Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa

21.09.07, 15:38
już nie wiem co robić. Jestem zła na siebie (bo nie sprostałam przygotowaniu
go do przedszkola) na przedszkole (bo nie ma leżakowania i grupa ma 30 osób),
na dziecko ( bo inne sobie radzą a on nie).
Nie ma odrywania od szyi, ale w przedszkolu się nie bawi tylko popłakuje, nie
je, nic go nie interesuje. Zauważyłam że zaczyna kłamać bo jak go pytam czy
płakał to mówi ze nie a nauczycielka że tak. Miałam dziś bardzo nieprzyjemną
rozmowę z nauczycielką że mam go zabrać bo jest nieprzystosowany itp na
pytanie czy robi komuś krzywdę lub coś w tym rodzaju odpowiedziała że nie ale
ileż można odpowiadać na to samo pytanie czy mama, tata idzie czy jest już
blisko i słuchać płaczu. Ponoć się wcale nie chce bawić nie na każdą
propozycję mówi nie a wręcz krzyczy że nie. Po prostu załamka. Jak nie będzie
chodził do przedszkola to ja muszę zrezygnować z pracy może nie zarabiam
kokosów ale 800 zł to sporo.
I pomyśleć że koleżanki mi zazdroszczą dziecka bo on jest taki grzeczny. Ma 3
latka i jest to pierwszy mój problem z dzieckiem.
    • wiktorka99 Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 21.09.07, 17:29
      Wszystko zalezy tez od dziecka, jedno w wieku 2 lat jest gotowe do
      przedszkola inne w wieku np. 4 lat. Dziwie sie nauczycielce ze
      powiedziala Ci ze masz go zabrac, ja wiem ze pewnie maja wiecej
      pracy z Twoim dzieckiem ale mysle ze dobra przedszkolanka da rade z
      kazdym dzieckiem.
      Moze pomysl o zmianie przedszkola.Moze przyczyna nie lezy w Twoim
      synku tylko w przedszkolu, personelu, moze w innych dzieciach, moze
      po prostu nikogo nie polubil
    • 1012ja Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 22.09.07, 00:14
      Moja Mała też się nie dostosowała, a wszyscy mówili, że świetnie
      sobie poradzi. Odważna , lubi się bawić z dziećmi , samodzielna. Dwa
      dwa szła z radością ale gdy już został to płakała. Później z nią
      zostawaliśmy w przedszkolu ale nie chciała się bawić z dziećmi. Fakt
      przedszkolanka nie wysilała się aby zaadoptować ja do grupy.
      Zrezygnowaliśmy.
      Z 28 dzieciaków zostało ok. 15. My walczyliśmy najdłużej. Jest
      jeszcze jeden chłopiec. Ma 4 lata i jeszcze nie mówi. Zupełnie
      odstaje od grupy. Pani mówi: śpiewamy, tańczymy, a co teraz
      widzicie? A on błąka się nerwowo po sali próbując sie czymś zając i
      ocierając łzy. Pani wogóle nie próbuje go jakoś zaangażować do
      zabawy. Żal mi tego chopca bo jest jak 5 koło u wozu. Bycie
      odrzuconym nie jest dla nikogo przyjemne ale dla przedszkolaka to
      tragedia.
    • pszczolka Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 22.09.07, 08:23
      witajcie,
      u mnie jest podobnie tyle, ze córka chodzi do przedszkola juz drugi
      rok. Na samym poczatku nie było łez ale jakaś obojętność, potem
      bardzo ktrótki okres zadowolenia (ale bez przesady). W grudniu
      zeszłego roku dramat- płasz, Pani narzekajaca, ze Julcia nie potrafi
      rysować, ubierać się, trzymać nożyczek ( a w domu lepirj lub gorzej
      robiła to). Zastanawialiśmy sie nad zabraniem jej, ale po rozmowie z
      psychologiem postanowiliśmy zostać (powiedział nam, ze jeżeli
      ustąpimy to prędko córka nie wróci do przedszkola, a i takie
      zachowanie moze stać sie jej sposobem na wymuszanie wielu innych
      rzeczy w zyciu). Pomogło, ale zabieralismy ja po obiedzie, bo u nas
      leżakowanie jest obowiązkowe, a dla niej to był bardzo duży
      stres...że Pani znów będzie narzekała na jej małą samodzielność przy
      ubieraniu się. Dotrwaliśmy do wakacji. Ponieważ jestem nauczycielka
      córka miała 3 miesiace wakacji i teraz znów pojawił sie problem.
