miszelll
10.11.04, 10:33
Wczoraj w przedszkolu mojej córki było zebranie. W momencie, kiedy pytano
rodziców o zastrzeżenia i uwagi, zdecydowałam się zabrać głos w sprawie,
która według mnie jest co najmniej niepokojąca. Otóż pani, która prowadzi z
dziećmi język angielski- wyrzuciła za drzwi jednego z uczniów (5-latka)- za
złe zachowanie. Oprócz tego moja córka skarżyła mi się na tą panią- że kazała
jej siedzieć przez całe zajęcia w ławce- za karę. I mimo, że cały czas
płakała- pani nie zmieniła decyzji. Wczoraj- tuż przed zebraniem córa
oświadczyła mi, że nie chce chodzić na angielski. Do przedszkola owszem, ale
tylko na zajęcia z ich wychowawczynią.
Ja rozumiem, że dzieciak mógł być niegrzeczny i zasłużył na karę. Tylko
według mnie- wyrzucanie za drzwi jest conajmniej nieadekwatną karą, zwłaszcza
dla przedszkolaka. Znam swoją córkę i wiem, że jeśli jej to by się
przytrafiło, to nie zagwarantuję, że ona za tymi drzwiami siedzieć będzie.
Raczej wybiegnie na ulicę- może będzie chciała wrócić do domu... Nawet nie
chcę myśleć, co by się mogło stać.
W każdym razie wczoraj na zebraniu z wychowawczynią i dyrektorem przedszkola-
podjęłam ten temat. Jedna z mam również mnie poparła- ona także miała
zastrzeżenia do anglistki.
I co się okazało? Dzisiaj moja mama zaprowadziła moją córkę do przedszkola, a
tam- pani od angielskiego wzięła ją na stronę i zagroziła, że jeśli jej nie
przeproszę publicznie, to wyrzuci moją córkę z przedszkola. Szczerze powiem-
uważam, że nie zrobiłam nic złego, nie wypowiadałam się w złym tonie na jej
temat, a jedynie wyraziłam zaniepokojenie w związku z praktykami w/w. I nie
mam najmniejszej ochoty przepraszać jej za cokolwiek.
Poradźcie mi drogie mamy- co ja mam zrobić? Skulić uszy i przeprosić? Czy też
jest jakieś inne rozwiązanie? Piszę dość chaotycznie, ale jestem naprawdę
zdenerwowana...