Szpital Karowa, Warszawa

03.12.09, 17:13
Mam pytanie do dziewczyn, które rodziły na Karowej. Ze względu na cukrzycę i
to, że dziecko będzie prawdopodobnie bardzo duże (u mnie wysoki wzrost i
rodzące się duże dzieci to rodzinne, więc wiedziałam że tak będzie i brałam
to pod uwagę), mój lekarz zasugerował mi rodzenie na Karowej, czego wcześniej
nie brałam pod uwagę.
Jak tam wygląda zwykły poród (nie mam na myśli ciężkiego przypadku), czy mimo
zapewnień na stronie o możliwości wybrania dowolnej pozycji nie jest tam
jedyną słuszną pozycja jest horyzontalna z przypiętym ktg? Jak jest z porodem
rodzinnym w praktyce? A jakiś prysznic/wanna, piłki etc?
Jakie są wasze wrażenia po porodzie na Karowej jeśli chodzi o traktowanie
rodzącej, warunki, podejście położnych i lekarzy?
    • monawk Re: Szpital Karowa, Warszawa 03.12.09, 18:33
      Jeszcze tam nie rodziłam, zamierzam w lutym smile
      Z tego co wyczytałam, porozmawiałam z położną, lekarzem - sprawa ma się tak, że jest to szpital kliniczny i np. ktg jest stale podłączone. Oczywiście możemy powiedzieć: nie życzę sobie.
      Co do pozycji: I faza, wszystko dozwolone, sale jednoosobowe (łazienka wspólna na dwie rodzące), worki sako, piłki i takie tam są.
      II faza na łóżku, na którym można przyjąć pozycję półsiedzącą, nogi też można ustawić tak, że nie są powyżej naszej głowy.
      Mam nadzieję we wtorek naocznie to wszystko zobaczyć smile
      • agnieszkafijalko Re: Szpital Karowa, Warszawa 03.12.09, 19:33
        witam ,
        rodziła na KAROWEJ w czerwcu b.r.
        Udało mi sie tam dosatc tylko dlatego ,że miałam tam swojego lekarza i cukrzycę
        ciężarnych .
        Poród wspominam fantastycznie , pierwsza faza robisz co chcesz , piłki worki ,
        ramiona męża itd. Kiedy zaczęło się na dobre , położna nie opuszczała mnie na
        krok , aż do szczęśliwego finału . Pozycja - właściwie wymuszona przez
        rozkładane łożko ( nogi pod brodą ). KTG - rzeczywiscie non stop . OGÓLNIE super
        , tylko TŁOK okrutny
        • ma_niusia Re: Szpital Karowa, Warszawa 05.12.09, 23:17
          Ja rodziłam w maju, niestety tylko I faza (z powodu braku rozwarcia i spadków
          tętna dziecka nagłe cc po 20h porodu). Do szpitala się dostałam bo tam
          prowadziłam ciążę a przypadkiem w czasie kontrolnego KTG spadło tętno Malucha i
          już zostałam...
          Rzeczywiście bez przerwy podpięta do KTG, ale swoboda ruchu w zakresie "sznurka"
          była. Drabinki, sako były ale nie korzystałam, najwygodniej było mi klęczeć lub
          kucać smile
          Salę miałam pojedynczą, jedna łazienka na dwie sale, ale obok była dużo większa
          sala nie wiem czy 2-3 osobowa?
          Poród rodzinny - spoko. Najpierw był ze mną mój partner, ale docelowo chciałam
          rodzic z Mamą, więc nie było problemu jak po paru godzinach się wymienili.
          Niemiło wspominam to, że nie można nic jeść i pić - szczególnie jeśli są
          jakiekolwiek komplikacje i możliwość zakończenia cc sad W sumie od przyjęcia do
          szpitala do momentu na sali pooperacyjnej nie piłam nic przez około 40h
          (nawadnianie kroplówką) a nie jadłam około 50 godzin sad Dla mnie to było okropne!
          Lekarze są bardzo kompetentni i za to wychwalam ich pod niebiosa (Synek się
          urodził na 2pkt Apgar a teraz jest zdrowym radosnym półroczniakiem! ja po cc
          czułam się świetnie! blizna piękna, równiutka!). Ale niestety przynajmniej ci z
          którymi się zetknęłam na porodówce nie byli w żaden sposób "ludzcy" (położne też
          niezbyt). Nie udzielali żadnych informacji, warczeli, cały czas mnie uciszali i
          komentowali (nie miałam wogóle rozwarcia) np. "no prędzej pani uszami urodzi!" a
          kiedy w nagłej sytuacji strasznego spadku tętna zawieźli mnie na cc powiedzieli
          (to położna) "proszę się samodzielnie przełożyć z łóżka na stół bo pani jest ZA
          GRUBA"...