      Chodzi w miare chętnie, nie płacze ale codziennie wieczorem
      powtarza, ze nie chce tam iść, ze nie wie czym moze sie bawić, że
      Pani ja zostawia w szatni bo nie potrafi szybko załozyć butów. No
      niestety Pani nie uwzglednia różnic z rozwoju dziecka, tego,że jedne
      usamodzielnieja sie wcześniej a inne póżniej. Staram sie jej pomóc-
      zakładam takie ubranka które szybko załozy, butki na rzepy, tłumacze
      jej, ze to wszystko to nie wyścig...echh...trudno jest patrzeć na
      taki smutny "pyszczek" malucha gdy powinniem być uśmiechniety
      Pozdrawiam
    • aga-1979 Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 22.09.07, 15:09
      Z góry przepraszam za moje wzburzenie, ale niektóre problemy i
      reakcje ludzi dorosłych, wykształconych mnie po prostu osłabiają.
      Wiem, w oczach niekórych, wyjdę pewnie na roszczeniowca- na matkę,
      która nie rozumie jak to paniom jest czasem ciężko z dziećmi.
      Przedszkole składa się z ludzi.
      Twoje dziecko jak rozumiem, chodziło do przedszkola od 3 września-
      razem 15 dni roboczych,ma 3 latka, a pani ma do niego i do Ciebie
      pretensje, że tęskni za mamą i pyta kiedy przyjdzie tata? To jest
      jej zdaniem nienormalna reakcja?
      3 letni chłopczyk jest w przedszkolu po raz pierwszy, jest to dla
      • aga-1979 Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 22.09.07, 15:13
        Przepraszam, serwer mnie wylogował i wysłało się nie do konca.
        Spróbuję jeszcze raz...Mam nadzieję, że cały tekst wejdzie.

        Z góry przepraszam za moje wzburzenie, ale niektóre problemy i
        reakcje ludzi dorosłych, wykształconych mnie po prostu osłabiają.
        Wiem, w oczach niekórych, wyjdę pewnie na roszczeniowca- na matkę,
        która nie rozumie jak to paniom jest czasem ciężko z dziećmi.
        Przedszkole składa się z ludzi.
        Twoje dziecko jak rozumiem, chodziło do przedszkola od 3 września-
        razem 15 dni roboczych,ma 3 latka, a pani ma do niego i do Ciebie
        pretensje, że tęskni za mamą i pyta kiedy przyjdzie tata? To jest
        jej zdaniem nienormalna reakcja?
        3 letni chłopczyk jest w przedszkolu po raz pierwszy, jest to dla
        niego ogromne przeżycie, nowy rytm dnia. Dzieci w tym wieku często
        nie czują jeszcze potrzeby zabawy z rówieśnikami. Lubią się bawić
        same, obok-i niech to będzie ich prawo.
        Twój synek potrzebuje zwłaszcza teraz więcej indywidualnego
        podejścia niż inne dzieci. Wiem, pani pewnie powie na to,że ma 25
        dzieci i nie jest w stanie siedziec z jednym... Ale jeśli ma drugą
        panią-pomoc, jest w stanie z dzieckiem przez chwilę porozmawiać,
        przytulić, wytłumaczyć, pochwalić.
        Ta pani pozwala mu 15 dni siedziec pod ścianą i płakać???
        Jedyne, co przychodzi jej do głowy, to zabrać stamtąd dziecko, bo
        nie jest dostosowane?
        Zapytałabym :"Co pani robi, żeby go wdrożyć w przedszkolną
        codzienność"? "Jak pani reaguje gdy on płacze?" "W jaki sposób stara
        się go pani czymś zainteresować, żeby nie myślał ciągle o powrocie
        do domu"? (skoro nic go nie interesuje)."Jakie ma pani rady dla
        mnie, jako dla matki, żebym pomogła dziecku w polubieniu
        przedszkola?"
        Dziecko kłamie, bo czuje, że jego płacz nie jest akceptowany, że
        wymaga sie od niego innego zachowania. Tymczasem jak 3 letni
        chłopczyk ma wyrażać emocje, jeśli nie płaczem? Zwłaszcza, że
        przeżywa silny stres.
        We wrześniu jest szczególny i najtrudniejszy dla dziecka i
        przedszkola- czas adaptacji. Kto ma to dziecko przystosować? Ty?
        Najlepiej zwolnij się z pracy i na 8 godzin stań za panią na straży.
