NIE szpitalowi na Madalińskiego!!!

15.06.10, 20:24
Moja historia ze szpitalem Madalińskiego jest koszmarem. Zaczęło się
niewinnie, bo 3 m-ce przed terminem były kłopoty z nerkami moimi i dziecka i
trafiłam na patologię na Madalińskiego. Było na prawdę super. Położne z
patologii uśmiechnięte, miłe, co pół godziny, co godzinę badały mnie i
dzieciątko. A to ciśnienie, a to temperaturę a to KTG. Czysto, sympatycznie i
z szacunkiem. Dlatego stwierdziłam, że tak, tu urodzę, bo jest super.
Minęło trochę czasu i nastał TEN dzień. Przyjechałam późnym wieczorem z
porządnymi skurczami. Szpital świecił pustkami więc mnie przyjęli. Skurcze
były jak mnie wieźli co pół godziny (ale bardzo bolesne i z krwawym wypływem),
a że rzadkie mąż nie dał mi do karetki torby. Czekałam więc na przyjęcie
jakieś półtorej godziny, bo nie mieli dla mnie koszuli, aż mąż mi przywiezie i
będę mogła się przebrać i pójść na salę.
Poród okazał się dla mnie makabrą. 12 godzinną z czego parcie trwało 2
godziny. Przebili pęcherz i stop. Dawali ze 2 antybiotyki i oxytocynę na
rozruch. Było ze mną około 8 osób. Lekarze, położne i kto wie kto jeszcze żeby
nas ratować. Niunia się zaklinowała. Próżnociągiem (vakum)z godzinę ją
usiłowali wyciągnąć, w końcu udało się dziecko wyszarpać w ostatniej chwili
kleszczami. Dostała zaledwie 3 pkt. Ratowali ją. W zamartwicy, nie oddychała.
Mnie szyli 40 minut.Wcześniej musieli wyskrobać
łożysko bo oczywiście nie wyszło całe. Zastanawiam się dlaczego nikt nie
pomyślał o cesarce! Zaznaczałam w ankiecie przed porodem, że chętnie, w końcu
wiek swój mam (sporo po 30). Ok odratowali. Do lekarzy nic nie mam. Koszmar
się zaczął. Na położnictwie. Po jakichś 4-5 godzinach zawołała mnie położna,
żebym przyszła uczyć się karmić dziecko (było w inkubatorze po porodzie).
Wyjęła je z inkubatora i dała mi. pół godziny starałam się jak mogła ale nic
mi z tego nie wychodziło a Pani Urszula siedziała obok i
wyśmiewała mnie, że siedzę jak w kawiarni, albo w ogóle mnie ignorowała. Po
półgodzinnej batalii zaczęło mi się robić ciemno przed oczami, przyszedł
mąż,owinęliśmy dziecko kocykiem i włożyliśmy dziecko do kuwety koło
inkubatora. Nie wiedziałam jeszcze jak się go otwiera. Ale założyliśmy, że
skoro je wyjęła to i włoży położna, która siedziała sobie za biurkiem w
otoczeniu piszczących inkubatorów. Poprosiłam o lek przeciwbólowy, bo
znieczulenie przestało działać a w karcie lekarz mówił, że
zapisał mi leki przeciwbólowe. W ciągu pół godziny nikt nie przyniósł, więc
mąż pomógł mi dojść po lek do dyżurki (jemu by nie dali). Na 2 godziny
przysnęłam, omdlałam, jakkolwiek. Następnie wstałam i poczołgałam się do salki
z inkubatorami, żeby sprawdzić jak maleństwo. Jak je zostawiliśmy tak leżało.
Od progu położna w ryk - pani je przewinie, bo się zesrało. No to kolejna
batalia w atmosferze wyszydzania jaka to jestem nieporadna, ile to chusteczek
marnuję na jedno przewinięcie itp. itd.
Poryczałam się...
Lekarze na obchodzie pytali, czy już wstaję z łóżka, bo po moich przejściach
to pewnie jeszcze nie... tak jasne....
Pod wieczór opuchlizna z dziecka zaczęła schodzić, więc mi już je
przyniesiono. Kolejne godziny mijały. Nauczyłam się, że jak po 4 godzinach
