jenny_curran
22.07.09, 09:06
chodzą?
Pytam, bo mój 3,5 latek przeżywa istne katusze jak ma pójść do jednego z przedszkoli. Moje dotąd wesołe, zaryzykowałabym nawet, że rozrabiackie dziecko, w przedszkolu jest niepewne siebie, ponoć wciąż dopytuje kiedy przyjdzie mama, chce codziennie zabierać ze sobą do sali Clifforda ( nigdy nie brał żadnych maskotek). Czuję, że coś jest nie tak, a w żaden sposób nie mam możliwości nie posyłać go tam przez najbliższe dni. Przedszkole duże, czyste, sprawia dobre wrażenie, sale przestronne i jasne, moim zdaniem sporo zabawek. Syn mówi, że tam jest właśnie bardzo mało zabawek, że nie śpiewają, nei bawią się razem ... Dziwne, jestem jednak ostrożna z ufnościa w jego słowa, bo wiadomo maluchy mają wyobraźnię czasem w drugą stonę rozwiniętą. Dziś zaprowadziłam dziecko trzeci raz do sali i znów ta sama poważna, kamienna twarz nauczycielki. Widzę, że dziecko ma problem z adaptacją (pierwszy w życiu jego problem tego typu, a zaliczył i żłobek i I grupę przedszkola w swoim macierzystym przedszkolu - ocena końcowa wystawiona na podstawie długiej ankiety o dziecku jest bardzo satysfakcjonująca. Tak naprawdę nie umie tylko "ugniatać modeliny"

), a Pani widząc łzy i skamieniałego w miejscu 3,5 latka nadal siedzi przy biurku i patrzy chłodno. Wściekłam się maksymalnie i powiedziałam wprost, że razi mnie ten chłód i brak usmiechu na dzień dobry. Autentycznie mnie to razi. Jak jest u Was mamy i tatusiowie? Napiszcie, bo jestem bardzo ciekawa, chciałabym mieś skalę porównawczą. Pozdrawiam i dziekuję za wiesci.