        Twój synek jest wrażliwy, przeżywa trudniej niż inne dzieci nową
        sytuację- potrzebuje od nich dużo ciepła, akceptacji i chwalenia,
        nagradzania i podkreślania wszystkiego, co robi dobrze. Potrzebuje
        poświęcenia mu czasu i powolutku sam wdroży się w grupę. Od Ciebie
        potrzebuje zapewnienia go, że np. po obiadku po niego na pewno
        przyjdziesz. Może pomoże jakiś przedmiot, mający mu przypominac, że
        myślisz o nim? Pytaj go "co było w przedszkolu fajnego"? "Z kim się
        ładnie bawił"? "Co mu się dziś podobało?". Może to coś da...Ale do
        udanej adaptacji, potrzebne sa wspólne siły z przewaga przedszkola.
        Guzik prawda, ze inne dzieci sobie radzą, a on nie. Poczytaj sobie
        forum- co opisują mamy-płacz, wymioty, moczenie się, agresję...I to
        wszystko w większości dzieciaczki mające wysoki wskaźnik poczucia
        bezpieczeństwa w domu. Dla dziecka w tym wieku, poczucie
        bezpieczeństwa, to podstawowa potrzeba. Niektóre dzieci potrzebują
        czasu i odpowiednich metod, żeby poczuć się bezpiecznie w nowym
        miejscu. Pozytywne wzmacnianie- ta pani wie co to?
        Dla mnie podejście pani z przedszkola Twojego dziecka jest po
        pierwsze bezduszne, po drugie wygodne, po trzecie wychodzi jej
        niezaradność i nieznajomość psychiki 3 latka.Może ona pracuje
        pierwszy rok?
        Z pretensjami w formie "nieprzyjemnej rozmowy" do matki, że
        dzieciaczek płacze i tęskni i,że nie będzie mu ciagle na to samo
        pytanie odpowiadać!!!Dla mnie szok.
        Niedostosowany- wniosek już po 15 dniach? Wmawiaj komuś, że jest
        osłem, a mu uszy wyrosną...
        • tabakierka aga... 23.09.07, 10:04
          W 100% Cię popieram... Wychodzę z założenia, że przynajmniej połowa problemów z
          adaptacją trzylatka w przedszkolu wynika własnie z nieprawidłowego podejścia do
          dziecka, ale własnie przez personel przedszkolny. Mój synek i ja również przez
          to przechodziliśmy w tym roku. Dla niego to jest bardzo trudna sytuacja,ale nie
          upatruję w tym wszystkim swojej winy. Co mianowicie mogłabym zrobić, aby go
          przystosować i przygotować psychicznie? Oprócz tego, że uczę go samodzielności i
          zachęcam do kontaktów z rówieśnikami... Żadne moje tłumaczenia, że przedszkole
          jest świetne, nie działają... Bo tylko on wie, jak bardzo mu tam źle, więc im
          bardziej ja staram się przedszkole "wybielić", tym bardziej on się irytuje. Ale
          tu własnie pomaga wychowawczyni grupy, która wita go rano w klasie, stara się
          zająć, mówi mu- jak to wspaniale, że do nas przyszedłeś... a przy wyjściu- żegna
          się z nim i pyta, czy napewno jutro przyjdzie?
          Gdybym wiedziała, że moje dziecko nie jest mile widziane w danym przedszkolu, z
          pewnością bym je stamtąd zabrała. Ale całkowite wypisanie z przedszkola to chyba
          nie jest dobra metoda.
          Pozdrawiam wszystkie mamy, które borykają się z tymi problemamismile)) Wierzę, że
          nasze dzieci dadzą radę i za rok będziemy mogły opisywać bardziej optymistyczne
          akcenty przedszkolnego życia...
    • scher Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 23.09.07, 14:51
      Nie jest to raczej dobre przedszkole, nie rób krzywdy dziecku.
      Ta 30-osobowa grupa i te żenujące słowa przedszkolanki...
      • agamamajana Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 23.09.07, 15:52
        U nas też nie najlepiej, ale jednak lepiej niż na początku. Płacze już tylko
        przy rozstaniu a potem jest podobno nieźle. Śpi i je, w domu z chęcią opowiada
        co było, jak, z kim i w co się bawił, ale rano, łzy, kurczowe przytulanie...