zaczyna mijać działanie Ketonalu to sama nie dowlokę się do "gniazda os". Pół
nocy potrafiły położne śmiać się i opowiadać sobie seriale ignorując dzieci i
pacjentki. Nauczyłam się wiec kłamać, że minęło juz 6 godzin (a nie 4-5), żeby
dostać przeciwbólowy, bo nie byłabym w stanie zajmować się moim skarbem.
Prośby o pomoc były ignorowane, gdyż "jesteśmy zajęte".
Nad ranem przywieźli dziewczynę, która własnymi siłami powiła bliźniaki.
Błagała, żeby ktoś zaprowadził ją do toalety, na co położna stwierdziła, że
niby kto? Bo na pewno nie ona, bo co ona zrobi jak ta jej zemdleje na
korytarzu? Przecież nie dźwignie i wyszła. Tylną windą przemyciliśmy jej męża
i pomógł dziewczynie dojść do łazienki a jaka była awantura i wrzask jak
przyłapała go położna poza porą odwiedzin!!!
Innej dziewczynie, która z cewnikiem po cesarce została właśnie przywieziona z
bloku kazano iść do kasy zapłacić, bo inaczej nie zaszczepią jej synka.
Dobrze, że podsłuchałam jak lekarz na obchodzi mówiła, że konieczne będzie
dokarmianie mojej dzidzi, czekałam kilka godzin, co z tym dokarmianiem, aż mi
dziewczyny z sali wytłumaczyły, że muszę iść do "gniazda os" i prosić o
strzykawkę z mlekiem.
Nam się jeszcze niestety przyplątała żółtaczka. 3 noce w inkubatorze z lampami
oczywiście na sali ze mną. Musiałam ciągle monitorować, czy dziecko nie
ściągnęło sobie okularków i ultrafiolet nie świeci mu w oczka. Raz na pół
godziny przysnęłam, patrze a tu ściągnięte okularki... panika... Lekarz
wieczorem na obchodzie powiedziała, żebym się mogła przespać, to położne co
pół godziny będą zaglądały. Pies z kulawą nogą przez całą noc się nie zjawił.
Trzeciej nocy żółtaczki, naszej już 6 były
najbardziej ludzkie położne. Dały nam (z fochem co prawda ale dały) łóżeczko z
lampami od spodu. Mogłam się zdrzemnąć uf. Jedna nawet w końcu wytłumaczyła mi
jak karmić na siedząco, wcześniej koleżanka z sali nauczyła mnie na leżąco. Na
szczęście kolejnego dnia już spadł poziom bilirubiny na 11 i wypisano nas.
Mogłabym jeszcze długo pisać o tym jak przez kilka dni nie było w łazience
światła, bo nikt nie raczył wymienić żarówki, a za każdym razem mówiono, że
nikt nie zgłaszał, choć 2 razy dziennie co najmniej zgłaszałyśmy to, a
łazienka na korytarzu przynależała do kilku sal. Nikt nie interesował się
przez szereg dni, ze nie mogę się wypróżnić, a jak się starałam przy wypisie
na "przeglądzie" okazało się, że mi szew poszedł... Szkoda gadać. Wiem, że
jeżeli miałabym kiedyś jeszcze raz rodzić, to
biorę kredyt i idę do prywatnego szpitala. Ale mam nadzieję, że nie, bo do
tej pory (minęło już kilka miesięcy)zrywam się w nocy z płaczem, a przed
oczami mam szpital na Madalińskiego.
    • aga415 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 15.06.10, 22:43
      Bardzo mi przykro że spotkało to też Ciebie,
      Ja też po vacum na Inflandzkiej,
      Ból będzie jeszcze długo, fizycznie i psychicznie długo do siebie dochodziłam, i
      ten stres o dziecko.
      Pierwszy rok życia dziecka non stop u neurologa, obniżone napięcie, wzmożone
      napięcie, nie raczkuje, nie chodzi, itp. Wszystko jest już dobrze bo trafiliśmy
      na naprawdę dobrego neurologa.


