leonidas100
08.09.09, 13:34
Witam wszystkich i proszę o radę/doświadczenia.
Mój synek ma 2,5 lat i od tygodnia chodzi do przedszkola od 8:30 do
12:30. Na początku płakał przy rozstaniu, potem wg przedszkolanek
się uspakajał i było ok. Przy odbiorze był wesoły i chętnie wracał
do domu. Teraz przy rozstaniu nie płacze (odwozi go mój mąż) jest
nawet czasem wesoły natomiast przy odbiorze jest smutny. Nie płacze,
nie chlipie ale jest po prostu okropnie smutny. Nic nie mówi, nie
chce jeść ani pić, kładzie się od razu i śpi (zawsze robił sobie
drzemkę o ok. 12:00). Jest to dla mnie przerażające, bo moje dziecko
nigdy jeszcze nie było smutne - wściekłe, złe, obrażone, wesołe,
radosne, poważne, zamyślone - tak , ale nigdy przenigdy smutne. Po
południu mały "rozkręca" się znowu do "dawnego" stanu - czyli jest
kwiczącym z radości i wrzeszczącym bardzo aktywnym maluchem. I
wieczór jest znowu ok. Wtedy też zaczyna "opowiadać" (piszę w
cudzysłowiu, bo mały mówi bardzo ograniczenie) o przedszkolu: że
obiadek był dobry, że było dużo zabawek, że mył ząbki, że był na
dworze itp. itd. - nie unika rozmów.
No ale ten smutek i apatia po powrocie mnie rozbija kompletnie. Do
tego dochodzą porady i przerażenie babć i dziadków że dziecko
zmarnuję i ich żądania aby natychmiast przerwać jego chodzenie do
przedszkola.
Jeśli któraś z Was miała by jakąś radę lub podzieliła się ze mną
doświadczeniem to byłabym bardzo wdzięczna.
Pozdrawiam