Polna Poznań

16.06.10, 14:05

Najgorszy szpital z jakim miałam do czynieinia.Niestety wiele mam rodzi tam ze
wzgl.na aparaturę.Położne w większości wredne,nie miłe,nic nidgy nie
wiedzą,nie interesują się pacjentką ani ich stanem.Tak fizycznym jak i
psychicznym.Podczas porodu drzwi na porodówkę się nie zamykają,ciągle ktoś
chodzi,przechodzi,położna wychodząc po coś z sali porodowej zostawia drzwi
otwart.Robili tak w moim przypadku jak i w wielu innych.Przedemną zszywano
dziewczynę przy otwartych drzwiach.Która rodziła,wie jak to wygląda.Zero
poszanowania dla rodzącej!!!!ZERO!!!!Po porodzie że nie wspomnę o paniach
sprzątających,trzaskających drzwiami i czym się tylko da...Szuraniem po
podłodze koszami na śmieci itp.Studentki,które są narazie od zmieniania
pościeli zachowują się jak "panie na włościach"po prostu żenujące.
Mam nadzieję,że już nie będę tam rodzić....
A po terminie(2tyg) byłam tam trzy razy,żeby ,mnie wreszcie przyjęli.Czekałam
na lekarza od 14tej do 21ej.Tylko,żeby mnie zbadał.
Straszne!!!!
    • pferbe Re: Polna Poznań 21.06.10, 16:29
      Rodziłam tam w marcu i chociaż nie da się zaprzeczyć ani jednemu
      Twojemu słowu, to ja byłam bardzo zadowolona. Fachowa opieka, na
      porodówce byłam zamknieta tylko z mezem, własna łazienka,
      prZesympatyczna połozna, grzeczny pan doktor, który przyleciał mnie
      ratowac pod koniec porodu. na sali wystarczyło dotknąć dzwonka i juz
      leciała pielegniarka z pomocą. ni da sie jednak zaprzeczyc ze maja w
      tym szpitalu ogromny "przerób" i trudno zeby kazda rodzacą traktowac
      jak klintkę w ekskluzywnym spa. dla mnie liczyło sie to, ze jestem w
      dobrych rekaxh i w razie czego pomogą mojemu dziecku. a studentki
      były przemiłe, nauczyły mnie jak obcinac dziecku paznokcie. no i mają
      wspaniałe pielęgniarki z doradztwa laktacyjnego, bardzo mi pomogły.
      minusem jest to, ze odwiedzają i badają rodzącą kobiete stadami! mi
      to nie przeszkadzało, ale idąc tam lepiej sie na to nastawić
      • sevi78 Re: Polna Poznań 22.06.10, 10:35
        Witam wszystkich. Urodziłam na Polnej dwójke mioch synów, Mateusza w
        lipcu 2005r i Łukaszka w listopadzie 2008. Pierwszy poród wspominam
        bardzo dobrze i dlatego, gdy po raz kolejny miałam zostac mamą
        zdecydowałam się własnie na Polną. Niestety drugi poród była dla
        mnie koszmarem. Syn rodził sie w niedzielę, co najwyraźniej nie
        odpowiadało personelowi porodówki. Położna była wredna, co chwilę
        obsypywała mnie nieprzyjemnymi komentarzami, a to że pobrudziłam
        koszulę i trzeba mnie teraz przebrać, a to że mam na nią nie dmuchać
        w trakcie badania (wykonywałam ćwiczenia oddechowe przy skurczu).
        Wody odezsły mi o 11.30 w domu, o 16.00 w szpitalu miałam 10 cm
        rozwarcia i zaczęły się skurcze parte. Położna i lekarz stwierdzili,
        że dziecko jest za wysoko ułożone i mam leżeć na boku podłączona do
        KTG. Leżałam tak przez następne 2 godziny wijąc sie bólu, nie
        dostałam żadnych środków przeciwbólowych mimo, że prosiłam o nie na
        początku porodu niejednokrotnie. W trakcie dwóch godzin skurczów
        partych połozna odwiedziła mnie może z 3 razy, a w pewnym momencie
        nie było jej ponad godzine bo musiała się udać na cesarkę. Mąż
        wychodzł z siebie widząc moje cierpienie i w końcu zaczął na
        wszytkich wrzeszczeć. Ok. godz. 18.10 pojawił sie na mojej sali
        jakiś pan profesor ponieważ miałam juz zielone wody. Nie miałam siły
        juz przeć ale resztkami sił przy pomocy pana profesora, który
        koszulą porodową leciutko nacisną mi na brzuch o 18.16 urodziłam
        synka. Nawet nie położono mi go na brzuch.... Na całe szczęście
        urodził sie zupełnie zdrowy. Nie rodziłam pierwszy raz, wiem że
        szpital to ekskluzywny ośrodek spa, ale oczekiwałam chociaż
        ludzkiego traktowania i pomocy w tak wyjatkowym dla nas momencie, a
        zostałam potraktowana gorzej niż bydle w stajni.