      gaseczka76, dobrze piszesz kredyt i prywatny szpital, rozumie Cięsmile
      • monikaj21 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 16.06.10, 21:29
        Dziewczyny, strasznie Wam współczuję sad A najbardziej Gaseczce tych
        przeżyć po porodzie, bo komplikacje porodowe mogą się zdarzyć się
        niezależnie od szpitala ale to o czy piszesz po porodzie to jakiś
        skandal!!! Mam nadzieję że wysmarowałaś skargę do dyrekcji szpitala -
        jeśli jeszcze nie to zrób to.
        Ja mam za sobą 3 porody, wszystkie w tym samym szpitalu, 2 pierwsze
        z własną położną, trzeci 'z ulicy' i zapewniam że można być
        traktowanym z szacunkiem i normalnie w państwowym szpitalu (choć nie
        zawsze niestety bezkosztowo).
        • gaseczka76 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 16.06.10, 21:46
          dzięki dziewczyny, samo to , że wyrzuciłam to w końcu z siebie troszkę mi
          pomogło. Najważniejsze, że Bąbelek zdrów. No i ja w miarę. Mam kochającego,
          troskliwego mężusia i jakoś w końcu dojdę do siebie. Szkoda mi go tylko, bo mam
          teraz z TYM kłopoty, bo zaraz mam przed oczami ten szpital. No cóż, trzeba czasu.
          • krooowka Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 16.06.10, 22:36
            gaseczka, co za koszmar... tak mi przykro, aż mi ciarki przeszły o
            polecach i prawie sie poryczałam... mam nadzieję, że staniesz
            psychicznie i fizycznie na nogi, że dzidziulek zdrowy.

            nie wiem czy to ma znaczenie, ale napiszę tylko, że ja ordziłam (w
            Krakowie) w szpitalu państwowym, z ulicy, tam gdzie nikt nie ma
            oplacanej połoznej ani lekarza. I poród wspominam cudownie, opieke
            też. a połozne moją córką, która tez była naswietlana przez 3 doby,
            opiekowały się u siebie w pokoju, bo ja omdelwałam i więcej szkody
            mogłabym narobić pilnując jej sama...

            trzymam za Was kciuki

            • zacia-zona Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 17.06.10, 20:55
              współczuję szczerze, przeszłam podobną (niemalże identyczną z
              bakterią w pakiecie) historię w czerniakowskim. aż trudno uwierzyć,
              że mamy XXI wiek...
              teraz za chwilę drugi poród- tylko w damianie, planowe cc.
              na "te" sprawy polecam dr Skórską z LIM-u, bardzo mi pomogła, oprócz
              tego, że jest ginekologiem to ma specjalizację seksuologa. 2 wizyty
              i wróciłam do stanu wyjściowego.
              • gaseczka76 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 16:12
                dzięki. Nie wyobrażam sobie mieć drugie dziecko ale jakby się niechcący jednak
                zdarzyło, dzięki za namiar.
    • ochra Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 09:31
      Horror! Ale jakbym czytała o innym szpitalu! A rodziłam na
      Madalińskiego cztery miesiące temu, uważam że personel był bardzo w
      porządku. Położne na porodówce fantastyczne, na poporodowej - też
      bardzo w porządku, przychodziły co godzinę, pytały jak się czujemy,
      czy się wypróżniłysmy, czy potrzebujemy leki, pokazywały jak
      przewijać dzieci, jak przystawiać, kąpały na naszą prośbę. Ze
      wszystkim można było pójść i poprosić o pomoc. Tylko jedna babka, a
      było ich chyba z pięć w czasie kiedy tam leżałam była trochę mniej
      sympatyczna, ale też nie zrobiła nic takiego za co można by mieć do
      niej pretensje.
      Jednym słowem z opieki byłam zadowolona - aczkolwiek dla mnie sam
      system rooming-in to nie jest doskonałe rozwiązanie.

