darwina
07.10.06, 19:03
Ponieważ mój synek pierwszy rok w publicznym przedszakolu potwornie chorował
(ZAWSZE szedł na 3 dni po czym gorączka, 2 tygodnie chorowania i znów do
przedszkola na 3 dni i tak cały rok, 1 raz przez cały rok udało mu się
przechodzić nie całe 2 tyg.)od nowego roku gdy miał iść do4-latków zachorował
przed samym początkiem roku i ja spanikowana postanowiłam, że dość mam, że
nie chcę aby znów wciąż łykał lekarstwa. Wypisałam go. Pół roku siedział w
domu z młodszym bratem i opiekunką po czy zaczęłam żałować, że jednak nie
chodzi do przedszkola.Poszłam na rozmowę do przedszkola i oczywiście nici,
inne dziecko wskoczyło na jego miejsce i już nie było dla niego miejsca.
Byłam tak zdeterminowana, że posłałam go do prywatnego przedszkola. W
odpowiednim czasie składałam znów deklarację do tego publicznego, ale
niestety nie został przyjęty z braku miejsc. Musiał więc nadal chodzić do
prywatnego -na szczęście mogłam sobie na to pozwolić. Teraz jest w 5-latkach
w tym samym prywatnym przedszkolu, jestem zadowolona bo przedszkole ma
rozszerzony program edukacyjny i mój synek dużo korzysta. Myślę sobie jednak,
że gdyby nie było mnie stać na prywatne przedszkole to mój 5-letni synek
musiałby siedzieć w domu z powodu mojej początkowej złej i pochopnej decyzji.
Dodam jeszcze, że w przedszkolu prywatnym, gdzie są małe grupy, synek od
[początku bardzo rzadko choruje a teraz w 5-latkch nie choruje prawie wcale
(raz na 2 miesiące).
Dlatego podsumowując radzę wam dwa razy zastanowić się zanim zabierzecie
dziecko z publicznego przedszkola z powodu chorób. Potem może nie móc już tam
wrócić.
Jeśli możecie sobie na to pozwolić to lepiej często chorujące dziecko dać do
niewielkiego przedszkola prywatnego gdzie jest mniejsze prawdopodobieństwo
chorób.