        Na położnictwie było juz na szczęście o wiele lepiej, sympatyczne
        położne, rzeczowa i konkretna pani pediatra, pomocna położna
        laktacyjna...
        Nie zamierzamy miec z męzem więcej dzieci, ale z pewnością gdybym,
        miała jeszcze kiedykolwiek rodzić nigdy w życiu nie pojechałabym na
        Polną.
      • sroka75 Re: Polna Poznań 22.06.10, 13:18
        >i trudno zeby kazda rodzacą traktowac
        > jak klintkę w ekskluzywnym spa.
        och rozumiem, że na takie elementarne zasady wyniesione z domu jak
        zamykanie za sobą drzwi to możemy liczyć tylko w ekskluzywnym
        spa...może wogóle drzwi zlikwidować? po co mnożyć problemy?wink)
    • zielono-mii Re: Polna Poznań 25.06.10, 11:54
      Urodziłam tam zdrowego synka,sala porodowa zamknieta,czysta
      łazienka,maż przy mnie przez 13h.Nie zwracałam uwagi kto wchodzi kto
      wychodzi.Każdy pytał sie jak idą skurcze,jak się czuję.Po porodzie
      opieka nie była wzorowa,ale przecież to tylko 3 dni i do domu.jadąc
      do szpitala nie myślałam o tym na czym będę leżała,czy drzwi beda
      otwarte czy zamknięte.Modliłam się o zdrowie dziecka i właśnie
      dlatego wybrałam ten szpital-właśnie dla tej aparatury o której
      piszesz.Co by było dla ciebie ważniejsze-super sala,przemiłe położne
      czy aparatura gdyby musieli ratowac ciebie lub dziecko! Wtym
      momencie mogę napisać że zachowałaś się egoistycznie!!!
    • memphis90 Re: Polna Poznań 11.08.10, 12:14
      Rodziłam na Polnej dwa lata temu. Położne na porodówce wspominam b. mile,
      ogólnie już wcześniej miałam okazję się przekonać, że pracujące tam panie są w
      porządku. Przydzielona mi położna była sympatyczna, kompetentna, interesowała
      się mną i dzieckiem. Nikt poza położną i lekarzem nie wchodził do mojej sali,
      nikt postronny nigdzie nie przechodził, drzwi były zamknięte. Ja rodziłam we
      wrześniu, więc nie było studentek. W ciąży byłam chyba 2 razy na IP, po
      porodzie- raz, nie czekałam długo na przyjęcie. Gorzej wyglądała opieka po
      porodzie- nie wiedzieć czemu panie po cc miały robione wlewki o 23, więc przez
      pół nocy biegały potem do wc zapalając światło, temperatury o 6 rano- nocki były
      trudne...
    • kotkowa Re: Polna Poznań 22.12.10, 15:22
      Ja rodzilam w kwietniu na Polnej i nie mialam zadnej ale to zadnej opieki przy porodzie. Polozna przyszla raz, gdy odeszly mi wody. Mialam ogromne bole, na szczescie byl ze mna maz, ktory robil za polozna - pomagal chodzic, isc do toalety, wezwal polozna, gdy odeszly wody, sama nie dalabym rady nic zrobic. Po 20h porodu zmienily sie polozne, ta druga jedynie zbadala rozwarcie, bylo na 8, wiec uznala, ze zaraz rodzimy i wyszla. Mijaly kolejne godziny i nic sie nie dzialo, w koncu maz wyszedl po nia zdenerwowany, okazalo sie, ze jej nie ma, bo obok w sali kobieta juz rodzi i jest u niej. Byly tylko 2 porody, to na Polna nic. W koncu przyszla, ja juz z bolu nic nie robilam, tylko zaciskalam piesci i zeby, juz nie wiedzialam co sie dzieje. Rozwarcie nadal na 8 i wtedy dopiero alarm zrobila, poszla po lekarza, zrobili usg i wyszlo, ze dziecko ma ulozenie potylicowe tylne i nie wstawia sie do kanalu. Jeszcze kombinowali, ze mam lezec na prawym boku, dali oksytocyne, ale nic nie pomoglo. W koncu ordynator zdecydowal o cc. Opieka nad dzieckiem tez do bani, dopuscili do nadmiernego spadku wagi, nie umieli/nie chcieli pomoc z karmieniem, a dostalam jakiegos zastoju, dziecko ciagle bylo glodne, a nic nie lecialo. Ale przede wszystkim mam uraz, ze zostawili mnie z powiklanym porodem kompletnie sama, bez zadnej kontroli. Maz nawet czuwal nad tetnem dziecka na ktg, bo nikt sie tym nie interesowal. Z cala pewnoscia polozna czekala az dostanie w lape. Jestem o tym przekonana. Polna to prywatna klinika, jak nie masz stamtad lekarza i nie oplacisz poloznej, to nie ma po co tam isc.
