przedszkolne słownictwo

05.02.08, 08:15
moze jestem przwerażliwiona, ale nie umiem zdzierżyć słownictwa mojego przedszkolaka. Na szczescie nie sa to słowa ogolnie uznane za obraźliwe smile, ale i tak pąsowieje jak synek publicznie rzuci wiązanke.
Co mam z tym zrobić, bo ani przeczekanie, ani ignorowanie, ani zwracanie dosc ostro (teraz jest ten etap) uwagi nie przynosi efektow.
Na tą chwilę na tapecie jest "durny, świrus, śmierdziel, dupa..." do tego prychanie i parskanie na wszystkich.
Czy to normalne przedszkolne zachowania a ja po prostu sie czepiam?
Brakuje mi pomysłow jak to wytępić, bo zdecydowanie mi to przeszkadza.
Oczywiscie jak zapytam kto tak do ciebie mowi, to zawsze usłysze ze jakis Kuba/Michal/Lukasz...........wiem ze młody idealny nie jest, ale przeciez słyszy gdzies te słowa. Jedyne podejrzane miejsce to przedszkole wink.
    • fogito Re: przedszkolne słownictwo 05.02.08, 10:38
      Ojejku, niezly zestaw surprised
      Moj takich wyrazow z przedszkola nie przynosi. Moze porozmawiaj z
      nauczycielem, zeby wiecej uwagi zwracala na to jak dzieci mowia w
      przedszkolu.
      • kraina.marzen Re: przedszkolne słownictwo 05.02.08, 11:28
        Wiesz ,ale moze to nie do konca wina przedszkola- dzieci szybko
        chlona nowe slowa-wystarczy,ze uslyszy w tv, od meza itp

        Moj syn nie przynosi takich "zestawow" mimo,iz moze i gdzies je
        slyszal.....wie,ze w domu przeklinac nie wolno- tak samo maja w
        przedszkolu. Nauczycielki jasno na poczatku okreslily zasady i tego
        sie trzymaja: przeklinac nie wolno-brzydko mowic- dzieci to
        akceptuja a panie czuwaja nad tym
        • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 05.02.08, 12:43
          nie chce wszystkiego przypisywac wychowaniu przedszkolnemu, po prostu zastanawiam sie skąd takie słownictwo, a to ,że w domu tak sie nie mówi to wiem na pewno smile), nie mowie tak ani ja ani mąż, na tv staramy sie zwracac uwage (choc w uwielbianym przez mojego synka filmie Auta jest tekst "zegnaj świrusie", który to namiętnie stosuje, zarówno do nas jak i do innych.
          Moj synek strasznie lubi sie popisywać, jak widzi, że ktos po jakims jego tekscie sie smieje to wałkuje go az do znudzenia. My o tym wiemy i nie reagujemy smiechem na te jego teksty, ale niestety innych to smieszy wink
          Była rozmowa z panią z przedszkola, pani potwierdzila ze roznie dzieci mówia, ale oczywiscie upomina jak słyszy.
          Jego to po prostu strasznie bawi, choc doskonale wie ze źle robi - teraz za kare po ostatnim występie w poczekalni przychodni wszystkie jego ulubione auta poszły do aresztu, az sie poprawi jego słownictwo. Wczoraj bylo nawet ok, zobaczymy dzis.
          • kraina.marzen Re: przedszkolne słownictwo 05.02.08, 13:01
            szuka akceptacji?
          • dorotamakota1 Re: przedszkolne słownictwo 05.02.08, 13:57
            leli1 napisała:

            > nie chce wszystkiego przypisywac wychowaniu przedszkolnemu, po prostu zastanawi
            > am sie skąd takie słownictwo, a to ,że w domu tak sie nie mówi to wiem na pewno
            > smile), nie mowie tak ani ja ani mąż, na tv staramy sie zwracac uwage (choc w uwi
            > elbianym przez mojego synka filmie Auta jest tekst "zegnaj świrusie", który to
            > namiętnie stosuje, zarówno do nas jak i do innych.
            > Moj synek strasznie lubi sie popisywać, jak widzi, że ktos po jakims jego teksc
            > ie sie smieje to wałkuje go az do znudzenia. My o tym wiemy i nie reagujemy smi
            > echem na te jego teksty, ale niestety innych to smieszy wink
            > Była rozmowa z panią z przedszkola, pani potwierdzila ze roznie dzieci mówia, a
            > le oczywiscie upomina jak słyszy.
            > Jego to po prostu strasznie bawi, choc doskonale wie ze źle robi - teraz za kar
            > e po ostatnim występie w poczekalni przychodni wszystkie jego ulubione auta pos
            > zły do aresztu, az sie poprawi jego słownictwo. Wczoraj bylo nawet ok, zobaczym
            > y dzis.

            A cóż on takiego uczynił?
            Moi chłopcy są na tym samym etapiewink
            Jednak ja tłumaczę i tłumaczę ale czasem sama się śmieję z ich pomysłówbig_grin
            Np. wychodzimy z Poczty ja: - Do widzenia, synuś:- do widzenia kup se trąbkę do
            pierdzenia...
            Myślałam, że ze wstydu się zapadnę pod ziemię. Tych sytuacji jest naprawdę sporo
            ale wiem, że większy efekt przynosi tłumaczenie niż karanie. Starszy synuś wie,
            że tak nie wolno. Pozostaje mi wytłumaczyć młodszemu który teraz uwielbia
            wystawiać jęzor i mówić ble ble ble do "miłych" starszych pań.
            • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 06.02.08, 07:29
              oczywiscie ze powinno sie najpierw tłumaczyc.
              Dochodzimy jednak ostatnio z mezem do wniosku ze tlumaczenie w naszym przypadku nie przynosi pożądanych efektow. Bardzo chciałam mu wytłumaczyc w przychodni ze zle robi, ze tak nie wolno, ale sie nie dało. Szalał po korytarzu przeszkadzajac innym rodzicom/dzieciom/pracownikom. Kiedy złapałam go w locie i chciałam wytłumaczyc ze zle robi to oczywiscie pad na ziemie i ryk, wierzganie nogami i inne efekty.
              W aptece upodobał sobie rzucanie kamyczkami z donicy sztucznego kwiatka, potem zaczepianie innegod ziecka (biedak juz uciekal i chowal sie za swoja mamą), a potem stanął przy drzwiach i jak ktos je otworzył to robił UUUU!!, młodsi sie smiali, az weszła babcia, którą tak wystraszył to najpierw pomyslalam ze na zawał padnie, a jak doszła do siebie to pusciała pod jego i moim adresem taką wiązanke, że uszy mi spuchły sad. Tłumaczyłam w miedzyczasie ze tak nie wolno, a jakże. Ze chlopczyk nie chce byc szarpany, ze nie wolno kamyczkami rzucac, ze nie wolno straszyc ludzi, jednak moje dziecie z usmiechem na ustach czynilo to dalej.
              Moze jest tak ze tlumaczenie na jedne dzieci działa a na inne nie smile.
              Teraz zabawki w areszcie i po jego sukcesach oddawane jest jedno autko, wczoraj jako tako sie zachował, dostał jedno autko (staram sie nie tylko karac ale i nagradzac jego dobre zachowanie).
              Jak opowiadam w towarzystwie o wyczynach mojego syna to kazdy mowi, co ty moj Kazio/JAsio/Stasio tez jest ruchliwy, ale jednak po konfrontacji pada stwierdzenie, ze faktycznie mam problem i anielska do niego cierliwość.
              • fugitive Re: przedszkolne słownictwo 06.02.08, 08:39
                leli1 napisała:

