przedszkole przechowalnią dla dzieci?

24.08.03, 23:25
wiem,ze wkładam kij w mrowisko
ale od paru dni chodzę ze swoim maluchem do niepublicznego przedszkola,
które w opinii rodziców jest świetne i zajęcia ''pokazowe'' tez nie budziły
moich większych zastrzeżeń, i odnoszę wrażenie,że to przedszkole to
zwyczajnie przechowalnia dla dzieci - grupy są ogromne ok.30 osobowe,
praktycznie we wszystkich niepublicznych przedszkolach w naszym mieście to
norma

na ile jedna przedszkolanka (plus od czasu do czasu jedna pani do pomocy)
jest w stanie zadbać o potrzeby malucha, nie mówiąc juz o adekwatnym
reagowaniu na nie? i zadbaniu o bezpieczeństwo wszystkich dzieci...

obserwowałam dwie grupy i dwie panie, one zwyczajnie w świecie poszły tak
bardzo w schematyczne reagownie, że na popłakiwanie dziecka mówią ''nie
płacz'', na energiczne sypanie piasku w piaskownicy ''bo trzeba będzie
jechać na pogotowie oczy płukać'', ''pająka nie zabijajcie, bo on przynosi
szczęście'', bo prostu z kazdą minutą oczy wychodziły mi ze zdumienia...i
słyszałam dokładnie te teksty, których sama starałabym się unikać.... i
wiele, by o tym pisać... sad po prostu ''przedszkolandia'' online
w każdym na razie z tą instytucją się pożegnaliśmy i chyba poszukamy
jakiegoś prywatnego mini przedszkola...