          Za to do dziś miło wspominam studentki i studentów, którzy sami z siebie
          przychodzili, porozmawiali, wyjaśnili, poinformowali, wytarli spocone czoło,
          nawet potrzymali za rękę!!! miłe słowa wsparcia i zrozumienia, a nawet z własnej
          inicjatywy interweniowali w mojej sprawie u lekarza dyżuru (kiedy po 20h skurczy
          na oxy wogóle nie było rozwarcia a ja nie miałam siły nawet jęczeć z bólu).
          Ale generalnie jeśli uda mi się znowu zajść w ciążę (próby zaczynamy już za pół
          roku!!!) to chcę znów rodzić na Karowej. Neonatolodzy i patologia noworodka -
          najlepsza w Warszawie! Ja sobie pokrzyczę, pojęczę, ale przeżyję, ale
          najważniejsze zdrowie Dzieciątka smile
          • sanciasancia Re: Szpital Karowa, Warszawa 06.12.09, 10:48
            Też rodziłam w maju i mam zupełnie inne wrażenia. Lekarze byli bardzo uprzejmi,
            położne też. Faktycznie trochę żartowali, szczególnie dr Kostro, ale ich
            poczucie humoru mnie odpowiadało.Jedynie anestezjolog była jadowita. Parcie na
            łóżku mi nie przeszkadzało, dla mnie to była wygodna pozycja. To co było dla
            mnie ważne to fakt, że od razu po przypięciu mnie do KTG, położna Alfreda
            powiedziała mi, że mogę chodzić na odległość kabla. Pod prysznic puszczali dość
            często pod warunkiem, że zapisy były dobre.
            Studenci faktycznie byli wszędzie i wchodzili wszędzie bez pytania. Po porodzie
            byłam na patologii ciąży i bardzo dobrze wspominam opiekę, położne doradzały mi
            też, jak najlepiej karmić dziecko przy fototerapii. Kiepsko wspominam inkwizycję
            laktacyjną, jakiś rys sadystyczny miała i jedną z neonatolożek, która niechętnie
            ze mną rozmawiała o stanie dziecka.
            • ma_niusia Re: Szpital Karowa, Warszawa 06.12.09, 12:17
              Dobrze, że wspomniałaś dr Kostro bo to akurat anioł nie lekarka! Jedyna ludzka
              osoba, którą miło a nawet bardzo miło wspominam z porodówki smile Tak na
              marginesie to ona mnie cięła i kolejną ciążę u niej prowadzę (znaczy będę bo na
              razie się przygotowujemy do tego). Cudowna kobieta!
              A myślę, że oczywiście nasze odczucia z czasu porodu zależą głównie od dwóch
              rzeczy: od tego których lekarzy i położne akurat trafimy na zmianie oraz od
              naszych oczekiwań i nastawienia (np. mi wogóle nie przeszkadzali kręcący się
              studenci a nawet miłe były ich "wizyty" i tego oczekiwałam i na to liczyłam, ale
              niektórzy mogą czuć się tym skrępowani i też to rozumiem i wtedy inaczej ocenią
              ten sam fakt).
              • sanciasancia Re: Szpital Karowa, Warszawa 06.12.09, 16:18
                Tak, dr Kostro jest pierwszorzędna. Była przy moich dwóch porodach, przy
                pierwszym w dość dramatycznych okolicznościach i póki leżałam na oddziale zawsze
                się mnie pytała, jak się czuję). Drugi poród w ogóle dobrze wspominam mimo tego,
                że trwał 21h i byłam nacięta itp., zresztą jak zobaczyłam, że ma dyżur na
                porodówce od razu mi się humor poprawił.
                >cryingnp. mi wogóle nie przeszkadzali kręcący się
                > studenci a nawet miłe były ich "wizyty" i tego oczekiwałam i na to liczyłam, al
                > e
                > niektórzy mogą czuć się tym skrępowani i też to rozumiem i wtedy inaczej ocenią
                > ten sam fakt).
                Mnie zeźlił student, który wślizgnął się na samo parcie i udawał, że go nie ma.
                Wiem, że przy przyjęciu do szpitala podpisałam zgodę na jego obecność (tak mi
                się przynajmniej kojarzy) i rozumiem, że musi się nauczyć, a Karowa to szpital
                kliniczny, ale na Boga przecież mogłam zmienić zdanie, zawstydzić się itp.
                Zapytać się zawsze trzeba.