                > W aptece upodobał sobie rzucanie kamyczkami z donicy sztucznego
                kwiatka, potem
                > zaczepianie innegod ziecka (biedak juz uciekal i chowal sie za
                swoja mamą), a p
                > otem stanął przy drzwiach i jak ktos je otworzył to robił UUUU!!,
                młodsi sie sm
                > iali, az weszła babcia, którą tak wystraszył to najpierw
                pomyslalam ze na zawał
                > padnie, a jak doszła do siebie to pusciała pod jego i moim
                adresem taką wiązan
                > ke, że uszy mi spuchły sad. Tłumaczyłam w miedzyczasie ze tak nie
                wolno, a jakże
                > . Ze chlopczyk nie chce byc szarpany, ze nie wolno kamyczkami
                rzucac, ze nie wo
                > lno straszyc ludzi, jednak moje dziecie z usmiechem na ustach
                czynilo to dalej.

                No pierwszą rzeczą, którą powinnaś zrobić to uniemożliwić dziecku
                takie zachowanie. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale z tego co
                napisałaś to wygląda na to, że dziecko biegało, rzucało czy
                straszyło a ty tłumaczyłaś i nic. Nie wyobrażam sobie takiej
                sytuacji, jeśli dziecko robi coś czego nie powinno, a zwłaszcza gdy
                przeszkadza to innym, tłumaczę raz, a jeśli nie pomaga, to nie
                pozwalam zrobić po raz drugi. Dziecko przytrzymuje siłą, wyprowadzam
                z pomieszczenia itp. Ostatnio do szewskiej pasji doprowadził mnie
                tata z synkiem w przychodzni, synalek odpychał moje dziecko, które
                próbowało obejrzeć obrazek misia na ścianie , krzycząc to mój miś (
                oczywiście miś to reklama na drzwiach przychodni), a tatuś do synka,
                Krzysiu tak nie wolno, chłopak dalej zasłania, i dalej Krzysiu tak
                nie wolno i w kółko bez efektu. A wystarczyło przy drugim razie
                podejść i zabrać siłą Krzysia jeśli tłumaczenie nie poskutkowało. Ta
                scena ze straszeniem, która opisałaś to mi właśnie przypomina. Przy
                pierwszym buuuu powinnaś podejść do syna, zabrać go nawet siła,
                jeśli robi histerie wyprowadzić z pomieszczenia.

                > Moze jest tak ze tlumaczenie na jedne dzieci działa a na inne
                nie smile.
                > Teraz zabawki w areszcie i po jego sukcesach oddawane jest jedno
                autko, wczoraj
                > jako tako sie zachował, dostał jedno autko (staram sie nie tylko
                karac ale i
                > nagradzac jego dobre zachowanie).
                > Jak opowiadam w towarzystwie o wyczynach mojego syna to kazdy
                mowi, co ty moj K
                > azio/JAsio/Stasio tez jest ruchliwy, ale jednak po konfrontacji
                pada stwierdze
                > nie, ze faktycznie mam problem i anielska do niego cierliwość.

                Jeżeli dobrze zrozumiałam Twój opis to problem masz w znacznej
                mierze na własne życzenie. Nie możesz być matką bezradną.
                • nowika12 Re: przedszkolne słownictwo 06.02.08, 12:18
                  Łatwo się mówi, ale dzieci są różne, tak samo jak cierpliwość rodziców. Mam
                  podobny problem z moich urwisem. Co prawda największe przekleństwo w jego ustach
                  to " kurka cholera" i nie mam wątpliwości, że wyniósł je z przedszkola. Zawsze
                  każe mu wytłumaczyć co miał na myśli, bo niby ja tego nie rozumie. Skutkuje
                  różnie, ale na pewno się nie śmiejemy, bo wiemy, że to przyniesie odwrotny skutek.
                  Mój 3-latek często gęsto wariuje w różnych miejscach, moich upomnień albo nie
                  słyszy, albo reaguje krzykiem. Ja do tych krzyków jestem przyzwyczajona, ale
                  innych ( moim zdaniem ) nie powinnam narażać i przeważnie wyprowadzam
                  krzyczącego w niebogłosy w inne miejsce. Tam oczywiście też ryczy, potrafi tak
                  przez bite 30 min, a co ! Trzymam się jak tylko mogę, ale niekiedy nerwy mi
                  puszczają. Za karę np. nie ogląda bajek lub ma chowane zabawki, ale mu to nie
                  przeszkadza. Kiedyś wziął deskę do krojenia oraz parę przykrywek i tym się
                  bawił,a braku autek nie zauważył. A jak widzi, że nie ma już wyjścia i musi
                  ustąpić to mówi zrezygnowanym głosem " oj dziewczyno, dziewczyno " smile)
                • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 08:13
                  a mozesz mi powiedziec jak mam wyprowadzic dziecko z pomieszczenia kiedy ja własnie MUSZE w tym pomieszczeniu byc.
                  Nie wiem czy doczytalas ze stalam w aptece po a/biotyk dla niego. Niestety nie mam mozliwosci załatwienia tego w inny sposob.
                  Kiedy gdzies szaleje a ja moge wyjsc to wychodze. Biore na ręce , ważącego wtedy ze 100 kilo smile (przy mojej drobnej posturze i 45 kilo zywej wagi) wierzgacza i wytaczam sie w towarzystwie ryków, pisków i współczujących spojrzen innych.
                  Kiedy ja nie miałam młodego to zawsze mi sie wydawało ze podobne do mnie kobiety maja to na własne zyczenie. Ale jak pewnie wiesz dzieci są rozne, nawet tak samo wychowywane jedno moze byc aniołkiem a drugie diabłem wcielonym.
                  Tak własnie miala moja kolezanka, ktora przy pierwszym dziecku podziwiała sie jaką to wspaniałą matką jest bo zadnych problemów z dziecięciem nie miała, za to druga pociecha nadrobiła wszystko z nawiązką smile))
                  • fugitive Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 08:53
                    leli1 napisała:

                    > a mozesz mi powiedziec jak mam wyprowadzic dziecko z pomieszczenia
                    kiedy ja wła
                    > snie MUSZE w tym pomieszczeniu byc.
                    > Nie wiem czy doczytalas ze stalam w aptece po a/biotyk dla niego.
                    Niestety nie
                    > mam mozliwosci załatwienia tego w inny sposob.

                    doczytałam, można było np zająć sobie kolejkę i wyjść z nim na
                    zewnątrz i tam doczekać na swoją kolej. A jakby Towje dziecko
                    posuneło by się do pobicia tego chłopczyka, którego zaczepiało to
                    jestem pewna, żebyś znalazła jakiś sposób żeby mu to uniemożliwić
                    prawda?
                    Dobrze, że tłumaczysz, ale nie może być tak, że nie masz kontroli
                    nad dzieckiem, które zaczepia i przeszkadza innym ludziom czy
                    dzieciom, przecież Twoje dziecko ma kilka lat.