      Co do porodu - bardzo współczuję, brzmi strasznie, widocznie źle
      ocenili sytuację, komuś się wydawało że uda się naturalnie - ale to
      raczej nie ma nic wspólnego z wiekiem - ja urodziłam w wieku 35 lat
      naturalnie.
    • bubster Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 11:11
      Zamierzasz pisac jakąś skargę?
      • gaseczka76 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 16:16
        Z tego co pisze Ochra, poprawiło się chyba. Nie zamierzam się w skargi plątać,
        bo tylko nerwy jeszcze bardziej stracę. Powiedziałam im na odchodne co sądzę,
        lekarzom też i może się wzięli za te położne.
        Teraz jestem na etapie, że mi pediatra wmawia, że krowa daje mleko, więc
        wołowina to - nabiał ;D idąc tym torem kurczak, tez nabiał, bo znosi jajka no i
        świnia też, bo w końcu ssak i też mleko produkuje! Ba nawet trawa to nabiał bo
        niby z czego krowa to mleko robi?
        muuuu!
        • bubster Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 25.06.10, 16:55
          > Z tego co pisze Ochra, poprawiło się chyba. Nie zamierzam się w
          skargi plątać,


          a szkoda, bo się znowu nic nie zmieni

          > Powiedziałam im na odchodne co sądzę,
          > lekarzom też i może się wzięli za te położne.

          wątpie, jest 99,9% szans, że nic się nei zmieniło
      • kasiuchna_symphonica Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 17:18
        współczuje gorąco- ale aż tr4udno mi uwierzyć ze to wszystko
        wydarzyło na madalińskiego. rodziłam tam dwoje dzieci marcelka 22
        mies temu i antosie 7 mies temu dodatkowo leżałam miesiąc z antosią
        na patologii i bardzo dobrze wspominam madalińskiego
    • misia_matysia Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 21:51
      Szczerze Ci współczuję. Ja rodziłam na Madalińskiego prawie 6 miesięcy temu. Nie było idealnie ale nie wspominam porodu i opieki poporodowej jakoś strasznie źle. Ale drugiego dziecka chyba też bym tam nie urodziła. Moje wrażenia z tego szpitala były takie że to wielka fabryka rodzenia dzieci.
      • barbaram1 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 18.06.10, 22:56
        No właśnie - ja już gdzieś o tym pisałam, ale nie wiem z czego wynika tak
        zróżnicowane zadowolenie lub niezadowolenie z Madalińskiego. Osobiście na poród
        narzekać nie mogę, bo nie było akurat żadnych komplikacji. Natomiast opieka
        poporodowa to był jakiś koszmar - nagminnie zapominano podawać leki, nawet te z
        antybiotykiem, które powinny były być dzieciom podawane co 8 godzin (takie było
        zalecenie lekarza), a bywało co 15 godzin, bo... (jak tłumaczyły położne) u nich
        inaczej to się trochę liczy, a w domu inaczej. Normalnie godzina nie trwa 60
        minut w szpitalu! Zero pomocy, zero zainteresowania. Natomiast wybudzanie w nocy
        śpiących mam, chodzenie w nocy w tych okropnych trepach, gwałtowne zapalanie
        światła, kąpanie dzieci o 4 rano!!! Zero pomocy przy karmieniu, wzruszanie
        ramionami na nasze bardzo popękane brodawki.
        Jednakże w odwiedzinach u mojej współlokatorki była dziewczyna, która rodziła
        pół roku wcześniej i nie mogła uwierzyć w nasze opowieści, tak jakby przebywała
        w innym szpitalu - miłe położne, super pomocne, porady laktacyjne itp.
        My byłyśmy na I pietrze, ona na II - czy to może mieć jakieś znaczenie?
        Moja koleżanka po cesarce też była zachwycona opieką.