                • anita53 Re: Szpital Karowa, Warszawa 18.01.10, 01:45
                  Zgadzam się- dr Kostro to super lekarz. Nic dodać nic ująć.
      • eda-d Re: Szpital Karowa, Warszawa 15.03.10, 16:39
        Witam, proszę o informację jak wygląda sytuacja na Karowej.
        Niedawno Pani tam rodziła więc ma bieżące informacje. Jaką położną
        może Pani polecić.Chciałabym opłacić położną.Czy wie Pani jak to
        wygląda? Proszę o info na email: edito@tlen.pl
        • inaas Re: Szpital Karowa, Warszawa 20.03.10, 19:23
          witam, urodziłam na Karowej 5 tyg.temu oto moje wrażenia
          -straszny tłok!!!!!!!!jeśli ktoś nie ma tam lekarza to małe szanse na dostanie
          się chyba że jest już w bardzo zaawansowanej fazie porodu
          -czynne tylko 2 sale porodowe więc zdarza się że na początku leżysz na korytarzu
          jeśli akurat są zajęte
          -pozostałe sale porodowe zaadoptowane na sale dla położnic, leży się tam często
          po 5 na sali razem z dziećmi, w polowych warunkach,ja dopiero na trzecią dobę
          zostałam przeniesiona na oddział położniczy!!!
          -co za tym idzie brak normalnej opieki poporodowej bo lekarze i pielęgniarki
          przychodzą z oddziału i mają niestety dużo więcej pracy niż w normalnych warunkach
          -ja już tam rodziłam 5 lat temu i wrażenia mam niestety dużo gorsze głównie ze
          względu na te warunki i brak opieki, brak jest też informacji, o wszystko trzeba
          się upomnieć i samemu dopytać!
          -na plus tylko opieka przy samym porodzie

          generalnie nie polecam!!!!!!
    • srebrno-listka Re: Szpital Karowa, Warszawa 08.12.09, 09:49
      Dziękuję za odpowiedzi smile
      Czyli w sumie nie trzeba się bać wink?
      A jak jest z możliwością innej pozycji do rodzenia, poza kolanami do brody? I
      jak z rutynowym nacięciem?
      • sroka75 Re: Szpital Karowa, Warszawa 08.12.09, 13:05
        > A jak jest z możliwością innej pozycji do rodzenia, poza kolanami do brody? I
        > jak z rutynowym nacięciem?
        przejrzyj też wątek Warszawa-FAKTY (lub jeszcze inne-sporo ich jest) - obawiam
        się, że obie ww. rzeczy Karowa ma "pakiecie"sad( (daj boże, że może się coś
        niedawno zmieniło), jak w wielu warszawskich szpitalach klinicznych...panuje
        specyficzne rozdwojenie jaźni...najnowocześniejszy sprzęt ale metody prowadzenia
        porodu prawie jak sprzed kilkudziesięciu lat(taka mała schizofreniawink)...ale
        atmosfera podobno, oksmile
      • monawk Re: Szpital Karowa, Warszawa 08.12.09, 22:54
        Jestem po dzisiejszych zajęciach w szkole rodzenia. Oczywiście jak jest w praktyce, okaże się lutym. Ale dziś dowiedziałam się (od położnej pracującej na bloku porodowym), że:
        - nacięcia nie są rutynowe;
        - II faza porodu - można przybierać jeszcze różne pozycje. Fakt jest faktem, że na moment samego wyparcia dziecka wchodzi się na fotel porodowy.
        • marylisek1 Re: Szpital Karowa, Warszawa 21.03.10, 17:05
          Nacinają, nacinają. Jak leżałam na sali poporodowej z 4
          dziewczynami, to wszystkie były nacinane (jedna z nich miała drugie
          dziecko, a druga - trzecie, hmm...). Plus jeszcze bardzo chętnie
          podawana pacjentkom oksytocyna.
          Cały czas ktg, natomiast II faza porodu na łóżku, niby można przeć
          na boku czy jak tam , ale łóżko i pozycja horyzontalna nie dają
          dużego pola do popisu. Dla mnie tam wszystko było zbyt
          zmedykalizowane. Może to z jednej strony i dobre, ale z drugiej nie
          pozwala na rodzenie zgodnie z naturalnym rytmem.
        • monawk :( 26.03.10, 22:35
          No to już wiem, jak jest na Karowej...
          Po świetnie prowadzonej tam ciąży przez dr Katarzynę Drągowską, po szkole rodzenia na Karowej, po wybraniu położnej (Agnieszki Muchy) - niestety poród okazał się... traumą sad
          Pomijam fakt, że zakończył się CC - to akurat była bardzo dobra decyzja, małej zaczęło zanikać tętno, chwila i była decyzja o CC.