                    > Kiedy gdzies szaleje a ja moge wyjsc to wychodze. Biore na ręce ,
                    ważącego wted
                    > y ze 100 kilo smile (przy mojej drobnej posturze i 45 kilo zywej
                    wagi) wierzgacza
                    > i wytaczam sie w towarzystwie ryków, pisków i współczujących
                    spojrzen innych.
                    > Kiedy ja nie miałam młodego to zawsze mi sie wydawało ze podobne
                    do mnie kobiet
                    > y maja to na własne zyczenie.

                    Ja własnie rozróżniam te sytuacje. Myślę, że nie ma rodzica, którego
                    choćby raz nie spotkała sytuacja wierzgającego malca na podłodze w
                    miejscu publicznym ( ok może są tacy rodzice ale jest ich nie
                    wielu). Ja mam dwójke dzieci i tez to przerabiałam i w życiu nie
                    pomyślę, że matka ma to na własne życzenie. Co innego natomiast
                    widzieć dziecko zaczepiające innych, przeszkadzające innym,
                    dokuczające jakiemuś dziecku, któremu rodzic nie uniemożliwia
                    takiego zachowania, a reaguje jedynie tłumaczeniem, które dziecko ma
                    w głębokim poważaniu. Ja w takich sytuacjach zawsze reaguje mocno i
                    wkurzają mnie rodzice, które swoje interwencje kończa na "Krzysiu
                    nie wolno". Bo to są rodzice bezradni, a nie ci którzy wynosza
                    wierzgające dziecko z apkteki



                    • agramax do fugitive 07.02.08, 13:56
                      w ramach twoich dobrych rad, możesz mi powiedzieć jak uspokoić 4
                      latkę siedzacą w samolocie i nawalającą nogami w przednie siedzenie
                      pasażera, a w chwili "zablokowania" jej nóg wyjacej na cały głos na
                      cała kabinę pasażera ? Czy tez mam wyjść z samolotu w trakcie lotu ?
                      • fugitive Re: do fugitive 07.02.08, 14:17
                        czy na pewno masz na myśli 4 letnie a nie 4 miesięczne dziecko?
                        Jesli tak to jestem mocno zaskoczona, że nie jesteś w stanie
                        zapanować nad tak dużym dzieckiem. Oczywiście mogłabym Ci wiele
                        opowiadać co ja robię w sytuacji kiedy moje dzieci zachowują się
                        publicznie nie tak jak trzeba, ale tego nie zrobię , zapytam tylko
                        czy gdyby Twoje 4 letnie dziecko w tym własnie samolocie zaczęłoby
                        by bić i opluwać siedzącego obok pasażera to ograniczyłabyś się do
                        powtarzania nie wolno, a jeśli by nie przestało to trudno, w końcu
                        jesteśmy w samolocie, czy udaremniłabyś za wszelką cenę takie
                        zachowanie? Peroszę o odpowiedź
                        • leli1 Re: do fugitive 07.02.08, 14:22
                          ale ja np. bardzo chetnie poczytałabym co robisz w takich przypadkach. Po to załozyłam taki wątek, aby ewentualnie od kogoś mądrzejszego i bardziej zaradnego sie czegoś nauczyć. Bo krytykować i dziwić sie jest bardzo łatwo i fajnie, siedząc sobie po drugiej stronie "kabla", gdzie nikt Cie nie zna.
                          Mnie akurat wcale nie dziwi rozhisteryzowana 4 latka, nad która zdecydowanie trudniej zapanowac niz nad 4 miesieczniakiem.
                          • fugitive Re: do fugitive 07.02.08, 14:32
                            no widzisz nie odpowiedziałaś, mam w domu aktualnie 4 latka, mam też
                            starszy egzemplarz, zachowują się różnie, jak były mniejsze wpadały
                            w histerię , ale nigdy przenigdy nie pozwoliłam, żeby zaczepiały
                            obcych ludzi, inne dzieci , które nie miały na to ochoty. Zawsze
                            reaguje i nie wolno mówię tylko raz i jeśli to nie skutkuję
                            odciągam, przytrzymuje, wyprowadzam, (w samolocie tez się da poza
                            momentami startu i lądowania). Nie wiem co ci napisac jak
                            postępuję, że moje dzieci w wieku 4 lat takich rzeczy dawno nie
                            robią i mogę je zabierać w długą podróż i rozumieją co oznacza dla
                            nich słowo " nie rób tak bo ten pan sobie tego nie życzy", to
                            niespecjalnie jest opowieść na jedem mail. Ja osobiście natomiast
                            nie życzę sobie żeby moje dziecko było zaczepiane przez inne
                            dziecko, którego mamusia powtarza "nie wolno" i nie potrafi
                            spacyfikować swojego malucha.




