pszczolka
05.09.06, 16:46
witajcie,
dziś zdenerwowałam sie okropnie. Poszłam po córeczke do przedszkola i
wychodząc z nia z sali zobaczyłam, ze opiekunka wynosi jej buciki ( te w
których przyszła)- poprosiłam o nie i dostałam. Zauważyłam, ze są w nich
jakieś "obce" skarpetki więc zgłosiłam to, zeby ktoś ich nie szukał. Pani
stwierdziła, ze to nie sa nasze buty. Zaczełysmy szukać naszych i nic (córka
upierała sie, ze zaniosła swoje do sali, wiec wszystko wygladało na to ze są
nasze). Wezwano Panią woźną- ta tez oznajmiła, ze była tylko jedna para
takich, wiec poszłysmy do domu. Ledwo weszłysmy do mieszkania- telefon z
przedszkola, ze mam odnieść buty bo to nie nasze i jakiś chłopiec nie będzie
miał za kilka godzin w czym wrócić do domu. Nie poszłam od razu, bo dziecko
mi sie uśpiło i nie miałam z kim ja zostawić. Cały czas sie denerwowałam, bo
zastanawiałąm sie gdzie sa nasze kapcie i w czym ja jutro w takim razie
zaprowadze dziecko do przedszkola. Po kilku godzinach nerwów zadzwoniłam do
przedszkola i dowiedziałąm sie, ze buty znalazły się poprostu chłopiec na
wszystkie (na te córki też) mówił, że to jego.
W sumie same buty mnie w tym nie martwiły, tylko fakt, ze zostało mi
zarzucone, ze wyszłam świadomie w nie swoich butach i fakt, ze przez to
wszystko powitanie córeczki w przedszkolu zeszło na drugi plan (byłam po nią
pierwszy raz).
Od dziś podpisuje wszystko.
Pozdrawiam