          Za to to, co działo się potem: potraktowania męża, brak informacji dla ojca o dziecku, o żonie (pojechałam na CC na inne piętro nić były sale porodowe).
          Potem pobyt na POP - zero pomocy ze strony położnej w kwestii przystawienia dziecka do piersi (mimo że dziecko leżało w wózeczku, szukając piersi sad mimo że w szkole rodzenia zapewniano, że po CC na POP oczywiście to robią).
          Ze strony położnych niestety nie można liczyć na żadną pomoc także na oddziale. Miałam wrażenie, że panie są tam tam tylko od podawania leków.
          Zresztą moja wynajęta położna, która koniec końców nie dojechała (to akurat może i dobrze, nie musiałam ponosić opłaty), ale brak już choćby tel. czy zwyczajnego ludzkiego odruchu, aby podejść podczas dyżuru i zapytać się, co i jak - niefajnie świadczy o położnej sad

          Wszystko zakończyło się napisaniem oficjalnej skargi do dyrekcji szpitala wraz z przesłaniem jej do wiadomości biura rzecznika praw pacjenta oraz fundacji rodzic po ludzku. Satysfakcję mam taką, że musieli ją odnotować jako posiadacze ISO, dostałam też oficjalne przeprosiny wraz z zapewnieniem, że zostały przeprowadzone rozmowy z lekarzami i położnymi.

          Podsumowując, nie polecam Karowej sad niestety...
          • ewa230598 Re: :( 26.03.10, 23:41
            a ja absolutnie nie podzielam Twojej opinii,
            na Karowej rodziłam 3 razy - 11 lat temu, 8 lat temu i 8 miesięcy, przy dwóch
            porodach byłam przypięta do KTG, ale dlatego że były powody (raz zanikające
            tętno, a drugi raz bliźniaki), trzeci poród spędziłam prawie cały w wannie
            (miałam pokój z łazienką, nie we wszystkich jest 1 łazienka na 2 pokoje),
            rzeczywiście okropne jest to, że nie można pić tylko zwilżać usta, nie wiem
            czy tak jest tylko na Karowej, ale wymyśliłam sobie, żeby płukać usta wodą i
            potem ją wypluwać było znacznie lepiej, polecamsmile
            za każdym razem położne były miłe, pomocne i kompetentne, lekarze również,
            szczególnie za 3 razem kiedy córeczka nie oddychała po urodzeniu - pocieszali
            mnie i cierpliwie tłumaczyli dlaczego tak może być i co dalej zrobią,
            położne na oddziale poporodowym też bardzo pomocne, szczególnie ostatnim razem
            kiedy pomagały mi opanować sytuację, jak jednocześnie dwójka domagała się
            jedzenia,
            rzeczywiście teraz bardzo trudno się tam dostać, udało mi się tylko dzieki
            temu, że byłam pacjentką lekarki z Karowej,
            gdybym jeszcze raz miała rodzić (choć raczej już mi to nie grozismile to tylko
            Karowa, dla mnie najważniejsze jest dziecko i kompetencje neonatologów -
            szczególnie kiedy coś się dzieje, moja córeczka błyskawicznie znalazła się na
            OIOMie pod respiratorem i jest teraz zdrowym dzieckiem, nie wiem jak
            poradziliby sobie w innych szpitalach
            • monawk Re: :( 28.03.10, 10:10
              Ewa widocznie panie pielęgniarki różnie traktują pacjentki, bo ja nie mogę powiedzieć, żeby choć jedna była pomocna na oddziale sad
              Nie dyskutuję z przypięciem do KTG (dzięki temu moje dziecko być może żyje, bo zaczęło jej zanikać tętno i po 5 min byłyśmy już na sali operacyjnej). Chodzi mi o potraktowanie pacjentki (i ojca dziecka) w całej tej stresującej sytuacji. Np. Przez godz. od zabrania mnie na salę operacyjną mąż nic nie wiedział (mnie wieźli szybko, on został na innym piętrze na sali porodowej). Nikt go nie powiadomił, że dziecko już jest na świecie, co się dzieje, kiedy próbował się dopytać na porodowym o nas nikt nic nie wiedział. Dopiero przechodząca przypadkiem dr zapytana o nas odpowiedziała: dziecko żyje... Czy tak się informuję ojca, że oto urodziło mu się dziecko? Dopiero po awanturze, dowiedział się, gdzie jesteśmy, co się dzieje itd. Ale i tak mam ogromny żal, że te pierwsze chwile malutka nie spędziła z ojcem (a mogła) sad
              • ewa230598 Re: :( 29.03.10, 12:49
                współczuję Ci serdecznie,
                myślę, że na Karowej jest tak jak wszędzie - można trafić na różnych
                ludzi, a ja po prostu miałam więcej szczęścia, a może traktowali
                mnie ostatnim razem inaczej ze względu na bliźniaki? a może dlatego,
                że byłam pacjentką lekarki z Karowej?