                            • fugitive Re: do fugitive 07.02.08, 14:46
                              przepraszam, wydawało mi się, że odpowiadam agramaxsmile
                              • leli1 Re: do fugitive 07.02.08, 14:50
                                smile zorientowałam sie, po prostu podczepiłam sie po jej pyatnie do Ciebie.
                                • hanna26 Re: do fugitive 07.02.08, 15:17
                                  Prawdę mówiąc, mnie tacy rodzice, którzy tylko upominają swoje rozwydrzone i zaczepiające wszystkich pociechy, nie robiąc poza tym nic, żeby je poskromić, złoszczą jeszcze bardziej, niż same pociechy.
                                  Pamiętam, jak moja najstarsza córka miała ok. 2 lat i szła sobie zadowolona, ciągnąc za sobą dużego, plastikowego motylka na kółkach. Podszdł do niej chłopiec ze dwa razy starszy, właśnie chyba czterolatek. Wyrwał jej motylka i sam zaczał sobie z nim iść. Mama patrzyła na to siedząc na ławce i poinformowała synka, że tak nie wolno, on jednak niewiele sobie z tej informacji zrobił. Moje dzielne dziecko rzuciło się na niego z pazurami, wyszarpnęło swoją zabawkę, ale jak się można domyślić, nie miało zbyt wielkich szans z czterolatkiem. Poprosiłam pania, żeby kazała swojemu dziecku przestać wyrywać zabawkę mojej córce, na co usłyszałam: "Ale ja się staram, a on mnie nie słucha...". No ręce opadają. To kogo u licha ma słuchać to dziecko, jak nie własnej matki? Odebrałam chłopcu motyla i kazałam mu odejść od córki - no ale bez przesady, czy to ja jestem od wychowywania cudzego dziecka?
                            • leli1 Re: do fugitive 07.02.08, 14:49
                              dzieki za odp, ale np. nie pomyślałas czasem, ze to iz Twoje dziecko w wieku 4 lat nie miewa histerii i rozumie ze "pan sobie tego nie życzy" to może niekoniecznie tylko twoja zasługa i zasluga metod jakie stosujesz (jakiekolwiek by one nie były, bo w zasadzie piszesz tylko o tym, że ją odciągałas jak robiła cos złego). Może masz po prostu bardziej rozwiniete emocjonalnie dziecko, bardziej empatyczne, może bardziej wyciszone, może bardziej niesmiałe. Ale nie wszystkie takie są, więc sorry, ale dziwienie sie ze 4 latka nie rozumie czegoś tam i histeryzuje, czy tez moj 3. 5 latek zaczepia dzieci, bo nie rozumie ze on sie moze nie chciec z nim bawic to jest jakby nie na miejscu, bo to wciąż małe dzieci. Co innego jakbym pisała o no nie wiem.....6 latku (choc moze zycie i to zweryfikuje).
                              Do dzis pamietam sytuacje kiedy z moim małym, wtedy pół rocznym czekałam w dłuuugiej kolejce u specjalisty i przyszła mama z na oko 5 latkiem, kładącym sie na podłodze, wyjącym, wrzeszczącym no istny koszmar. Powiedzmy, że wtedy w myslach ją podsumowałam....dziś starałabym sie jej jakos pomóc/ulżyć, choćby potrzymaniem torebki smile
                              • fugitive Re: do fugitive 07.02.08, 15:05
                                cały czas się nie rozumiemy, ja nie dziwię się, że Twoje dziecko tak
                                się zachowywało, ja się dziwię Twojej reakcji, że pozwoliłaś mu się
                                tak zachowywać, że pozwoliłaś mu przeszkadzać i zaczepiać innych,
                                Przeczytaj jeszcze raz mój pierwszy post o chłopcu w przychodni
                                które nie pozwoliło oglądać obrazka mojemu dziecku " bo to jego
                                obrazek". Ok ono jest jeszcze małe i nie rozumie, ale obowiązkiem
                                jego opiekuna było zapanowanie nad nim i jeśli nie reagował na
                                słowo "nie wolno", to podejść, chwycić za rękę, a nie dopuścic do
                                sytuacji że dziecko go olewa. Bo co się dzieje w umysle dziecka,
                                którego opiekun z jednej strony mówi nie wolno, a z drugiej nie robi
                                nic aby to wyegzekwować, dziecko zwyczajnie zacznie "zlewać" to co
                                sie do niego mówi. Jeśli natomiast wie, że za słowem nie wolno idzie
                                czyn, to bardziej będzie tego świadome.
                                Natomiast wracając do sytuacji w aptece, skoro wiesz że nie ma szans
                                żeby syn wytrzymał, to czy w próbowałaś oglądania z nim książeczki,
                                wymyślania zabaw np w zgadywanki, zrobienia mu czegoś z papieru,
                                wspólne pod kontrola bawienie sie kamykami w doniczce?
                                A na koniec, jak pisałam mam dwoje dzieci i jestem świadoma różnic
                                charakterologicznych jakie mogą wystąpic i związanych z tym
                                trudności. Możliwe, że mam ogromne szczęście, że trafiły mi się dwa
                                takie egzemplarze
                                • agramax Re: do fugitive 07.02.08, 16:30
                                  Gdybym czytała Cię fugitive jakiś czas temu, zgadzałabym się z Tobą
                                  w całej rozciągłości. Tak samo jak nie-będąc rodzicem byłam
                                  najmądrzejsza w kwestii wychowania (bo przeczytałam kilka książek) i
                                  chetnie udzielałam rad "bezradnym" rodzicom. Ale teraz mam swój
                                  egzemplarz i widzę, jak często dziecko jest nieprzywidywalne. Znam
                                  też wiele innych 4-latek i 4-latków, i widzę jak bardzo sie różnią.
                                  I obserwuję też jak rozwój emocjonalny faluje - okresy wzglednego
                                  spokoju przeplatają się z dołkami, czyli istnymi apogeum najbardziej
                                  uciążliwych zachowań dziecka, które - w zalezności od dziecka,
                                  okoliczności, konkretnej sytuacji - potrafią eksplodować lub po
                                  prostu tylko być zauważone.
                                  Póki co nie usłyszałam w zasadzie żadnej rady jak skutecznie
                                  powstrzymać silną 4-latkę przed kopaniem i krzyczeniem; oczywiście
                                  nie jestem tak kompletnie bezradnym rodzicem i jakoś to
                                  opanowaliśmy, ale twoje wypowiedzi ("nie wyobrażam sobie aby tak sie
                                  zachowywało dziecko 4-letnie", "moje dzieci wiedzą co wolno a co
                                  nie" itp.) były na tyle prowokujące, że z chęcia zwróciłam się o
                                  dobrą radę, a najlepiej o kilka, bo to co działa na jedno dziecko,
                                  na drugim nie zrobi żadnego wrażenia. I póki co rady nie dostałam.
                                  • fugitive Re: do fugitive 08.02.08, 08:30
                                    ja tez nie doczekałam się odpowiedzi na swoje pytanie.
                                    Wyobraź sobie, że wychowanie dzieci nie znam tylko z książek ale mam
                                    solidna prkatykę w tym zakresie.
                                    Po raz setny nie będę pisać że nie dziwi mnie zachowanie dziecka,
                                    ale rodzica, któy nie potrafi go przed takim zachowaniem
                                    powstrzymać. Nie ma sensu się powtarzać bo sztuka czytania ze
                                    zrozumieniem zanika.
                                    Dziecko 4 letnie które kopie w samolocie można zająć, dac mu
                                    książeczkę, plastelinę, batonika, pograć z nim w zgadki, zrobić mu z
                                    papierowej chusteczki samolocika, przejśc się między siedzeniami,
                                    pokazać chmury w oknie, zainsceniozwać mały teatrzyk , puścić bajkę
                                    na laptopie, wciągnąć w rozmowę stewardese itp itd. Oczywiście
                                    trzeba do niego odpowiednio podejść tzn najlepiej zając go na etapie
                                    początkowym i nie pozwolić się super nakręcic.
                                    Oczywiście wiem, że zaraz powiesz że to nie działa
                                    z moimi dziećmi przejeżdziłam baardzo dużo i każdym srodkiem
                                    lokomacji, ok ale ja mam idealne dziec, które od Bozi dostały
                                    wspaniały charakter
                                    • saturinka Re: do fugitive 13.02.08, 12:55
                                      Fugitive zgadzam się z tobą w całej rozciągłości. Też nie lubię rodziców którzy
                                      nie reagują na zachowanie własnych pociech.
                                      Każde dziecko jest inne i nie ma złotych rad. Ale na każde dziecko "coś" działa