      • mr_mama Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 01.07.10, 21:04
        hej,
        ja również rodziłam na Madalińskiego (pierwsze dziecko)- dokładnie 5 m-cy i 1
        tydz. temu smile i zgadzam się- "fabryka.."- wszystkich traktują hurtowo.. olewają..

        w 7 m-cu trafiłam na patologię ciąży- opieka SUPER!

        natomiast w dniu porodu.. hmm.. gdyby nie to, że miałam szybki poród siłami
        natury.. pewnie byłoby źle.. a tak- sam poród wspominam najmilej smile

        NAJGORZEJ było jak zawieźli mnie na salę poporodową.. zostawili na łóżku,
        naszego synka przywiózł jego tatuś smile po czym położna oznajmia, że nie ma teraz
        odwiedzin! I Tatuś musiał wyjść, a ja zostałam sama z małym.. Prosiłam o pomoc,
        nie wiedziałam, jak mam go karmić piersią sad

        Przyszła RAZ jedyny położna, przystawiła małego do piersi i POSZŁA! Jak
        myślałam, że mały się najadł, to go odstawiałam, a on po chwili znowu.. to nie
        potrafiłam go przystawić.. Płakałam, jak go karmiłam, bo poranił mi do krwi
        brodawki. Żadne maści nie pomogły. Położna śmiała się ze mnie w żywe oczy, że co
        ja dziecka nakarmić nie umiem??!! Przez 3 dni pobytu na sali poporodowej mam
        uraz do tej pory.. Mimo, że sam poród był super.. Mój synek spisał się dzielnie
        wink (dostał 10pkt)

        W konsekwencji tego mały był karmiony piersią tylko 3 tygodnie... Przez ten czas
        codziennie płakałam, bo potrafił się nie najadać i chciał pierś co chwilka..

        No i żeby moje małe słoneczko miało wkońcu uśmiechniętą mamę- postanowiłam
        karmić go Bebilonem.

        Dziś mój malutki skończył 5 m-cy, jest pogodnym chłopcem, NAJWAŻNIEJSZE zdrowym,
        a ja codziennie gdy widzę, że się uśmiecha- zapominam o tym, że te pindy
        (położne) z tego szpitala tak mnie zraziły do karmienia piersią..

        Pozdrawiam wszystkie mamy smile
        Jesteście najlepsze na świecie! I najdzielniejsze!
        • afro.ninja Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 02.07.10, 10:30
          mr_mama napisała:

          >
          > NAJGORZEJ było jak zawieźli mnie na salę poporodową.. zostawili na
          łóżku,
          > naszego synka przywiózł jego tatuś smile po czym położna oznajmia, że
          nie ma teraz
          > odwiedzin! I Tatuś musiał wyjść, a ja zostałam sama z małym..
          Prosiłam o pomoc,
          > nie wiedziałam, jak mam go karmić piersią sad

          A lezalas w jedynce, czy na kilkuosobowej sali?

          Smutne, ze te polozne byly takie, a nie inne. Super porod przeslonil
          Ci koszmarny pobyt w szpitalu.

          • mr_mama Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 02.07.10, 15:46
            Leżałam na sali z dwiema innymi dziewczynami- jedna urodziła pierwsze dziecko, a
            druga- chyba trzecie smile - to Ona pokazała mi jak spokojnie, bez stresu
            przystawić małego do piersi, ale nawet te 3 dni w szpitalu nie dały zbyt wiele,
            bo w domu nie potrafiłam dobrze tego zrobić sad

            Ale tak jak już pisałam- teraz najważniejsze jest to, że mój synek jest zdrowy
            jak rybka, od początku jest na Bebilonie Immunofortis, teraz zjada wszystko inne
            z apetytem, obiadki, owoce smile Jestem dumna, że jestem MAMĄ big_grin

            Ps. Przy drugim dziecku spróbuję sama bardziej się przyłożyć i nie zniechęcać,
            jeśli będzie trzeba, pójdę po pomoc nawet do poradni laktacyjnej wink

