problem: "nie powiemy mamie"

08.10.03, 21:37
Hej!

Do tej pory stosunek do przedszkola miałam - no, z małymi wyjątkami -
entuzjastyczny. Dziecko poradziło sobie świetnie z adaptacją i z
przyjemnością chodziło do przedszkola, a to najważniejsze.

Ale dziś coś we mnie trzasnęło i proszę Was w związku z tym (o czym niżej) o
poradę.

Proszę i wypowiedzi zwłaszcza mamy-przedszkolanki oraz mamy-psycholożki, ale
oczywiście wszelkie komentarze mile widziane smile

Otóż odbierał z przedszkola małą mąż. Od razu zauważył, że coś nie tak. Pani
odesłała małą do szatni, a mężowi wyklarowała: dziś w trakcie zabawy,
całkowicie niechcąco, nasza córka pacnęła dłonią nieuważną koleżankę,
trafiając w nosek. Polała się krew. Nasza wpadła w płacz, roztrzęsła się na
długą chwilę, bardzo to przeżywając. Pani pocieszała ją, ale córeczka nie
chciała się potem bawić, tylko usiadła przy pani bardzo przygnębiona.

Pani prosiła męża, żebyśmy w domu nic na ten temat nie mówili.

Mąż jak to mąż, przyprowadził małą do domu. Gdy nie słuchała, opowiedział mi,
co się wydarzyło, zgodnie z poleceniem pani: "proszę o tym nie mówić".

Do wieczora młoda przygnębiona, smutna, cichutka. Gdy zadzwoniła ukochana
babcia, nie chciała z nią rozmawiać. Wyszłam do pracy, wracam, a tu dziecko
nadal smutne jak zmoknięty psiaczek.

Myślę, myślę...

No nie!!!

Czemu właściwie nie mam porozmawiać z córką!!!

Po kąpieli próbuję. Najpierw zmyślanie (pokazywała nieistniejący siniak -
jest smutna bo ktoś ją uderzył). No to próbujemy dalej. Coś niecoś "wyłazi",
ale nadal tylko dotyczy zachowania pani po wypadku (pocieszała, posadziła
obok siebie). Przytulam małą, głaszczę po włosach i nagle dowiaduję się, że
pani nie kazała w domu mówić na temat "tego"! Córeczka "miała nie mówić".

No nie! Napiszcie, co o tym sądzicie, ale ja intuicyjnie czuję, że to lekka
przesada.

................................

Aha, jakiś czas temu był podobny przypadek. Pani poinformowała mnie, że moje
dziecko "pobiło dwóch chłopców", ale żeby o tym w domu nie mówić, ona
mnie "tylko informuje" (w takim razie, po co?). W zamieszaniu przy
wychodzeniu przytaknęłam, ale nie dawało mi to spokoju i wieczorem w luźnej
rozmowie nakierowałam córeczkę, aby coś niecoś więcej opowiedziała. I wyszło
na to, w całkiem wiarygodnej wersji, że owszem, tak było, że młoda zbiła
dwóch chłopców, ale ci chłopcy wcześniej przeszkadzali bawiącej się grupce
dziewczynek, zabierali zabawki, i nie zwracali uwagi na protesty słowne.

Pani nie wspomniała nic o okolicznościch "zajścia". A przecież różnica jest
kolosalna - czy dziecko było agresorem (np. zabierało zabawki), czy może był
to atak nieukierunkowany całkowicie, czy dziecko broniło się przed atakiem.

Mniejsza zresztą o rodzaj konfliktu czy problemu - dlaczego pani zakazuje
rozmawiania o tym z rodzicami?

Pytam poważnie.

Może jakaś mama psycholog/przedszkolanka mi wyjaśni. Może w tym jest sens,
którego ja nie widzę?

Dlaczego nie mogę przytulić, ukochać i pocieszyć mojej córeczki, którą
traktuję i chcę traktować jak przyjaciółkę (marząc, aby mnie też tak
traktowała)?

Dziecko wyraźnie męczyło się z tym zakazem. Była załamana, przejście musiało
mocno ją poruszyć, a nie mogła liczyć na nasze wsparcie. Ja też się męczyłam.
Nienawidzę udawania i oszustw. W domu panuje zasada otwartości i szczerości.
No i owszem, posłałam dziecko do placówki edukacyjno-opiekuńczej, ale nie po
to, aby zatrzasnąć za nim przysłowiowe drzwi, aby mieć ją z głowy i nie
wnikać w jej życie. Gdyby iść tym tropem, to za 10 lat już w ogóle mogę
zapomnieć o jakimkolwiek kontakcie z córką... no "super".