poproszę o jakieś pozytywne relacje z przedszkola (i czy grupy przedszkolne
też są takie liczne?) i czy faktycznie przedszkole dla 3/4 latków to dobry
wybór...
    • mamamoni Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 01.09.03, 12:47
      Moja niespełna 3 letnia córeczka dziś właśnie spędza swój pierwszy dzień w
      przedszkolu. Także takim zwyczajnym, publicznym. Na liście było 21 dzieci, ale
      podobno jakieś zawsze odpadają. Podobno starają się aby grupa maluchów nie
      była zbyt liczna. Są 2 panie i pomoc. Panie są miłe, choć jak na mój gust mają
      chyba nieco skostniałe poglądy i już wiem że będę musiała walczyć o nie
      zmuszanie do leżakowania, chyba że zdarzy się cud i po ponad 1,5 rocznej
      przerwie moja Monia zechce znów spać w dzień (haahaahaaa!). Dni otwartych nie
      było ale jak wiosną były zapisy to byłam z mała 2 razy tak na godzinkę, żeby
      chociaż miejsce nie było jej obce(przez wakacje było tam zamknięte). Nie
      miałam więc wiele możliwości obserwacji, ale było dość miało i nawet tak
      ciepło, dzieci mogły się przytulić(bo przecież takie maluchy jeszcze tego
      często potrzebują). Zabaw było dużo i były ciekawe.
      Mam wrażenie że to w którym byliście faktycznie jest jakieś niewydażone. Ja
      też bym z takiego zrezygnowala. Gorzej jak nie mam wielkiego wyboru. Jestem z
      małego miasteczka i tu też są tylko 3 przedszkola. O tym które wybrałam
      słyszałam że jest po prostu miła atmosfera (czyli panie przedszkolanki, takie
      ciocie-babcie).Różne rzeczy mi się nie podobają, ale to dobra rzecz
      przedszkole. Jak byłam z córcią w domu to lepiłyśmy z plasteliny, malowałyśmy
      itp. A z babcią naprawdę się nudziła tylko klocki, ksiązki i przed dom. Jak ja
      albo mąż mieliśmy wolne to szalała z radości, że coś się będzie działo. Na
      dodatek tęskni do dzieci w sąsiedztwie ich brak, tzreba było gnać na jakiś
      osiedlowy plac zabaw. Myślę że tak jest dla niej lepiej.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia w poszukiwaniach.
      Agnieszka
      • e.beata Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 13:34
        Agnieszka moze spać wink. W przedszkolu jest hałas, dużo dzieci, wiele wrazeń i
        maluchy są zmęczone.
    • jakel Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 01.09.03, 13:19
      Może jest tu ktoś z Francji. Tam podobno dzieci posyła się do miniprzedszkola
      już gdy mają 1,5 roku. I nikt nie widzi w tym nic złego, a wręcz przeciwnie.
      Dziecko uczy się bycia w grupie, dużej grupie. I może rzeczywiście trudno jest
      zapanować nad zgrają 30 osóbek, ale wprawnej przedszkolance to na pewno się
      uda. Tylko my z boku może tak to odbieramy. Ja na przykład nie wyobrażam sobie
      pracy w szkole, ale są osoby które doskonale sobie radzą z rozbrykaną
      młodzieżą. Poza tym początki są zawsze trudne, szczególnie dla rodziców.
      Niejednokrotnie rodzice bardziej przeżywają nowe sytuacje niż ich dzieci.
      Myślę, że z naganną oceną trzeba się jeszcze wstrzymać. 3-4 latki w przedszkolu
      same powinny sobie znaleść zabawę, a jeśli zabawa jest organizowana dla całej
      grupy, to tego właśnie mają nauczyć się te maluchy. I nie jest to nic
      strasznego - bycie wśród innych rówieśników. Dziecko poznaje, że nie jest tylko
      Adasiem, czy Kasią, ale jest jednym z wielu. A jeśli chodzi o podejście do
      życia (pajączki, piasek itp.), to każdy rodzic będzie miał inną wizję tak
      zwanego uświadamiania, czy wprowadzania w świadome życie. I nie można wszystkim
      dogodzić. Ja na przykład nie lubię pająków i bez obaw zabiję każdego pająka "na
      oczach" mego dziecka. Chociaż wiem, że dziecko nie musi mieć takiej fobii jak
      ja i być może dla dziecka będzie to przykry widok. Oddając dziecko do
      przedszkola, oczywiście trzeba w miarę możliwości wybrać "najlepsze", ale
      trzeba mieć świadomość, że dziecko wchodzi w nowy okres życia, będzie
      doświadczał zupełnie nowych rzeczy (także tego, że ktoś może mieć inne zdanie,
      pogląd niż mama czy tata), a wszystko to dla prawidłowego rozwoju tego dziecka.
      EJ
    • agata_edziecko Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 01.09.03, 13:27
      Przepraszam, ja chciałabym uściślić: twoje dziecko chodzi do niepublicznego,
      czy do publicznego przedszkola? Z opisu wnioskuję, że do publicznego, ale Ty
      piszesz inaczej. Ja nie mam na razie doświadczeń z przedszkolem, ale mój 3,5
      letnmi synek chodzi od 4 miesięcy do żłobka z grupą przedszkolną i poszedł dziś
      do najstarszej grupy. Jestem z tej placówki bardzo zadowolona, ale być może
      żłobki mają inne normy, niż przedszkola. U nas są 2 panie opiekunki na grupę
      około 20 dzieci (nigdy nie są wszystkie obecne) + 2 panie do pomocy. Nie
      obserwowałam pań w czasie pracy, ale dni otwarte zrobiły na mnie dobre
      wrażenie. Dziecko też lubi tam chodzić. Wiosną mam zamiar posłać córeczkę,
      która będzie wtedy miała 2 latka.
      Myślę, że wzorzec, o którym piszesz nie jest powszechny. Spotykam dużo mam
      zadowolonych z przedszkoli. Jeśli twoje nie spełbnia Twoich oczekiwań, powinnaś
      poszukać lepszego. Jeśli Cię stać, to pomyśl o niepublicznym, bo w odróżnieniu
      od szkoły tu chyba nie mam wątpliwości - za większe pieniądze otrzymuje tutaj
      się lepszą "usługę". Chyba.
      Pozdrawiam
      agata
      • mamasita Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 11:39
        Moja niania po szkole opieki nad dziecmi, opowiedziala mi takie horrory z
        trzech przedszkoli i zlobka oraz dwoch domow dziecka w Warszawie ze przed oczy
        powracja stare czasy. Jako 16, 17 latki pisaly skargi i mowily dyrektorowi
        szkoly ze takie rzeczy dzieja sie w tych panstwowych instytucjach ale sprawy
        wyciszano. Np. Panie przedszkolanki daja dzieciom po glowie, rzucja nimi o
        ziemie. W zlobku panstwowym skad w samym centrum warszawy, dzieci byly
        przewijane tylko 2 razy dizenie i przez 8 godzin trzymane w fotelikach, a pani
        pila herbate i krzyczala na nie jak plakaly, karmione byly sila, i wysmiewane.
        To nie sa zmyslone horrory,nie mowiac o tym ze nie dzieja na zapadlej
        prowincji tylko w centrum stolicy. Moja niania i jej kolezanki uczone wedlug
        nowych wzorow i dobrych standardow, patrzyly na to ze zgroza i staraly sie
        protestowac ale by przeciez nie mogly odbywac praktyk jakby za bardzo
        pyskowaly. O domu malego dziecka to juz nie wspomne ze do dizeci
        rehabilitantka przychodzi raz w tygodniu i ma 10 min an dziecko, ze leaz, nie
        wychodza na spacer bo sa uposledzone a sa na wyzszej kondygnacji i oiekunek
        jest za malo, wiec nie rozerwa sie.ITP. Uwazam ze magazyn Dziecko powinnien
        sam przeprowadzic akcje z Wyborcza o dobry złobek i przedzkole - o ludzie
        traktowanie. Czesto osoby pracujace od lat w tych placowkach o zenujacych
        płacach maja stare poglady i zero swiadomosci ze krzywdza dzieci, i wciaz im
        sie wydaje że sa dobre.
    • reszka2 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 01.09.03, 14:43
      Moj Misiek dziś też zadebiutował w przedszkolu. Normalnym, samorządowym,
      którego niewątpliwą zaletą jest to że jest blisko nas, jakies 80 metrów, ma
      niewielkie grupy dzieci, no pomimo że jest to grupa łączona 3 i 4-latków i
      pomimo ostatniej fuzji 2 przedszkoli dziś na sali było chyba 10-12 dzieci i tak
      jest zawsze podobno, nad tą grupa czuwaja 2 panie przedszkolanki oraz 1 pani
      pomocnicza. Podobało mi sie że dzieci sa dopilnowane, panie bawią się z nimi,
      karmią te dzieci które maja problemy z samodzielnym jedzeniem, zawsze dostępne
      jest cos do jedzenia dla zgłodniałych nagle dzieciaków, mają jakis realny plan
      zabaw i nauki. Samo przedszkole z zewnątrz wygląda ohydnie, jak skrzyżowanie
      klasztoru z cekhausem, ale wnętrze jest fajne, świeżo odremontowane i wesołe.
      Miskowi podobało się, nawet nieco mnie okrzyczał że przyszłam po niego przed
      obiadem. Oby tak dalej.
      A wiecie że istnieją podobno juz przedszkola "lepsze" i "gorsze"? I ja nie
      myśle o tym co oczywiste, że w tych lepszych dzieci są szczęśliwsze, ale chodzi
      o przyszłe szanse na zdobycie dobrej pracy i ogólnie - lepszego miejsca w
      społeczeństwie? Tak mnie ostatnio uświadomiono. Ja wiedziałam że sa lepsze i
      gorsze licea, gimnazja i podstwówki nawet. Ale przedszkola? To może temat na
      osobny wątek, ale co o tym myślicie?
    • judytak Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 02.09.03, 12:12
      Moje dzieci chodziły/chodzą do publicznego osiedlowego przedszkola w Warszawie.
      Ostatnio przyjmuja już wszystkich chętnych (niż demograficzny!!) i tak
      zapisanych jest 20-25 dzieci w grupie, ale tak naprawdę do maluchow chodzi ok.
      15-tu, do zerówki już więcej.
      W moim odczuciu dzieci bardzo dużo się uczą - życia w grupie, komunikacji,
      nawyków społecznych, radzenia sobie w różnych sytauacjach, samodzielności,
      sprawności, przyjmują pomysły od siebie na wzajem i od nauczycielek też. Mają
      też teatrzyki - przynajmniej raz w miesiącu przyjeżdża przedstawienie dla
      dzieci (obcowanie ze sztuką!).
      Według obecnego stanu wiedzy w wieku przedszkolnym najbardziej rozwijającym
      zajęciem jest swobodna zabawa, im tego więcej, tym lepiej. Dobre przedszkole
      właśnie pozwala dzieciom dużo się bawić, a jak prowadzi zajęcia, to też nie w
      sposób "jak w szkole". To zależy od pań przedszkolanek, nawet w tej samej
      placówce są wyraźne różnice między sposobem prowadzenia różnych grup. Najlepiej
      w tym się orientują dzieci, które chodziły kilka lat do danego przedszkola
      i "przerabiały" różne panie - według mnie są one najlepszym źródłem wiedzy.
      Judyta
      • mrrr Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 16.10.03, 01:05
        Judyto, gdzie w warszawie jest to przedszkole?
        • ludek_edziecko Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 16.10.03, 10:33
          Diana chodzi do państwowego przedszkola od 1.10. Jest najmłodsza w grupie ma 2
          lata i 8 mies. Bardzo bałam, że będzie to dla niej traumatyczne przeżycie. Już
          od jakiegoś czasu przechodziliśmy koło przedszkola, babcia chodziła z nią w
          czasie jak dzieci były na podwórku, oglądała jak się bawią. Po jakimś czasie
          domagała się zaprowadzenia jej do przedszkola i wszystkim opowiadała, że
          niedługo tam pójdzie. Do przedszkola miała iść po ukończeniu 3 lat czyli marzec
          2003, jednak okazało się że utworzyli dodatkową grupę i może iść od zaraz. Na
          decyzję mieliśmy kilka dni. Po 2 tyg. stwierdzam, że w naszym przypadku była to
          bardzo dobra decyzja. Od pierwszego dnia Diana jest odbierana ok. 16.00,
          dlatego, że nie chce wcześniej wychodzić. Jeśli z jakiegoś powodu nie może iść
          do przedszkola jest bardzo niezadowolona. Po tych kilkunastu dniach bardzo się
          usamodzielniła (mimo, że jak na swój wiek uważam, że i tak była bardzo
          samodzielna), sama się ubiera/rozbiera włącznie z bluzkami zakładanymi przez
          głowę, zapina suwaki, guziki itp. Uczy się też współżycia z rówieśnikami. Do
          tej pory potrafiła podejść do innego dziecka i je uderzyć, kopnąć itp., teraz
          jest to zdecydowanie mniej nasilone. Tak więc jestem zadowolona, że
          zdecydowałam się już teraz na przedszkole. Mam ten luksus, że nie musiałam jej
          jeszcze posyłać i jeśli tyko zauważyłabym, że nie jest na to jeszcze gotowa
          zostałaby w domu. Tak jak pisały poprzedniczki, każde dziecko jest inne i
          rozwija się w swoim tempie. Diana w wieku niespełna 3 lat była spragniona
          kontaktu z rówieśnikami, gotowa do rozłąki z opiekunami, mimo, że nie jest
          dzieckiem śmiałym, a inne dziecko dojrzeje do tego w wieku 5 lat.

          Dodam jeszcze, że nie chodziła na tzw. dni otwarte, przedszkole oglądała tylko
          z zewnątrz. Jednak w tym przedszkolu pracowała kiedyś (z 15 lat temu) mama
          mojego męża, a teraz pracuje siostra mamy męża. Adama znają (pamiętają) prawie
          wszystkie Panie w przedszkolu więc może przekłada się to w jakiś sposób na
          stosunek do Diany. Jednak wydaje mi się, że gdyby nie jej gotowość na ten
          krok, to i tak nic by z tego nie wyszło. Przez pierwsze dni była tak
          podekscytowana, że nawet zapominała się pożegnać.