        Ostatnio tego nie wytrzymałam, byłam naprawdę dzielna przez te trzy tygodnie,
        jednak we czwartek rozstanie było tak trudne, że w przedszkolu popłynęły mi łzy
        (jestem wściekła za to na siebie, nie pomogłam tym dziecku). jakież było moje
        zdziwienie gdy ok. 10ej zadzwoniła Pani z przedszkola, uspakajając mnie, że
        wszystko jest OK, że Janek brał udział w zabawie, żebym się nie martwiła i że
        gdy tylko jego zachowanie ją zaniepokoi, natychmiast się o tym dowiem. Po
        południu miał książeczkę, którą dostał w nagrodę za dzielną postawę, następnego
        dnia lizak... Wciąż jest ciężko, ale wierzę w personel, bo to ludzie z ogromnym
        sercem i zaangażowaniem. Złości mnie gdy czytam, że przedszkole chcąc uniknąć
        problemu z dziećmi trudniej adaptującymi się, chce się ich zwyczajnie pozbyć...
    • aaga8 Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 24.09.07, 08:09
      Nie bądź zła na nikogo. Spróbuj rozsądnie przeanalizować sytuację. Dziwne mi sie
      wydaje, że pani po 3 tygodniach stwierdza, ze dziecko sie nie nadaje...U nas
      takie (bardzo delikatne) sugestie miały miejsce po 3 miesiącach. Im jest tak
      najłatiwej - pozbędą sie problemu - oczywiście, że dziecko płaczące i nie
      zintegrowane to problem. Ale na litość...przecież to pedagodzy...
      No i niestety - chyba bym się zastanowiła nad zmianą przedszkola.
      Dobra Pani wychowawczyni to jak sądzę 90% sukcesu.
      Acha, i zastanowiłabym sie czy to, że 3-latek mówi, że nie płakał należy nazywać
      kłamstwem...Moze Twoje poprzednie reakcje na to, że mówił, że płacze były takie,
      że woli to ukryć ? Nie szukaj problemu w dziecku - jemu jest piekielnie trudno.
      A może jeszcze nie jest gotowy - doświadczenia znajomych pokazują, że często
      poczekanie kilku miesięcy działa cuda.
    • husmus Re: Minęły 3 tygodnie i nadal katasrofa 24.09.07, 08:55
      Witam, my jesteśmy - mam nadzieję - na dobrej drodze, czasami mój
      3,6 latek popłacze przy rozstaniu, ale później jest bardzo dobrze.
      Są lepsze i gorsze dni, ale to wychowawczynie sprowadzają nas na
      ziemię słowami - to dopiero 3 tygodnie. Dlatego dziwi mnie postawa
      wychowawczymi. Ona sobie nie radzi i tyle. Od samego początku nasze
      maluchy mają zajęcia, uczestniczą w rytmice, malują, rysują,
      oglądali teatrzyk - panie potrafią je zaintersować, przytulić,
      pocieszyć. Radzą się za bardzo nie rozczulać, bo to dziecko nakręca.
      Na twoim miejscu przeprowadziłabym poważaną rozmowę z
      wychowawczynią - to że dziecko tęskni za domem jest jak najbardziej
      naturalne, potrzebuje czasu i na takie wnioski, że jest
      nieprzystsowane jest zdecydowanie za wcześnie.
      Poza tym, wypracowałam sobie kilka metod, które pomagają nam w
      adaptacji - u nas działają rewelacyjnie:
      - w poniedziałek małemu mówimy, że jak będzie ok w przedszkolu, to w
      nagrodę we środę odbierze go ukochana babcia,
      - w nagrodę jedzie do taty do pracy, "bo jest taki dzielny i duży",
      - w drugim tygodniu umówiłam się z nim, że ewentualnie może płakać
      co drugi dzień - umowa działa, sam mi kiedyś powiedział - dzisaj nie
      płaczę, bo wczoraj płakałem,
      - w niedzielę rysujemu kółeczka symbolizujące dni tygodni i każdego
      dnia po powrocie je zapełnia - uzmysławia sobie upływ czasu i to, że
      coraz bliżej do wspólnego weekendu.
      Wszystkie te rozwiązania bardzo go motywują, wiadomo, że czasami się
      złamie i popłacze, ale generalnie się sprawdzają.
      I na koniec własny pomysł mojego synka na trudne chwile - nosi na
      ręce mój stary zegarek i co jakiś czas pyta panią, która godzina i
      pani mu mówi, ze jeszzce tyle a tyle czasu i to mu bardzo pomaga.
      Wie o której przychodze po niego i jaki jest wtedy układ wskazówek.
      I nawet wychowawczynie są zaskoczone, dotychczas nie spotkały się z
      taką autorską metodą smile))))))
      Ale żeby nie było tak różowo - zrobił się bardzo niegrzeczny w domu,
      chyba odreagowuje przedszkolny stres.
      Wszystkim i sobie życzę wytrwałości.
Pełna wersja