Szpital Narutowicza - Kraków

13.03.04, 04:11
Urodziłam tydzień temu.
Poród nie był łatwy, ale w porównaniu z pobytem na Oddziale Noworodków to
była pestka. To szkoła przeżycia bez żadnej opieki ze strony personelu ani
nad dzieckiem, ani nad matką. Okropne babska, którym się przeszkadza pytając
o cokolwiek.
Wszystkiego brakuje, podkładów, pieluch, trzeba mieć wszystko swoje, panie
niechętne do jakiejkolwiek pomocy, nikt nic nie tłumaczy, nawet nikt karmić
piersią nie uczy. Jedynym marzeniem jest się stamtąd urwać do domu.
Jest wiele rzeczy rażących i zaniedbań, ale nie mam czasu i siły już o nich
opowiadać.
Jedyne, co radzę, to wybrać Rydygiera luib Żeromskiego.

Rozmawiam ostatnio z dziewczynami, które rodziły w innych szpitalach,
wszystkie są zdania, że Narutowicza powinni zamknąć.

Rozważcie to.
Ja po porodzie powiedziałam, że nie chcę już więcej rodzić, ale po dniu
stwierdziłam, że wolę urodzić niż tam być w szpitalu.

Pozdrawiam i życzę dobrych, rozważnych decyzji przy wyborze szpitala. To dużo
znaczy.
    • mama007 Re: Szpital Narutowicza - Kraków 13.03.04, 22:46
      Moja koleżanka urodziła tam ok. miesiąc temu i też ma niestety podobne
      przeżycia... Ja rodziłam na Ujastku, chociaż lekarz prowadzący pracuje właśnie
      w Narutowiczu. Byłam zachwycona!! Dodam tylko, że dzieciątko koleżanki
      zachłysnęło się wodami i po kilku dniach wylądowała z córą na pediatrii z
      zapaleniem płuc sad(( I tam dopiero dowiedziała się, że mała ma zapalenie płuc i
      co właściwie się stało, bo na noworodkach nikt nawet nie raczył jej powiadomić
      o stanie małej i dlaczego ją zabrali... HORROR!!!
      Pozdrawiam
      • ola07 Re: Szpital Narutowicza - Kraków 21.03.04, 23:19
        Bez przesady ja rodziłam w Narutowiczu 5 lat temu (poród rodzinny) i nie było
        tak żle.Wprawdzie szpital paskudny ,jedzenie też,ale z tą złą opieką to chyba
        przesadzacie.Połozne były bardzo miłe ,uczyły przystawiać do piersi,gdy się o
        coś zapytało wszystko cierpliwie i życzliwie tłumaczyły,z opieki pediatrycznej
        też byłam zadowolona(miła i kompetentna),musialyście akurat trafić na wredne
        babska ale to nie skreśla całego szpitala.Poza tym sprzęt ratujący życie
        noworodkom mają ponoć najlepszy w Krakowie.
        • todzio1 Re: Szpital Narutowicza - Kraków 23.03.04, 01:52
          Przez te 5 lat wszystko się zmieniło, albo po prostu źle wypadło, że urodziłam
          w piątek wieczór, bo przez weekend wszytskiego brakuje, a panie położne mają
          muchy w nosie, a doradcy laktacyjnego nie ma, mnie nikt mimo wielokrotnego
          proszenia nie chciał nauczyć karmić, po prostu stwierdzały, że mam
          eksperymentować.
          W nocy pomoc żadna, bo jedna robi na drutach, a druga ogląda telewizor i mają
          wszystko w d...
          Nie będę opisywać wszystkich "przewinień", bo nie chcę się denerwować.
          Wszystkie kobiety, z którymi romawiałam w szpitalu miały takie same odczucia
          wobec Odziału Noworodków i opieki nad kobietą i dzieckiem.

          Każdy ma swoje zdanie, ale ja już tam nigdy rodzić nie będę...

          Wczoraj zadzwoniłam do poradni laktacyjnej przy Szpitalu Żeromskiego, mimo iż
          tam nie rodziłam, pani była super miła, rozmawiała ze mną godzinę, można się
          umówić na bezpłatną godzinną konsultację!!!!!!
          A tam rodziłam, płaciłam i żadnej porady nie dostałam.

