kubusi4tko
12.03.13, 21:37
Dzisiaj zadzwoniła do mnie pani wychowawczyni z przedszkola, że mam odebra c swoje dziecko (3-latka) ponieważ ona sobie nie może z nim poradzić, bo inne dzieci śpią natomiast mój synek się zbuntował i nie chce spać. Byłam akurat w pracy i totalnie mnie zatkało. Na szczęście mąż mógł się urwać z pracy i synka odebrać wcześniej... bo inaczej nie wiem co by pani przedszkolanka zrobiła.... czy wystawiłaby moje dziecko za drzwi? Nie wiem czy sobie wyobrażała, że zwolnię się z pracy na jej zawołanie, dodam że jestem w 8 miesiącu ciąży o czym ona dobrze wie i przebiegnę całe miasto z wywieszonym językiem bo ona sobie nie radzi z dziećmi? Jestem zbulwersowana... grupą akurat opiekowały się trzy panie - dwie przedszkolanki i jedna pomoc, czy tak trudno było zainteresować się dzieckiem i z nim porozmawiać? Jak mi potem opowiedział mój synek... chodziło o to, że chciał zrobić kupkę ale bał się że sobie nie poradzi i bał się poprosić panią o pomoc... dlatego zachowywał się źle...
Nie wiem co mam o tym myśleć... Dziecko chodzi niechętnie do przedszkola, chociaż nigdy nie miało problemów z nawiązywaniem kontaktów i od jakiegoś czasu sika w nocy do łóżka... na samą myśl o przedszkolu zaczyna się denerwować...