          Życzę wszystkim przedszkolakom tak pomyślnego startu.

          Pozdrawiam,
          Ludek
    • maak3 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 02.09.03, 19:30
      przedszkole do którego chodziłam z synkiem jest niepubliczne, do tego jedno z
      najdroższych w naszym miescie i normą jest 30 dzieciaczków w jednej grupie w
      większości przedszkoli - chyba niżu demgraficznego tu nie ma wink))


      co do francuskich obyczajów to nie tylko 1,5 roczne dzieci uczęszczają do
      przedszkola, ale większość maluszków w 4 msc. życia jest ''odddawanych'' na 10
      godzin dziennie do niani, która zajmuje się od 5 do 10 maluszków jednocześnie,
      a konsekwencje tego wyraźnie widać - Francuzi zużywają najwięcej psychotropów
      w Europie i bardzo łatwo te fakty połączyć....

      poza tym nie wiem czy zachwyt nad instytucją przedszkola jest w pełniu
      uzasadniony, większość psychologów twierdzi,ze dopiero cztero, pięciolatek
      jest w stanie bez większych kosztów emocjonalnych przetrwać przedszkole, a
      czym wobec zdrowia psychicznego jest kilka piosenek czy wierszyków, których
      sie dziecko tam nauczy ( co w większości jest najpopularniejszym argumentem
      mam wysyłających 2 latki do przedszkola)

      mnie pobyt w tym przedszkolu nauczył tego, że atrakcyjny program przedszkola,
      zajęcia pokazowe to jedno, a codzienne realia to już inna bajka....
      • burza4 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 10:43
        Nic nie rozumiem - przecież przedszkole prywatne wybiera się zazwyczaj dlatego,
        że dzieci sa w mniejszych grupach (max.15 osób), mają lepszą opiekę itd... W
        państwowych przedszkolach są zdaje się jakieś normy dotyczące ilości pań i
        maksymalnej wielkości grupy. Trzeba by może spytać w kuratorium? Twoj post
        tylko potwierdza moją opinię, że nie wszystko złoto co się świeci i że CZĘŚĆ
        przedszkoli i szkół prytwatnych sprowadza się po prostu do roli kopalni kasy,
        bez zbytniej dbałości o jakość usług. Tyle, ze w takim układzie po co płacić?
        Gdzie ty to przedszkole znalazłaś?

        A co do drugiej sprawy poruszanej przez ciebie - to myślę że psychologowie się
        mylą z tym wiekiem 4-5 lat. Dziewczyny - jak się trochę poczyta o wynikach
        różnych badań, to nagle się okazuje, że są tysiące różnych opinii - a często
        nawet całkowicie sprzecznych ze sobą! Kierujmy się trochę własnym instynktem, a
        nie opiniami ekspertów zza siedmiu mórz, którzy naszego dziecka nie widzieli na
        oczy! Być może są dzieci bardzo silnie związane emocjonalnie z rodzicami, dla
        któych pójście do przedszkola to istotnie trauma. Tyle, że ja osobiście sadzę,
        że jest to skutkiem jakichś błędów w dotychczasowym postępowaniu rodziców - i
        niekoniecznie należy takie tendencje utrwalać (mam na myśli kurczowe trzymanie
        się przysłowiowej mamusinej spódnicy). Ale każde dziecko jest inne - i nie
        książkowi eksperci, ale my powinnyśmy same wiedzieć najlepiej czego dziecku
        trzeba. Myślę, że żadna matka nie zastąpi dziecku kontaktu z rówieśnikami.
        Nawet kiedy spędza całe dnie na placu zabaw - to są trochę inne relacje, niż
        pozostawienie dziecka w grupie, kiedy musi nauczyć się samo zadbać "o swoje"
        bez oparcia w postaci czujnego oka mamy której się leci poskarżyć. Poza tym nie
        zapominajmy, że zbytni parasol ochronny szkodzi - jak dziecko idzie do szkoły -
        a teraz już w wieku 6 lat - czy chce czy nie chce musi się zasymilować. Ciężej
        mu to przychodzi, kiedy przez te 6 lat było izolowane od "wpływów złego
        towarzystwa", bo po prostu nie potrafi się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

        Moja córka zadebiutowała w grupie żłobkowej w wieku 2 lat. I przedszkole było
        jej potrzebne. Moje dziecko łaknęło kontaktu z rówieśnikami, zabaw w grupie i w
        przedszkolu czuło się jak ryba w wodzie.

        Radością dla mnie zaś nie było nauczenie się kilku piosenek, ale błyskawiczny
        rozwój mowy i umiejętności manualnych (była najmłodsza w grupie i uczyła się od
        starszych)
        • pelik Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 12:32
          Zuza zadebiutowała w przedszkolu 1. września. Ma 2,9. Zdecydowaliśmy się na
          przedszkole publiczne, prowadzone metodą Montessori i po trzecim dniu jesteśmy
          jezcze bardzo zadowoleni. Zuza chętnie wędruje rano do przedszkola, z uśmiechem
          wita się z paniami (na ok. 20 dzieci - 2 panie wychowawczynie i pomoc). Dziś na
          moje "Zuziu, muszę iść już do pracy" dała mi buziaka i powiedziała "No to idź"
          i pobiegła się bawić. Atmosfera cieplutka (pani na powitanie przytula dziecko),
          przyjemne wnętrze, po każdym dniu można obejrzeć na mini - wystawce dzieła
          dzieci. Oby tak dalej.
          Ze względu na wiek małej w tym roku ograniczymy się jeszcze do 4 godzin
          dziennie. A co do dojrzałości do przedszkola, to chyba faktycznie sami
          potrafimy najlepiej ocenić, czy nasze dziecko jest już na to gotowe.
          Pozdrawiamy wszystkich przedszkolnych debiutantów.
          • burza4 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 13:24
            I oby tak dalej... Moją po miesiącu chodzenia na pół dnia zaczęliśmy zostawiać
            na cały, bo po pierwsze dobrze się zaklimatyzowała, a po drugie - po prostu nie
            było innego wyjścia... Trafiła na super panią, uwielbianą przez dzieci, choć
            muszę uprzedzić, że chyba każde dziecko przechodzi moment przedszkolnego
            kryzysu, kiedy nagle z niewiadomych powodów przedszkole przestaje mu się
            podobać i dobrze mieć tego świadomość. I nie zrażać się po pierwszym płaczu.
            Poza tym dobrze jest stworzyć atmosferę przygody, frajdy, dzieci sa w tym wieku
            łase na "dorosłość", a czasem mam wrażenie, że to mamy nie moga się pogodzić z
            tym, że dzieci rosną i sa coraz mniej od nas zależne... Pamiętam drugi rok,
            kiedy wróciłyśmy do przedszkola po wakacjach - i moja stanęła w progu ogłupiała
            na widok tłumu rozhisteryzowanych RODZICÓW "pierwszaków" z nosami na szybie!
            Dzieciom to zdenerwowanie się oczywiście udzielało i ryczały jak opętane.
            Większość mam o wiele bardziej przeżywa pójście do przedszkola niż same dzieci!
        • marta_s24 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 15:00
          Przepisy o ile dobrze mi wiadomo przewidują że na każde 20 dzieci musi być
          jedna osoba z wykształceniem pedagogiczny plus jedna do pomocy. co do
          liczebności grup to zdaje mi sie że nie mogą być większe niż 25 dzieci.O ile
          zdążyłam się zorientować to w przedszkolu mojego synka tak własnie jest, a
          wgrupie 3 latków przynajmniej na początku są dwie panie plus pomoc grupa ta
          liczy 20 dzieci, dodam że jest to przedszkole publiczne.
          • maak3 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 15:56
            a mnie poinformowano w przedszkolu,ze liczba dzieci w grupie jest zależna od
            statutu przedszkola !!!! z pewnością nad tymi przedszkolami jest jakaś
            kuratela menowska, ale układy, układziki pewnie robią swoje...