I co ja mam z tym zrobić?
    • maak3 Re: problem: 'nie powiemy mamie' 08.10.03, 21:56
      mi też nie podoba się zastrzeżenie pani przedszkolanki
      nawet baardzo,takie zastrzeżenia, robienie tajemnic :-\
      ale! może kobiecina źle nie chciała
      może miała intencję taką,żeby rozdzielić rzeczywistość przedszkolną i domową,
      to co na którym obszarze się dzieje tam załatwiamy,żeby dziecku np. rodzice
      nie zatruwali życia w domu za to,że w przedszkolu pacnęło kogoś gdzieś i skoro
      poniosło konsekwencję w przedszkolu to w domu już nic nie trzeba z tym robić
      (bo w końcu różni są rodzice i różne sankcje wobec pociech stosują...)

      ja bym pani zastrzegła,że nie podoba mi się robienie tajemnic i że mam
      zwyczaj wink rozmawiania z dzieckiem o tym co się działo w przedszkolu

      pozdrowienia m
      • mariajolanta1 Re: problem: 'nie powiemy mamie' 08.10.03, 22:14
        Witam!
        Wczoraj odbierając Magdę z przedszkola pani przedszkolanka opwiedziała (przy
        Magduli) że bardzo źle się zachowywała - po prostu biła wszystkie dzieci. Nie
        wiem coś w Nią wstąpiło...wie że źle zrobiła...stwierdziła że miała zły dzień.
        Ale do czego zmierzam...właśnie pani Agnieszka stwierdziła że trzeba z
        córeczką o tym rozmawiać i tak też zrobiłam....rozmawiałyśmy....rozmawiałyśmy
        i chyba coś z tego wyszło...bo dziś w przedszkolu Magdusia przeprosiła dzieci
        które pobiła.
        Na dzisiejszym zebraniu w przedszkolu podkreślano że musi być współpraca
        między przedszkolem a rodzicami, więc nie rozumiem dlaczego ten smutny fakt
        chciano ukryć przed Tobą???

        Mariola
    • peggy_sue Re: problem: "nie powiemy mamie" 08.10.03, 23:05
      Muszę przyznać, odalie, że nie rozumiem podejścia typu "lepiej o tym nie mówić
      z dzieckiem". Nie widzisz w tym sensu, bo go tam nie ma. Udawanie, że nic się
      nie stało jest oczywiście wygodne dla dorosłych, ale zdecydowanie nie jest
      dobre dla dziecka. Maluchy nie potrafią sobie radzić z silnymi emocjami, nie
      potrafią ich przecież nawet nazwać!
      Jedyny sposób to ROZMOWA - spokojna, nic na siłę. Dziecko może nie otworzyć się
      za pierwszym razem (zwłaszcza jeśli dostało prikaz, żeby nic nie mówić). Ważne,
      żeby dać mu do zrozumienia, że to, co czuje nie jest niczym złym, że nie
      zrobiło nic złego.
      Z tego, co piszesz mała dobrze sobie radzi w przedszkolu, przy
      wsparciu z waszej strony wszystko będzie ok.