                                      i to właśnie rodzic (znający dziecko najlepiej) powinien wiedzieć co.
                              • mim288 Re: do fugitive 12.02.08, 15:48
                                wiesz, jednak wydaje mi się, że dziecko, które NIGDY, podkreślam
                                nigdy nie wytargowało nic płaczem i rzucaniem się na ziemię
                                (obojętne, czy dokonywanym w miejscu publicznym, czy w domu) do
                                wieku pięciu (i dużo mniej) lat oduczy sie takich zachowań.
                                To, że dziecko histeryzuje, to nie znaczy, że rodzic ma to
                                tolerować, jesli nie toleruje - i jest to bardzo jasny przekaz, to
                                na ogół dziecko tak się nie zachowuje. A tak widzi, że może sobie
                                pozwolić, bo mam nie wyjdzie z apteki, nie zareguje w samolocie
                                ect. jednym słowem, widzi, że mama niekidy nie wie jak zareagowac
                                na wybryki.
                      • grore Re: do fugitive 14.02.08, 23:29
                        zaknebluj jej usta!!!!!
                • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 08:18
                  c.d.
                  staram sie wlasnie nie byc matką bezradną, stąd inne metody jak np. areszt zabawek, zakaz bajkowania, czy zero słodyczy.
                  Kazdy mówi: tłumaczyc, tłumaczyc, tłumaczyc, ale on naprawde na tłumaczenie jest wybitnie oporny. Jedynie co go mobilizuje to faktycznie utrata czegos co lubi.
                  Wczoraj znow udało sie przyżyć dzien bez wiekszych histerii wiec kolejne autko wróciło z aresztu.
                  • nowyanin Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 10:07
                    A u mojego dziecka na przedszkolne słownicto - w o wiele cięższym
                    kalibrze z typowymi przeklęciami (niewiem jak to jest ale dzieci
                    bardzo szybko to łapią) pomogła stara metoda. Jak klął to było mycie
                    języka szarym mydłem - wiem narażę sie wielu mamom że to okrutne-
                    ale po dwóch myciach pomogło. Potem wystarczyło tylko przypomnienie
                    że jak sie nie uspokoi to .. i był spokój. Co do zachowania w
                    aptece/przychodni - też latał ale w takich przypadkach trzymałam go
                    za ręke przy sobie i nie było zmiłuj. Co do twojego postepowania pt
                    szlaban - sprawdź czy pozbawienie go zabawek to jest to. Piszesz
                    że "Jedynie co go mobilizuje to faktycznie utrata czegos" wieć
                    powinna to być utrata stała. Ja po takich wyczynach jak w aptece to
                    spakowałabym mu ulubione samochodziki i nie oddawała po jednym za
                    każdy dobry dzień ale wyznaczyła zakaz np. na tydzień. Wiem zaraz
                    będa gromy - ale co to jest jeden dzień, to tak jakby go nie było.
                    Dziecko niema czasu na pracę nad swoim zachowaniem. Spójrz na to od
                    swojej strony - ty wysilasz się ciągle - on wysili sie raz i już
                    jest dobrze "Wczoraj znow udało sie przyżyć dzien bez wiekszych
                    histerii wiec kolejne autko wróciło z aresztu."
                    .
                    • hanna26 Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 11:26
                      Mnie również wydaje się, że "kara" w postaci aresztu zabawek to żadna kara. Zachowuje się skandalicznie, ty zabierasz zabawki, potem wystarczy, że zachowa się w miarę normalnie, i już jedna zabawka wraca? Jemu po prostu opłaca sie takie okropne zachowanie, bo nie ponosi za nie praktycznie żadnej konsekwencji. Zresztą sama to już chyba zauważyłaś, skoro syn generalnie nie staje się coraz grzeczniejszy, ale wręcz przeciwnie, jesteś szczęśliwa, gdy przeżyjesz jeden dzień w miarę normalnie. No, wybacz, dla mnie to szok.
                      Ja raz, kiedy moja córka zachowała się wyjątkowo okropnie po prostu wyrzuciłam jedną z jej drobniejszych zabawek. Wyrzuciłam do kosza od śmieci i tyle. To nie była żadna ulubiona, ale poczuła na własnej skórze, że coś naprawdę utraciła. To był jednorazowy incydent, więcej nie było potrzeba.
                      Zgadzam sie z głosem, że absolutnie nie należy tolerować takiego zachowania, jak to w aptece. Tłumaczenie wtedy, kiedy dziecko złośliwie przeszkadza innym? Ja w takim wypadku po prostu wyszłabym na chwilę z apteki, przytrzymałabym dziecko, wróciłabym, gdy już się uspokoi. Tylko nie pisz, że "w ogóle by się nie uspokoił i szalał przez godzinę przed apteką". Jesteś dorosłą osobą, a to twoje dziecko, całkowicie od Ciebie zależne. Naprawde nie widzsz innej możliwości wpłynięcia na niego, niż zagrożenie chwilowym zaborem zabawek, po to, żeby je oddać, kiedy dziecko w miarę normalnie się zachowa?
                      Przecież ono nie będzie coraz lżejsze i słabsze, tylko coraz cięższe i silniejsze. I naprawdę będziesz miała kłopoty, jeżeli nie zaczniesz naprawdę go wychowywać.
    • 123-32k Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 09:59
      a co powiesz na to: pracuje w przedszkolu i kiedyś gdy poprosiłam o
      coś 5 laytkę ona do mnie idiotka gdy drążyłam tamat kto tak mówi to
      usłyszałam mama , albo inny przykład durna stara baba i też mama tak
      mówi tak więc pomyśl czy tylko w przedszkolu jest problerm bo jak
      czytam co piszesz to mam przed oczami matkę ktora sobie z własnym
      dzieckiem nie radzi a my w przedszkolu musimy z 25 pozdrawiam
      • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 14:03
        napisze raz jeszcze-w domu nie uzywamy takich słów i jestem tego pewna w 100%, nie mowie tak nawet w złosci, w ogole nie istnieje dla mnie słowo "durny", nie mowie dupa, głupi, cholera i przytoczona wczesniej idiotka i inne tego typu (dla mnie szczytem przeklenstwa jest cholewcia jasna), bo nie mam takich potrzeb wink
        Wracając do tej apteki, bo musze sie wytłumaczyc - bylo 15 min do zamkniecia apteki i kolejka w niej, nie wchodzilo w gre zebym po 20 min stania w kolejce zrezygnowala i wrocila za chwile.
        Wychodze kiedy szaleje, np. na poczcie, bo wiem ze przeszkadza, a na poczte moge przyjsc innym razem, wychodze ze sklepu jesli nie da rady wytrzymac bo tez sobie inaczej to zorganizuje.
        Staram sie nie meczyc otoczenia moim dzieckiem.
        Jednak jak sugerujecie nie uwazam tez ze jest to w 100% moja zasługa, ze młody tak sie zachowuje.
        To wulkan energii, wiec stanie w spokoju dla niego przez 20 min to szczyt nawet nie wiem czego, skoro np. podczas codziennego ubierania/jedzenia/zabaw nie potrafi usiedziec/ustac w miejscu. Po prostu taki jest, dlatego ograniczam do minimum jakiekolwiek z nim wychodne.
        Co do kary to umowa jest taka ze zostaly zabrane wszystkie autka-za dobre zachowanie jest mu oddawane jedno, ale za złe jest z powrotem zabierane, wiec to nie do konca taka łatwa kara. Nie chce go na dluzszy czas karac zaborem zabawek, bo doskonale sie przyzwyczai do tego ze np. nie ma autek, wiec po jakims czasie to juz dla niego wcale karą nie będzie. Wyrzucanie zabawek niestety przetrenowaliśmy (została mu wyrzucona kolejka, która swego czasu uwielbiał - płakał po niej i zalowal moze przez pol godziny, a potem zapomnial ze ja w ogole mial). Kara na zasadzie bezpowrotnego pozbawienia go zabawki nie sprawdzi sie, bo on swietnie dostosowuje sie do nowej rzeczywistosci.
        W tej chwili młodziak nie chodzi do przedszkola i jakby zapomniał o śmierdzielu i durnym. Ja absolutnie nie obwiniam pań w przedszkolu za tą sytuację, wręcz podziwiam!! Wiem tez ze dzieci są różne, mój akurat łapie wszystkie "głupotki" i lubi sie nimi popisywać.
        Chodzi mi o to jak sobie radzić, zwłaszcza kiedy tłumaczenie nie daje efektów. Taki 3.5 latek hyba powinien wiedzieć (nie mam doswiadczenia w postaci starszegod ziecka smile ), że zachowuje sie niewłasciwie, ze słowo np. durny jest brzydkie, itp.....a może ja sie po prostu czepiam? i jestem "matką-gestapo" jak usłyszałam od babci po areszcie zabawek!!
        • nowyanin Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 20:16
          a może spróbuj "nie zauważać jego złych wypowiedzi" przez kilka
          dni.Może ten brak zainteresowania mu pomoże. Co do wulkanu energi -
          jesli faktycznie tak jest to sprubój możeporozmawiaćzpsychologiem.
          Wydaje mi się to o tyle ważne że jesli nie możesz sobie daćrady z
          3,5 latkiem to jeśli nie wypracujesz sobie wobec niego pozycji (tak
          jak w stadzie kto silniejszy ten rządzi - wiem że to dziwny pogląd
          ale taka jest prawda) to w momencie gdy będzie starszy - nastolatek -
          tosobie po prostu nie dasz rady i dopiero wtedy będą problemy przy
          których słowo durny i śmierdziel to pryszcz.
        • mama303 Re: przedszkolne słownictwo 07.02.08, 22:27
          leli1 napisała:

          > , itp.....a może ja sie po prostu czepiam? i jestem "matką-
          gestapo" jak usłysza
          > łam od babci po areszcie zabawek!!

          Nie reaguj na to, im bardzioej reagujesz tym on bardziej sie
          popisuje. Nie ważne naprawde gdzie to usłyszał, wystarczy wyjśc z
          dzieckiem na ulice i już ma szanse zasłyszec cos ciekawego.
          • madziarka13 Re: przedszkolne słownictwo 09.02.08, 17:19
            nie dałam rady wszystkiego przeczytać, ale moze się nie powtórze za kimś...
            mnie przeraża sam fakt że 4 letnie dziecko histeryzuje...
            to co robiłaś i jak je wychowywałas do tej pory że nauczyło się wpadać w
            histerię... przecież takie ataki są wynikiem braku konsekwencji ze strony
            rodziców przez 4 lata jego życia, im wcześniej zaczniesz mieć te histerie w
            nosie (bez względu na czas i miejsce twojego pobytu z dzieckiem) tym lepiej dla
            ciebie i dziecka, nie ma miejsca którego nie mozna opuścić z dzieckiem w celu
            przeczekania histerii, nawet w samolocie można się oddalić (choćby do toalety)a
            że komuś przeszkadza wrzaski???, myślę że mniej przeszkadza świadkom krzyk
            dziecka niż widok bezradnej matki,
        • grore Re: przedszkolne słownictwo 14.02.08, 23:39
          teraz będzie mówił "matka -gestapo".Gratuluję metod wychowawczych i
          tylko czekam kiedy opisze pani swoją pierwszą obdukcję po pobiciu
          przez własne dziecko !!!!!!
          • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 16.02.08, 19:33
            wow!!! mocne!! ( czy ja cos wspominalam o biciu? bo juz sama sie pogubilam czy to o mnie chodzi czy o jakąć wyimaginowaną patologie?)
            Gratuluje wyczucia........az mi strach sie bać.
            A pomyslec ze jest mądre przysłowie ze jak sie nie ma nic do powiedzenia to lepiej siedziec cicho.
            • grore Re: przedszkolne słownictwo 17.02.08, 19:43
              Mocne i tak miało być!!!!Przecież Pani nie jest w stanie przez
              chwilę przytrzymać dziecka podczas zakupów. Dziecko powinno
              wiedzieć ,że to pani decyduje gdzie ,po co i na jaki czas idziecie
              i co będzieci robić.Należy Pani do bezradnych matek, biegających po
              sklepach za swoimi dziećmi tłumacząc je, "że one przecież takie już
              są" .Gdy uda się Pani wreszcie złapać dziecko- to czy nie zdarzyło
              się, że panią szarpało odpychało,etc a ma dopiero kilka lat .Problem
              obdukcji to tylko kwestia czasu .
            • abocijawiem Re: przedszkolne słownictwo 17.02.08, 22:37
              Leli1, zaczelas fajny temat. Tak by sie wydawalo, ze chcesz
              porozmawiac z innymi co robic kiedy dziecko testuje nowe slownictwo.
              Rozwinelo sie to w watek ogolnie co robic przy "niestandardowych"
              zachowaniach. I nagle wylal sie kubel pretensji o rozwydrzone
              dzieciaki i bezradnych, lub ignorujacych sytuacje rodzicow. I chyba
              wiekszosc uczestniczek nie zauwazyla, ze ich wypowiedzi maja
              wydzwiek "krotko smarkacza trzymac". Zwlaszcza ostatnia wypowiedz
              wolalabym przemilczec ale... byc katem dziecka, zeby ono nie
              zostalo Twoim, to tyle. A co do innych mam, czy faktycznie to
              wyprowadzanie dziecka to zloty srodek? Dziecko szybko zalapuje, ze
              jesli mu sie nudzi i chce wyjsc to nalezy zaczac zachwywac sie
              skandalicznie, a mama wyprowadzi. A i czesto sytuacja nie pozwala na
              wyprowadzenie. Moze kilka przykladow, jak sobie poradzilyscie? I to,
              ze lepiej zapobiegac, niz potem uspokajac to fakt, ale jesli juz sie
              wypuscilo wodze? To co? Ja z moja corka tez mialam trudny okres.
              Miala przygotowany "zestaw histerii dla mamy". I tylko dla mnie.
              Dlaczego? Bo to ja przynioslam do domu siostrzyczke, a w dodatku z
              tej okazji zniknelam na miesiac w szpitalu (mialam troche kopotow
              poporodowych), a potem wyrzucilam z domu do przedszkola (choc miala
              doswiadczenia zlobkowe). I ja bylam bezradna, bo pediatra
              powiedzial, zeby reagowac spokojem i czuloscia, ze ona szuka
              potwierdzenia, ze mama nadal ja bardzo kocha. To tlumaczylam, ze
              jest mi bardzo przykro kiedy zachowuje sie bardzo niegrzecznie, ale
              ile czulosci mozna z siebie wykrzesac jak pcham wozek z niemowlakiem
              i ciagne miotajaca sie 3-latke. Obled w oczach i piana na ustachsmile
              Ale wytrwalam. Uspokoila sie, i awantury sa juz "normalne", takie
              dla podkreslenia 3,5 letniego NIE! Tak wiec moze sprobuj sie
              zastanowic DLACZEGO twoje dziecko jest takie awanturnicze. A moze
              sprobuj rozladowywac fizycznie energie dziecka, tak robia moje
              znajome mamy super-chlopcow - wymeczyc, to moze choc troche odpusci.
              A do innych mam, zamiast jojczyc na bezradne mamy, wiemy, ze
              wszystkich denerwuja, dajcie kilka technicznych wskazowek Waszych
              zlotych srodkow wychowczych. Czyli od teraz piszemy: jak to
              zrobilam, ze moje dziecko nie histeryzuje i nie uzywa zaslysznych w
              przedszkolu lub na ulicy "perelek" pozdrawiam
              • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 18.02.08, 14:05
                dzieki za Twoja wypowiedz, bo powiem szczerze ze na "rady" psedopsychiatrow z ambicjami nie liczyłam. Mialam nadzieje, ze mamy podpowiedza jak opanowaly swoje maluchy, bo jakos nie wierze ze one wszystkie, oprocz mojego dzieciaka są takie proste w obsłudze. I to wcale nie ochodzi o to czy jestem radna czy bezradna, bo nie prosiłam absolutnie o ocene mojego zachowania. Bardzo fajnie jest krytykowac, bo to strasznie proste, a jeszcze przy okazji mozna komus dokopac, albo podbudowac sie jaka to fajna i zaradna matką sie jest. A to wcale nie musi tak byc. Opisalam jedno apteczne zdarzenie i juz zostalam zaszufladkowana jaka przyszla ofiara dziecka bandyty. A moje dziecko jest przeciez kochana i slodkie, przychodzi i przytula sie, całuje na dobranoc, sciska w ciągu dnia....no ale oprocz tego łobuzuje jak podejrzewam wiekszosc dzieciakow w tym wieku. On ma zaledwie 3.5 roku, wiec wydaje mi sie ze wiele jego zachowań (tych histerycznych/wymuszajacych/zaczepnych) mozna mu jeszcze wybaczyc. Wiekszy problem byłby, gdybym opisywała w ten sposób powiedzmy 6 latka.
                Wracając do tematu słownictwa, to niestety jedynym wyjsciem byłoby nie chodzenie do przedszkola-bo młodziak kiedy jest w domu nagle zapomina o brzydkich słowach. Wystarczy jeden dzien w przedszkolu kiedy problem znow sie pojawia. Mlody uwielbia sie popisywac...czymkolwiek, robi to wiec takze dla niego dziwnymi słowami. Wydaje mi sie ze rosnie z niego taki typ "szkolnego pajaca"-zawsze jest w szkole/klasie dziecko, ktore robi rozne głupie rzeczy zeby zaimponowac innym, popisać się. Mam nadzieje ze wyrosnie z tego, bo najmniej zabawy z tego pajacowania mają zwykle matki smile.
                • monika9920 Re: przedszkolne słownictwo 24.02.08, 01:59
                  leli1 mysle, ze wszystko robisz ok... wiesz jakie sa generalne
                  zasady i predzej czy pozniej trafisz dokladnie w to co pomoze i na
                  brzydkie slowa i na nieposluszenstwo czy histerie....
                  nie zgodze sie z tym, ze jezeli dziecko w wieku 4 lat sie tak
                  zachowuje to znaczy ze matka zaniedbala sprawe....