            • skarolina Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 04.09.03, 08:19
              maak3 napisała:

              > a mnie poinformowano w przedszkolu,ze liczba dzieci w grupie jest zależna od
              > statutu przedszkola !!!! z pewnością nad tymi przedszkolami jest jakaś
              > kuratela menowska, ale układy, układziki pewnie robią swoje...

              Poniekąd może to być prawda, ale na pewno istnieje przepis określający ile pań
              powinno przypadać na taką dużą grupę, a także przepisy sanepidu i
              przeciwpożarowe określające ile dzieci może się znajdować w pomieszczeniu
              (chyba określa się przy tym wielkość pomieszczenia). Sądzę, że to da się
              sprawdzić w pierwszym z brzegu kuratorium.
              pozdrawiam,
              skarolina
              P.S. W życiu nie dałabym dziecka do grupy 30 osobowej, zwłaszcza płacąc za to
              ciężkie pieniądze. No chyba, że byłoby to jedyne przedszkole w mieście i nie
              miałabym innego wyjścia
        • aniag4 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 21:34
          Ja poszlam do przedszkola jak mialam trzy latka i moj brat rowniez i niepowiem,
          ze dlatego jestem szczesliwsza i lepiej rozwinieta spolecznie - wrecz
          przeciwnie nie umiem wspolpracowac zyc w grupie, bardzo dlugo niebylam
          samodzielna nie w sensie wiazania butow(zreszta jakie ma to dla przyszlego
          zycia znaczenie to czy kilka miesiecy wczesniej nauczy sie dziecko wiazac buty
          czy robic siusiu do nocnika) a raczej takich zyciowych spraw, nigdy nie umialam
          walczyc o swoje moj maz natomiast jest bardzo uspolecznionym facetem a w
          przedszkilu nawet jednego dnia nie spedzil nawet z zerowki uciekal-wiec jak
          widzisz pobyt w przedszkolu nie ma tu nic do rzeczy, poprostu kazde dziecko
          jest jakie jest.

          Ja bardzo moja corke kocham i dobrze znam i wiem ze jest bardzo wrazliwym i
          uczuciowym dzieckiem i prawie calyczas "trzyma sie maminej sukienki" ale to nie
          jest dlatego, ze ja w ciagu dwoch lat jej zycia cos zrobilam nie tak ona
          poprostu taka jest potrzebuje bardzo duzo bliskosci i uczucia bo juz w szpitalu
          po porodzie po jakis badaniach gdy zostawiali dzieci na dluzej na noworodkach
          mnie zaraz przynosili kasienke do mnie "bo teskni" i wiem, ze jesli teraz dam
          mojej malej tyle bliskosci ile ona zechce to w przyszlosci bedzie odwaznym,
          samodzielnym i szczesliwym czlowiekiem. Moja mama nas odtracala "od sukienki",
          wysmiewala wraz z innymi czlonkami rodziny chciala nas uodpornic na "okrutny"
          swiat ale to nie jest tak jesli chce sie uodpornic dziecko na zly swiat to
          najlepszym sposobem jest milosc, akceptacja,szacunek-to jest najlepszy kapital
          na przyszle zycie moja mama mi tego kapitalu niedala i jestem "nieudacznikiem
          zyciowym".

          Mam natomiast znajoma duzo starsza odemnie ktora tez ma corke Kasi i tez
          maminej spodnicy sie trzymala i nikomu nawet na chwile nie dala sie zostawic na
          szczescie miala madrzejsza mame od mojej i zapewne inne podejscie od Twojego i
          poprostu ja wszedzie zabierala ze soba co bylo dla nie bardzo uciazliwe ale
          najwazniejsze bylo by zaspokoic potrzeby emocjonalne malenkiego w koncu jeszcze
          dziecka . Owa Kasia bardzo szybko sie usamodzielnila bez problemu w wieku 4 lat
          poszla do przedszkola a w wieku 6 lat pojechala na kolonie a teraz jest
          wspanialym doroslym samodzielnym wyksztalconym czlowiekiem.

          Moja KAsi byla w zlobku w poniedzialek pierwszy i ostatni raz poniewaz w nocy
          bardzo plakala i co chwila budzila sie i tak jest do dnia dzisiejszego- i to
          tylko przez te kilka godzin w zlobku, zaluje tego co zrobilam przeciez
          wiedzialam jaka Kasia jest...


          Kazde dziecko jest inne moze Twoje bardzo rozwiniete spolecznie ale napewno
          wiekszosc dwu-trzylatkow nigdy nie bedzie szczesliwa w przedszkolu i nie
          dlatego,ze matki je zle chowaly tylko dla tego, ze poprostu jeszcze do niego
          nie dorosly bo takie dziecko to jeszcze poprostu jest tylko malutkim dzieckiem,
          ktore potrzebuje mamusi i jej milosci , milosci i jeszcze raz milosci na nauke
          zycia w grupie bedzie miec jeszcze duzo czasu.

          Pozdrawiam serdecznie
          Anka
      • justyna2105 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 09.09.03, 16:14
        Mam dwoje dzieci (5 i 3,5 roku), z ktorych jedno ma wade serca. Do tej pory
        siedziały w domu, bo do przedszkola daleko, bo choroby, bo duze grupy. Aż
        otworzyło się nam nowe prywatne przedszkole na osiedlu. Warunki ma super -
        budynek po przedszkolny, dostosowany do dzieci, duży plac zabaw, w programie
        języki i muzyka. Prowadzi je młoda pani, świeżo po studiach, która po prostu
        lubi dzieci. Może innych to zdziwi, ale ja jestem po tzw. przejściach
        związanych z opiekunkami, więc z radością powitałam przedszkolankę, której chce
        się pracować. Zdecydowanie nie jest to przechowalnia. Dzieci przychodzą
        zadowolone a uczą się tam znacznie więcej niż w domu. Niestety, przedszkole
        leży trochę na uboczu (Praga Płn. przy dawnym FSO)i mało kto o nim wie. Ale mam
        nadzieję, że przetrwa. Gdyby się nie udało, moje dzieci były niepocieszone.
        Znowu będę szukać i bać się, że trafię do "przechowalni"...
    • mader1 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 03.09.03, 23:41
      Dwie moje corki chodzily do najwspanialszego pprzedszkola na swiecie. Jedna
      zaczela chodzic w wieku 4 a druga 3 lat. W pierwszym roku prawie codziennie
      wychodzily o 13.00 - po obiedzie. Na szczescie moglam je tak odbierac. Tylko
      wtedy, gdy mnie wyraznie prosily - zostawaly dluzej. Dlaczego to przedszkole
      bylo takie niezwykle ? Bo byly nie tylko tam przechowywane. Ja tez jak Maak
      mialam wrazenie patrzac na inne przedszkola, ze sa przechowalnia - dzieci od
      rana czekaj tam na rodzicow... Tu byly przytulane - taka prosta rzecz -
      wychowawczyni siadala z nimi na podlodze i brala czynny udzial w zabawie. Co
      chwila dokupowano nowe gry i zabawki. Czytano im ksiazeczki. Pare razy do roku
      dzieciaki robily przedstawienia - ale takie prawdziwe, ze strojami szytymi na
      miejscu ( jest juz pokazna garderoba ), tekstow uczyly sie wylacznie w
      przedszkolu i byla to rpawdziwa frajda patrzec na miny rodzicow w trakcie
      przedstawien. Co miesiac byl duzy, jednodniowy wyjazd - np. na wykopki czy
      kulig. Z tego wszystkiego zdjecia, zeby mozna bylo powspominac... One tam po
      prostu mialy swoje zycie - nie tylko czekaly , ale takze robily cos, czego nie
      robilyby w domu. Nie bylo mowy o zostaniu w domu, bo " mamusiu, mamy dzis probe
      i chce byc ". Oczywiscie mialy tez duzo zajec dodatkowych... Zdarzalo sie tez
      tak, ze my zabierajac wczesniej swoja dziewczynke, zapraszalismy tez 2-3
      kolezanki i rodzice odbierali je od nas, potem byly rewizyty. Teraz jak moja
      corka zaczela szkole, dzwoni do klezanek i opowiadaja sobie , jak jest w
      szkole. Przedszkole tez moze byc przyjazne smile
      • maak3 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 04.09.03, 09:05
        no właśnie - przyjazne przedszkole, tego oczekuję od przedszkola