            Przed porodem zakładałam, że chcę pół roku karmić małego, no ale nie wyszło. Za
            bardzo obydwoje z Tatusiem byliśmy przejęci rolą rodziców, że doszliśmy do
            wniosku, iż nie ma sensu, abym karmiąc małego stresowała się i płakała, bo to
            mnie i jemu na dobre by nie wyszło.
            KOCHAMY NASZE MAŁE SŁONECZKO NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE smile))

            Ps.2. Zakładałam też, że wrócę szybko do pracy... ale mi przeszło big_grin

            Pozdrawiam!
    • asai-1 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 19.06.10, 01:26
      Szczerze współczuję takich przeżyć. Rodziłam tam 2 tygod temu i
      jestem zadowolona, też może nieidealnie (nikogo nie opłaciłam), ale
      traktowana byłam "po ludzku" po porodzie również. Mam doświadczenia
      po Solcu z poprzedniego porodu 2 lata temu, więc może w miarę
      normalne traktowanie było dla mnie OK. A wniosek po moich dwóch
      porodach jest prostacki - zależy jak się trafi, można mieć wszystko
      sprawdzone i załatwione a i tak się wszystko tak zakręci że poród i
      czas po porodzie może być ciężkim doświadczeniem.
      • afro.ninja Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 19.06.10, 11:08
        A wniosek po moich dwóch
        > porodach jest prostacki - zależy jak się trafi, można mieć
        wszystko
        > sprawdzone i załatwione a i tak się wszystko tak zakręci że poród
        i
        > czas po porodzie może być ciężkim doświadczeniem