                  moj maly histeryzowac i buntowac sie zaczal jak mial ok. poltora
                  roku, niewiele wtedy mowil ale "nie " mial opanowane do perfekcji,
                  takze rzucanie sie z krzykiem na ziemie gdy tylko co kolwiek bylo
                  nie po jego mysli....czyli np. kilkanascie razy dziennie....

                  od poczatku nie zostawialam problemu....przeczytalam chyba wszystkie
                  dostepne poradniki, radzialam sie innych mam, zapisalam sie do
                  poradni psychologicznej itd.... teoretycznie wiedzialam wszystko i
                  postepowalam dokladnie tak jak powinnam (jak juz weszla na ekrany
                  superniania to nie zaskoczyla mnie zadna nowa metoda)ale efekty byly
                  marne... wystarczylo ze odruchowo zamknelam drzwi od auta a za
                  chwile bylo "ja chcialem zamknac" i ryk na parkingu.... jak juz
                  wiedzialam zeby nie zamykac drzwi, to potem bylo milion innych
                  sytuacji typu "ja chcialem wejsc pierwszy, ja chcialem to podniesc"
                  itd...nie sposob bylo wszystkiego uniknac ani przewidziec.... bylo
                  tez uciekanie w sklepach i inne problemy... jedne udalo sie pokonac
                  to pojawialy sie drugie....
                  obecnie syn ma 5 lat i dopiero od jakis dwoch miesiecy mozna mowic o
                  zdecydowanej poprawie, wyciszeniu, mozliwosci wytlumaczenia
                  czegokolwiek

                  a sposobow jest pewnie tyle co dzieci....u mnie czasami skutkowaly
                  te polecane przez pedagogow, a czasami moze nie specjalnie
                  pedagogiczne...jedno wiem na pewno : tylko zelazna konsekwencja..

                  jedno dziecko, nawet nie zauwazy braku samochodzikow przez jeden
                  dzien, a drugie przezyje to bardzo i bedzie o tym dlugo pamietac....,
                  aha tylko musi wiedzic dokladnie za co.. czy za brzydkie slowa w
                  przychodni czy za rzucanie kamyczkami w aptece (ja tego nie
                  załapałam z twojego opisu, ale podejrzewam, ze areszt autek jest za
                  jedna z tych sytuacji), dla 3,5 latka określenie zle zachowanie to
                  zbyt ogolne…

                  u niektórych dzieci sprawdzaja się naklejki za np. cały dzien bez
                  słow „durny….” I potem po pieciu albo siedmiu – nagroda – np.
                  wyjscie do sali zabaw…. U mnie akurat ten sposób się nie sprawdzil,
                  lepiej się sprawdzily przykre efekty zlego zachowania odczuwane na
                  wlasnej skorze lub ewidentne okazywanie, ze niczego swoim
                  zachowaniem nie osiaga

                  zakaz brania szklanych butelek w sklepie do reki nie skutkowal
                  dopoki syn nie stlukl soku, za ktory potem zaplacil z wlasnej
                  skarbonki, a dokladnie wzięliśmy 5 zł z jego skarbonki na
                  samochodzik, który kosztowal 5 zł i nie mogliśmy go kupic bo 3 zł
                  trzeba było zapłacić za sok…oczywiście był placz…. Ale od tej pory
                  maly nie rusza szklanych rzeczy na polkach sklepowych

                  inny przyklad.... jak mial ze 3 latka mimo mojego zakazu wzial sobie
                  w sklepie kajzerke i ja ugryzl.... na to ja glupia,
                  niedowiadczona : jak juz nadgryzles to trzeba kupic... a potem w
                  domu mu zrobilam z niej kanapke...(szczyt glupoty !smile efekt :
                  nastepnego dnia dziecko wybralo sobie buleczke na ktora mialo
                  ochote , ostaentacyjnie ugryzlo, a potem wrzucilo mi do koszyka z
                  tekstem " teraz musisz mi kupic"... na to ja, ok ja musze za nia
                  zaplacic, ale ty jej nie dostaniesz... kajzerka trafila na murek
                  przed sklepem "dla ptaszkow" ...oczywiscie ryk z pol godziny przed
                  sklepem branie bulki, ktora ja konskwentnie z powrotem
                  odkladalam...itd... jeszcze kilka razy sytuacja sie powtorzyla z tym
                  ze placz byl coraz krotszy, w koncu maly zrozumial,ze nie moze brac
                  pieczywa bez mojego pozwolenia

                  co do slow, to co rusz pojawiaja sie jakies perelki, co jakis czas
                  mowie, ze tak jest nieladnie i komus moze byc przykro, albo ze
                  dzentelman takich slow nie uzywa (na innego chlopca mzoe dzialac, ze
                  pilkarz takich slow nie uzywa, albo rycerz, albo spiderman itd...) i
                  slowa ida w zapomnienie, zadne nie przetrwalo dluzej niz tydzien,
                  dwa....