        my zrezygnowaliśmy z przedszkola juz po tych paru wspólnych dniach, a mały
        będzie chodził 2 razy w tygodniu po 4 h do domu kultury na fajne zajęcia
        muzyczno-plastyczno-taneczne, niech sie najpierw zahartuje w przyjaznej
        atmosferze nim wypuścimy go na szerokie wody przedszkola...ale innego niz to o
        którym pisałam w pierwszym poście

        a aniag ma rację, jesli maluch nie bedzie miał zaspokojonego poczucia
        bezpieczeństwa w przedszkolu i odczuwal jako takiej empatii ze strony
        przedszkolanek to i tak nie bedzie miał gruntu do rozwijania umiejętności
        społecznych w grupie

        poza tym która z nas miałaby ochote przebywać przez 8 h w przedszkolnym
        hałasie i wrzawie, ja po 3 godzinach miałam dośyć
        • mader1 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 04.09.03, 09:09
          w pelni sie zgadzam. do przedszkola musza miec zaufanie i rodzice i dziecko.
          my tez pierwsza corke zabralismy po paru tygodniach z przedszkola,
          prowadzalismy na inne zajecia i dopiero jak w nastepnym roku znalezlismy to, o
          co nam chodzilo, puscilismy ja tam smile I jest swietnie do tej pory.
          • mamamonia Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 04.09.03, 12:05
            Mozesz zdradzic tajemnice, co to za fajne przedszkole o ktorym tak cieplo
            piszesz.
            Ja zaprowadzilam w poniedzialek moja coreczke Anie, ktora nie ma ukonczonych 3
            latek do przedszkola publicznego... i chyba w piatek ja z tamtad zabiore.
            Warunki lokalowe swietne, pani Dyrektor tez robila dobre wrazenie, tyle ze
            brakuje w nim ciepla i czulosci. Po pierwsze mam wrazenie, ze paniom opiekunkom
            sie po prostu nie chce wysilac. Wczoraj ponad polowa dzieci w grupie po prostu
            wyla, a Panie zamiast te biedne dzieci czyms zajac po prostu puszczaly im
            bajki. Efekt byl taki, ze te nieliczne dzieci, ktore nie plakaly i tak nic nie
            slyszaly, a pozostale i tak sie nie uspokoily. Panie, widzac moje przerazenie /
            zreszta jestem jedyna mama, ktora siedzi z maluszkiem w przedszkolu/
            stwierdzily, ze to tak po prostu musi byc, dzieci sie musza wyplakac i tyle.
            • mader1 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 04.09.03, 15:35
              A jaa do tej pory pamietam Tomka, ktory ciagle plakal przy pozegnaniu -
              pamietam, jak siostra wypaatrzyla, ze najbardziej podoba mu sie w kuchni i byl
              tam ciagle noszony rano - w ten sposob nie plakal smile Kazde dziecko maa gorszy
              dzien - zwlaszcza jak jest szaruga czy pada albo jak sie nie wyspi - wtedy, jak
              przychodzi taki delikwent i ma niepewna mine, jest od razu brany na kolana i
              zagadywany. Czasem przez godzine oba kolana ciagle sa zajete wink Ciagle przez
              nastepne dzieci. Moja mlodsza coreczka, jak za mna tesknila, byla zachecana,
              zeby mnie narysowala. Pod koniec zerowki wyjechaly na tydzien w gory i
              wyobrazcie sobie - corcia przyjechala szczesliwa.
              To przedszkole siostr na Zelaznej w Warszawie.
              • magda0 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 11.09.03, 23:33
                Ja o swoich przejsciach z przedszkolem pisalam juz na forum przedszkola, ale
                chyba wkleje tu ten post jeszcze raz ku przestrodze mam, patrzcie
                przedszkolankom na rece.
                Opiszę tu nasze doświadczenia związane z Przedszkolem nr 239 przy ul. Aleje
                Jerozolimskie 117A w Warszawie.
                Jasio poszedł do przedszkola 2 września 2002 r. Rozstanie było trudne,
                jedna z pań opiekujących się dziećmi musiała go przytrzymać, gdyż nie chciał
                zostać tam sam. Myśle, że przeraziła go perspektywa zostania w obcym otoczeniu
                i wśród obcych ludzi i to dużej grupy, w grupie było 25 dzieci, dodatkowo 70%
                tych dzieci płakało.
                Pójście do przedszkola poprzedziło przygotowanie z naszej strony. W
                maju i w czerwcu kilka razy odwiedzaliśmy przedszkole na pół godziny, godzinę
                czy półtora. Głównie wizyty odbywały się na placu zabaw tzw. ogródku ze względu
                na sezon letni, a może i z innych powodów. Już wtedy zdarzały się pewne
                sytuacje, które chyba powinniśmy potraktować jako ostrzeżenie przed tym
                przybytkiem, ale z drugiej strony nie chciałam idealizować, przecież nie ma
                idealnych miejsc i ludzi. Jedna z sytuacji, o których piszę była taka, że kiedy
                chciałam skorzystać z toalety w przedszkolu, oczywiście toalety dla personelu,
                nie dla dzieci, dyrektor przedszkola stwierdziła, że rodzice nie mają do tego
                prawa, ponieważ w przeciwieństwie do personelu przedszkola nie przechodzą
                specjalistycznych badań i oczywiście poprzez przeniesienie różnego rodzaju
                chorób na personel, mogliby zakazić dzieci. Druga sytuacja, która powinna nas
                skutecznie odstraszyć, piszę to z perspektywy pół roku, wyglądała mianowicie w
                taki sposób: w trakcie naszej obecności w przedszkolu była pora drugiego
                śniadania i dzieci usiadły przy stolikach, aby zjeść owoce i wypić herbatkę.
                Nikt nie zaproponował nam poczęstunku, ani mnie, ani Jasiowi. Dopiero na moją
                prośbę Jasio dostał filiżankę herbatki. Co do posiłków to np. zupa dla dzieci
                jest przynoszona do sali i nalewana do talerzy z wiadra, dla mnie był to szok
                estetyczny. Sądziłam, że takie rzeczy nie mogą się zdarzać, bo przecież dzieci
                uczą się, zdobywają wiedzę i zaczynają postrzegać pewne wartości, właśnie
                poprzez naśladownictwo. Dodatkowo już wtedy było wiadomo, że absolutnie nie
                można zostać we wrześniu z dzieckiem na czas adaptacji, jak również już wtedy
                Jasio był oceniany przez panią dyrektor jako: „To nie jest materiał na
                przedszkolaka.” Zostałam ostrzeżona, że jeśli będzie histeryzował we wrześniu,
                jeśli się nie nada to zostanie „wycofany”. Czy tak mówi pedagog o dzieciach? Te
                wszystkie oceny były wygłaszane w obecności dziecka.
                Jednakże postanowiłam się nie zrażać i ponawiać próby zaadoptowania
                synka w jak największym stopniu w czerwcu, mimo że bardzo serdecznie zapraszani
                do przedszkola nie byliśmy. Dodatkowo Jaś polubił to miejsce, dopytywał kiedy
                tam pójdziemy, co robią dzieci, pewnego razu nawet nie chciał wyjść stamtąd.
                Nie sądziłam, że łatwo pójdzie we wrześniu, ale że nie będzie aż tak źle, skoro
                początek był całkiem niezły. Moim zdaniem im bardziej poznałby przedszkole,
                tym łatwiej byłoby mu we wrześniu. Poczyniliśmy ustalenia, że pójdzie we
                wrześniu, na początek na 3 godziny, a potem na 5 i będę zabierać go do domu
                przed leżakowaniem.
                Minęły wakacje i przyszedł wrzesień, a w zasadzie koniec sierpnia, gdyż
