kaasto_2005
24.10.08, 11:01
Moja corka ma 3,5 roku.Od wrzesnia chodzi do przedszkola,ktore cudem
udalo mi sie "dostac".Problem w tym,ze przedszkole jest na prawde
daleko od nas a wlasciwie problem w tym,ze oboje z mezem musimy byc
w pracy juz od 7.30 i wlasciwie moze raz udalo nam sie zdazyc,bo
przedszkole jest od 6.30.Nikt nas nie zwolni,bo pracujemy u
siebie,ale zasady sa takie,ze max 7.30 musze byc w miejscowosci
czesto oddalonej 35 km od naszego miasta.Nie narzekam,takie sa
realia.Ciezko jest zawiesc dziecko i zdazyc do pracy.Drugi mankament
przedszkola nr 1 (bo sa dwa) to to,iz jest tylko do 16.No i tutaj
tez sa schody,bo wracamy ok.17 a wiec dodatkowo mamy opiekunke,ktora
corke bierze z p-szkola ok. 15. Pozniej lepiej nie,bo choc p-szkole
jest do 16,to zdarzalo sie o 15.15 ze corka byla ostatnia! Nie
uwazam tego za krzywde straszna ale maluchowi bylo przykro,ze na
koncu wychodzi i ciagle pyta czy dzis bedzie tez tak dlugo.Jak ja
mam jej wytlumaczyc,ze do 15 to wcale nie jest dlugo,ze wiekszosc
dzieci tak zostaje,skoro u nas, w naszym malym kameralnym p- szkolu
jest tak,jakby wszyscy pracowali do 15?No wiec spalam sie,kombinuje
jak moge,wiecznie w stresie bo rano nie zdaze,a po poludniu corka
bedzie znow zawiedziona.Nie chce dziecka odbierac o 14 tylko
dlatego,ze polowa dzieci tak wychodzi.Rozmawialam o tym z dyr i
paniami, twierdza, ze nie ma problemu,ze bierzemy ja miedzy 15 a
15.45 czasem.Niby nie ma,ale widze to oczekiwanie na twarzy zarowno
corki jak i pani

.
Przedszkole nie ma zadnego placu zabaw,ale ma duzy zielony plac
zwany ogrodem i to na plus jest.Ale jest przy ruchliwej ulicy.Nie
bede was zadreczac pisaniem o tym,ze sie martwie jak maluchy tam
chodza bo kazda z nas chodzi.To tylko jeden z faktow.
Poza tym przedszkole jest o.k.Panie gotuja na miejscu dobre
jedzonko,robia cuda zeby moj niejadek jadl. Jest niepubliczne,ale z
tradycjami,ladnych pare lat istnieje.Sa po dwie panie na 18 dzieci w
grupie,panie obiadkowe,czasem pani dyrektor tez,zajmuja sie
dziecmi.Corka dlugo sie aklimatyzowala,ale udalo sie.Sa pierwsze
przyjaznie.Pare rzeczy mi sie podoba,pare nie, jak to w zyciu. Przy
tym wszystkim p-szkole jest tanie- troche drozsze od publicznych.
To bylo o pierwszym.Teraz jest drugie,albo dopiero bedzie,bo nie
wiem co robic.Otoz obok naszego domu,moze 500metrow powstalo p-
szkole rowniez n/publ.i strasznie sie na poczatku zapalilam zeby
corka tam sie dostala.To bylo w sierpniu.Jednak trafila na liste
rezerwowa,bo nie bylo miejsca.Potem okazalo sie,ze p-szkole jesli w
ogole rouszy to w pazdzierniku,bo sanepid,malo chetnych...i takie
tam.P-szkole jest sliczne,nowiuskie,wszystko czysciutkie... Jest tez
malo dzieci,bo polowa sie wykruszyla z powodu ceny.P- szkole jest
ponad dwa razy drozsze od przecietnego p-szkola n/publ. Min. przez
to, ze posilki nie sa sporzadzane na m-cu tylko jest katering.Nie
jestem tym zachwycona.Bo na przyklad obiad moze byc na 12 ale moze
byc rownie dobrze po 13, zalezy jak auto z zarelkiem dojedzie.Co
myslicie o kateringu?
Corka poszla na probe dzis po raz pierwszy. Weszla chetnie,panie
widac,ze sie staraja,ale to zupelny poczatek,trzeci dzien.No i od
razu gadka o pieniadzach. Wiadomo,ze sa i p- szkole nie jest
instytucja non-profit,ale w pierwszych zdaniach wolalabym pogadac o
czyms innym,a to pierwszy tekst: ze juz mozna wplacac kase

. Wiec
przyznalam sie do tego, ze mamy p-szkole,wcale nie zle,tylko trudne
z logistycznego p-ktu widzenia i ze musze sie przekonac, ze warto
zainwestowac w nowe,nieznane nikomu,raczkujace na rynku, dwa razy
drozsze p- szkole.Zagralam w otwarte karty,a corka ma sama
zdecydowac gdzie jej lepiej.No bo niby jakie kryteria mam przyjac?
Dziecko chyba tez moze miec juz jakies zdanie.Tu ma byc mega i
lepiej niz wszedzie,tak mowi pani dyrektor

.Ma byc. Na pewno na
plus jest to,ze rano nie gnalabym na zlamanie karku,bo jest blisko,
poza tym zdazylabym ja odebrac.Jest niby drozsze, ale biorac pod
uwage to, ze i tak musze brac opiekunke do odbierania,to suma
sumarum wyjdzie na jedno.No i bedzie angielski, rytmika i cos tam
jeszcze.
Wiem,ze sama musze podjac decyzje,ale bujam sie z tym juz tak dlugo,
ze postanowilam spytac o zdanie osoby trzecie, stajace z boku. Jak
wy to widzicie? Czy Wam zdarzylo sie z podobnych przyczyn przeniesc
dziecko? Czy uwazacie,ze faktycznie powinnam sie tym kierowac? Czy
wazniejsze jest to,ze corka ma w "starym" juz jakies kolezanki? czy
jedzenie kateringowe jest o tyle gorsze? Co robic?
Bardzo dziekuje za wszelkie zdania, opinie
Pozdrawiam
Kasia