zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty...

31.05.06, 22:50
W przedszkolu mojego synka jest chłopiec, który wszystkich bije.
Przdszkolanka nie daje sobie z nim rady, rodzice (uwaga!) nie pozwalają go
karcić ani karać "bo jest taki malutki" - ma prawie 5 lat. Dzieciak jest
rozwydrzony, bo NIKT nie zwraca mu uwagi, kiedy robi coś źle lub bije dzieci
w grupie. Wszyscy czekają, aż stanie się nieszczęście, czy co?! Bo chłopiec
pasjami dusi (sic!) swoich kolegów...

Niedługo będzie w przedszkolu zebranie. Na pewno zostanie poruszony też ten
temat. Ale jeśli nie - jakie argumenty podać, żeby w końcu ktoś
zaczął "socjalizować" tego chłopca; jak wpłynąć na przedszkolanki i jego
rodziców? Czy jest jakaś możliwość usunięcia takiego dziecka z przeddszkola
(prywatne)? Może są jakieś regulaminy, teksty, które powinnam poczytać? Jak
przygotować się do zebrania?
Przecież taka sytuacja wpływa źle nie tylko na tego chłopca, ale też na inne
dzieci w grupie - one np. są karcone za złe zachowanie, a on nie... Sytuacja
jest idiotyczna, temat jest wałkowany w co drugim numerze gazet o dzieciach -
nie sądziłam, że spotkam sie z czymś takim w "realu"! Bo chyba tzw.
wychowanie bezstresowe przestało być już w modzie, nie?

Czy dobrym pomysłem byłoby np. pismo podpisane przez niezadowolonych
rodziców, przekazane kierowniczce przedszkola/opiekunce grupy?

Co myślicie?

Martyna
    • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 02:09
      mtrzaskalska7 napisała:

      > W przedszkolu mojego synka jest chłopiec, który wszystkich bije.
      > Przdszkolanka nie daje sobie z nim rady, rodzice (uwaga!) nie pozwalają go
      > karcić ani karać "bo jest taki malutki" - ma prawie 5 lat.

      Po pierwsze powiedziałbym na zebraniu, że jako rodzic twierdzę, że w
      przedszkolu to nie rodzice decydują o karach i nagrodach dla dzecka, ale
      nauczycielki. Jeżeli rodzice chcą rozpuszczać swoje dziecko, to niech go do
      przedszkola nie posyłają, bo tu dla łobuzów miejsca nie ma.
      Jako ojciec się stanowczo nie zgadzam na bicie mojego dziecka i oczekuję od pań
      bardzo stanowczych reakcji na takie zachowania.

      > Dzieciak jest rozwydrzony, bo NIKT nie zwraca mu uwagi, kiedy robi coś źle
      > lub bije dzieci w grupie.

      Zdumiewa mnie bierna postawa nauczycielek. Nie tylko matka, ojciec, ale
      nauczyciel także (a nawet obcy ludzie) powinni zwracać uwagę, kiedy dziecko
      zachowuje się w sposób społecznie nieakceptowalny.
      Dziecko bijące trzeba w razie potrzeby przytrzymać, unieruchomić, zastosować
      wzmocnienia negatywne, powinna też nastąpić natychmiastowa hiperkorekcja
      zachowania. To wszystko powinna uczynić nauczycielka - nawet wbrew woli
      rodziców.

      > Niedługo będzie w przedszkolu zebranie.

      I bardzo dobrze. Powiedz o tym głośno, Powiedz jasno i wyraźnie, że powinny i
      mają prawo reagować, a jak mamusia rozwydrzonego dzieciaka będzie pisać skargi,
      to reszta rodziców wystąpi w obronie przedszkola i nie pozwoli skrywdzić
      nauczycielki. W przedszkolu, szkole nie ma miejsca na chuligaństwo. Dla mnie
      jest to priorytetowa zasada wychowawcza.

      Sz.
      • mallard Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 08:43
        Pięknie to napisałeś Scher, ale zdaje mi się, że w prywatnym przedszkolu, to
        najmocniejszym argumentem będzie: jeśli państwo nie zabierzecie swojego łobuza
        (strata jednego czesnego), to my, rodzice np. Kasi, Jagody, Kamila i Magdy,
        zabierzemy swoje dzieci (strata czterech czesnych). Rachunek jest oczywisty:
        3 : 1.

        Pozdrawiam.
        • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 09:47
          mallard napisał:

          > (strata jednego czesnego), to my, rodzice np. Kasi, Jagody, Kamila i Magdy,
          > zabierzemy swoje dzieci (strata czterech czesnych).

          Tylko czemu to my akurat mamy zabierać swoje dzieci? Nasze dzieci są do
          przedszkola przyzwyczajone i nie chcemy zmieniać. Niech zmienia łobuz.

          Sz.
          • mallard Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 12:27
            scher napisał:

            > Tylko czemu to my akurat mamy zabierać swoje dzieci? Nasze dzieci są do
            > przedszkola przyzwyczajone i nie chcemy zmieniać. Niech zmienia łobuz.
            >
            > Sz.

            Scher, -to taka zagrywka przecież! Po takim dictum, dyrektorka powinna zrobić
            wzystko, aby problem rozwiązać, a już na pewno nie dopuścić, aby czworo dzieci
            odeszło i jeśli inaczej nie da rady - wywali łobuza. Ot i wszystko.

            Pozdr.
            • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 12:53
              mallard napisał:

              > Scher, -to taka zagrywka przecież!

              Domyślam się, tak tylko marudzę smile

              Sz.
      • magdalena18 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 09:18
        Ale reagować to nie znaczy karać. Panie nie mogą sobie ewidentnie poradzić z
        agresorem. Ja jako rodzic też nie życzyłabym sobie żeby moje dziecko było
        karane. Tyle tylko że należałoby reagować na zachowanie tego dziecka
        zdecydowanie i stanowczo. Chyba że jest to działanie na tle zaburzeń. Wydalenie
        go z przedszkola owszem załatwi wasz problem, ale nie pomoże dziecku czy też
        rodzicom rozwiązać problemu. Zostanie oddalony z etykietką 'niegrzeczny'. Czy
        chciałabyś żeby ktoś postąpił tak w stosunku do Twojego dziecka jeśli wystąpiłby
        taki problem, a nie jest powiedziane że kiedyś nie wystąpi.
        Owszem uważam że należy poruszyć ten problem na zebraniu, jednak domagać się aby
        przedszkole rozwiązało ten problem fachowo, biorąc pod uwagę także dobro tego
        chłopca.
        • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 09:44
          magdalena18 napisała:

          > Ale reagować to nie znaczy karać.

          Reagować to także znaczy karać.
          Widzę, że reprezentujesz lobby rodziców, którzy uważają, że zasada: "żadnych
          kar cielesnych" to za mało. Ty wołasz: "żadnych kar w ogóle!" No pięknie!
          Tylko co wyrośnie z tak wychowywanych dzieci? Nie chcę, żeby twoje dziecko
          spotykało się z moim w jednym przedskzolu. Moje jest chwalone za dobre, karcone
          za złe. I tak ma być. Żadnych nowomodnych absurdów w wychowaniu!

          Kwestią nie jest: "czy karać?" tylko "jak karać?". Nie chodzi o klęczenie na
          grochu, ale o time-out (np. odizolowanie w kącie) już jak najbardziej.

          > Ja jako rodzic też nie życzyłabym sobie żeby moje dziecko było karane.

          To musisz wychowywać swoje dziecko sama w domu, realizując swoje podejrzane
          koncepcje wychowawcze. W przedszkolu jest miejsce na sprawdzoną pedagogikę. Ani
          zbytnia surowość, ani nadmierna pobłażliwość.

          Z dzieci wychowywanych zbyt "nowocześnie" nic dobrego nie wyrasta.

          Sz.
          • magdalena18 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 23:48
            scher napisał:
            > Reagować to także znaczy karać.
            > Widzę, że reprezentujesz lobby rodziców, którzy uważają, że zasada: "żadnych
            > kar cielesnych" to za mało. Ty wołasz: "żadnych kar w ogóle!" No pięknie!