                wtedy postanowiłam pójść jeszcze z Jasiem, aby przypomniał sobie miejsce,
                zobaczył panią wychowawczynię, panią która jej pomaga i ogródek. Było to
                możliwe ponieważ w ostatnim tygodniu sierpnia personel przedszkola był już
                obecny i przygotowywał budynek i sale do przyjścia dzieci. Jednak nasza wizyta
                wywołała duże zdziwienia, nikt nie zapytał, ale czuło się właśnie to nie zadane
                pytanie: czego oni tu szukają? Jasio był zestresowany, ale również
                zainteresowany miejscem, które już kiedyś odwiedzał. Kolejnego dnia wybrałam
                się sama do pań wychowawczyń, aby zanieść wypełnioną ankietę, jak również
                porozmawiać o Jasiu, jego potrzebach, umiejętnościach i rzeczach, w których
                należy mu pomóc oraz innych, w których wykonywaniu nie potrzebuje pomocy.
                Chciałam również powiedzieć o moich oczekiwaniach w stosunku do przedszkola
                oraz usłyszeć o programie wychowawczym i edukacyjnym. O tych ostatnich rzeczach
                niewiele, a w zasadzie nic się nie dowiedziałam, oprócz tego, że nie stawiają
                do kąta, że nie ma kar a są nagrody. Dowiedziałam się, że nie zmusza się dzieci
                do jedzenia, a jedynie namawia, czy też np. nagradza, jeśli ładnie dziecko zje
                obiad, a nagradza się zazwyczaj słodyczami, o których przynoszenie są proszeni
                rodzice. Wyraziłam zdecydowany sprzeciw, panie powiedziały, że tak, że
                rozumieją. Ja wytłumaczyłam dlaczego nie chciałabym, żeby Jasio był namawiany
                do jedzenia, uważam że je się wtedy, gdy jest się głodnym, jeśli nie zje
                śniadania będzie musiał poczekać do obiadu, w ten sposób wyraża się szacunek do
                jedzenia, osób, które przygotowują posiłki, jak również do dziecka, które może
                decydować o swojej fizjologii. Poprosiłam również panie o nie zwracanie uwagi
                na fakt, że Jasio zasadniczo używa lewej ręki, a już absolutnie nie zmienianie
                mu jej na prawą, panie również przytaknęły, że oczywiście zastosują się do
                naszych oczekiwań. Poza tym poinformowałam panie o tym, że Jasio mówiąc o sobie
                używa najczęściej formy żeńskiej i poprosiłam również, aby nie zwracać na tę
                sytuację uwagi, gdyż sądzę, że przebywając z innymi dziećmi i innymi ludźmi sam
                odkryje różnice płci występujące w języku. Wydawało się, że panie ze wszystkim
                się zgadzają i w tych kwestiach nie będzie żadnych problemów.
                2 września zaprowadziłam Jasia do przedszkola, już przy wejściu panował
                harmider, wszędzie było słychać płacz i niemal czuło się w powietrzu ogromny
                stres, który przeżywają rodzice i dzieci. Jak już pisałam wyżej nie udało się
                zostawić Jasia bez użycia siły. Dodatkowo w grupie płaczących prawie 15 z 25
                dzieci, niestety również nie można było liczyć na pomoc nauczycielki. Jasio nie
                miał nawet okazji się z żadną z pań przywitać, do sali zajrzała pani dyrektor,
                która widząc mnie przytulającą Jasia stwierdziła patrząc na zegarek, a była już
                prawie 8.30, o której to godzinie dzieci miały zaczynać śniadanie,
                że „kochanienka musisz już iść”. W końcu przytrzymała Jasia pani woźna (sic!),
                a ja wyszłam ze łzami w oczach widząc wyrywającego się synka. Przyszłam po
                niego po 2,5 godz. wcześniej obserwując go w ogródku przedszkolnym, jak siedzi
                smutny i nieszczęśliwy na huśtawce. Jasio bardzo się ucieszył, kiedy jedna z
                pań przyprowadziła go do szatni, gdzie na niego czekałam, nie chciałam
                pokazywać się innym dzieciom, żeby nie było im przykro, że ich rodzice jeszcze
                nie przyszli.
                Drugi dzień w przedszkolu był trochę lepszy, a mianowicie był płacz w
                domu i łzy w oczach w szatni, ale z wielką odwagą Jaś wkroczył do sali, gdzie
                również jak poprzedniego dnia nikt się z nim nie przywitał, nie zaprosił,
                musiał radzić sobie sam w obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Zostawiając Jasia
                w sali słyszałam tylko, jak panie mówią do innych dzieci, „nie płacz jesteś
                duży przedszkolak, a duże przedszkolaki nie płaczą„. Moim zdaniem w taki sposób
                jedynie zawstydza się dzieci i deprymuje, że nie może ono dorównać swoim
                rówieśnikom w różnego typu zachowaniach. Odbierając Jasia z przedszkola tym
                razem po 5 godzinach, chciałam dopytać jak się sprawował, jak sobie radził z
                różnymi rzeczami, jak samodzielność w toalecie i przy stole, czy się bawił, czy
                nie, czym się zainteresował. Niestety pani wychowawczyni, ani jej pomoc, nie
                miały czasu na udzielenie żadnych informacji, jedynie z ręką na klamce, stojąc
                w drzwiach pani poinformowała mnie, że bardzo dobrze, nie płacze, ale nie jadł.
                Taka sytuacja powtarzała się prawie codziennie, my jako rodzice byliśmy coraz
                bardziej zestresowani, ponieważ nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszym
                dzieckiem przez 5 godzin dz
                • kangureq Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 24.09.03, 21:03
                  i co dalej? Bo jestem ciekawa jak historia sie skończyła
                  anita
                  • magda0 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 23:03
                    Nie sprawdzilam ze ucielo koniec listu, pozdrawiam, Magda.
                    Taka sytuacja powtarzała się prawie codziennie, my jako rodzice byliśmy coraz
                    bardziej zestresowani, ponieważ nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszym
                    dzieckiem przez 5 godzin dziennie. Dodatkowo kiedy staraliśmy się dowiedzieć o
                    zachowanie Jasia telefonicznie, zasadniczo byliśmy zbywani przez panią
                    dyrektor. W końcu 4 dnia (dzwoniliśmy raz dziennie przez 4 dni) usłyszeliśmy od
                    pani dyrektor, że musi nas odizolować od przedszkola, bo nie musiałaby nic
                    innego robić tylko odbierać telefony, gdyby tak wszyscy rodzice dzwonili. W
                    końcu 5 dnia mąż przed pracą poszedł porozmawiać z wychowawczynią.
                    Dowiedzieliśmy się, że Jasio świetnie sobie radzi, że jest bardzo dzielny, że
                    słucha poleceń nauczycielek, ale nie je. Coraz bardziej nas zaskakiwało takie
                    przywiązywanie wagi do jedzenia, tym bardziej w okresie adaptacyjnym, jak
                    również biorąc pod uwagę fakt, że prosiliśmy panie o nie namawianie naszego
                    syna do jedzenia. Trudno nam było uwierzyć w to, że Jasio tak świetnie sobie
                    radzi, skoro w domu był smutny i przygnębiony, przestał wychodzić na spacer,
                    bardzo trzeba było się natrudzić, żeby go namówić na wizytę w parku.
