beata77_77
08.05.08, 12:48
Założyłam ten wątek, żeby podzielić się swoją frustracją z
rodzicami, którzy są w podobnej sytuacji co ja.
Mój synek, który w lipcu skończy trzy latka, nie dostał się do
żadnego z wrocławskich przedszkoli.
Po drugim etapie rekrutacji, wiem, że też się nie dostanie (jest
daleko na liście rezerwowej).
Oboje z mężem pracujemy w państwowych zakładach pracy, zarabiając
niewiele ponad 1000 złotych każde i nie stać nas na to, żeby oddać
dziecko do prywatnego przedszkola.
Nie wyobrażam sobie, żeby moje trzylenie dziecko (zna juz kilka
piosenek, wierszyków, zna cały alfabet, potrafi policzyć do 10 itp)
miało kolejne 2 albo 3 lata (jak nie dostanie się teraz to za rok
czy dwa tym bardziej, bo nie tworzy się grup dla starszych dzieci)
spędzić w domu (dowożone do babci, która nie zastąpi żeby nie wiem
jak chciała, przedszkola i kontaktu z rówieśnikami). Widzę, jak z
każdym dniem moje dziecko rozwija się, uczy, domaga kontaków z
rówieśnikami... na podwórku obserwuję synka i widzę jego nieporadne
próby "zaczepienia" innych dzieci!!!! Jestem przerażona perspektywą
wychowywania odludka!!!!
Dlaczgo moje dziecko, ma być gorsze od innych? dlatego, że wychowuje
się w pełnej, kochającej się ale niezbyt zamożnej rodzinie? A może
powinniśmy z mężem wystąpić o separację tylko po to, żeby
jakoś, "wcisnąć" go do jakiegoś przedszkola? Tylko czy to będzie
mniejsze zło?
Jestem zdesperowana, o prywatnym przedszkolu moge zapomnieć. Czy w
takiej sytuacji muszę skazywać moje dziecko na rezygnację a tego, co
w NORMALNYM, ZDROWYM KRAJU POWINNO BYĆ DZIECKU ZAGWARANTOWANE?
A może się mylę?
Babcia, to moja ostatnia deska ratunku... tylko zdrowia i sił coraz
mniej...