            A według mnie reagować to nie znaczy karać, są też inne sposoby reagowania,
            które dają dziecku do zrozumienia dużo wiecej aniżeli sama kara która jest
            przede wszystkim upokarzająca. Scher ja mam wrażenie że Ty niestety mało widzisz.
            Nie, nie sądzę żeby odizolowanie w kącie było dobrym sposobem na wytłumaczenie
            dziecku że źle zrobił.

            > To musisz wychowywać swoje dziecko sama w domu, realizując swoje podejrzane
            > koncepcje wychowawcze. W przedszkolu jest miejsce na sprawdzoną pedagogikę

            No więc właśnie to robię, wychowuje swoje dzieci w domu i sama się tym zajmuję,
            z mężem, nie oczekuje że przedszkole wychowa moje dzieci. Chociaż wiesz moje
            dzieci chodzą do przedszkola i jakoś nie zauważyłam żeby przejawiały jakieś
            szczególnie niepokojące problemy.
            Co to jest sprawdzona pedagogika. Domyslam sie że istnieje też nie sprawdzona
            pedagogika. Czy mogłabyś coś więcej na ten temat napisać. Czy chodzi Ci może o
            to że taki sposób traktowania dzieci jest sprawdzony w tym kraju i mimo że rodem
            z XIX w. to jest sprawdzony i tylko dlatego należy za nim podążać?

            > Z dzieci wychowywanych zbyt "nowocześnie" nic dobrego nie wyrasta.
            >

            Co to znaczy dzieci wychowane zbyt nowocześnie, czy możesz to jakoś uściślić?
            Skąd wiesz czy z takich dzieci wyrasta - z tego co ja wiem to z dzieci nic nie
            wyrasta, a jeżeli już to z dzieci wyrasta ktoś a nie coś, bo dzieci to nie rzeczy.
            Ja mam takie pytanie skąd pochodzi Twoja wiedza na ten temat?
            • aleksandrynka Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 13.08.06, 17:20
              Nie, nie sądzę żeby odizolowanie w kącie było dobrym sposobem na wytłumaczenie
              > dziecku że źle zrobił.

              to bardzo dobry sposób, ponieważ pokazuje zasadę - źle się zachowujesz, więc
              nie możesz dalej uczestniczyć w tej zabawie. Oczywiście odsyłamy na bok po
              wcześniejszym ostrzeżeniu, a nie "z grubej rury", czy profilaktycznie smile
              Postój/posiedź sam chwilkę, ochłoń, jak się uspokoisz to porozmawiamy.
              Wyjaśnimy sprawę i po wszystkim.
          • mika77771 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.01.07, 14:24
            zgadzam się, jestem nauczycielem wychowania przedskzolnego i myślę że ma Pan
            bardzo słuszny tor rozumowania; podpisuję się pod tym
            • mika77771 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.01.07, 14:27
              podpisuję się pod tym co napisał SHER
              • ib_k Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 12.03.07, 20:02
                Podbijam bo temat ciekawy. Może będzie odskocznią od rekrutacji w przedszkolach warszawskichsmile
        • arwena_11 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 09:57
          A ja sobie poradziłam z takim małym łobuzem. Mój syn od jakiegoś czasu, mówił
          mi że chłopiec X go przezywa, dokucza mu bije. Jakoś tak się zkładało że jak
          odbierałam syna to tego dziecka nie było, zapominałam itd. Ale dwa tygodnie
          temu, spytałam najpierw pani w czym jest problem ?( chłopiec ten jest starszy
          od mojego dziecka i większy ). Dowiedziałam suię że jest to dziecko
          nadpobudliwe i czasami potrzeba jednej osoby żeby patrzyła czy on nie robi
          krzywdy nikomu. Bo to nie był tylko problem mojego syna. NIkt sobie nie radzi z
          nim, były rozmowy z rodzicami itd.
          Ja nie jestem z tych mamuś co położą uszy po sobie. Dorwałam łobuza i mu
          grzecznie powiedziałam, że jak nie przestanie dręczyć mojego dziecka to
          konsekwencje będą mało sympatyczne. Wieczorem tego dnia dowiedziałam sie że X
          uderzył mojego syna w nos. Tego było za wiele. Na drugi dzień jak wpadłam do
          przedszkola i dorwałam gó..arza, mówiąc mu grzecznie ale tak, żeby każdy
          słyszał, że jeżeli jeszcze raz usłyszę że chociaż krzywo się spojżał na syna,
          to mu na środku przedszkola ściągnę majtki i tak przyłożę, że przez tydzień nie
          będzie mógł siedzieć, a jeżeli nie rozumie jak się do niego mówi, to następnym
          razem przyjdzie tata Danielka i też sobie z nim porozmawia ale po męsku, i
          g.... mnie obchodzi reakcja jego rodziców. NMogą mnie pozwać do sądu, ale jak
          oni nie umieją wychować swojego dziecka to ktoś się tym musi zająć. Zaraz po
          wyjściu zadzwniłam do męża żeby go uprzedzić, że może będzie musiał mnie bronić
          przed sądemsmile)). NIe zmartwił sie.

          Efekt tej ostatniej rozmowy, jest taki, że X jest dla syna bardzo grzeczny, a
          jak mnie widzi to z daleka mówi dzień dobry.

          Może tak sie dzieje dlatego że się boi, ale to mnie nie obchodzi. Wolę jak boi
          sie jakiś gó..arz bijący dzieci niż moje dziecko.

