abc1313
15.09.11, 11:27
Moje dziecko 3,2 latka poszło do przedszkola. Dwa pierwsze dni bez problemu, potem się rozchorowała i dopiero od tego wtorku wróciła- no i zaczął się płacz.
Jest wrażliwym dzieckiem więc staraliśmy się wcześniej ją przygotować - zostawała z obcymi dziećmi i panią w klubie dla dzieci nawet i na 5 godzin dziennie i nie było problemu (pani z klubu była zachwycona- mówiła że Myszka na pewno się przyjmie w przedszkolu bo jest bardzo samodzielna, ładnie sama je, sama się bawi, ładnie bawi się też w zorganizowane przez panią zabawy, nigdy nie płakała za nami)
Od wtorku nie chce chodzić do przedszkola- płacze. Gdy we wtorek ją odebrałam to byłą zapłakana (pani powiedziała że cały dzień płakała). Wczoraj rano płakała ale gdy ją odbierałam to pani powiedziała że jak rano się uspokoiła to już było ok.
Ale ja się troszkę zraziłam do przedszkola- nie wiem co robić. We wtorek, gdy wyszłam przed przedszkole słyszałam płacz Myszki i jak woźna oddziałowa powiedziała do niej "nie płacz już bo w końcu wszystkie dzieci rozboli głowa". Dzisiaj też słyszałam płacz Myszki i słowa woźnej "nie wyj już". Bardzo mnie to szarpnęło bo w życiu nie przyszło by mi do głowy tak się odezwać do dziecka. Nie wiem co robić- iść porozmawiać do dyrektora?
Sytuację pogarsza że nie ma w tym tygodniu niani (pewnie chora), więc pewnie ta woźna pomaga nauczycielce. Ale przecież tak mojego dziecka nie zachęcą doptrzedszkola.