milenium5
01.06.07, 10:06
Przedszkole jest małe, prywatne. Kontak z rodzicami stały i dobry. Dość
często zmienia się personel. W tym roku pojawił się problem z jedną z pan -
rodzice zauważyli podczas wycieczki, że nie radzi sobie z dziećmi, ma
problemy z utrzymaniem dyscypliny, jest trochę zagubiona, a kontakt z nią
słaby. Ale dzieciaki z drugiej strony dzieciaki ją lubią. Było trochę
gadania, któraś z mam zwróciła uwagę dyrekcji. W efekcie zaproszono rodziców
na rozmowę - była dyrekcja, pozostali nauczyciele i ta pani. Powiedziano
publicznie, że są wobec niej poważne zarzuty, że rodzice mają się
wypowiedzieć, czy chcą aby dalej pracowała w przedszkolu. Poproszono rodziców
o uwagi. Jedna z mam zabrał głos, zaczęła mówić o kompletnym braku dyscypliny
i rozpuszczeniu, poprosiła pania o informacje jakie metody wychowacze
stosuje. Kobieta wstała chciała coś powiedzieć i.... straciła przytomność.
Zrobiło się zamieszanie, na szczęście jedna z mam była lekarzem. Później
spotkanie kontyułowano, ale chyba wszcy czuli się fatalnie. Dyrekcja
prónowała jej bronić, ale jakoś tak niekonsekwentnie, rodzice też nie bardzo
wiedzeli jak mają się zachować... Co o tym sądziecie?