bartunia5
11.12.08, 20:12
Moj 3 letni synek chodzi do jednego z przedszkoli państwowych w
Warszawie na Bródnie. Dostaliśmy się "szczęśliwie" z odwołania i
teraz zastanawiam się czy to było takie szczęście.
Oboje z mężem pracujemy normalnie, na etacie i mozemy odbierac
dziecko najwczesniej o godzinie 16.15. O godzinie 16 standardowo w
tymże przedszkolu, do którego dostały się dzieci tylko
zapracowanych, samotnych rodziców w szatni jest już prawie pusto i
dzieci są pozbierane z kilku grup do jednej, nie ma żadnych już
zajęć. Dziś udało mi się wyrwać z pracy i odebrać dziecko o godzinie
14.30, myślałam, że będę pierwszą mamą i moj synek jako pierwszy
opusci swą salę i jakież było moje zdumienie, kiedy się okazało, że
w grupie zostało już tylko 5 dzieci z 28 podobno zapisanych.
Nie chce, żeby moje dziecko kiwało się na krześle i patrzyło smutno
w szybę, bo inne dzieci szybko wychodzą. Zajęcia zorganizowane są
tylko do obiadu. Po obiedzie przymusowe leżakowanie a potem tzw
zabawy. Nie mam babci do pomocy, która odbierze mi tak wcześnie
dziecko i zajmie się nim do czasu aż wrócę z pracy. Nie chcę, żeby
mój synek siedział sam w przedszkolu, tylko dlatego, że jego rodzice
naprawdę muszą pracować.