          Wiesz co jak nie uda ci sie załatwić sprawy na zebraniu to proponuję rozmowę
          osobistą z małym terrorystą. Pokaż mu że są silniejsi od niego i ktoś moze go
          nauczyć jak sie zachowywać jak rodzice nie umieją. I nie martw się czy to
          wychowawcze. Bo na pewno nie jest wychowawcze żeby jeden mógł bić innych a jemu
          nic nie można zrobić. Jak tak dalej pójdzie, to gó..arz będzie żył w
          przekonaniu że jest świętą krową, i jak będzie starszy to dopiero będą kłopoty.
          Ja mimo wszystko wolę, żeby moje dziecko było bezpieczne i miało spokój
          wewnętrzny, że nikt mu w przedszkolu krzywdy nie zrobi, niż zdrowie psychiczne
          i wychowanie bezstresowe małego bandyty.
          • magdalena18 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 23:52
            A jeśli któremuś z rodziców nie spodoba się zachowanie Twojego dziecka, to też
            będziesz uważała za stosowne, żeby ten rodzic załtwił tę sprawę z Twoim
            dzieckiem sam, bez Twojego udziału.
            Jesteś pewna że Twoje zachowanie jest również dobrą lekcją dla Twojego syna?
            • arwena_11 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 08:05
              Wiesz, ja reaguję na każde zwrócenie uwagi, jeśli chodzi o zachowanie mojego
              syna. A na szczęście nie ma tego za dużo. Tu mimo rozmów dyrekcji z rodzicami,
              brak było efektów. To nie był tylko problem mojego dziecka. A ja nie chcę żeby
              mój syn na wyjście do przedszkola ( które uwielbia ) reagował bólem brzucha, bo
              jakiś gó..arz większy od niego i starszy będzie mu dokuczał bił go czy
              przezywał. Jeżeli byłoby to dziecko zbliżone posturą do syna to zostawiłabym
              sprawę własnemu biegowi, zeby chłopcy załatwili to między sobą. Ale w tym
              wypadku nie było na to szansy.
              Jak na razie nie było interwencji rodiców X,
              A jeśli chodzi ci o to, że ktoś mógłby sam załatwiać sprawę z moim synem, no
              cóż jeśli ja bym nie potrafiła nauczyć go zasad dobrego zachowania, to może
              udałoby sie komuś innemu. Na szczęście ten problem nie dotyczy mojego dziecka,
              bo jak coś zbroi to panie potrafią sobie poradzić. Potrafi zrozumieć że źle się
              zachował, musi ponieść karę i będzie się starał wiecej tego nie zrobić.
              W wypadku X, zadne argumenty Pań nie skutkowały ( a jeźeli skutkują do innych
              dzieci to znaczy że z tym jednym jest coś nie tak )
              • magdalena18 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 21:40
                Tak, tylko że jeśli z nim jest coś nie tak, to ignorowanie problemu sprawi że
                tak naprawdę dzieciak nie ze swojej winy będzie się czuł gorszy, bo dzieci z
                którymi coś jest nie tak nie nauczą sie funkcjonować w społeczeństwie pobierając
                lekcję taką jak dzieci z którymi wszystko jest'tak'. Dlatego może czasami lepiej
                jest najpierw spróbować bynajmniej komuś - nauczycielom, rodzicom zasugerować
                konsultację ze specjalist`ą, który pomoże ocenić czy to panie w przedszkolu nie
                radzą sobie z dzieckiem dlatego że wymaga on specjalnego podejścia, czy też
                dlatego z innego powodu.
          • pysiaaa1 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.10.06, 13:52
            no coz arweno- moje dziecko jest z reguły grzeczne ale miewa złe dni jak każdy-
            i gdybys wyskoczyla z takim popisem do mojego syna to obawiam sie ze mialabys
            nie male klopoty- nie masz zadnego prawa tak zwracac sie co cudzych dzieci
            mozesz zwrocic uwage conajwyzej. twoje zachowanie to najgorszy przyklad dla
            twojego dziecka- niepopisalas sie zrobilas dokladnie to co ci przeszkadza w tym
            dziecku- pokazalas agresje.
            • arwena_11 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.10.06, 19:00
              Wiesz co jest różnica pomiędzy dniami gorszymi, a zachowaniem agresywnym cały
              czas. Skoro nauczycielki twierdzą, że w 80% czasu potrzebna byłaby dodatkowa
              opiekunka dla tego dziecka ( żeby patrzyła tylko na niego i nie dawała mu
              szansy na zrobienie krzywdy innym ), to z dzieckiem jest coś nie tak.
              A ja mam prawo żądać, aby moje dziecko było bezpieczne w przedszkolu czy
              szkole. Żeby rodzice delikwenta reagowali na skargi wychowawczyń i innych
              rodziców, a nie twierdzić, że sie nic nie stało przecież, więc o co nam chodzi.
              No pewnie synuś nikogo trwale nie uszkodził, nie zabił, nikt nie wylądował w
              szpitalu. A to że dzieci mają siniaki, ślady ugryzień i są przezywane to jest
              nic.
              Ja nie po to daję dziecko do prywatnego przedszkola, żeby mieć spokój i
              zadowolone dziecko. No i żeby mieć możliwość wypowiedzenia się jak mi coś nie
              odpowiada.
              Personel z normalnymi dziećmi radzi sobie super. Są różne spięcia, jak to wśród
              dzieci. ALe nie może jedno dziecko terroryzować przedszkola.

              A tak na marginesie, po rozmowie z dzieciakiem, omijał mojego syna szerokim
              łukiem. Bi inne dzieci i zaczepiał, a mojego nie. I niech mi ktoś powie, że
              taki dzieciak nie rozumie co sie do niego mówi. Rozumie, tylko jak nie czuje
              przysłowiowego "bata" nad głową to robi co chce. Rodzice nie zgłosili
              zastrzeżeń, więc wnioskuję, że albo synek sie nie pochwalił, albo nie mięli nic
              do powiedzenia.
              Są różne dzieci, ale trzeba je uczyć zachowania nagradzać i karać kiedy trzeba.
              A nie iść na żywioł i wychowanie bezstresowe.
              Rodzice jak nie chcą, żeby inni zaczęli wychowywać ich dziecko muszą sami sie
              za to zabrać. Nie mogą oczekiwać, że każdy wybryk ich latorośli będzie z
              entuzjazmem przyjmowany przez otoczenie, bo sie rozczarują.
        • pysiaaa1 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.10.06, 13:41
          zgadzam sie w 100%- nie wydalac bo to nie rozwiazuje sprawy- z dzieckiem
          powinien psycholog popracowac i nauczycielki. w dobrym przedszkolu taki
          psycholog pewnie jest i od tego powinno sie zaczac- wezwac rodzicow do
          psychologa by im uswiadomic ze szkoda dzieje ze glownie ich dziecku ktore
          zostaje bez kolegów- bo grupa go w koncu wyeliminuje.
    • mamamaminsynka Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 10:08
      Myśmy tez mieli podobny problem ale lepszą reakcję przedszkola. W grupie mojego
      synka była dziewczynka która nie dość że biła dzieci to jeszcze zdażało się jej
      je podduszać. Pani dyrektor przedszkola / prywatne jest zarazem jego
      właścicielką / dała rodzicom małej terrorystki miesiąc na zabranie dziecka
      gdzie inndziej i po kłopocie.
      • lena99 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 10:46
        Tak czytam Wasze wypowiedzi i jestem przerażona. Rozumiem, że każdy myśli o
        własnym dziecku, ale przecież to drugie, ten "agresor" to też dziecko i w
        dodatku małe! A tu propozycja postraszenia dziecka albo ultimatum dla
        przedszkola - albo my albo ono!
        Usunięcie "wściekłego" dziecka z przedszkola to nie rozwiązanie problemu, ale
        przeniesienie gdzieś indziej (dodatkowo przyczepiając dziecku etykietkę
        rozrabiaki). I wcale nie jest <po kłopocie> jak pisze mamamaminsynka, kłopot
        dopiero będzie, gdy dziecko pójdzie do szkoły.

        Do autorki postu:IMHO problem leży w tym przypadku w braku reakcji ze strony
        przedszkolanek. Jeśli rodzice chłopca nie życzą sobie stosowania kar, to może
        warto byłoby z nimi przedyskutowac jakie metody mogą zaakceptować, żeby zmienić
        postępowanie dziecka. Jeśli rzeczywiście żadna metoda im sie nie spodoba - no
        cóż wtedy faktycznie trzeba by pomysleć o rozstaniu z tym przedszkolem. Ale to
        powinno wyjść od przedszkolanek czy właścicielki. Rodzice i dziecko powinni
        zaakceptować metody wychowawcze stosowane w danym przedszkolu. Nie może być
        tak, że przedszkolanki umywają ręce. Jest dużo metod, nie musi to być wcale
        stanie w kącie. I masz rację, że taki brak reakcji jest niedopuszczalny! Ja
        porozmawiałabym przede wszystkim z właścielką i paniami i spróbowała
        wyegzekwować podjęcie stanowczych kroków. Wydaje mi się że to dobry pomysł z
        tym listem podpisanym przez rodziców, tylko dobrze przemyśl, czego oczekujecie -
        czy pracy nad poprawą zachowania czy wyrzucenia z przedszkola.
        Pozdrawiam
        • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 11:25
          lena99 napisała:

          > Usunięcie "wściekłego" dziecka z przedszkola to nie rozwiązanie problemu, ale
          > przeniesienie gdzieś indziej

          Z pewnością pracujesz w przedszkolu, bo to jest retoryka lansowana na
          spotkaniach metodycznych dla nauczycieli.

          > I wcale nie jest <po kłopocie> jak pisze mamamaminsynka, kłopot
          > dopiero będzie, gdy dziecko pójdzie do szkoły.

          Uważam ten pogląd za oparty na fałszywych założeniach.
          Zakładasz, moim zdaniem w sposób nieuzasadniony, że cała ta sytuacja, pewnych
          negatywnych konsekwencji, nijak pozytywnie nie wpłynie na zachowanie dziecka.
          Ja sądzę, że dziecko musi poznać granice, musi kiedyś otrzymać komunikat, że
          albo się dostosuje do pewnych nienaruszalnych reguł, albo nastąpią
          konsekwencje. Przedstawianie dziecku konsekwencji złego zachowania ma to do
          siebie, że nie może się to odbywać wiecznie w sferze werbalnej, kiedyś w końcu
          trzeba je wyciągnąć.