      • kijek82 Re: Polna Poznań 26.09.11, 08:40
        "Polna to prywatna klinika, jak nie masz stamtad lekarza i nie oplacisz poloznej, to nie ma po co tam isc. "

        no,ale to nic nowego. Chcesz rodzic w szpitalu z najepszym sprzetem i opieka neo w Wlkp plus dobry, wyspecjalizowany personel - trzeba zaplacic. Nie rozumiem zdziwienia...Przeciez to wiadomo wszem i wobec.
        • zawiedziona-3 Re: Polna Poznań 25.10.11, 20:23
          Witam
          Nigdy nie wypowiadałam się na forum na żaden temat ale dzisiaj postanowiłam to zrobić, może ktoś to przeczyta i zastanowi się poważnie nad wyborem szpitala. Ja trafiłam na Polną tylko dlatego że mój ginekolog tam pracuję, ale przez to co przeszłam to już bym drugi raz tam nie poszła. Byłam operowana na początku sierpnia tego roku.Staramy się z mężem o dziecko ponad 2 lata, w końcu ginekolog zaproponował laparoskopię z oceną drożności jajowodów. Zacznę od początku:
          Do izby przyjęć miałam się zgłosić rano między 7-8. Spóźniłam się ok.30 min. a położna na wstępie krzyczy, że mnie nie przyjmą bo się spóźniłam. Od razu wykonałam tel. do swojego gin.i mnie przyjęli. Z izby przyjęć zaprowadzono mnie na oddział diagnostyczno-obserwacyjny, tam pobieranie krwi (mimo że miałam wyniki badań z dnia poprzedniego ale położnej to nie interesowało). Po tym badanie ginekologiczne-gdy weszłam do gabinetu i zobaczyłam tłum ludzi to poprosiłam aby został tylko mój ginekolog-spojrzeli się na mnie jak jakąś kretynkę i stali dalej. Dopiero po interwencji mojego ginekologa wszyscy wyszli i dalej było ok . Po badaniu czekanie na korytarzu przez 5 godzin z innymi dziewczynami na łóżko - i tu niespodzianka-NIE BYŁO WOLNEGO ŁÓŻKA i przez te ponad 5 godzin nikt się nami nie zainteresował. Postanowiono że zejdziemy na izbę przyjęć bo tam są dwie sale chorych i w sumie możemy tam być. Gdy tam dotarłyśmy położne wielce były niezadowolone że mają pacjentki do operacji i wierzcie mi dały nam to odczuć. Po tych perypetiach odbyła się rozmowa z anestezjologiem -właściwie to nie była rozmowa bo nawet nie można było się od niego nic dowiedzieć. Stwierdził że wszystko ma w historii choroby a mu nie musimy nic wiedzieć (przecież jesteśmy tylko pacjentkami). Nie wspomniałam, że obok sali gdzie leżałyśmy był pokój lekarski i dr był bardzo niezadowolony, że tam śpimy, ponieważ on przez nasze nocne gadulstwo nie może się zdrzemnąć. Aha tak na marginesie nie mogłyśmy spać więc gadałyśmy do 4 nad ranem bo anestezjolog nie zlecił nam premedykacji na noc! Jeżeli chodzi o przygotowanie to ok 16. czopek bisacodylu i o 20.00 lewatywa, którą miałyśmy też o 5 rano. Ok.8.00 położne (znacznie wredniejsze niż w nocy) zawiozły koleżankę na blok. Ja z drugą koleżanką się denerwowałyśmy, ale nic nie dostałyśmy, bo anestezjolog nic nam nie zlecił. Aha i chyba wszyscy zapomnieli, że my leżymy na izbie przyjęć bo nawet nie było wizyty lekarskiej. Na bloku operacyjnym nie spytano się mnie nawet o nazwisko więc sama krzyczałam aby mnie z nikim nie pomylono. Na bloku powinna się nami zająć pielęgniarka anestezjologiczna-ja trafiłam na taką wredną, że tylko się modliłam, żeby już było po wszystkim. Lekarza anestezjologa nawet nie widziałam-życzę powodzenia w takim postępowaniu.Jedynym lekarzem który podszedł i zapewnił że wszystko będzie ok był dr Jachowski mój ginekolog-jedyna życzliwa osoba spośród ich wszystkich. Po zabiegu trafia się na salę wybudzeń