Mąż podczas CC na Żelaznej

15.02.11, 17:50
Dziewczyny, które rodziły przez cc na Żelaznej z mężem, opiszcie prosze jak dokładnie to wygląda? Czy mąż jest na sali operacyjnej, czy gdzieś z boku, za szybą? Czy po cc od razu może być ze mną czy przez jakiś czas się jest samemu? No i czy może być podczas ważenia, mierzenia dziecka? Dzięki z góry za odpowiedzi.
    • suso Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 15.02.11, 20:01
      w naszym przypadku cc nie była planowana ale mój m był podczas cesarki, jak również z małą zaraz po narodzinach (mierzenia, wazenia, itp),jeśli macie zamówioną sps i będzie akurat miejsce (nam się nie udało)to pewnie będziecie cały czas razem. Ja przez ok 8h leżałam sama na sali pooperacyjnej, położna donosiła małą do karmienia. W szpitalu spędziłyśmy tydzień, bo mała dostała żłótaczki, ale cały pobyt i opiekę wspominam bardzo dobrze.
      Pozdrawiam i życzę powodzeniasmile
      • fil.ona Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 15.02.11, 22:13
        Ja też jestem zainteresowana cc na żelaznej .Byłam już na wizycie u lekarza który tam pracuje i ma mnie umówić na cc .Słyszałam ,ze robią w 38 tc ???Jak wygląda planowana cesarka w tym szpitalu ???Może macie opinie o dr. jury feduniv ?
    • elektra13 Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 16.02.11, 20:47
      2 lata temu miałam na Żelaznej planowe cc a w przyszłym tyg mam drugie.
      Mój mąż nie był przy cc bo nie chciał. Czekał na korytarzu przed blokiem operacyjnym. Jak młodego wyjeli, umyli, poważyli itd to przynieśli mi go do ucałowania a potem włożyli do kuwetki i zawieźli tatusiowi. Mnie szyli itd a oni we dwóch siedzieli sobie na oddziale noworodkowym. Od razu zawieźli mnie na salę (taka zwykłą, nie pooperacyjną) i wtedy chlopaki do mnie przyszli i byliśmy razem.
      Nam sie wtedy udało miec tę salę ponadstandardową więc wieczorem mnie tam przeniesli i az do końca byliśmy we trójke całodobowo.

      I jeszcze było pytanie o termin planowanego cc - wtedy to było na 9 dni przed terminem a teraz mam zaplanowane 6 dni przed terminem.
    • skatka Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 17.02.11, 15:04
      Na Żelaznej mąż jest obecny bezpośrednio na sali operacyjnej. Wchodzi, kiedy rodząca ma podane znieczulenie, zajmuje miejsce przy głowie operowanej. Kiedy urodzi się dziecko może być przy ważeniu, mierzeniu i badaniu. Na sali operacyjnej może zostać do końca zabiegu. Taka przyjemność pół roku temu kosztowała 200zł. Może trochę drogo, ale jak dla mnie - warto.
      • seala1 Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 17.02.11, 16:50
        Mam mieć cc 9 marca właśnie na żelaznej. Na pewno będziemy chcieli być razem, dlatego ciekawa jestem jak w praktyce to wygląda. Przy pierwszym porodzie dostałam od razu córkę po cc i mogła być z nami w sali, teraz bym też tak chciała...
        • skatka Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 18.02.11, 11:00
          Zaraz po wydostaniu dziecka z brzuszka Mama widzi je w przelocie na stanowisko do pierwszych oględzin. Potem, kiedy jest już po badaniach na dwie, trzy minutki kładą je Mamie na klatkę piersiową. Nie do karmienia tylko do pooglądania. Dzidzia leży tak trochę na boczku nóżkami skierowana ku plecom Mamy a twarzyczką w kierunku twarzy Mamy. Ma się dziecko przed oczami w odległości 10-15 cm. Pielęgniarka uwolniła moją rękę z aparatu do mierzenia ciśnienia, żebym mogła dotknąć córeczkę. Potem dziecko jedzie na odział noworodkowy. Choć jak pisałam wcześniej mąż może być do końca na sali, mój wyszedł w ślad za dzieckiem, no i oczywiście żeby trochę podzwonić po oczekującej rodzinie. Wszyscy troje spotkaliśmy się zaraz po przewiezieniu mnie z powrotem na salę, z której wyszłam na zabieg.
          • skatka Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 18.02.11, 11:04
            cd.
            Ponieważ było to cc planowe, na tą salę trafiłam poprzedniego dnia wieczorem. Córeczka została rozebrana i trafiła pod moją koszulę na karmienie i "kangurowanie". Od tamtej chwili miałam ją przy sobie cały czas.
            • skatka Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 18.02.11, 11:07
              Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości, to śmiało! Pamiętam jak jeszcze niedawno sama z wypiekami na twarzy czytałam każdy wpis dotyczący cc na Żelaznej smile
              • seala1 Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 18.02.11, 14:31
                Dzięki Ci bardzo za opis. Mieliśmy juz jedno cc planowe w Gdańsku i tam mogliśmy wszyscy razem od razu być z dzieckiem. Ciekawa byłam jak to wygląda na Żelaznej, rozwiałaś moje wątpliwoścismile
                • fil.ona Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 18.02.11, 23:11
                  Rozumiem,ze po cc nie leży się na sali pooperacyjnej ???Tylko od razu jest się z dzieckiem?a jak w nocy , zabierają dziecko na noc czy kobieta po cc musi się nim sama opiekować ???Ja kiepsko znosiłam 1 cc i mam nadzieję ,ze teraz będzie lepiej smileA jeszcze jedno jak wygląda opieka nad matką i dzieckiem ?
                  • kaeira Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 19.02.11, 14:34
                    Ja miałam nieplanowane, po próbie SN po CC, w czerwcu 2010. Dodatkowo, był wtedy ogromny tłok.