                    Jasio opowiadał o przedszkolu bardzo dużo, w co się bawią dzieci, jakie
                    dzieci chodzą do przedszkola, jak się nazywają, co mówią panie. Było to dla nas
                    główne źródło informacji, co się dzieje z naszym dzieckiem przez 5 godzin
                    dziennie, bo kontakt z wychowawczyniami był żaden, mimo prób rozmowy, nie
                    dochodziło do nich, głównie ze względu na brak czasu pań pracujących w
                    przedszkolu. Nigdy nie zproponowano nam innego terminu spotkania, mimo nalegań
                    z naszej strony. Nie ma żadnego terminu konsultacji z paniami wychowawczyniami
                    poza godzinami ich pracy z dziećmi. To właśnie z opowiadań Jasia o przedszkolu
                    dowiedzieliśmy się, że „w przedszkolu nie wolno płakać, trzeba się uśmiechać”.
                    Zwrot ten przeraził mnie, kiedy zobaczylam, że Jasio wypowiadając go ma łzy w
                    oczach i sztuczny uśmiech na twarzy. Sytuacja ta powtarzała się wielokrotnie, z
                    jednej strony było widać, że jest mu smutno i ma ochotę się rozpłakać, z
                    drugiej powstrzymuje łzy i mówi: „Nie będę już płakać, jestem uśmiechnięty.”
                    Usłyszałam również od Jasia, że w przedszkolu „nie wolno się przytulać” nie
                    dopytywałam już czy do pań wychowawczyń czy do innych dzieci, po prostu nie
                    chciałam utrwalać dziecku tej informacji. Kolejna informacja przekazana przez
                    syna zaszokowała mnie, mianowicie dowiedziałam się, że „w przedszkolu nie robi
                    się kupy”. Sądziłam, że może Jasio coś błędnie zrozumiał, jednak sytuacja ta
                    została potwierdzona przez inną mamę, której dziecko wstrzymywało kupę, aż do
                    przyjścia do domu z przedszkola, inne dziecko nabawiło się nawykowych zaparć.
                    Metoda wychowawcza to jednak mimo zapewnień wychowawczyń, że jej nie
                    stosują, stawianie w kącie np. za fakt nie trzymania nóg w kokardkę podczas
                    siedzenia na dywanie, czy też trzymania ich krzywo. Mimo naszych próśb o to,
                    aby nie zwracać uwagi na posługiwanie się przez naszego syna lewą ręką, został
                    on określony mianem leworęcznego. Jak również usłyszałam od synka, że pani
                    mówiła, żeby trzymać pędzel w prawej ręce. Zbulwersowało mnie to przypinanie
                    etykietek, jednakże kiedy powiedziałam o tym pani wychowawczyni, wszystkiemu
                    zaprzeczyła. Podobna sytuacja wystąpiła, kiedy Jasio powiedział, że panie w
                    przedszkolu mówiły, że ma chore ząbki. Jak można o problemach dzieci mówić przy
                    dzieciach? Dodatkowo robią to osoby choćby teoretycznie „przygotowane” do pracy
                    z dziećmi.
                    W sali w przedszkolu nie wolno biegać, a do ogródka bardzo często
                    dzieci nie wychodzą, a to z powodu zimna, a to z powodu prac porządkowych itp.
                    W przedszkolu w ogóle nie można stosować jakiejkolwiek diety, mimo wielu
                    propozycji ze strony rodziców. Rodzice nie są informowani o zmianach w
                    rozkładzie zajęć, czy też o wizytach różnego rodzaju gości, np. pana
                    przebranego za Teletubisia, który robił sobie z dziećmi zdjęcia. O pobycie w
                    sali rodziców w ogóle nie ma mowy. Dzieci są namawiane do jedzenia, czy też
                    nazywając rzecz po imieniu, przymuszane wizją nagrody w postaci cukierka, czy
                    ciasteczek, czy też wizją pozostawania przy stole dopóki nie skończą, czy też
                    nie zjedzą 8 czy 10 kawałków mięska i 2 ziemniaczków. Byłam świadkiem jak
                    dziecko ciągle siedziało przy stole i było namawiane do jedzenia, mimo że
                    minęło już pół godziny od rozpoczęcia obiadu a ono zjadło bardzo niewiele albo
                    wcale. Inna sytuacja, która świadczy o całkowicie błędnym rozumieniu dziecka i
                    rodziców w tym przedszkolu wystąpiła, kiedy na prośbę Jasia czytałam mu w
                    szatni książeczkę z przedszkola, która bardzo mu się podobała, za drugim razem,
                    gdy pozostawaliśmy dłużej w szatni, zostaliśmy wyposzeni. Pani dyrektor użyła
                    argumentu, że trzeba już zamknąć drzwi, a potem w ogóle książeczka zniknęła,
                    rzekomo wzięły ją dzieci z innej grupy. Piszę rzekomo, bo na spotkaniu z
                    rodzicami pani dyrektor powiedziała, że to był jej pomysł, aby nie czytać
                    dzieciom książeczek w szatni. Również za sprawą pani dyrektor nie udało mi się
                    spotkać z psychologiem w przedszkolu, po prostu stwierdziła, ze pani psycholog
                    nie ma czasu na takie rzeczy i w ogóle nam nie pomoże. Pani psycholog akurat
                    wtedy zmieniła godziny urzędowania, więc nie mogłam jej o to zapytać osobiście,
                    a kolejnym razem musiałabym stoczyć bój z panią dyrektor, żeby w ogóle wpuściła
                    mnie na spotkanie z psychologiem. Tak więc mimo obecności psychologa w
                    przedszkolu nie mogłam uzyskać od niego pomocy, a tej właśnie potrzebowaliśmy.
                    Nasz syn zaczął źle sypiać w nocy, z czasem przerodziło się to w bezsenność,
                    stał się apatyczny, zestresowany, przed pójściem do przedszkola kilka razy
                    chodził do łazienki itp. Mimo naszych usilnych dopytywań u wychowawczyni o
                    pewnych problemach Jasia np. o tym, że nie bawi się zabawkami, że szybko się
                    nudzi, że jest słaby manualnie dowiedziałam się dopiero po miesiącu na
                    spotkaniu rodziców z wychowawczynią, a przecież pytaliśmy o Jasia wielokrotnie.
                    Zdecydowaliśmy, że zrezygnujemy z tego przedszkola, bo to nie
                    przedszkole ale jakiś koszmar, Jasio przestał tam chodzić po miesiącu, decyzja
                    więc została przez nas głęboko przemyślana i mamy tylko nadzieję, że nie było
                    to dla niego za późno, że nie będzie się ono mu śniło po nocach i nie będzie
                    się budzić z krzykiem.
                    Teraz juz po roku od tego wydarzenia zaluje ze nie zabralismy go
                    stamtad wczesniej, a list wyslalam do kuratorium ale nikt nie raczyk mi
                    odpowiedziec.
                • ochotka69 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 10:23
                  Nie wiem Magdo, moze zmienie zdanie (moje dziecko nie jest w wieku
                  przedszkolnym), ale jezeli chce sie miec opieke tylko dla swojego dziecka, to
                  moze naprawde zrezygnowac z przedszkola i zatrudnic panią opiekunkę. Nie sądze,
                  ze pani przydzielona na conajmniej dziesięcioro dzieci, bedzie wiedziala co z
                  kazdym sie dzieje. Dlatego tez twierdze, że dla mnie przedszkole to troche
                  przechowalnia.
                  • judytak Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 13:42
                    ochotka69 napisała:

