kasia_be1978
16.05.10, 23:11
Rodziłam na Karowej 2 razy - pierwszy raz 3,5 roku temu, 1-sze dziecko, ciąża
bezproblemowa, przenoszona o 10 dni, poród sn z własną położną, bez
komplikacji, wszystko ok. Wyszłyśmy po 2 dobach, generalnie byłam zadowolona
(szczególnie z położnej i z warunków lokalowych bo juz opieka na położnictwie
taka sobie).
Dlatego jak dowiedziałam się, że będę miec bliźniaki postanowiłam też tam
rodzić - w końcu to ciąża podwyższonego ryzyka, a na Karowej się w takich
specjalizują. Niestety, tym razem nie było tak różowo. PIerwszy termin
planowej cesarki (powód: ułożenie miednicowe 1z dzieci) miałam na 16 kwietnia.
Nie przyjęto mnie, bo w nocy wpiłam 3 łyki wody, a do cięcia trzeba byc 6
godzin bez jedzenia i picia, o czym nie poinformował mnie lekarz zapisujący na
cesarkę. O jedzeniu oczywiście wiedziałam i byłam na czczo, ale 3 łyki wody???
Kolejny termin - tydzień później. Lekarz na IP (ten sam co tydzień wcześniej)
mia problem z określeniem ułożenia dziecka (tego co było miednicowo). W końcu
nawał je "skośno-poprzecznym" i wysał mnie na blok porodowy. Tam po 2 godz.
czekania w korytarzu zrobiono mi drugie USG i okazało się, że jednak oboje
leżą głowkowo więc nie ma wskazań do cc. POniewaz to był już 39 tc zostawili
mnie na patologii ciąży. Czekałam 8 dni, nic się nie działo, o kończeniu ciązy
cesarką lekarze nie chcieli słyszeć. POtem na KTG wyszedł spadek tętna u
jednego z dzieci. Efekt? natychmiast na blok porodowy, podano mi oksytocynę i
podłączono na stałe pod zapis KTG. Przeleżałam tak 2,5 doby - pozwalano mi
zjeśc raz na dobę i wstawać do toalety (choć nie od razu, za pierwszym razem
musiałam podpisać oświadczenie, że wstaję na własne ryzyko). Indukowanie
porodu nie dawało żadnych efektów, ale wg lekarzy wskazań do cc nadal nie
było. W końcu w 3-ciej dobie zaczął się poród naturalny. Wsyztsko szło dobrze,
ale po 3 godzinach skurczów znów zaczęło spadać tętno u dziecka, więc tym
razem już wreszcie zdecydowali o cięciu. Okazało się, że dziecko ze spadkami
tętna oddało smółkę i zachłysnęło się wodami. Synek urodził się z
niewydolnością oddechową, którą na szczeście szybko udało się opanować. Miał
zmiany zachłystowe w płucach, na które przez 10 dni podawano mu antybiotyk.
teraz już jest wszystko dobrze, ale przez niedbalstwo tego pierwszego lekarza
i upór kolejnych spędziłam w szpitalu łącznie 2,5 tygodnia, a synek miał
problemy na starcie. Można było tego uniknąć, gdyby decyzja o cesarce była
wcześniej.
Do tego dodam, że większość lekarzy traktuje pacjentkę bardzo "z góry", ciężko
jest uzyskać jakiekolwiek informacje (np. mąż o stanie dziecka po porodzie
dowiedział się dopiero jak w stanowczych słowach zaczął się tego domagać).
Na bloku porodowym i położnictwie straszny tłok - ja po cc trafiłam na salę
pooperacyjną, an której byłam sama, ale po porodach sn pacjentki leżały nawet
cały dzień na korytarzu na bloku porodowym.
Do tego wszędzie mrówki - co prawda te czarne, podobno nieszkodliwe, ale szlag
mnie trafiał, jak wyciągałam je z kocyków dzieci.
Ogólnie nie polecam, gdyby tak wyglądał mój pierwszy poród pewnie bym się nie
zdecydowała w ogóle na drugie dziecko, a na pewno nie na rodzenie w tym szpitalu.