla dzieciaków lepszym uczczeniem tego wieczoru, niż kręcenie się na krzesełkach i nuda.
Zupełnie inną sprawą jest osoba pani współwłaścicielki. Pani ta ma swoich fanów, ale wiem także, że uraziła kilka osób. Wyraźnie widać ulubieńców, i wśród dzieci, i rodziców. Pani jest radykalna, ostra w traktowaniu dzieci i rodziców. Większość dzieci ją lubi, ale widziałam, jak szarpie moje dziecko w szatni, raz dała mu klapsa na spacerze, kiedy z premedytacją rozdeptał ślimaka.Wiem, że źle zrobił, ale nie powinno się za to dawać klapsów, wtedy jeszcze trzylatkowi. Wyraźnie mój syn nie przypadł jej do gustu. Bywa niesforny, ale nie jest najniegrzeczniejszym chłopcem, jakiego znam . Na pewno robimy sporo błędów wychowawczych, bo to nasze jedyne dziecko, co nie usprawiedliwia zwracania mi przez panią współwłaścicielkę podniesionym głosem uwagi w szatni, w obecności innych rodziców i mojej Mamy. Mały niestety ma kłopot z utrzymaniem czystości. Czasem zdarzy mu się zmoczyć, to drugie robi w pieluchę, o którą prosi. Wedle zaleceń psychologa nie można go naciskać, bo niestety kiedy zaczęliśmy, wedle zaleceń pani współwłaścicieli, doprowadziliśmy do tzw. zaparć nawykowych,tydzień nie robienia kupy, i syn wylądował u pediatry z objawami zatrucia kałowego. Nie winię tu pani współwłaścicielki, bo prawdopodobnie jej rada, żeby dziecko złamać , w stosunku do większości innych dzieci byłaby dobra. Tu jednak raczej zaszkodziła, niż pomogła. Zdarza się, dzieci są różne. Insynuowane mi jednak, przy grupie milczących rodziców i syna, który dużo już rozumie, że "mały jest rozpuszczony, złośliwy", zarzucanie błędów wychowawczych to nie jest chyba sposób na rozmowę z rodzicem o dziecku. Na dodatek , kiedy chciałam powiedzieć o wizycie u psychologa i pediatry, w związku z naszymi problemami, pani ta przerywała mi i absolutnie wiedziała lepiej. W dobie telefonów komórkowych można sprawę załatwić inaczej. Choćby poprosić do gabinetu-czyli wyjście najprostsze i kulturalne, pozwalające na dialog, a nie monolog wygłaszany podniesionym głosem.
W związku z tym mój syn był tam dziś ostatni raz. Nie mam ochoty na jakikolwiek kontakt z tą osobą, za 1100 zł. miesięcznie. Samo przedszkole raczej fajne, ale ta pani jest dla mnie nie do przyjęcia.