                    > jezeli chce sie miec opieke tylko dla swojego dziecka, to
                    > moze naprawde zrezygnowac z przedszkola i zatrudnic panią opiekunkę. Nie
                    sądze,ze pani przydzielona na conajmniej dziesięcioro dzieci, bedzie wiedziala
                    co z kazdym sie dzieje. Dlatego tez twierdze, że dla mnie przedszkole to troche
                    > przechowalnia.

                    Dzieci w różnym wieku mają różne wymagania, co do opieki. Tak jak dziecko
                    kilkumiesięczne raczej wymaga, żeby ktoś się nim zajmował w większości czasu,
                    to dziecko w przedszkolu, oprócz "indywidualnego zajmowania się" potrzebuje
                    również "grupowego zajmowania się", ale też życzliwej, niewtrącającej się
                    nadmiernie obecności dorosłego przy zabawie indywidualnej, i to samo przy
                    zabawie w grupie. Ponadto dziecku w wieku przedszkolnym służą rozmaite pomysły
                    techniczno-plastyczne, zabawa w teatrzyk itp. Nie sposób tego zapewnić,
                    zatrudniając opiekunki w układzie "jeden do jednego".
                    Czytałam już takiego postu na forum, gdzie mama się zastanawiała, czy zatrudnić
                    dwie opiekunki do pozostającej w domu dwójki rodzeństwa.
                    A czy w szkole też powinno być nauczanie indywidualne? Jeden nauczyciel do
                    jednego dziecka?
                    I co dalej? mam na myśli, w życiu?
                    Według moich doświadczeń dla dziecka w wieku przedszkolnym to właśnie
                    przebywanie w domu z opiekunką jest "przechowalnią", natomiast pójście do
                    przedszkola powoduje skokowy rozwój.
                    Są to doświadczenia z dobrą opiekunką i z w miarę dobrym państwowym
                    przedszkolem.
                    Pozdrawiam
                    Judyta
        • odalie Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 19:59
          A naszej nie potrafię wyciągnąć do domu nawet po 16-tej - pół godziny trwa
          żeganie się z koleżankami, przebieranie, żegananie się z koleżankami,
          przeskakiwanie przez ławeczkę w sztani...
    • odalie Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 19:57
      Hej!

      Jesteśmy bardzo zadowoleni z przedszkola. Bardzo - hmm, to znaczy tak na 4+
      (albo 5 w nowej skali, ja tam przywykłam do starej/uczelnianej).

      Do pełnej 6-tki jednak trochę brakuje. (Głównie bieżącego informowania nas
      przez panie, nadal to się tam dzieje otoczone jest lekką mgiełką tajemnicy.)

      Posłaliśmy córeczkę w wieku 4,5 lat i była to według mnie bardzo słuszna
      decyzja. Tak akurat - nie za długo w domu, nie za wcześnie w świat.

      Do tej pory wychowywałam ją na zmianę z mężem, tak na zakładkę, abyśmy jednak
      oboje mogli wychodzić do pracy (raz na jakiś czas) oraz pracować w domu (jak
      najczęściej). Była z nami bardzo blisko, zresztą długo karmiłam ją piersią.
      Nauczyliśmy ją samodzielności (częściowo to jej wrodzona cecha charakteru),
      czyli podejmowania wyborów a także "samoobsługi", nauczyliśmy ją pięknie się
      wysławiać (ma bogate słownictwo), nauczyliśmy ją liczyć, zaczęła też trochę
      czytać; jest sprawna fizycznie, szybko biega, ma mocne łapki. Kosztowało nas to
      wiele pracy i czasu (które jednak nie poświęciliśmy na pracę zarobkową albo
      szybsze popchnięcie kariery) - ale także pozwoliło na wytworzenie bardzo
      specyficznej bliskości. Mamy poczucie, że ukształtowaliśmy swoje dziecko, że je
      znamy, że pokochaliśmy i daliśmy się pokochać jako rodzice.

      Ale nie byłabym jej w stanie dostarczyć grupki równieśniczek-koleżanek do
      zabawy w dom i kolegów, z którymi może się siłować i ścigać.

      Ani takiego solidnego placu zabaw i tak regularnego pobytu na świeżym
      powietrzu.

      Także z gotowanymi obiadami, regularnymi posiłkami było u nas kiepsko.

      To daje jej przedszkole.

      Moja córeczka była już i tak samodzielna i potrafiła się dzielić. Ale jednak
      inaczej żyje się w grupie, inaczej w domu. Nadszedł czas aby pójść w ten
      szeroki świat. Mniejsza o wierszyki - my i tak nadal uczymy ją (tak mimochodem,
      zabawowo) rozmaitych rzeczy, na które w szkole (o przedszkolu to nawet nie
      mówię) będzie musiała długo czekać. Ale co się liczy - nauka, jak sobie radzić
      z innymi, jak rozwiązywać konflikty bez mamy albo taty i nie z grzecznymi
      dorosłymi, a z rozmaitego sortu rówieśnikami.

      A z drugiej strony - tak, tak, przechowalnia - a czemu nie? Ona jest w
      przedszkolu, ja spokojna, mogę pracować. Możemy razem z mężem pójść do kina na
      seans przedpołudniowy!!! Razem!!! Mogę posprzątać, rozwiesić pranie, zrobić
      zawczasu ciepłą kolację - a wieczorem spokojnie, bez poczucia że coś mnie goni,
      poczytać jej "Madikę" albo wyjść z nią na rower. I nie muszę już chodzić spać o
      czwartej w nocy!!!

      Właśnie także "przechowalnia" i nie wstydzę się tego.

      ........................

      Aha, w grupie zapisanych jest 25 dzieci (państwowe przedszkole).

      • magda0 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 23:07
        Wszystko zalezy od tego co sie rozumie pod pojeciem przechowalnia, mysle ze na
        taka przechowalnie, o ktorej piszesz tez bym sie zgodzila, ale nie na taka
        gdzie dziecku dzieje sie krzywda psychiczna, masz racje ze kontaktu z
        rowiesnikami czy w ogole z dziecmi nic nie zastapi i tego w domu nie da sie
        zrobic, a wkurza mnie strasznie to nie informowanie rodzicow co sie dzieje w
        przedszkolu z dzieckiem i w ogole, pozdrawiam, Magda.
        • maak3 Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 25.09.03, 23:19
          przechowalnia, o której ja pisałam to metaforycznie ujmując
          wieszak na płaszcze wiszące jeden przy drugim
          popłakujące
          a przedszkolanka to nadzorca - jak płaszczyk spadnie to odwiesi, ale nie
          sprawdzi czy mu wygodnie i czemu płacze ;-(



          • odalie Re: przedszkole przechowalnią dla dzieci? 26.09.03, 18:32
            Wiem co Maak masz na myśli, tak się zabawiłam w adwokata diabła.

            Jesteśmy zadowoleni, ale - mamy silne poczucie, że to nie jest żadna,
            absolutnie żadna zasluga przedszkola! Gdyby nie charakter naszej córeczki i jej
            wielka samodzielność, pewnie byłyby problemy.

            A wczoraj szlag mnie trafił, gdy zobaczyłam rozczochraną moją córeczkę. Miała
            warkocz, który się "rozsupłał", ale żadna pani nie zwróciła uwagi/nie pomogła,
            rozczesać włosy i po prostu zebrać w kitkę. Wiem, to szczegół, ale mimo
            wszystko. No i kilka razy młoda miała prawy bucik ne lewej nodze, co akurat w
            jej przypadku jest niewskazane bardzo (wada stępu) - a do tej pory, mimo że zna
            strony "prawa,lewa" (która ręka jest która, strony świata) myli buciki, kilka
            razy prosiłam o zwaracanie na to uwagi. Wiem, szczegół, ale świadczy o
            niedopilnowaniu, nie zwracaniu uwagi.

            A koleżanka, które córka trafiła do tej samej placówki do maluchów
            zrezygnowała. Płacze tam były przez ponad tydzień. Nie uwierzę, że nie można
            maluchów jakoś "przeprowadzić" łagodniej przez adaptację.
Pełna wersja