                nie wiem, ale dziewczyna z mojej sali ma również dobre wspomnienia,
                a nie znała w szpitalu zupełnie nikogo
                • l.ukrecja Re: :( 10.06.10, 17:37
                  Karowej nie polecam. Jest to dla mnie rzeźnia, a nie szpital. Mój poród był
                  wywoływany po terminie(5 dni). Pomijam już nawet chamskie i bezmyślne zachowanie
                  ordynatora, przez które wywołanie porodu opóźniło się o 2 dni (a ja najadłam się
                  strachu), ale to co wydarzyło się potem spowodowało, że dopiero teraz, po trzech
                  latach od urodzenia dziecka jestem wstanie nawet pomyśleć o możliwości
                  następnego porodu.
                  W piątek o 7 rano zaczęto we mnie wlewać oksytocynę, położna spowodowała
                  odejście wód o 11.00 i zaczęły się bardzo bolesne skurcze, które nie spowodowały
                  skrócenia szyjki macicy. Cały czas musiałam leżeć podpięta pod KTG tylko na
                  lewym boku. Dopiero o 1.00 w nocy w sobotę (po 14 godzinach bardzo silnych
                  skurczy) postanowiono, że może podadzą mi znieczulenie i dadzą jeszcze większą
                  dawkę oksytocyny, bo poród w ogóle nie postępował (szyjka nadal miała 1 cm
                  długości). O 5 rano (czyli po 22 godzinach od początku wywoływania) miałam
                  wyczekane rozwarcie, zaczęłam przeć i w drugim parciu lekarka POŁOŻYŁA mi się na
                  brzuchu i łokciem wypchnęła dziecko. A chwilę wcześniej położna nacięła mi
                  krocze, a po porodzie stwierdziła, że może niepotrzebnie, ale już się jej
                  spieszyło...
                  Cud, że mam zdrowe dziecko.
                  • wiedzmapleple3 Re: :( 14.06.10, 10:38
                    ja natomiast polecam! szczegolnie porodówke. Urodziłam 24.05.2010 i
                    trafilam na fajną położną, b. milych lekarzy. Rzeczywiscie jest sie
                    cały czas podpiętym do ktg ale mozna chodzic na długosc kabla. Do
                    toalety tez puszcza na chwile wiec nie jest się całkiem
                    przywiązanym. Poza tym szpital w świetnym stanie, nowoczesny,
                    czysciutki. Gorzej natomiast wspominam położne na oddziale
                    noworodkowym. Takie naprawde miłe babki można policzyc na palcach
                    jednej ręki, niestety większosc sprawia wrażenie jakby każde pytanie
                    do nich skierowane było nie na miejscu więc po jakims czasie
                    przestałam je w ogole prosić o jakąkolwiek rade. Duzym plusem są
                    natomiast bardzo fajni pediatrzy. Jak bym miała rodzić drugi raz to
                    tez wybiorę Karową.
                    • sroka75 Re: :( 14.06.10, 15:43
                      > trafilam na fajną położną, b. milych lekarzy. Rzeczywiscie jest
                      sie
                      > cały czas podpiętym do ktg ale mozna chodzic na długosc kabla.
                      a czy lekarze i położe przy tej całej swojej "fajności" i "miłosci"
                      nie są w stanie monitorować postępu porodu bez uwieszenia kobiety do
                      ktg jak psa na łańcuchu?
                      >Do
                      > toalety tez puszcza na chwile wiec nie jest się całkiem
                      > przywiązanym
                      och cóż za wyrozumiałość, że się nie załawia pod siebie...
                      >Poza tym szpital w świetnym stanie, nowoczesny,
                      dziwne, że taki "nowoczesny" szpital nie zaopatrzył się jeszcze w
                      mobilne ktg...no ale to pewnie kłopot jak się im rodząca snuje i
                      kręci...najlepiej trzmać na pasku...
                      Podejrzewam, że personel szpitala tak jest przywiązany do
                      przywiązywania kobiet do kabelków, że prędzej starego psa się nauczy
                      nowych sztuczek niż zmiany mentalności lekarzy na Karowej
Pełna wersja