yaris28
19.05.10, 17:28
Jestem juz wprawdzie 4 tyg po porodzie, ale wrazenia ze szpitala ciagle zywe.
I to nie z powodu porodu: byl wyjatkowo lekki i szybki, choc to moje pierwsze
dziecko. Ale szpital wybralam chyba najgorszy z mozliwych.
Chwile przed porodem bylo tak: kazano mi sie przebrac w kanciapie przy izbie
przyjec i gdy chwile pozniej zaczely mi odchodzic wody, dreptalam za polozna
po calym szpitalu i tej izbie przyjec z cieknacymi po nogach wodami.... Cale
szczescie, ze w izbie przyjec akurat nikogo nie bylo, bo nie wiem, jak bym sie
zachowala...i jak by sie zachowala ta osoba, bo przeciez przychodza tam tez
mezczyzni ze swoimi zonami... Jak juz tak troche pochodzilam (z przerwami na
skurcze, podczas ktorych nie moglam sie ruszac i byla ponaglana: no idzie
pani, czy nie?), to czekalam na lozko na porodowce. Trudno, problemy lokalowe.
Potem prosty i szybki porod, a potem.....2 godz na korytarzu. Nie wiem,
dlaczego. Nie ma zadnej sali dostepnej na te 2 godz? Trudno, i to przelknelam
i w tym czasie skupilam sie na malenstwie, zeby je przystawic do piersi. Wtedy
od 3 mijajacych mnie poloznych uslyszalam, ze to nie ma sensu (!!!), bo dzieci
zazwyczaj przysysaja sie pozniej.... tak wiec standardy dotyczace laktacji do
praskiego nie dotarly....
Pozniej bylo tylko gorzej: lekarze opryskliwi (ginekolodzy ok, ale
neonatolodzy-tragedia!!!), pielegniarki noworodkowe nieprzyjemne i
niekompetentne. Na kazde pytanie (a nie bylam natretna) dostawalam opryskliwa
odpowiedz i czulam sie jak zlo konieczne, ktore one musza znosic. Na prosbe o
pomoc w karmieniu (maly sie nie przysysal) uslyszalam, ze nie beda nosic na
rekach mojego dziecka i ewentualnie moga mu dac butelke.
Przezylam traume w tym szpitalu. Maly tracil na wadze, nie chcial sie
przyssac, byl glodny, a jedyna pomoca z ich strony bylo proponowanie butelki z
mieszanka. Brak w szpitalu doradcy laktacyjnego (ponoc pielegniarki sa w tym
przeszkolone - ha, ha, ha!), laktator jeden na caly szpital-byl wypozyczony),
a mnie traktowano jak wyrodna matke, bo nie umiem karmic. Potem (juz w innym
szpitalu) okazalo sie, ze malemu trzeba bylo naciac wedzidelko, bo mial za
krotki jezyczek i odtad ssal super.
Wyszlam z tego szpitala z depresja i juz nigdy tam nie wroce.