anula_w
16.11.07, 11:48
Drogie Mamy mam ogromny problem....
Ale od początku:
Moja córka Zosia (4 latka) bardzo lubiła swoje przedszkole, cały
tamten rok (poza początkiem) i 2 miesiące tego codziennie chętnie
tam chodziła i nie chciała z niego wychodzić. Martwiła się, że w
weekendy nie może tam chodzić. I tak było do tego wtorku.
Wróciła do przedszkola po dwutygodniowej przerwie od razu na swoje
urodziny. Myśleliśmy, że znów szybko wpadnie w codzienny wir,
najwyżej pomarudzi 1-2 dni. Ale gdzie tam, z dnia na dzień jest coraz
gorzej. Codziennie rano od przebudzenia płacze, że nie chce iść,
potem wisi na mojej nodze, że chce iść ze mną do pracy. Do
przedszkola zaprowadza Zosię mąż, bo mnie nie udało by się jej
zostawić. Po południu po powrocie do domu już za mną chodzi i prosi,
czy jutro mogłaby nie iść. A dziś powiedziała mężowi, że ona woli
iść na pobranie krwi (czego panicznie się boi) niż do przedszkola.
W środę wychowaczyni mówiła, że to dlatego, że znów musi się
zaadaptować. Ale jak dla mnie to za długo trwa, nawet w pierwszym
roku na początku nie było takich histerii.
Wszyscy troje jesteśmy strzępkiem nerwów, nie wiemy już co robić.
Dziś chcę się zwolnić trochę z pracy i iść po Zosię po 15-stej, żeby
porozmawiać z wychowaczynią. Zosia powiedziała mężowi, że jej
ulubiona koleżanka jej dokucza, i muszę to zweryfikować z panią.
Z przedszkola nie możemy zrezygnować, do innego nie chcę przenosić,
bo Zosia jest bardzo nieśmiała i byłoby pewnie gorzej.
Drogie Mamy co powinnam zrobić, bo ja już tracę głowę.
Ania i Zosia (13.11.2003)