        Ja uwazam tak samo. Nie sadze, zeby to bylo prostackie podejscie.
        Takie sa polskie szpitale. Nikt nam nie zagwarantuje, ze bedzie
        cacy, chyba tylko jak wylozy sie 12 tysiecy w damianie.
    • kask_a Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 19.06.10, 17:05
      gaseczka, w jakim wieku jest Twoje dziecię? Piszesz - "zdrowe" , moje tez było
      niedotlenione i przez pierwsze 3 mies. też myślałam, że zdrowe potem zaczęły się
      problemy neurologiczne ..... Oby Cię to nie dotyczyło......
      • gaseczka76 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 21.06.10, 17:01
        hej! no ma już 4 miesiąc. Poza tym, że troszkę za mało ostatnio przybrała, to
        ok. Neurolog mówi, że nerwy ma dobre. Miała nieco za dużo płynu w mózgu ale się
        ładnie wchłania. Ruchowo ok. A co się zadziało u Ciebie jeżeli można spytać?
        • kask_a Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 28.06.10, 15:31
          Zaburzenia ze strony układu nerwowego widoczne są lepiej wraz z rozwojem
          dziecka.... U mojego synka były zaburzenia napięcia mięśniowego, asymetria, brak
          odruchu trakcji, wyostrzony odruch Moro i inne
    • pruszynkaaa Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 21.06.10, 00:30
      Czy my na pewno rodziłyśmy w tym samym szpitalu?? Ja rodziłam 15
      marca 2010r. Może opiszę...
      Na izbę przyjęć trafiliśmy ok godziny 11 - trafiłam tam bez
      skurczów, ale za to z gorączką, bólem brzucha, bez wyczuwalnych
      ruchów i 3 dni po terminie
      Po godzinie oczekiwania podłączyli mnie pod KTG. Okazało się że
      maleństwu bardzo szybko bije serduszko (ok 140/155) a mi gorączka
      urosła do 39,2. Wtedy akcja potoczyła się błyskawicznie - szybkie
      USG i przyjęcie na blok porodowy. Wypełnianie jakichś papierków w
      tempie ekspres itp. Przebrałam się i zawieźli mnie windą na blok.
      Tam położyli na łóżko w sali 2 os. (przedzielona parawanem), pobrali
      krew na badania, założyli wenflon, wypytali jeszcze raz na spokojnie
      o choroby itp, przyszła pani doktor razem z takim przenośnym
      aparatem USG i mi je zrobiła. Niedługo po tym (była chyba akurat
      zmiana) przyszedł pan doktor, zawyrokował, że chyba wdała sie
      infekcja wewnątrzmaciczna i że zaraz podadzą mi oksytocynę i będe
      rodzić...
      Przeszłam wtedy do sali obok, już jednoosobowej. Podłączyli KTG,
      oksytocyne, wlali pare butelek wody i czekaliśmy z mężem...
      czekaliśmy... czekaliśmy... i nic. Zaglądali do mnie chyba co 30
      min: a to temperature mierzyli, a to ciśnienie, rozwarcie itp.
      Ogólnie bardzo miło, panie bardzo cierpliwie odpinały i ponownie
      zapinały mnie w pasy KTG - bardzo często chciało mi się do WC. Pani
      doktor badająca szyjke macicy przepraszała że boli, ale mówiła, że
      po prostu musi dobrze ją zbadać smile
      Po kolejnym moim wyjściu do wc, a było to już po 21.20 zastała mnie
      wiadomość, że będzie cc bo brak postępu w porodzie (przez ponad 7 h
      oksytocyny miałam tylko 3 cm i praktycznie zadnych skurczy), i że
      wyniki się pogarszają bardzo szybko.
      Cóż - znowu ekspresowe podpisanie zgód wszelakich i jazda na sale...
      Tam wesoły anestezjolog założył mi znieczulenie podpajęczynówkowe i
      do dzieła. O 22 usłyszałam od pani, która siedziała obok mojej głowy
      i coś tam mi wstrzykiwała, że mam syna (do końca nie chciałam
      wiedzieć płci). Synek dostał 8 pkt., niestety nie mogłam go
      przytulić bo szybko go zabrali do badań z racji zakażenia.
      Przewieźli mnie na sale pooperacyjną, Antosia przywieźli mi jakoś w
      nocy - nie pamiętam... znieczulenie troche mnie otumaniło sad Rano
      pani mnie umyła, zmieniła podkład i pytała jak z bólem - bardzo się
      zdziwiła, że mnie nic nie bolało... a na prawde nic a nic nie czułam
      smilePóźniej zawitał jeszcze anestezjolog i pytał jak sie czuje. Około
      12 postanowili mnie przenieść na normalną salę - wyprosili tatusia z
      łóżka obok, bo "będą mnie pionizować", pan sie troche obruszył, ale
      wyszedł. Wstałam prawie sama i usiadłam na wózek. Trafiłam do 3os.
      sali na przeciwko, z toaletą. Antoś cały czas był ze mną. W miarę
      tego, jak zaczełam się ruszać, to zaczęłam odczuwać ból - ketonal
      panie dawały bez najmniejszego problemu - mi i mojemu mężowi dla
      mnie smile nikt niczego nie limitował...
      Dzieci były kąpane wieczorem, wtedy były też ważone - można też było
      zadawać pytania i panie zawsze chętnie odpowiadały i radziły.
      Codziennie też przychodziła pani od laktacji i pytała czy mamy
      jakieś problemy - ja akurat nie miałam, ale koleżanka obok miała
      wklęsłe brodawki... cierpliwie obie pracowały i się udało smileTrzymali
      nas 6 dni więc troche zdążyłam poznać personel. Mały miał podawane
      antybiotyki dożylnie - były podawane z dokladnością co do 5 minut.
      Ogólnie jestem zadowolona ze szpitala - bardzo miły personel,
      chociaż widać, że przemęczony (rodziłam akurat w jakimś szczycie smile
      )bardzo czysto - kosze opróżniane 2 razy dziennie, sprzątanie
      codziennie rano. Łóżka były dezynfekowane po każdej pacjentce
      gruntownie.
      Dodatkowym plusem było to, że dostałam posiłki wegetariańskie bez
      żadnego gadania smile
      Minusem była troche szwankująca informacja - musiałam sama sie
      dopytywać, jakie antybiotyki podają, jak wyniki itp. - jak sie
      zapytalam to powiedzieli, jak nie, to nie smile

