nicknaraz-on-line
21.10.08, 18:09
Odebrałam dzisiaj 5 latka jak zwykle z przedszkola. W drodze do domu
zauważyłam, że ma 2 zadrapania na głowie. Nie chciał powiedzieć co się stało -
mówił, że nie pamięta. W końcu w domu powiedziałam, że jak mi nie powie to nie
pójdzie do cyrku. Powiedział "Pani mnie pobiła" i się rozpłakał. No byłam w
szoku!!! Zapytałam gdzie - pokazał, że w głowę i rękę - mocno i że płakał.
Obejrzałam rękę - ślady są. Opowiedział całą sytuację - że Pani nie chciała mu
oddać jego zabawki jaką sobie przyniósł do przedszkola i że jej zniszczył na
złość gazetę, ona kazała mu posprzątać a jak nie chciał to go pobiła???!!! To
jest wicedyrektorka, która miała zastępstwo bo wychowawczyni syna jest chora.
Poszłam z nim do jego pediatry i zrobił "obdukcję" i powiedział, że taka
obdukcja w sądzie nie jest ważna - że powinnam iść na policję, zgłosić
doniesienie o popełnieniu przestępstwa - domagać się skierowania na obdukcję -
bo taką "ważną" powinien zrobić lekarz medycyny sądowej i czekać jak sprawa
się rozwinie. Ale powinnam też wziąć pod uwagę, że syn może wyolbrzymiać albo
fantazjować. Ale kurka ślady są i same się nie zrobiły. A syn dopiec potrafi -
wiem, ale nie kłamie - zawsze się przyznaje jak coś nabroi. Pytał czy pójdę i
okrzyczę Panią, że go zbiła...Jutro mam zamiar iść z mężem i synem rano do
przedszkola i będę się domagać od tej kobiety (wicedyrektorki) wyjaśnienia
sytuacji. Tylko co dalej - bo nie sądzę, żeby się przyznała a nikt nic nie
widział podobno - pytałam Pani dającej posiłki. Jestem wkurzona na maxa i sama
nie wiem co myśleć i co zrobić. Co dalej?