elzabeth18
03.11.09, 22:59
Jestem 5 dni po porodzie w wybranym przez siebie szpitalu.Mój
ginekolog jest tam wice ordynatorem. Gdyby nie samo szczęście jakie
codziennie po porodzie w szpitalu dawała mi Maleńka załamała bym się
psychicznie! Lekarze a było ich 5 codziennie full larytas- mili,
uprzejmi, informowali mnie o wszystkim na lepszych nie mogłam
trafić! Ale po cesarce jak wylądowałam na sali dostosowanej dla
matek po cięciu (jedyna różnica między innymi to dzwonek na kablu)
zostałam poinformowana, że moja dieta będzie wyglądać w następnych
dniach -gorzka herbata, na drugi dzień słodka, na 3 dzień i później
lekko strawne posiłki!Zakazano mi wstawać ale bez żadnych instrukcji
co do sali moich jakich kolwiek potrzeb itd. chcieli mi zabrać
dziecko ale nie pozwoliłam chciałam Małą mieć przy sobie chociaż nie
wiedziałam na czym polega karmienie i , że tak naprawde nie jest to
takie proste. Pzyłożyłam do cycka bo mi kazały chociaż nic nie
miałam ...Mała zdenerwowana szarpała sutki mi przez 5 godzin byłam
nieprzytomna płakać mi się chciało,piguły miały mnie w d!!Gorzkiej
herbaty nie zobaczyłam...bo była na korytarzu w czajniku, a położne
zapomniały, że nie mogę wstawać,a ja nie miałam odwagi się upomnieć.
Sutki od karmienia zmasakrowane krwawiły i dotknięcie piersi
doprowadzało mnie do szału!Jak prosiłam o dokarmienie bo nie dawałam
rady przystawić bo wyłam z bólu to wywracały oczy z miną na której
pisało "Wyrodna matka".Po przeniesieniu na zwykłą sale zakazano mi
używać dzwonka w ścianie przy łóżku chociaż dalej miałam spore
problemy ze schodzeniem z wysokich szpitalnych łóżek. Jak podłączały
mi kroplówke mówiły, że jak się skończy to mam krzyczeć i wołać a
jak usłyszą to przyjdą,a jak nie to mam PECHA!Dzisiaj mam zapalenie
stawu w lewej ręce od kroplówek

Z karmieniem był dalej problem
pielęgniarki odmówiły dokarmiania kazały się męczyć do skutku...przy
okazji jedna mówiła o kupnie kapturków które niezwłocznie mąż
poleciał kupić...na drugiej zmianie kolejna zwyzywała mnie za
kapturki, że straszną krzywdę robie dziecku i kazała kupić laktator
co mąż zrobił w nocy u znajomej aptekarki i przywiózł by szybko
nakarmić dziecko!na trzeciej zmianie opadły mi ręce...kolejna
zbeształa mnie za laktator kapturki i wzieła sprawę w swoje ręce
zaczeła mi szarpać cycki i sutki i wciskać dziecku na siłę!
Skończyło się to krwawiącymi naderwanymi sutkami i strasznie
rozżalonym dzieckiem który przez następne 2 godziny zanosiło się z
płaczu szarpane przez Panią pielęgniarkę!Ogólnie nastraszyła mnie,
że albo nakarmie dziecko tymi cyckami albo dostane takiego nawału,
że pożałuje, że żyje...oczywiście plotki między tym środowiskiem
rozchodziły sie szybko co kolejna przychodziła napominała mi, że na
oddziale jest o mnie głośno, że nie potrafie sobie poradzić z
nakarmieniem dziecka i, że mam dwie lewe ręce!To mnie dobiło zamiast
się cieszyć z byle powodu beształam męża który był tak przejęty, że
wychodził z łzami w oczach za byle co...miałam wyrzuty sumienia
potem przepraszałam w sms wyjaśniając, że czuje się zaszczuta przez
te pielęgniarki. Telefon poszedł w ruch do gina. Poprosiłam o
szybszy wypis, że dobija mnie szpital. poszło pomyślnie na drugi
dzień wyszłam!od 3 dni jestem w domu z karmieniem nie ma
problemu...ściągam sama pokarm, mała przybiera na wadze...po
konsultacji z laktatorką wyszło, że mam dość specyficzne sutki które
nie bardzo nadają się do karmienia dziecka. Dzisiaj jestem spokojna
ale 5 dni w szpitalu wspominam z łzami w oczach bo czułam się tak
jak ostatnia idiotka, a nie szczęśliwa mama!Przestrzegam kobiety
przez takimi szpitalami...kierowanie się wyborem lekarza jest błędne
trzeba najpierw zbadać środowisko gdzie Ty i Twoja dzidzia będziecie
odpoczywac po tak wielkim wydarzeniu, a nie przeżywać traume!
Pozdrawiam