      Współczuje Ci, że miałaś ciężki poród... ale przecież to nie wina
      szpitala sad
      A co do opieki nad dzieckiem? Przecież to Twoje Dziecko... więc niby
      kto ma się Nim zajmować? Ja swoim mimo tego, że szew nie był
      komfortowy zdecydowanie, zajmowałam się sama... dzięki temu
      wychodziłam do domu spokojna, bo wszystko umiałam zrobić przy
      dziecku.
    • kamilla-1 Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 30.07.10, 00:55
      rzeczywiscie historia nieciekawa.
      aczkolwiek rodzilam tam w marcu 2009 i bylo super, naprawde. Moze z jedna
      polozna nie byla mila, ale w gruncie rzeczy malo mnie to obeszlo.
      tylko ze to byl moj drugi porod, pierwszy tez wspominam zle. mysle ze to
      w gruncie rzeczy dlatego ze przy pierwszym mamy duze oczekiwania wzgledem
      pielegniarek. oczekujemy wsparcia, empatii, pomocy w karmieniu itd. przy
      drugim porodzie tez oczekujemy pomocy ale umiemy o nia prosic, humory
      poloznych chyba nas nie obchodza, karmic juz umiemy, wiemy co nam sie
      nalezy i jak nalezy o to prosic, wiec to chyba dlatego tak rozne moga byc
      opinie na temat szpitala.
      dla mnie pokoj byl komfortowy, codziennie bardzo dobrze sprzatniety, leki
      przeciwbolowe bez limitow (po cc), polozna na kazdy dzwonek, antybiotyki
      podawane regularnie , tak jak trzeba (chociaz nie wszystkie panie umialy
      obskluzyc ten dozownik, ktory sie zacinal. mi po dwoch dniach szlo
      lepiej smile dziecko kapane albo i nie - zalezy jak ja chcialam. lozeczko do
      naswietlan z lampkami od dolu, dwa razy wymieniany w nim "spiworek" bo
      kupke zrobil, bez zadnych uwag.
      moge sie zgodzic ze nie wiem tylko czy nauczylabym sie karmic gdybym juz
      tego nie umiala. kazda polozna mowila co innego, albo i nic, nawetjak
      ktos ewidentnie zle przystawial dziecko... (mowe o sasiadkach na sali)

      zycze powodzenia przy drugim porodzie smile
      • hogaforever Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 30.07.10, 16:20
        no właśnie. słyszałam, że to dobry szpital bo jest tam dobra opieka
        lekarska ALE na dobrą sprawę z lekarzami ma się mały kontakt.
        Najbardziej potrzebna jest pomoc pielęgniarska i położnicza. A jeśli
        jest taka chamówa jak piszecie to szkoda zdrowia. NIe chodzi mi o
        to, żeby mnie ktoś bez przerwy trzymał za rączkę, ale żeby wyszydzać
        pacjentkę i złośliwie komentować jej nieporadność!!! To naprwdę
        trzeba zgłosić przełożonym! Ale na piśmie! NIe lekarzom na
        obchodzie. Przełożoną pielęgniarki jest, jak sama nazwa wskazuje,
        przełożona pielęgniarek!
        • karolach-m Re: NIE szpitalowi na Madalińskiego!!! 03.08.10, 13:54
          Czyli opinie o szpitalu różne a najważniejsza lekcja z tego
          wszystkiego to nie dać sobie w kaszę dmuchać. Przecież te
          wyszydzajęce młode matki położne też kiedyś były młodymi matkami i
          nie wierzę,że wszystko umiały od samego poczatku. Nikt nie ma
          wrodzonej wiedzy i umiejetności opieki nad dzieckiem. Wszystkiego
          musimy się nauczyć wiec nie ma się co przejmować wrednymi
          babsztylami.
          Widzę,że co człowiek to opinia o każdym szpitalu. I jak wybrać taki
          żeby dzidzi i matce nie stała się krzywda? Bo myślę,że warunki
          lokalowe i uprzejmość to sprawa drugorzędna.
Pełna wersja