na ok 2 godz (zależnie od stanu w jakim się jest). Z bloku z powrotem trafiłam na izbę przyjęć w ręce wrednych położnych, które tak naprawdę nie interesowały się nami trzema. Koszmar. Pomagałyśmy sobie nawzajem tylko dlatego, że między naszymi operacjami była różnica ok.3 godzin, więc pilnowałyśmy czy którejś nie skończyła się kroplówka. Noc była ok, ponieważ przyszła na zmianę jedyna normalna położna p.Ula-i tu dla Pani ogromne podziękowania. Rano chyba lekarze znowu o nas zapomnieli-wizyty brak.Dopiero ok.9.00 przyszedł mój gin. i powiedział co i jak i do domu. Nie wiem czy napisałabym to jeszcze raz ale dziewczyny nie może tak być, że jesteśmy zależne od położnych, które chyba minęły się z zawodem. Zgadzam się w 100%, że Polna to fabryka-ja o tym wiedziałam ponieważ jestem położną (na szczęście pracuję w normalnym szpitalu). Jeżeli chce się być traktowanym jak przedmiot to "polecam" ten szpital.Niestety czeka mnie jeszcze za 6 mies. ponownie laparoskopia i na pewno tam nie wrócę pomimo, że pracuje tam najwspanialszy ginekolog jakiego znam i bardzo go cenię-dr P.Jachowski. Mam nadzieję, że te forum przeczyta ktoś z personelu z Polnej i może się nad tym wszystkim zastanowi.
          • next.szymek Re: Polna Poznań 27.11.11, 20:36
            Nie jestem kobietą i nie leżałem na Polnej ale moja żona tak i muszę przyznać że był to dla niej koszmar. Żona miała laparoskopię. Ktoś napisał że jeżeli się nie ma na oddziale ginekologa do którego się chodzi to jest "przechlapane", zgadzam się. Żona nie miała ginekologa z Polnej ponieważ wcześniej się przeprowadziliśmy z innego miasta. Żona leżała na oddziale GPII-koszmar, położne wredne, lekarze jeszcze gorsi. Po operacji nie dano mi wejść do żony bo było już po godzinach odwiedzin, więc się musiałem po cichaczu do niej dostać. Żonę wypisano, właściwie "wygoniono"ze szpitala na następny dzień po operacji mimo złego samopoczucia, które zgłaszała na wizycie lekarskiej. Wieczorem niestety znaleźliśmy się na izbie przyjęć, już nie na Polnej, z powodu krwawienia z macicy-zabieg i parę dni w szpitalu w normalnych, ludzkich warunkach. Szczerze odradzam ten szpital i cały personel tam pracujący-lecą tylko na kasę!
    • nika11925 Re: Polna Poznań 26.09.11, 07:23
      Nie polecam, ja tam nie rodziłam wręcz przeciwnie poroniłam a oni w przechodni przez 3 dni wmawiali mi że jestem nadal w ciąży. Bo dziecka nie widać. Masówka, zero empatii. Przyjechałam do nich krwawiąc we wtorek wieczorem, powiedzieli że jest ok dla pewności proszę jutro sprawdzić krew i skonsultować się z lekarzem. (badanie mnie bolało, lekarz stwierdził co zrobię jak będę w ciąży, ja w głęboki szoku nie skojarzyłam) Jak mój ginekolog powiedział ze dziecka nie ma i wystawił zaświadczenie do szpitala to oni kazali mi iść na badanie krwi (za które miałam zapłacić już 3 raz). Plus dla pielęgniarek z poboru krwi. bo zamiast 2 godzin czekałam tylko godzinę. Ale to tylko przez to że cała zaryczana byłam, a nie z polecenia lekarza żeby mi ulżyć. o potwierdzeniu poronienia dowiedziałam się z kartki. To ja już chyba w domu wole rodzić niż u nich. Później na przyjście lekarza z 2 godziny czekałam. I wielkie zdziwienie dlaczego mąż ma być przy badaniu. Poroniłam pani doktor, czy trzeba pytać czemu małżeństwo chce być razem?! Mój lekarz był też zdziwiony czemu ja chodze po ulicy jeśli powinnam być w domu/szpitalu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja