jamonka1
24.09.05, 19:30
Witam, właśnie przymierzam się do posłania synka (prawie trzylatka) do
państwowego warszawskiego przedszkola, w którym, o dziwo!, było miejsce w
połowie września. Chodzimy na dni adaptacyjne, panie są w porządku (choć
niemłode). Moje wątpliwości wzbudza fakt, że przedszkole jest biedne,
ubożuchne, ma bardzo mało i to nienowych zabawek, ogródek tez jest kiepsko
zagospodarowany (choc teren jest ogromny).
Poza tym w trzylatkach z zajęć dodatkowych jest tylko rytmika (czyli 15 minut
2 razy w tygodniu), reszta czasu to zabawy, mniej lub bardziej zaaranżowane.
PAnie twierdzą, że na początku roku tak jest, że dzieci muszą się jakoś
zintegrować i ośmielić, a konkretna praca zacznie się od stycznia.
I tu moja wątpliwość - czy moje dziecko nie będzie się tam nudzić? Nie
potrafi się jeszcze bawić z innymi, wręcz wyrywa innym zabawki i sie rzuca na
innych... Więc o wspólnych zabawach tematycznych możemy jeszcze zapomnieć.
Zabawek mało, szybko się znudzą.
Doradźcie proszę bardziej doświadczeni - czy przesadzam i panie sobie poradzą
z wciągnięciem dzieci w zabawę? W ogródku też nie ma się czym bawić, tylko
można się wylatać!
Wiem, że wypełnianie całego dnia zajęciami i wciąż nowe zabawki to nie jest
wyjście, ale tu oferta jest skromniutka.
Dzięki za porady