          - Nie możesz już chodzić do tego przedszkola. Musisz pójść do innego.
          - Dlaczego?
          - Bo biłeś inne dzieci i _nie_chciałeś_ zmienić swojego zachowania. Wobec tego
          rodzice tych dzieci powiedzieli, że nie chcą takiego kolegi dla swoich dzieci.
          Prawdziwy kolega nie bije innych. Zapiszę cię do innego przedszkola, ale tam
          już musisz się zmienić, musisz się tak zachowywać, żeby inne dzieci chciały się
          z tobą bawić i żeby się nie skarżyły, że robisz im krzywdę. W tym przedszkolu
          swoją szansę już straciłeś, ale jak poprawisz swoje zachowanie, to wszystko
          będzie dobrze i nowi koledzy cię na pewno polubią. Jesteś chłopcem, który da
          się lubić, ale nigdy nie wolno ci bić innych dzieci.

          Takie twarde postawienie sprawy i twarde egzekwowanie zasady, że innych się nie
          bije, ma właśnie większe szanse powodzenia w nowej placówce, w nowej dla
          dziecka sytuacji, w nowym układzie, w nowych relacjach, zaczynając od nowa, z
          czystą kartą. Tam, gdzie dziecko już zafunkcjonowało w sposób patologiczny,
          jest dużo trudniej pracować nad zmianą jego szkodliwych nawyków.

          W nowej placówce od razu można dziecku założyć jawną dla niego kartę
          obserwacji, choćby opartą na systemie chmurkowo-słoneczkowym, przewidzieć
          określone nagrody i określone konsekwencje. Po prostu rzetelnie wziąć się za
          dzieciaka konsekwentnie dążyć do zmiany niepożądanych zachowań.

          Na początek zaczyna się nawet od obserwacji pięciominutowych:
          - Teraz popatrz, włączam stoper na pięć minut. Jak przez te pięć minut uda ci
          się nie uderzyć żadnego dziecka, uda ci się rozmawiać słowami, nie rękami,
          to... [tu ustalona nagroda]. Potem stopniowo przedłużamy okresy próby i stopnio
          wycofujemy wzmocnienia.

          Kiedy zdecydowanie zacznie się w nowej placówce z tym dzieckiem pracować,
          chłopiec ma duże szanse i - przeciwnie niż zakładasz - w momencie pójścia do
          szkoły może to być zupełnie nie to samo dziecko.

          > Do autorki postu:IMHO problem leży w tym przypadku w braku reakcji ze strony
          > przedszkolanek.

          Tu się w pełni zgadzam.

          > Jeśli rodzice chłopca nie życzą sobie stosowania kar

          Jeżeli wg wiedzy fachowej nauczyciela zastosowanie kary jest niezbędne, rodzice
          nie mogą "nie życzyć sobie". Chcą wychowywać całkiem po swojemu, to niech to
          robią sami w domu. Przedszkole jest miejscem publicznym, to jest przestrzeń,
          gdzie to, co prywatne, spotyka się z tym, co publiczne. Partykularne interesy
          dziecka i jego rodziców spotykają się w tej przestrzeni z interesem społecznym
          i nie mogą wejść z nim w wyraźny konflikt.

          > Rodzice i dziecko powinni zaakceptować metody wychowawcze stosowane w danym
          > przedszkolu.

          No sama piszesz.
          Oczywiście muszą to być metody fachowe, ale kar nie można z góry wykluczać z
          dostępnych paniom metod oddziaływania wychowawczego.

          > Jest dużo metod, nie musi to być wcale stanie w kącie.

          A jakie metody jeszcze proponujesz?

          Sz.
          • lena99 do Scher 01.06.06, 12:30
            scher napisał:

            > Zakładasz, moim zdaniem w sposób nieuzasadniony, że cała ta sytuacja, pewnych
            > negatywnych konsekwencji, nijak pozytywnie nie wpłynie na zachowanie dziecka.

            Tak zakładam. Oczywiście gdyby usunięcie dziecka było konsekwencją jego
            postępowania, gdyby została przeprowadzona taka logiczna rozmowa, jak
            napisałeś - miałbyś rację - ta sytuacja mogłaby w pozytywny sposób wpłynąć na
            dziecko.
            Jednak zauważ, że w tej konkretnej sytuacji gdy rodzice dziecka nie widzą
            problemu w jego zachowaniu, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że będą oni
            chcieli i potrafili w taki właśnie sposób uzasadnić zmianę przedszkola.
            Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że powiedzą "synku, znaleźliśmy dla
            ciebie inne przedszkole, bo w starym dzieci cię nie lubiły/panie nie były dla
            ciebie miłe/lub coś jeszcze innego. Dziecko nie wyniesie z tej lekcji żadnego
            sygnału, że to jego zachowanie miało wpływ na zmianę.

            > W nowej placówce od razu można dziecku założyć jawną dla niego kartę
            > obserwacji, choćby opartą na systemie chmurkowo-słoneczkowym, przewidzieć
            > określone nagrody i określone konsekwencje. Po prostu rzetelnie wziąć się za
            > dzieciaka konsekwentnie dążyć do zmiany niepożądanych zachowań.

            Optymistycznie zakładasz, że rodzice poinformują o przyczynie zmiany
            przedszkola. IMO jeśli teraz nie widzą problemu, to i w nowym miejscu będą
            czekać i obserwować raczej jak się sytuacja rozwinie, licząc że zachowanie
            dziecka poprawi się samo(!) lub panie i rodzice nie będą robić z tego takiego
            problemu jak w starym przedszkolu.

            > Kiedy zdecydowanie zacznie się w nowej placówce z tym dzieckiem pracować,
            > chłopiec ma duże szanse i - przeciwnie niż zakładasz - w momencie pójścia do
            > szkoły może to być zupełnie nie to samo dziecko.

            Tak, pod warunkiem, jak sam piszesz, że zacznie się z dzieckiem pracować.

            > Jeżeli wg wiedzy fachowej nauczyciela zastosowanie kary jest niezbędne,
            rodzice
            > > nie mogą "nie życzyć sobie".

            No właśnie to napisałam, choć innymi słowami.

            Oczywiście muszą to być metody fachowe, ale kar nie można z góry wykluczać z
            > dostępnych paniom metod oddziaływania wychowawczego.

            Ja akurat nie popieram kar i mogę zrozumieć, że jakiemuś rodzicowi nie podobają
            się kary. Ale trzeba wypracowac inną metodę akceptowaną przez rodziców i
            przedszkolanki.

            >
            > A jakie metody jeszcze proponujesz?

            Choćby metodę naturalnych konsekwencji. Lub stosowaną w naszym przedszkolu
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=41803819&a=41839970
            Bardzo fajnie opisałeś, jak "okiełznać" takie dziecko, nie rozumiem tylko
            jednego - dlaczego nie można tego wszystkiego przeprowadzić w tym przedszkolu?
            Zakładasz, że paniom przedszkolankom w innym będzie się chciało wziąć do pracy?
            Może lepiej spróbować przekonać obecne panie, żeby zajęły się tym problemem na
            poważnie.

            Pzdr.

            PS.Nie pracuję i nigdy nie pracowałam ani w szkole ani w przedszkolusmile
            • scher Re: do Scher 01.06.06, 13:05
              lena99 napisała:

              > Jednak zauważ, że w tej konkretnej sytuacji gdy rodzice dziecka nie widzą
              > problemu w jego zachowaniu, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że będą oni
              > chcieli i potrafili w taki właśnie sposób uzasadnić zmianę przedszkola.

              Zgoda smile

              > Optymistycznie zakładasz, że rodzice poinformują o przyczynie zmiany
              > przedszkola. IMO jeśli teraz nie widzą problemu, to i w nowym miejscu będą
              > czekać i obserwować raczej jak się sytuacja rozwinie, licząc że zachowanie
              > dziecka poprawi się samo(!) lub panie i rodzice nie będą robić z tego takiego
              > problemu jak w starym przedszkolu.

