leli1
14.10.07, 14:28
w piatek opiekunka odebrala mlodzienca i przy okazji odbyla rozmowe z p.wychowawczynią. Z relecji wynika ze młodzincy pokłócili sie o zabawke. Moje dziecie fakt, jest bardzo zaborcze i wierze ze mógł zawzięcie sie o nią wykółcać, zwykle mu sie udaje bo dzieciaki pasują, ale widac w koncu trafił swój na swego. W efekcie wrócił do domu z pogryzionymi plecami. Jeden znak bardzo silny, widocznie ugryzienie bylo b.mocne.
Pani powiedziala ze one to widzialy ale nie chcialy interweniowac bo dzieci powinny same takie problemy rozwiązywac.
No moze to i dobrze.......ale z relacji niani i mojego synka wynika ze kare poniósł tylko on (odesłała go na krzesełko, podczas gdy tamten chłopiec poszedł sie bawic). Uwazam ze to nie w porzadku.
I tak przez weekend zastanawiam sie czy cos na ten temat pani powiedziec czy przemilczec sprawe. Czy to normalne przedszkolne wypadki czy tez pani jednak powinna byla zainterweniowac wczesniej (co innego gdy tej akcji nie widzialy, ale sama przyznaje ze czekaly jak to dzieci rozwiążą).
Jest mi żal synka (choc z drugiej strony moze w koncu dostal nauczke ze nie zawsze sie wygrywa), bo wiem ze go to mocno bolało i dalej boli jak dotykam. Dodatkowo mam wrazenie ze mocno wystraszyl sie tego chlopca (od soboty prosi ze nie chce isc do przedszkola). Nie wiem co to jutro bedzie jak w koncu tam pojdziemy. Dzis w parku jechal na rowerku jakis chlopczyk i z daleka widzac go pyta sie , ale to nie jest Kuba prawda??
Podpowiedzcie co robic?