milenamuha
06.09.08, 15:27
Mój synek (2,5) poszedł od poniedziałku do przedszkola.
Zdecydowaliśmy się na p-le,a nie żłobek,ponieważ jego siostra (4l.-
obecnie w średniakach) w zeszłym roku też chodziła do tego
przedszkola,a mały codziennie zaprowadzał i odbierał ją razem ze mną
i wołami nie można go było wyciągnąc z sali

Pomyśleliśmy,że skoro
zna już miejsce,panie i dobrze się tam czuje,to wszystko będzie
superekstra,zostawiliśmy go więc bez większych obaw pierwszego dnia
(w razie W piętro wyżej była siostra). No i o piętnastej przeżyłam
szok.... dziecko zachrypło z płaczu tak,że nie mogło mówic. Płakał
żałośnie cały dzien,pani po 12tej miała już do nas dzwonic,ale
zasnął na leżakowaniu wymęczony wyciem.Jak wstał znów wył,zawołali
siostrę,na trochę się uspokoił,a potem znów...
A tacy byliśmy go pewni. Rozmowy nt przedszkola były już od
kwietnia, przygotowywaliśmy go jak tylko się dało. No,i d..a.
Od wtorku chodził codziennie na 3 godzinki ze mną albo z mężem,ale
też popłakiwał i ciągle pilnował,czy jesteśmy. Nic kompletnie nie
zjadł przez cały tydzien w przedszkolu,mimo zabawiania i gadania...
Przedszkole jest naprawdę fajne,panie też,ale jakoś mojego syna tam
nie widzę
A wyjścia za bardzo nie mamy,babcie aktywne zawodowo, na nianię nas
raczej nie stac,a pracowac TRZEBA cholera niestety i niech szlag to
wszystko trafi
Co myślicie,jak mu pomóc?!