Gość edziecko: mamjuz
IP: *.*
08.01.03, 22:06
Będzie długo...

Mamy udany debitu naszego Dwulatka z kawałkiem, na parkiecie przedszkolnym. Przedszkole domowe, super, cieplusie i kochane. Ale oto, Jednostka wyjść z przybytku NIE ZAMIERZA !Dziewczyny !Ja do tej pory myślałam że pokłady kreatywności wychowawczej mam duże, ale to co się dzieję.... wysiadam !!!Ja nie wiem, jak w ogóle mi się udaje wyciągnąć Gościa z przedszkola!! To trwa już jakiś czas ( trzy miesiące) i za każdym razem jest dramat, sceny straszne, podłość matki, która przychodzi zabrać Koleżkę z przybytku zabawy, fajnych kolegów, odjazdowych „cioć”, oceanu zabwek .On jest głuchy!!! Nic, kompletnie nic, nie dociera. Kilka razy udało się Go wywabić przez obrzydliwe przekupstwo : „zobacz, wszystkie dzieci wychodzą na plac zabaw, weź koparkę, łopatkę... i chodźmy z nimi!” Udało się, chwilowo, ale to była godzina negocjacji !! Człowiek zachowuje się tak : „No i co, że wychodzą ?, Ja zostaję. A ty, po co tu przyszłaś ?! Nie widzisz, że jestem zajęty?!!!”Jestem matką pacyfistką, ale ostatnio ( kryzys wychodzenia), nie widzę innego wyjścia, jak siłowe. Pod pachę i jazda do domu.Tylko nie o to chodzi!!!!Synek uczęszcza do przedszkola, dwa razy w tygodniu, po trzy godziny, właśnie po to, żeby się oswoił, przywkył, zaadoptował. Powili, spokojnie, nic na siłę. A tu masz. Może trzeba zwiększyć dawkę ?!Ja wiem, że to może być rodzaj stresu, oszołomienia nowym miejscem, fantastycznymi zbawami.. ja to staram się zrozumieć, ale na litość, nie chcę być żandarmem i psuć tej Jego radości tam przebywania!Uprzejmie nadmieniam, że wszystkie metody, które działały zazwyczaj w takich przypadkach ( „jest fajnie i nie mam zamiaru robić tego, co chcesz”

nie skutkują!Widzę, jak jest zmęczony, odbieram Go z przedszkola tuż przed Jego drzemką dzienną, i przedłużanie tego wyjścia jest koszmarem. Upłakany, rzucający mi :”chce tam, chce tam, do dzidzi” zasypia w drodze do domu. No, nie jest fajnie.To nie jest „przedobrzanie” sprawy, wolę to, niż jakiś żłobek, do którego się przymierzaliśmy ( dobrze, że zabrakło miejsc), to nie jest za wcześnie. To jest Coś. On tam się świetnie czuje, jeśli trzeba zostaję z Nim dłużej, nie zostawiam Go samego na pastwę przedszkolnego świata. I nigdy nie wychodzę, dopóki ON sam mi nie powie:” Mama tam, pa- pa”, nie pożegna mnie i nie „zezwoli” na wyjście. I zawsze pytam „ cioć”, jak się sprawował i zawsze słyszę : super, nie płakał, nie wołał mamy, tylko o niej mówił ( np. że przygotowała drugie sniadanie, ze da jej rysunek), bawił się, jadł sam sniadanie, uczestniczył ( na ile mu wiek i sprawnośc pozwalały) we wszystkich przedszkolnych harcach i zabawach grupowych, etc.Mam taki mętlik.Jak Go nauczyć, że trzeba kiedyś stamtąd wyjść.?Ostatnio, kiedy zadzwoniłam domofonem i chwile czekalam aż mi otworzą, okazało się że wszystkie dzieci( cała szóstka) wyszły do korytarza zobaczyć, kto przyszedł. Klusek dalej spokojnie lepił coś z plasteliny, jako jedyny, kompletnie nie zainteresowany przyjściem mamy. Pewnie za chwilę, będę pisać o kryzysie „nie pójścia”, ale teraz to jest dla mnie naprwdę kłopot i stres.

Pozdrawiam

monik