              Zgoda smile

              > Ja akurat nie popieram kar i mogę zrozumieć, że jakiemuś rodzicowi nie
              > podobają się kary. Ale trzeba wypracowac inną metodę akceptowaną przez
              > rodziców i przedszkolanki.

              A co rozumiesz przez "kary"? Dla mnie naturalne konsekwencje to też kary.

              > Choćby metodę naturalnych konsekwencji. Lub stosowaną w naszym przedszkolu
              > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=41803819&a=41839970

              Bardzo mi się podoba ten sposób.

              > Bardzo fajnie opisałeś, jak "okiełznać" takie dziecko, nie rozumiem tylko
              > jednego - dlaczego nie można tego wszystkiego przeprowadzić w tym
              > przedszkolu?

              Tylko jak przekonać do tego panie, które jak widać z opisu, nie bardzo się
              kwapią do działania?

              Sz.

              > PS.Nie pracuję i nigdy nie pracowałam ani w szkole ani w przedszkolusmile

              smile
              • lena99 Re: do Scher 01.06.06, 13:32
                scher napisał:

                > A co rozumiesz przez "kary"? Dla mnie naturalne konsekwencje to też kary.

                Dla mnie naturalne konsekwencje wypływają z zachowania dziecka, natomiast kary
                nie mają z tym zachowaniem związku. Np. upraszczając: podczas spaceru dziecko
                wchodzi w kałużę i moczy buty. Nat. konsekwencja to powrót do domu i koniec
                spaceru. Dziecko rozumie, że gdyby nie pomoczyło butów wchodząc w największą
                kałużę na chodniku, spacer by się nie skończył.
                Kara natomiast, to słowa typu "nie słuchałeś mamy, masz mokre buty, za karę nie
                będziesz oglądał dobranocki". Gdy przychodzi pora bajki i nie pozwalamy mu jej
                oglądać, dziecko sie buntuje, bo nie jest w stanie pojąć, że to ma związek z
                kałużą w którą wszedł kilka godzin temu.


                > Tylko jak przekonać do tego panie, które jak widać z opisu, nie bardzo się
                > kwapią do działania?

                Z tym może być problem. Może faktycznie warto zebrać grupę rodziców
                i "zaszantażować' właścicielkę, że jeżeli nic się nie zmieni w postępowaniu
                przedszkolanek, to rodzice ci wypiszą dzieci. Nie wiadomo, czy to podziała, bo
                w naszym mieście np. jest deficyt miejsc w przedszkolach i taki tekst nie
                zrobiłby wrażenia.
                Może porozmawiać z paniami czy znają różne sposoby wpływania na zachowanie.
                Może nie potrafią wymyslic same, jakie metody stosować? Można by podsunąć kilka
                (choćby z tego wątku).
                Mnie się jednak wydaje, że największy problem jest w tym, żeby paniom chciało
                sie chcieć -smile A to już sprawa właściciela przedszkola. Z nim też trzeba by
                koniecznie porozmawiać, żeby wpłynął na kadrę.
                Niełatwa batalia czeka autorkę...

                Pzdr.
                • scher Re: do Scher 01.06.06, 13:37
                  lena99 napisała:

                  > Dla mnie naturalne konsekwencje wypływają z zachowania dziecka, natomiast
                  > kary nie mają z tym zachowaniem związku. Np. upraszczając: podczas spaceru
                  > dziecko wchodzi w kałużę i moczy buty. Nat. konsekwencja to powrót do domu
                  > i koniec spaceru.

                  Ale jak powiem: "Przemoczyłeś buty, ZA KARĘ wracamy do domu", to nie jestem
                  pedagogicznym dnem? wink

                  > Niełatwa batalia czeka autorkę...

                  Ano właśnie.

                  Sz.
                  • lena99 Re: do Scher 01.06.06, 13:42
                    scher napisał:

                    > Ale jak powiem: "Przemoczyłeś buty, ZA KARĘ wracamy do domu", to nie jestem
                    > pedagogicznym dnem? wink


                    Oj nie wiem, nie wiem, nie jestem niestety jakimś guru wychowawczym.

                    Ja w każdym razie staram się nie używać słowa kara, bo mojemu dziecku jakoś źle
                    sie kojarzybig_grinDD

                    > > Niełatwa batalia czeka autorkę...
                    >
                    > Ano właśnie.

                    Trzymam kciuki!

                    pzdr.
                    • scher Re: do Scher 01.06.06, 14:01
                      lena99 napisała:

                      > Oj nie wiem, nie wiem, nie jestem niestety jakimś guru wychowawczym.

                      Ale miło się klikało. Pozdrawiam smile

                      Sz.
                      • lena99 Re: do Scher 01.06.06, 14:04
                        scher napisał:
                        >
                        > Ale miło się klikało. Pozdrawiam smile

                        I wzajemniesmile))
          • chwilka9 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 14:52
            Miałam problem z moim synem. Na pewno mówienie mu że ma się powstrzymać nic nie
            pomoże. Zrozumcie że jesli dziecko bije tzn. że ma jakiś emocjonalny problem.
            Tu ważna jest rola rodzica i współpraca rodzica z przedszkolem. Moje dziecko
            nie potrafiło czasami zapanować nad emocjami i krzyki czy kary nic nie dawały
            bo tym bardziej zamykał się w sobie. Jako 4,5 latek powiedział mi:"mamo, pomóż
            mi odzwyczaic się od bicia, bo ja sam nie potrafię..." do dziś mam łzy w oczach
            jak sobie przypominam. Problem rozwiązałam chociaż trwało to kilka miesięcy.
            • agawamala Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 15:08
              A co byś zrobiła, gdyby któregoś dnia Twój 5 latek został pobity przez inne
              dziecko nie radzące sobie z emocjami, albo w drastyczniejszej sytuacji
              otrzymałabyś telefon, że jedzie karetką do szpitala?
              W przedszkolu dowiedziałabyś się, że Twój synek dusił, kopał, bił kolegę, w
              końcu kolega ( samoistnie lub podjudzony przez rodziców)wymierzył sprawiedliwoś.
              Jakbyś się czuła, gdyby Twoje dziecko trwale uszkodziło kolegę? Czy
              potrafiłabyś spojrzeć w oczy jemu? Jego rodzicom?
              Bądź uczciwa i odpowiedz na mój post.
              • brucha Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 20:54
                agawamala napisała:

                > A co byś zrobiła, gdyby któregoś dnia Twój 5 latek został pobity przez inne
                > dziecko nie radzące sobie z emocjami, albo w drastyczniejszej sytuacji
                > otrzymałabyś telefon, że jedzie karetką do szpitala?
                > W przedszkolu dowiedziałabyś się, że Twój synek dusił, kopał, bił kolegę,

                najpierw spytałabym gdzie były w tym czasie opiekunki. nasz przedszkolny
                agresor nie ma szans na potraktowanie kolegi w sposób jaki opisujesz. na każdą
                próbę agresji pozostałe dzieciaki reagują stosownie głośnym poinformowaniem
                wszystkich w okolicy. i nawet jeśli dzieciak zdąży uderzyć, to nie ma szans na
                uderzenie ponowne. dzieci wiedzą, że wszelkie zachowania agresywne nie są
                akceptowane i należy o nich powiadomic dorosłych. przy czym dotyczy to
                wszystkich bijących, nie tylko tego jednego uznanego za agresywnego. niestety
                dziecieki biora pod lupę tylko tego jednego, często przymykaja oko na
                agresję 'normalnych'.
                jeśli rzeczywiście wśród 4-5 latków dochodzi do takich scen, to jakość opieki w
                przedszkolu jest dla mnie mocno watpliwa.

                w
                > końcu kolega ( samoistnie lub podjudzony przez rodziców)wymierzył
                sprawiedliwoś

                wiesz, chciałabym, żeby moje dziecko samodzielnie wymierzyło sprawiedliwość.
                tacy mali agresorzy na ogół nie zaczepiaą dzieci, które same sobie radzą.


