lolinka2
24.05.06, 14:22
Na początek informacja: nie chcę zeby ten post zabrzmiał jak oskarzenie pod
czyimkolwiek adresem. Celem moim jest opisanie własnego spojrzenia na sprawę
która jest związana z moim dzieckiem i dlatego nie daje mi spokoju. Dlatego
nie ruszam jeszcze zaiteresowanych stron, w obawie ze powiem za duzo itp...
Proszę Was zatem, kochani forumowicze, o pomoc w obiektywnym spojrzeniu na
następujacą kwestię:
Natalka w lutym skończyła 4 lata. Do przedszkola chodzi od wieku niepełnych
dwóch lat (cały czas do 3 latków, ale w różnych przedskzolach, bo się
przeprowadzaliśmy). Po pierwszym semestrze tego roku szkolnego poprosiłam
dyrekcję o przeniesienie jej do grupy czterolatków bo miała problem ze
zintegrowaniem się z maluchami. Była najstarsza, najszybsza, najbystrzejsza
itp i lekko mówiąc stukała jej z tego względu sodówka, a poza tym tam dzieci
bawiły się raczej obok siebie niz ze sobą, natomiast Talka od dawna bawi się Z
innymi dziećmi. Dyrektorka (kochana kobieta) wyraziła zgodę, popierając w
zasadzie moje argumenty, bo obserwacje miała podobne (opiekowała się tą grupą
popołudniami i Natalia na ogół bawiła się z nią, grając w Chińczyka czy
rozwiązując jakieś intelektualne łamigłówki). Natomiast wychowawczyni Talki z
maluchów była mocno przeciw, bo ogólnie ma taką zasadę 'za wszelką cenę
podaruj dziekcu jak najdłuższe dzieciństwo'. My oponowaliśmy i młoda chodzi do
czterolatków. I tu zaczynają się schody.
A mianowicie: nauczycielki są w tej grupie dwie. Jedna - z doświadczeniem
pamietającym czasy potopu, druga młoda. Obie sympatyczne, natomiast moje
prywatne wrażenie jest takie, ze ta młodsza pani uprzedziła się do Talki na
starcie już, przenosząc na nia opinię zasłyszaną od owej trzylatkowej pani. I
tak wg starszej z wychowawczyń Natalia ma świetną pamięć, szybko i chętnie się
uczy, zapamiętuje w mig nowe rzeczy, plastycznie jest cienka ale nas tym
pracują (robiąc ćwiczenia w książce). Opinia drugiej pani: najpowolniejsze
dziecko w grupie, ma problemy ze zrozumieniem poleceń, z pamięcią itp. Tego w
całości dowiedziałam się dziś w gabinecie psychologa.
Co o tym myślę?? Hm.... dziwi mnie taka rozbieżność pogladów. Osobiście znam
swoje dziecko i wiem, ze co jak co, ale o brak bystrości nie ma co ja
oskarżać. Uczy się szybko, wierszyków itp, z nami przygotowuje się do zebrań
religijnych 3 razy w tygodniu zapamiętując odpowiedzi na kilkanaście nie
zawsze prostych pytań biblijnych za każdym razem i udziela się podczas tych
zebrań. Nie sądzę zeby głupiała automatycznie w przedskzolu w obecności tej
jednej pani. A wiem też, że gdy była impreza na dzień babci i dziadka, i
Natalia przygotowując się do części artystycznej w 3-latkach nauczyła się na
pamięć pięciostrofowego wierszyka, to gdy imprezka doszła do skutku a ona była
już w czterolatkach, nie pozwolono jej tego wierszyka powiedzieć. Teraz się
szykuje święto rodziny, role rozdane i jestem na bum cyk cyk pewna że znowu ja
pani postawi na końcu szeregu... A szkoda, bo to nie ja, tylko ONA zwróciła
poprzednio na to uwagę, ze jest jej przykro, a skadinąd ma rację bo tańczyć
umie nieźle i deklamacja też niezgorsza. Czyżby historia miała się
powtórzyć??? Nie rozumie poleceń... uwierzę w to że ich NIE SŁUCHA, ale nie ze
nie rozumie. Poza tym znam dzieci w jej grupie i widziałam je 'w akcji' parę
razy i nie sądzę zeby nie znalazły się tam egzemplarze powolniejsze od mojej
prywatnej córki. Wręcz jestem w stanie nazwać po imieniu co najmniej troje....
Do napisania tego postu zainspirowała mnie rozmowa z psycholog w dniu
dzisiejszym. Wg diagnozy wstępnej moje dziecko jest intelektualnie i
społecznie na poziomie pieciolatka, pozostałe umiejętności na poziomie
adekwatnym do wieku. Z problemów ma ucieczkę w chorobę, co sugeruje jakieś
trudności. To się pojawia głównie w przedszkolu i w kontekście tematów
związanych z przedszkolem. Innych negatywnych objawów typu płacze przy
rozstaniu, niechęć do przedszkola jawna, stany lękowe itp brak. I pytanie
brzmi, co jest tą trudnością?? Niewątpliwie pozbawienie jej palmy
pierwszeństwa którą bezwysiłkowo miała w maluszkach, ale wolałabym zeby jej z
powrotem nie otrzymała.... Kontakty z grupą ma niezłe i kolegów/koleżanki też
ma, w i poza przedszkolem. Z nami kontakty IMHO niezłe (oboje jesteśmy
nauczycielami z wykształcenia, więc raczej potrafimy to oszacować). I tak się
tylko zastanawiam, czy to wyłącznie moje odczucie i przewrazliwienie czy ona
przypadkiem nie jest deprecjonowana przez tę panią która się uprzedziła i
teraz najzwyczajniej niechcący (bo widzę ze jest pełna dobrych chęci) dokonuje
projekcji owego uprzedzenia na dziecko???
Pomózcie mi proszę to ocenić, bo chcę się z tą sprawą uporać przed końcem roku
szkolnego.