                  co do placzu w miejscach publicznych to na szczescie juz za mna
                  (chyba)....pol biedy bylo jak syn dawal sie wyprowadzic na zewnatrz
                  i tam sobie plakal.....ale najczesciej padal tam gdzie stal i nie
                  dawal sie wywlec gdzie indziej....bywalo ekstremalnie....pamietam
                  jak cos sie malemu nie spodobalo jak wychodzilismy z pizza-hut i
                  padl tam gdzie stal - akurat w drzwiach wyjsciowych z restauracji
                  ktore sa na fotokomorke.... ze dwadziescia razy go bralam pod pache
                  i wychodzilam ale po jakims czasie musialam jednak wierzgajacego
                  czterolatka postawic na ziemie, a wtedy on pedem wracal do drzwi,
                  rzucal sie na ziemie i kontunuowal swoj placz.... za kolejnym razem
                  znalazlam lawke w poblizu i przyblokowalam malego soba, tak zeby nie
                  mogl wrocic do pizzeri tylko wykrzyczec sie na zewnatrz..... cud ze
                  nikt nie wezwal policji widzac jak biedne dziecko krzyczy a zla
                  matka przytrzymuje je na lawce....

                  na poczcie, gdzie z reguly sporo trzeba postac zajmowalam kolejke i
                  wychodzilismy na dwor... porzucac patyczki , kamyczki itd... problem
                  pojawial sie jak juz byly np. przede mna dwie osoby i musialam
                  wrocic do kolejki a akurat te osoby byly bardzo dlugo
                  obslugiwane....wtedy syn zaczynal sie nudzic i szurac krzeselkiem,
                  albo bawic drzwiami itd....tutaj akurat sprawdzila sie kartka i
                  dlugopis - prosilam malego , zeby narysowal list, albo znaczek,
                  figury geometryczne itd...

                  w sklepie hitem okazalo sie.... gdzie moze stac mleko sprobuj
                  znalezc, a pozniej jak poznal cyferki ... ile to kosztuje... itd….

                  W takiej sytuacji jak apteka, gdzie nie możesz wyjsc z dzieckiem,
                  ale jednoczesnie nie możesz pozwolic na takie jego zachowanie
                  pozostaje tylko zajecie go czyms …..
                  No i tu już roznie w zależności od dziecka…. czasami kartka i
                  długopis… czasami zadawanie zagadek… czasami gra w kolory (dotknij
                  czegos czerwonego, itd).
                  Jeżeli rzuca kamyczkami to dac zadanie umieszczenia wszystkich
                  kamyczkow z powrotem w doniczce…ciekawe czy uda ci się wszystkie
                  odnaleźć i ułożyć tak jak były ?
                  • leli1 Re: przedszkolne słownictwo 24.02.08, 19:49
                    monika kapitalnie to opisałas smile -dzieki serdeczne.
                    Z pewnością skorzystam z Twoich pomysłów-zwłaszcza z "dżentelmen tak nie mówi" - niby proste, ale na to nie wpadłam.
                    Autka stopniowo powróciły z aresztu, ale też moje dziecko z racji choroby bylo odsuniete od przedszkola, cały tydzien nie słyszałam ani durny, ani głupi, raz tylko padł śmierdziel w wersji light (śmierdziuszek). Jutro powrót do przedszkola, przed spankiem przypomniałam mu, że jutro idzie do przedszkola i ze mam nadzieje że autka nie będą musiały wracać do aresztu i żeby postarał sie być grzeczny.....zobaczymy.....
                    • milenium5 Re: przedszkolne słownictwo 09.03.08, 08:15
                      Też mam takie dziecko. Nadmiernie żywe i uwielbiające się popisywać
                      Przechodziłam przez to wszystko. Teraz syn ma już siedem lat, ale
                      popisywanie zostało, na szczęście w cywilizowanej formie - np.
                      wczoraj w skepie z gazetami: Dzieńdobry Państwu, czy zdają sobie
                      Państwo sprawę, ze w innych sklepach nie ma już naklejek itd. Gdy
                      miał trzy, cztery lata, u mnie skutkowało tylko jedno: zaczynają się
                      popisy, zaczepianie dzieci, przesuwanie plakatów w aptece, krzesł w
                      przychodni, rzeczy w skepie, natychmiast wychodzimy. Czasem było to
                      trudne, odkładałam zakupy, opuszczałam kolejkę, nie weszliśmy do
                      sali kinowej gdy zaczął rozsypywać popcorn... Ale bardzo pomagało.
                      Po dwóch - trzech razach wystarczyło powiedzieć: liczę do pięciu,
                      albo przestaniesz, albo wychodzimy. Pomagało. Poza tym dużo zajęć,
                      głownie ruchowych, dalekie spacery, później rower, piłka, pływanie.
                      W koejce do lekarza czy podróży książeczki, konkursy, zabawy słowne,
                      generalnie tyle zajęć, żeby z nudów nie miał czasu na wymyślanie
                      głupot. I dużo pochwał, aby nie musiał zwracać na siebie uwagę w
                      nieakceptowany sposób, bo takie dzieci bardzo potrzebują być w
                      centrum zainteresowania. Dasza radę, wyrośnie z tego. Choć pamiętam,
                      że nie było łatwo...
    • nanowejuzczas Re: przedszkolne słownictwo 15.03.08, 02:08
      moje dziecko ostatnio kilka razy po powrocie z przedszkola witało sie ze mną
      (mąż je odbiera), po czym w czasie rozbierania mówiła "pupa" i się śmiała
      czekając na moją reakcję. (Ja jestem matką-gestapo. Nie zgadzam sie na to. Za
      dużo brzydkiego języka wokół nas. Od małego trzeba uczyć.) Za pierwszym razem
      zwróciłam uwagę, że tak się nie mówi. Ale z drugiej strony czemu? Skoro ja sama
      używam tego słowa (w czasie kąpieli lub przy podcieraniu). Zaczęłam z innej
      beczki. Spytałam co to znaczy. Usłyszałam, że to to (pokazała na swoją pupę),
      spytałam czy coś chce mi teraz o niej powiedzieć. Nie chciała, więc
      wytłumaczyłam, że skoro nie ma nic do powiedzenia na ten temat, niech nie mówi o
      tym tylko o czymś innym. Na razie skutkuje. Poczekam parę dni i zobaczę.
      Wcześniej mieliśmy problem z nazywaniem nas "głupi/a" i bynajmniej nie w
      sytuacjach, w których można by się tego spodziewać (nie akceptować, od razu
      zaznaczam tym, którzy powiedzą, że skoro wg mnie są sytuacje w których można, to
      pewnie ja też tak mówię), tylko tak sobie. Spytałam, czy wie, co oznacza to
      słowo. I jak powiedziała, że tak to spytałam czy tak o mnie myśli. Po chwili
      skupienia usłyszałam, że nie smile. Poprosiłam, żeby to sie nie powtarzało. Pomogło
      (choć dopiero po kilku razach). Może zacznij pytać, co ma na myśli i czy właśnie
      to, co mówi. A jeśli powie, że tak dowiedz się, czemu. Może to coś pomoże? Moja
      mała jest dokładnie w wieku Twojego synka.
Pełna wersja