          Fajne, nie?

          wink)))
          • ola07 Re: Szpital Narutowicza - Kraków 26.03.04, 12:52
            Masz rację ,doradcy laktacyjnego nie ma ,ja poprostu trafiłam na fajną
            położną ,która byla tak miła i mi wszystko objaśniła,poza tym miałam
            wspaniałego lekarza tam pracującego który prowadził całą moją ciążęi był przy
            porodzie.Jak już leżałam po porodzie to codziennie przychodził pytał jak się
            czuje i czy mi czegoś nie potrzeba.Tak jak już napisałam musiałaś mieć pecha i
            trafić na wstrętne babska ,ale to nie powód żeby zamykać szpital, podobno na
            Kopernika jest gorzej.Pozdrawiam.Aha ja też urodziłam w piątek.
    • iwoku Re: Szpital Narutowicza - Kraków 27.03.04, 22:36
      Moja córeczka ma 3,5 roku, także urodziła się w Narutowiczu. Wtedy to był
      najlepszy z możliwych wyborów, rozważyłam to dokładnie, bo większość
      krakowskich oddziałów położniczych znałam ze staży studencich i podyplomowych
      (jestem lekarzem). Co prawda na poród poszłam już nie bez wątpliwości- na kilka
      godzin wcześniej spotkałam męża kuzynki, która urodziła 2 tygodnie wcześniej, z
      jego relacji wiało grozą. Jednak sama te pierwsze dni po porodzie wspominam
      bardzo dobrze. Nie było doradcy laktacyjnego, ale włściwie każda pielęgniarka
      służyła pomocą ( bynajmniej nie błam wyróżniana z powodu swojego zawodu). Mam
      wrażenie, że gdyby nie ich wsparcie , cierpliwość i serce nie nauczyłabym się
      karmić piersią- spędzałam w dyżurce pielęgniarskiej całe noce !. Podobnie kilka
      innych dziewczyn. Owszem, wśród wielu pielęgniarek była JEDNA, której
      podejście oburzało. Ale tylko jedna...No i nie zapomnę obskurnej łazienki,
      pełnej zakrwawionych podkładów. Mimo wszystko wyniosłam stamtąd bardzo dobre
      wspomnienia. Ale przez 3 ,5 roku wiele się mogło zmienić...Także na gorsze.
      Inne krakowskie szpitale podniosły poziom opieki- po remoncie jest Klinika
      (częściowym ,no i personel niestety ten sam co przed laty), nowe oblicze ma
      położnictwo w Żeromskim
      • renpul Re: Szpital Narutowicza - Kraków 20.04.04, 18:09
        Ja uważam, że nie jest tam tak strasznie. Nasłuchałam się o różnych przypadkach
        gdyż leżałam podczas ciąży 3 razy. Wniosek wyciągnęłam taki, że powodzenienie
        zależy t tylko od szpitala ale głównie od lekarza który się tobą zajmuje.
        Przykre dla mnie było odczucie, że większość jest czyimiś prywatnymi
        pacjentkami (komuś gdzieś zapłaciły) i ktoś się nimi teraz interesuje. Ja nie
        płaciłam, nawet nie śmiałam proponować bo nie byłam prywatną pacjentką
        tylko "szczególnym przypadkiem". Dobrze, że trafiłam na dobrego lekarza i
        wszystko poszło bardzo dobrze i wbrew temu jak mnstraszyli coniektórzy lekarze
        (do dziś pamiętam te dziwne miny podczas Usg lub nawet zwykłego badania czy
        przeglądania kerty pacjenta przy pobycie w szpitalu.
        Opieka w szpitalu - da się wytrzymać, życzliwe pielęgniarki (z małymi
        wyjątkami - ale wszyscy jesteśmy ludźmi).
        Lekarze - jest paru naprawdę dobrych i ludzkich.
        Warunki - na patologii coraz lepsze, reszta mogłaby się poprawić.
        O zaniedbaniach się też słyszy i spotyka osoby niezadowolone, ale są to te
        osoby u których poszło coś nie tak (o trudno się im dziwić. Jak wszystko jest
        dobrze to ludzie są zadowoleni choćby rodzili (jak moja znajoma) w karetce pod
        własnym domem.
        Jedno spostrzeżenie mam i uważam, że bardzo ważne, jeżeli istnieje realna
        możliwość jakichś kompilkacji to należy wybierać lekarza pracującego na stałe w
        szpitalu a nie takiego, który ma tam tylko dyżury raz w miesiącu. Fachowiec,
        który zna się na rzeczy i nie spanikuje (bo tacy też są)w trudnej sytuacji.
        Życzę udanych wyborów i życzliwości dla personelu, bo zauwżyłam, że jak się do
        kogoś podchodzi z życzliwością a nie z roszczeniami to można dużo się nauczyć i
        wszyscy (no może większość) służy radą i pomocą.
        No i jeszcze trzeba mieć oczy dookoła głowy i bacznie obserwować siebie,
        dziecko i o wszystkie wątplieości pytać.
        Pa
        Ps. Ja słyszałam Horrory o Klinice!
Pełna wersja