                > Jakbyś się czuła, gdyby Twoje dziecko trwale uszkodziło kolegę? Czy
                > potrafiłabyś spojrzeć w oczy jemu? Jego rodzicom?
                > Bądź uczciwa i odpowiedz na mój post.


                Pytanie poniżej pasa - każdy normalny rodzic (niezależnie od stopnia
                emocjonaności u dziecka, które spowodowało wypadek) czułby się gorzej niż
                beznadziejnie i nikomu tego nie życzę.

                Czy czułabyś się lepiej, gdyby to wszystko co opisujesz powyżej spowodowło
                dziecko uznane powszechnie za nieagresyne, bo akurat nie zapanowało nad sobą,
                miało gorszy dzień itd?
                • agawamala Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 07:45
                  Mam dwoje nastolatków, tym nie mniej nie mam jeszcze takiej sklerozy, aby nie
                  pamiętać wydarzeń sprzed 10 czy 12 lat. I wiesz jakoś się nie zdarzyło, aby
                  moje dzieci dlatego, że miały gorszy dzień ( a miewały) nie panowały nad swoimi
                  emocjami i tłukły albo siebie wzajemnie albo kolegów!!!
                  Co więcej - nie robiły tego żadne ze znanych mi NORMALNYCH I NORMALNIE
                  WYCHOWYWANYCH dzieci.
                  Grupa przedszkolna liczy - nie pamiętam 10-15 sztuk ( może 20-25) , ale
                  przyjmijmy optymistyczny wariant 10. Nauczycielka jest jedna. Nie jest wstanie
                  zapanować nad wszystkimi . Bądźmy realistami i nie wymagajmy rzeczy
                  niemozliwych.
                  Moim zdaniem wina lezy w domu. Dzieci nie są wychowywane, rozuszcza się je,
                  uważa za normalne, że przyleją- najpierw koledze w piaskownicy, potem w
                  przedszkolu, później w szkole.
                  Czemu się więc dziwicie, że wyrasta pokolenie agresorów, chuliganów, osobników
                  wynaturzonych?
                  Dlaczego 25 latek ma panowac nad swoimi emocjami, skoro pozwala się 5 latkowi?
                  Złe emocje nie biorą się z nieba. Prawdopodobnie na co dzień - w domu, w
                  przedszkolu, potem w szkole spotyka się z agresją- słowną i siłową.
                • swinka_morska Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 18.08.06, 14:59
                  > najpierw spytałabym gdzie były w tym czasie opiekunki.

                  a ja sie w takim razie zapytam: czy uwazasz, ze opikunka (jeda na grupe)
                  zdazyla by w jakikolwiek sposob zareagowac w sutuacji, gdy np ktos kogos uderzy
                  klockiem w oko, wyleje kubek cieplej herbaty lub np na spacerze specjalnie
                  podstawi noge? uwazasz, ze zdazy zlapac za reke?
            • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 15:21
              chwilka9 napisała:

              > Moje dziecko nie potrafiło czasami zapanować nad emocjami i krzyki czy kary
              > nic nie dawały bo tym bardziej zamykał się w sobie.

              Trzeba dziecko uczyć (i wymagać), żeby emocje wyrażało słowami, kredkami, nie
              rękami. W trudnych przypadkach przejściowo dopuszczam wrzask, machanie rękami,
              wściekłe tupanie, ale NIE bicie innych dzieci.

              Sz.
              • brucha Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 20:59
                słusznie prawisz, że trzeba dziecko uczyć i wymagać. chwilka9 pisze przecież,
                że odzwyczajenie dziecka od takich a nie innych zachowań wymagało współpracy
                rodziców i przedszkola, trwało długo, i pewnie sporo ją kosztowało (co doceni
                chyba tylko ten, kto przerobił podobną sytuację na sobie).
    • brucha Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 13:47
      u nas (państwowe przedszkole) też mamy małego agresora, też ma 5 lat.
      tylko temu agresorowi nie bardzo udali się rodzice, wszystko wskazuje na to, że
      agresję wynosi z domu. rozmowa z jego rodzicami nic nie daje.
      ale Wychowawczyniom się chce, po prostu chce się pokojowo rozwiazać tę
      sytuację. jak tylko okazało się, że jest agresywny dzieciak, dyrekcja
      przedszkola poprosiła innych rodziców o cierpliwośc i danie szansy małemu.
      I właśnie za taka postawe jest to dla mnie przedszkole 'the best'.

      Panie naprawdę starają się przystosować tego chłopczyka, zaprzęgnęły do
      współpracy psychologa (psycholog w państwowym przedszkolu jest luksusem, trzeba
      się mocno postarać zeby był), powoli widać efekty, przedszkole jakos panuje nad
      ta sytuacją.
      ale bywają też i wpadki. dzieci jest 27, pani jedna, czasami 2, trudno
      upilnować. ale nie są to juz pobicia, bardziej zaczepki, popchnięcie itd. i
      podobno mały wie, że źle robi, potem przeprasza, tylko podobno tak ma, że nie
      przejdzie obok, żeby nie nabroić. w grupie fnkcjonuje system tzw konsekwencji
      za czyny, na ogół jak narozrabasz - jestes na jakiś czas odizolowany od grupy i
      zabawek.

      jest też coś co próbował uzmysłowić rodzicom psycholog - ten mały agresor ma
      juz łatkę 'bije', został czarną owcą i cokolwiek by się nie działo na 99% wina
      spadnie na niego. z obsewacji wynika, że bardzo często inne dzieci zachowują
      się dużo gorzej niz ten agresor i rekcji samych dzieci nie ma albo jest
      niewspółmiernie inna niż gdyby to zrobił tenże jeden wybrany osobnik, np
      kolega 'A' kopnie i kopniety nie zareaguje, a dla odmiany kolega 'czarna owca'
      zabierze kredkę i jest afera bo 'znowu nabroił..'. Dzieci w pewnym momencie
      widzą tylko to zło które zrobił ten jeden...
      I jak zaczęłam drążyć temat z moim przedszkolakiem, który w opowieściach też
      był ciągle bity przez tego jednego jedynego, okazało się, że wywód psychologa
      wcale nie był bezpodstawny.

      Więc drodzy rodzice zanim 'odstrzelicie' takiego agresora zastanówcie się nad
      własnymi dziećmi też.

      U nas też pojawiają się rodzice sugerujący usunięcie agresora z przedszkola -
      bo to rozwiąże problem. no cóż, mają prawo bać się o swoje pociechy, ale maja
      też prawo zabrać swoje pociechy do innego przedszkola skoro obecne im nie
      odpowiada.
      • scher Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 14:00
        brucha napisała:

        > mają prawo bać się o swoje pociechy, ale maja też prawo zabrać swoje pociechy
        > do innego przedszkola skoro obecne im nie odpowiada.

        Cały post przeczytałem z zainteresowaniem, ale to sformułowanie budzi mój
        stanowczy sprzeciw. To nie ofiara ma uciekać przed agresorem, jest to
        niesłuszne i niesprawiedliwe.

        Sz.
        • brucha Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 20:16
          zgadzam się, że to nie ofiara a agresor ma ponosić konsekwencje.
          spiesząc się zrobiłam duży skrót myślowy.

          w ogóle autorka wątku prosiła o poradę a ja wskoczyłam z czymś co pewnie
          kwalifikuje się na inny wątek.

          opisując 'mój' przedszkolny przypadek chciałam pokazać, że przedszkole może
          próbować sobie radzić nawet jeśli rodzice agresora nie współpracują, trzeba
          tylko chcieć. pytanie co jest warte przedszkole, któremu się nie chce...

          pisząc post miałam na myśli niektórych rodziców z 'naszego' przedszkola,
          którzy, jeśli metody przedszkola im nie odpowiadają, mają prawo przenieść swoje
          dziecko gdziekolwiek indziej, gdzie nie ma agresywnych dzieci, ale i gdzie
          pewnie nie ma wychowawczyń, które starają się problemy rozwiązywać a nie
          przenosić w inne miejsce.

          • agawamala Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 07:50
            Jesteśmy w domu. Rozumiem już dlaczego mamy uciekać przed chuliganami,
            dlaczego "kibice" demolują wszystko co spotkają na drodze.
            Przecież to nie kto inny tylko przedszkolni agresorzy po kilku latach.
            Są starsi- więc skala agresji się zmienia.
            Dziś łopatką w głowę - jutro też w głowę tylko kijem bejsbolowym.
            Dziś pobije się z kolegą -jjutro skatuje przypadkowego przechodnia.
            Dziś poddusi przedszkolaka ( bo nie dal zabawki)- jutro udusi babcie, bo nie
            dała renty.
            • brucha Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 23:17
              chyba się nie zrozumiałyśmy....
              oczywiste jest, że wszelką agresję należy zdusić w zarodku. nie wolno
              usprawiedliwiać agresji niczym, tym, że dziecko jest zabrzone emocjonalnie, czy
              też ma jakiekolwiek inne deficyty również. mam na myśli agresję fizyczną i
              słowną. i tu się chyba zgadzamy.
              problemem jest chyba sam sposób duszenia tej agresji. zwolennicy przeniesienia
              agresora do innego przedszkola załatwiają sprawę bezpieczeństwa własnych dzieci
              (i jak najbardziej to rozumiem). ale agresor ciągle pozostaje agresorem, tylko
              pewnie bardziej sfrustrowanym. a potem, jak pisałaś, może zostanie 'kibicem'
              albo udusi babcię.

              cały czas odnoszę się do przypadku z naszego przedszkola, bo taki znam, i tylko
              taki ośmielę się komentować. przedszkole podjęło trud duszenia agresji w
              cywilizowany sposób i powoli widać pozytywne efekty a mimo to pojawiają się
              głosy, że może by tak sprawę uprościć, czyli wykopać dzieciaka z przedszkola,
              to ja takiej postawy nie akceptuję.
              przypominam, mówimy tu o 4-5 latkach. jeśli nie pomoże im się teraz to kiedy?
              nie mamy obowiązku i nie musimy wychowywać cudzych dzieci. ale jeśli już ktoś
              podjął się tego, to postarajmy się nie przeszkadzać jeśli nie chcemy pomóc..
              • magdalena18 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 02.06.06, 23:40
                Tak właśnie. Jesli nawet uda się zdusić taką agresję w dziecku, a nie dotrze sie
                do jej podłoża to niestety ona i tak prędzej czy później da o sobie znać w
                postaci agresywnego pseudokibica, seryjnego mordercy czy też innego groźnego
                zachowania. Byc może przyczyniamy sie sami do tego że później takie zachowania
                obserwujemy u ludzi właśnie w momencie karania dziecka za coś co jest poza jego
                możliwościami.
    • lena99 i jeszcze jedno mi sie przypomniało 01.06.06, 14:11
      Czy jest u Was rada rodziców? Jesli tak to warto zainteresować ją tym
      problemem. Jesli nie ma, to może czas założyć?
      • tea_time_5pm Re: i jeszcze jedno mi sie przypomniało 05.06.06, 15:03
        A ja jestem ciekawa, czym zajmuje się taka rada rodziców? Bo mam podobny
        problem u siebie... Tzn. z takim niegrzecznym dzieckiem, którego opiekunki nie
        potrafią upilnować.
        Czy radę rodziców powołuje dyrektor przedszkola, przedszkolanki, czy może jest
        to "ciało" zaproponowane i wybierane przez rodziców przedszkolaków? I czy dyr.
        przedszkola może się nie zgodzić na taką radę rodziców?
        I jeszcze - co taka rada może, a czego nie?
        Uff, dużo tego. Ale może mi podpowiecie...
        Herbatka
        • sabada1 Re: i jeszcze jedno mi sie przypomniało 22.06.06, 00:42
          Rada Rodziców jak działa w teorii można poczytać. W praktyce, w konkretnym
          przedszkolu - jak wszędzie. wszystko zależy od ludzi. (dyrektora, nauczycieli -
          może mniej, rodziców najwięcej)

          eduseek.interklasa.pl/artykuly/artykul/ida/1385/idc/39/
          gmina.wolow.sisco.info/?id=1298
          www.przedszkole-koziolki.poznan.pl/informacje.php
          przedborz.bipst.pl/index.php?grupa=47
    • agawamala Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 14:33
      Patrzę ta no z perspektywy matki prawie dorosłych dzieci (liceum), ale dobrze
      pamiętam przedszkolnych agresorów. Ba, aż za dobrze!!!!
      Na akty agresji- bez względu na wiek sprawcy - trzeba reagować. Adekwatnie do
      wieku.
      Zapewniam, że 5 latek sporo rozumie i robi to na co może sobie pozwolić.
      A jak widać może na sporo.
      Zapewniam także, że 5 latek może zrobić całkiem sporą krzywdę - aż do trwałego
      uszkodzenia ciała włącznie.
      Czy chcecie czekać, aż dostaniecie z przedszkola telefon, że właśnie karetka
      zabrala Wasze dziecko do pobliskiego szpitala ( skrajność)?
      Moim zdaniem trzeba reagować. Ostro. Także dla dobra agresywnego dziecka. To
      nie grupa musi się dostosować do jego zachowań wynikających z czegokolwiek -
      ADHD, złego wychowania, charakteru - nieważne. To on musi dostosować się do
      grupy normalnie zachowujących dzieci.
      Na zebraniu postawiłabym ultimatum, tak, żeby słyszeli to także rodzice
      agresywnie zachowującego się dziecka - albo drastycznie zmieni swoje
      zachowanie, albo wynocha z przedszkola, albo powiadomione zostanie kuratorium,
      że jest dziecko zagrażające bezpieczeństwu innych ( a przy okazji wyciągnie się
      inne "grzeszki" przedszkola). Żaden właściciel tego nie lubi. Zareaguje - Wy
      zyskacie spokój, Wasze dzieci- bezpieczeństwo, a mały agresor i jego rodzice
      będą mieli o czym myśleć. Także dla własnego dobra, o ile potrafią wyciągać
      wnioski.
    • mtrzaskalska7 Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 01.06.06, 18:24
      Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Bardzo mi pomogliście swoimi opiniami,
      sugestiami... Wasze wypowiedzi podniosły mnie na duchu i przekonały, że
      rzeczywiście warto i TRZEBA zdecydowanie zareagować.
      Pozdrawiam,
      Martyna
      • tyda Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 04.10.06, 14:43
        A może stwórzmy przedszkola dla dzieci już "wykolejonych", idąc za pomysłem
        giertychowskich szkół. Dzieci przedszkolne uczą się panować nad swoimi
        emocjami. To raz. Dwa dużo zależy od pracy rodziców już od najmłodszych lat,
        zanim dziecko pójdzie do przedszkola. W przedszkolu spotyka się z nowa
        sytuacja, gromada dzieci, uczy się reagować, zachowywać zgodnie z jakimiś
        cywilizowanymi normami. Nie jest to łatwe i to proces długofalowy. To trzy.
        Bywaja dzieci agresywne, w przedszkolu, szkole. I zgadzam się aby reagować na
        takie zachowania, moim zdaniem przy częstych atakach agresji potrzebna jest
        interwencja psychologa natychmiastowa i zajęcie się przede wszystkim rodziną
        dziecka.Bo to tu leży przyczyna. Dziecko tak małe niczemu nie jest winne. Nie
        można go skreślać i wysyłać na Madagaskar. A dzieci które żyją w grupie z
        agresorem też można uczyć reagowania, mówienia nie, zaprzestania "złej" zabawy
        z takim dzieckim, zgłaszania jeśli dzieje mu się krzywda. W szkole niestety
        będzie jak znalazł.Niestety, w każdym środowisku będą sie zdarzać różne dzieci,
        nie jesteśmy w stanie ochronić naszych pociech przed wszystkim złem jaki nas
        otacza.Za to możemy mu pomóc pokazując jak radzić sobie w trudnych sytuacjach
    • mzdzieborska Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 05.10.06, 00:46
      I,jak tam pozbyliście się Państwo tego "wściekłego dziecka" z przedszkola?
      Pytam tak z ciekawości bo to już prawie pół roku minęło?
    • aga3360 Agresywny gość . Długa grzywka i spinki. 10.10.06, 11:13
      Współczuję rodzicom tego rozpuszczoneg chłopca. Ciekawe co będzie robił mając
      naście lat. Moja córka miała takiego jednego agresywnego kolegę w ubiegłym roku
      w swojej grupie. Chłopiec ją, jak i inne dzieci z wielkim upodobaniem gryzł.
      Wyszło to na jaw dopiero pod koniec roku i pewnie dlatego sprawa sama się
      rozwiązała. Po prostu zaczęły się wakacje.
      Ale ja chciałabym zapytać o coś innego. Mojej córce (29 listopada kończy 4 latka
      )zdarza się tak zająć zabawą, że nie dobiega do toalety lub po prostu staje i
      sika tam gdzie akurat jest. Zdarza się to zawsze na dworze (tak naprawdę to w
      przeciągu pół roku zdarzyło się dwa razy nie licząc wczorajszego pobytu dzieci w
      ogrodzie przedszkolnym). Właśnie i tu jest problem. Odbieram córkę zawsze o
      15.00 po podwieczorku. To co zobaczyłam wczoraj przeszło moje najśmielsze
      oczekiwania. Ale od początku. Po obiedzie dzieci wyszły na plac zabaw. Chwilę
      później moja córka nie dobiegła do toalety i już mokra przyszła do pani. Pani
      łaskawie ją przebrała. Pod koniec pobytu na powietrzu moja córka moczy się raz
      jeszcze. I już taka mokra czeka na mamę przy stoliku jedząc podwieczorek. Kiedy
      przyszłam pani szybko mnie informuje o zajściu. Chcę zabrać dziecko do domu czym
      prędzej i przebrać na to pani: " ale niech zje widać, że jej smakuje ona tak
      dopiero 10 min siedzi mokra" !!! To od czego są telefony ! Po co rodzice
      zostawiają kontakt do siebie. Chyba można zadzwonić i powiedzić żeby zabrać dla
      dziecka coś suchego do przebrania. Pani wyszła z założenia, że skoro odbieram
      małą o 15.00 to po co sobie tym zawracać głowę. Niech siedzi mokra. A gdybym
      przyszła o 16.00 to co, też tak by siedziała ? Co jeszcze , moja córka ma
      dłuższe włoski, a grzywkę zapuszczamy. I wczoraj moim oczom ukazał się widok, że
      tylko siąść i płakać. Dziecko nie dość, że mokre to jeszcze rozczochrane, a pani
      do mnie :" ach ta grzywka, mama pewnie zapuszcza, a te spineczki takie śliskie"
      . Chciałam powiedzieć "to podejdź krowo i jej popraw od czego tu jesteś "!
      Przepraszam za ostatnie zdanie ale moje nerwy mają swoją wytrzymałość.
      Dziś o wszystkim chciałam porozmawiać z dyrektorem przedszkola ale nie było
      takiej możliwości. Rozmawiałam więc z panią która jest z dziećmi do obiadu. I co
      słyszę ? "Ja to rozumiem, ale czasami nawet nie mamy możliwości wyjść i
      zadzwonić, nie chcę tu nikogo bronić, no a poza tym mamy 29 dzieci w grupie i
      nie można wszystkich upilnować czy korzystają z toalety" .

      Czy z tym walczyć czy przywyknąć ? Jestem z wykształcenia nauczycielką
      przedszkola i zastanawiam się czy nie otworzyć własnego z personelem dla którego
      dziecko nie będzie złem koniecznym.

      Pozdrawiam
      • chupachups1 Re: Agresywny gość . Długa grzywka i spinki. 10.10.06, 13:18
        Bardzo Ci współczuję, my też zapuszczamy grzywkę i często zdarza się, że
        poleżakowaniu włoski się rozpadają, ale zawsze moja córka ma grzywkę zapiętą
        spinkami, byle jak ale włosy nie lecą jej do oczu. Na marginesie polecam spinki
        z H&M takie zwykłe prostokątne, najlepiej trzymają i nie szarpią włosów. Co do
        przebrania, dla mnie niewyobrażalne jest trzymanie dzicka w przesikanych
        majtkach, przeciez moze sie nabawić zapalenia układu moczowego. Ja daję zawsze
        dwie zmiany ubrania, tak na wszelki wypadek, bo na poczatku zdarzyło się, że
        córka dwa razy w ciągu dnia popuściła w majteczki.
    • kasia_kp Re: zebranie, wściekłe dziecko - argumenty anty.. 27.12.06, 13:07
      Jestem zdruzgotana tym co przeczytałam ....
      zarówno postawą rodziców jak i nauczycieli.

      Jestem mamą dosyć niesfornego chłopca. Juz w żłobku zaczęło się
      eksperymentowanie Jasia z agresją . Nie powiem z nieba się to nie wzięło ...
      było w tym sporo naszej(rodziców )winy.
      Pewnego dnia jedna z Mam dorwała mnie w szatni zaczęła krzyczeć żądać
      przeprosin , wykrzykiwać ze moje dziecko zniszczyło życie jej dziecku, ze
      napisze list ze skarga do kuratora , nie wiedziałam co się dzieje ... Jaś
      zadrapał jej dziecko w twarz . Rzeczywiście Maciek został zadrapany przez
      Jasia. Później dopiero zdążyła podejść do mnie pani przedszkolanka
      wytłumaczyła ze Jaś dziś sobie tak począł ... że prosi o przyjście w
      wyznaczonym terminie na spotkanie ze żłobkowym psychologiem.
      Rozmawialiśmy z panią psycholog bardzo długo ... tak naprawdę uświadomiła nam
      wiele różnych kwestii o których miałam i nie miałam pojęcia . Dała mnóstwo rad
      i podsunęła wiel ciekawych wskazówek.

      Jas rzeczywiście został objęty "szczególna opieka" , nie był ani bity ani
      szczególnie karcony .. Za to panie go chwaliły, przytulały i dużo tłumaczyły a
      my jako rodzice staraliśmy się żeby i w domu stosować terapie "miłością" ( tak
      ja sobie nazwaliśmy po domowemu) Panie ze żłobka w tym samym czasie były na
      kilku szkoleniach . I odbyły się dwa zebrania z rodzicami którzy chcieli mnie
      chyba na nich zlinczować !!!

      Bo wieść się rozeszła o małym łobuzie juz na cały żłobek .... Rodzice podobno
      naciskali aby Jasia usunąć ze żłobka a najciekawsze było to ze dzieci nawet
      nie będące w grupie z Jasiem skarżyły się ze Jas je bije nawet jak go nie ma
      w przedszkolu ???

      Żaden z rodziców nie wiedział ( i pewnie nie wie) co czuje Jaś który tak
      naprawdę nie wie co się zdarzyło w jego życiu bo ma dopiero 2,5 roku , co
      czyją i myślą jego rodzice, jakim ogromnym bólem jest ich porażka jako
      rodziców, jak boli brak zrozumienia i jak przykra jest ta ogromna nienawiść i
      zacietrzewienie innych rodziców wobec małego chłopca !

      Finałem tamtej sprawy było dosyć szybkie stłumienie Jasia agresji, może nie
      do zera bo bym skłamała tak pisząc ale największym sukcesem jest to ze
      nasze życie się zmieniło na wszystkich frontach .Wiemy więcej ,wiem jak
      powinniśmy przeciwdziałać , jak reagować i co robić aby takie sytuacje
      zdarzały się jak najrzadziej . Nie zawsze jest kolorowo i wcale nie zawsze
      idealnie ale gdyby nie ogromne serce personelu żłobka nie wiem jak by
      skończyła się ta sprawa To co dla nas zrobiły Panie jest ogromnym ukłonem w
      nasza stronę ( naszej całej rodziny i życia) jestem im ogromnie wdzięczna
      za pomoc.

      Pozdrawiam Kasia
Pełna wersja