      Pozdrawiam,
      peggy_sue
    • adzia_a Re: problem: 'nie powiemy mamie' 09.10.03, 08:41
      Przywiało mnie tu z "Wychowania" wink
      Wiesz, ja myślę podobnie jak Maak, że panie może nie miały złych intencji.
      Albo, że może chronią same siebie...wyobrażam sobie, że przedszkolanka czasem
      może mieć problem z rodzicami, którzy nie potrafią zachować dystansu do
      dziecięcych konfliktów i mają pretensję o to czy tamto.
      Ale wyobrażam też sobie, że dziecko po czymś takim jest przestraszone,
      zdezoriwntowane i pogadanie o tym na pewno mu pomoże. Dlatego dobrze byłoby
      pewnie zapytać pani, o co tu chodzi - i w sumie ja bym chyba spytała od razu po
      usłyszeniu, żeby o tym z dzieckiem nie rozmawiać. Bo czemu ktoś miałby mi
      mówić, o czym mam rozmawiać z dzieckiem, prawda?
      • maak3 Re: problem: 'nie powiemy mamie' 09.10.03, 09:38
        myslałam jeszcze o tym (ach, ten refleks schodowy) przecież zakazywanie
        dziecku rozmawiania o czyms z rodzicami stawia dziecko w poważnym konflkcie -
        wobec kogo ma być lojalne
        i pod tym względem jest to bardzo nie w porządku i ja bym porozmawiała o tym
        z ''przezorną'' przedszkolanką
    • natalii11 Re: problem: "nie powiemy mamie" 09.10.03, 11:30
      Hej , od razu zaznaczam nie jestem psychologiem ani innym pedagogiem tylko
      zwykła matką i muszę powiedzieć ,że nie podoba mi się to . Uważam wręcz
      przeciwnie należy z dzieckiem rozmawiać o wszystkim co dzieje się w przedszkolu
      i nie chodzi tu tylko o przemoc fizyczną ale przecież ktoś może wyśmiewać się z
      naszego dziecka lub w inny sposób je zranić a my powinniśmy mu pomóc przez to
      przejść. W przypadku, gdy to nasze dziecko jest agresywne powinniśmy mu
      wytłumaczyć jakie są konsekwencje takich czynów. Twoja córeczka wygląda na
      przestraszoną i mam wrażenie ,że czuję się winna tego co się stało może pomoże
      przeproszenie koleżanki i np mała czekoladka. Czasami dzieci chcą odkupić swoje
      winy, moje dzieci jak narozrabiają to chętnie dzielą się swoimi słodyczami.
      Uważam ,że w tajemnicy to dzieci mogą przygotowywać tylko niespodzianki np z
      okazji Dnia Mamy. Pozdrawiam.
    • aniask_mama Re: problem: 'nie powiemy mamie' 09.10.03, 11:51
      Ja to po pierwsze jestem zainteresowana, dlaczego pani przedszkolanka NIE
      KAZAŁA o tym mówić? Może przy najbliższej okazji zapytasz o to Panią?
      Po drugie: jeśli prosi, by nic nie mówić i jak rozumiem ta prośba skierowna
      jest do Was-Rodziców i do dziecka również (o ile dobrze zrozumiałam), to tworzy
      się jakaś aura tajemnicy ("nic nie mów"), a to nie jest rzeczą normalną
      zwłaszcza dla małego dziecka. nie dość, że mała przeżyła całe zajście, to NIKT
      jej nie może (Pani zakazała) wyjaśnić i zrozumieć własnych uczuć, dochodzi
      jeszcze jakaś sprawa tajemnicy i mała chowa to w sobie. Dla mnie to rzecz
      nienaturalna i wbrew naturze małego dziecka. Wie, że stało się coś niedobrego,
      przezywa to, ale NIE może o tym rozmawiać? Ja bym powiedziała: wręcz
      przeciwnie: rozmawiać, wyjasnić, zrozumieć.
      Wyjaśnij to z Panią, skoro jest wykształcona pedagogicznie powinna podac Ci
      powody dla których ona uważa, że nie nalezy rozmawiać. Rozumiem: nie
      rozdrapywać ran, nie rozwlekać, nie przypominać w kólko, ale córka jest małym
      dzieckiem i moim zdaniem z jej zachowania wynika, że nie bardzo potrafi sobie z
      tym poradzić i bardzo sprawę przeżywa, to, że nie może z kimś o tym porozmawiać
      jeszcze utrudnia sprawę.
      Takie jest moje zdanie
    • odalie Re: problem: "nie powiemy mamie" 09.10.03, 17:46
      Dziękuję za Wasze wypowiedzi!

      Dziś rano pani "dopołudniowa", która była obecna przy incydencie, zaczepiła
      mnie rano, zamknęła drzwi za dziećmi w grupie i zaczęła się bardzo
      usprawiedliwiać, zapewniać że nikt nie krzyczał na córeczkę. Jest to
      wiarygodne, zgadza się z wersją córki. Pani była zaskoczona tak silną reakcją
      córeczki na wypadek - do tej pory panie znały ją jako samodzielną i raczej
      twardą sztukę (ja znam córeczkę także jako bardzo wrażliwą, bardzo empatyczną
      osóbkę - a tu raz, że dziewczynka cierpiała, a dwa że panie panikowały, jak
      sama wychowawczyni przyznała, bo krwi było bardzo dużo i nie potrafiły sobie z
      tym poradzić rutynowo). W rozmowie z panią podkreśliłam, że rozmawialiśmy i że
      to pomogło. Ale niestety, miałam bardzo ważne spotkanie, na które nie mogłam
      się spóźnić i musiałam urwać rozmowę.

      Pani "popołudniowa", ta od "tajemnic", krążyła dziś bardzo zajęta, odłożę
      rozmowę z nią na jutro albo nawet później, spróbuję złapać kobietę gdy nie
      będzie rozproszona. Chociaż kurczę, szkoda, że nie dziś - byłaby okazja zapytać
      jak poszło "the day after". Jest to pani starej daty, w wieku przedemerytalnym.
      Wrażenie sprawia, hmmm... no wiecie, nie podoba mi się, że mam ponurą minę i
      dość sucho-ostry ton w stosunku do dzieci, które _wyraźnie_ ją męczą pod koniec
      dnia, a na widok mój czyli rodzica rozpromienia się, także radośniej odzywa do
      dzieciaków. To takie moje subiektywne wrażenie.

      Zagadnę o to, zagadnę. Dwa razy to już za dużo. Gdyby wczoraj trafiło na mnie,
      z marszu bym zapytała a po co to. Ale trafiło na mojego spolegliwego małżonka i
      tak się stało, jak się stało.

      Aha, mam wiadomość z ostatniej chwili - poszkodowana dziewuszka właśnie się z
      moją dziś bawiła w dom, wydaje mi się, że to nie zmyślenie, a moja córeczka
      jest cała rozpromieniona jak o tym opowiada.
Pełna wersja