                    Dziecko przywieziono do karmienia na salę po-operacyjną, bez proszenia, ok. 4h po cięciu, czyli ok. 3-4 po południu. (dali by wcześniej, ale przedtem spałam, bo byłam po nocy bez snu i bardzo męczącym, bolesnym porodzie.) Byłam tam długo, od 12 do następnego ranka, z powodu obłożenia i braku miejsca na normalnej sali. Większa część tego czasu przespałam, albo przeleżałam w lekkim otępieniu po lekach - bardzo dbali o terapię przeciwbólową.
                    W tym czasie miałam dziecko przywożone ileś razy ( nie wiem dokładnie ile, ale naprawdę było to dosyć - przypominam, że dziecko w pierwszym okresie po porodzie naprawdę dużo śpi) Dziecko za każdym razem zostawało ze mną na dłużej, razem sobie spałyśmy w jednym łóżku - było to całkowicie bezpieczne, bo łóżka miały boki.
                    Na sali pooperacyjnej była naprawdę świetna opieka i pomoc, także jeżeli chodzi o przystawianie dzieci itd.

                    Rano przeniesiono mnie do zwykłej sali (po CC na korytarzu nie kładą), i tam ze mną cały dzień aż do 8 wieczorem był partner. Natomiast kiedy wieczorem zostałam sama z małą, rozkleiłam się nieco, bo czułam się fatalnie (głównie z powodu złej reakcji na leki przeciwbólowe (opioidy) podawane po CC - mdłości, zawroty głowy). A po poprzednim CC w Wołominie byliśmy razem z partnerem w osobnej salce, i on zajmował się dzieckiem -więc zupełnie sobie nie wyobrażałam dawania sobie rady samodzielnie. nawet przez chwilę myślałam, że chciałabym, żeby małą zabrały na noc.

                    Niezbyt pomogła położna, ale fakt, że ja się specjalnie nie domagałam, a poza tym naprawdę był potworny tłok i były strasznie zalatane. Tym niemniej uważam, że tak naprawdę w tym momencie (kiedy widza, że pacjentka po CC zostaje sama) powinna przyjść położna i zapytać, że nie potrzebuje ona pomocy. Zamiast tego jakaś położna mnie lekko za coś ostrofowała. (Ale to był jedyny raz, gdy byłam niezadowolona, ogólnie personel i opieka super.)
                    Ale potem się okazało, że nie było tak zle - położyłam małą od ściany w swoim łóżku, i tak właściwie bezproblemowo spędziłyśmy noc. Także z przewinięciem itd dawałam sobie radę. A rano już partner był.

                  • skatka Re: Mąż podczas CC na Żelaznej 19.02.11, 14:44
                    1) Ja po pierwszym cc też czułam się fatalnie. Tym razem, na szczęście, było o niebo lepiej. Moje osobiste odczucie było takie, że mino iż początkowo mnie to szokowało i stresowało, pionizacja po 8 godz. okazała się bardziej korzystna niż po dłuższym czasie. Wspominając moje poprzednie doświadczenia szukałam tu na forum osób, które korzystały z płatnej opieki nocnej po porodzie. Wtedy tyle się dowiedziałam:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,588,112352209,,Nocna_opieka_poloznej_po_cc_na_Zelaznej.html?v=2
                    Będąc już na miejscu w szpitalu pytałam o możliwość wykupienia opieki przyjmującej mnie na odział położnej. Powiedziała,że poszuka kogoś chętnego, choć z góry zaznaczyła,że szanse są znikome bo są zapracowane itp. Nikt chętny się nie znalazł. Może i na moje szczęście, bo nie było to potrzebne. Latałam jak fryga a i położna będąca na nocnym dyżurze jak słyszała zbyt długo rozpaczające dzieciątko, przychodziła na salę sprawdzić co się dzieje.
                    2) Na sali pooperacyjnej nie byłam. Tak jak piałam: wróciłam tam, skąd wychodziłam na zabieg i gdzie byłam ulokowana od poprzedniego wieczoru.
                    3) Co do opieki nad matką i dzieckiem nie mam zastrzeżeń. Czułam się zaopiekowana, doinformowana a środków przeciwbólowych dostawałam więcej niż było mi to potrzebne. Choć należę do osób o niskim progu bólu naprawdę nie mogłam narzekać, ale razem ze mną na sali była dziewczyna, która stale uskarżała się na ból. Wzywany do niej wielokrotnie lekarz do maximum zwiększał jej dawki leków - bezskutecznie. Zatem to wielce indywidualna sprawa.
Pełna wersja