Dodaj do ulubionych

Wrocław Brochów mój czwarty poród

10.05.12, 22:49
Chciałam się podzielić moimi wrażeniami po porodzie we Wrocławskim szpitalu na Brochowie. To był mój czwarty poród z kolei, a w tamtym szpitalu byłam po raz trzeci i muszę powiedzieć że się nie zawiodłam.
Przed porodem zastanawiałam się długo do którego szpitala się wybrać (wykluczałam kliniki ze względu na koszmarne warunki jaki zastałam tam 9 lat temu , gdy rodziłam pierwsze dziecko). Kolejne dwa porody (2005 i 2006) były właśnie na Brochowie i wspominałam je dobrze, chociaż po ostatnim byłam trochę rozczarowana, gdyż opłaciliśmy poród rodzinny żeby móc skorzystać z indywidualnej sali a trafiliśmy na straszny "kocioł", sale rodzinne były zajęte i pozostała nam ogólna porodówka, obok inne panie rodziły, więc mąż co chwila był wypraszany.
Gdy 30 kwietnia poczułam regularne skurcze mąż był w pracy i musiałam do szpitala jechać sama zdecydowałam sie jechać na Brochów - przynajmniej mniej więcej wiedziałam co i jak. Bałam się trochę że 4 poród pójdzie bardzo szybko i nie zdążę gdzie indziej a ze względu na dodatni wynik GBS musiałam dostać antybiotyk przed porodem. Odebrałam dzieci ze szkoły i przedszkola, zostawiłam u teściów i pojechałam do szpitala.
Na izbie przyjęć położna uprzejma i delikatna poinformowała mnie o rozwarciu na 3 cm. Golenie załatwiłam sama w domu, lewatywy nikt nie proponował na szczęście smile
Na porodówce wylądowałam około 16:30 i na 30 minut zostałam podłączona do KTG. Około 18 dojechał mój mąż i już razem czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Skurcze miałam raczej słabe i rozwarcie postępowało bardzo powoli. Około 20 było dopiero 5-6cm. Okazało się że blizna jaka była na szyjce po szyciu po ostatnim porodzie trzymała "od środka" i stąd takie oporne rozwieranie. Ku mojemu zdziwieniu zostaliśmy przez położną zaproszeni do skorzystania z rodzinnej sali. Wspomniałam że poprzednim razem opłaciliśmy cegiełkę i nie udało się skorzystać i zaproponowano nam żebyśmy skorzystali teraz bez żadnej opłaty skoro jest wolna. Położna która zaprosiła nas do sali i opiekowała się mną do końca nazywa się Marzena i muszę powiedzieć że była wspaniała. Miła, rzeczowa, uprzejma, a zarazem ciepła i życzliwa. Około 21:15 odeszły wody i akcja się nasiliła. Ostatecznie pani Marzena zasugerowała podanie oksytocyny i po 15 minutach rozwarcie było pełne, a po kolejnych 15 nasz synek był już z nami. Urodził się o 23:10 i ważył 4050g. Zostałam lekko nacięta (przy każdym porodzie byłam nacinana i miałam stare blizny, które mocno "trzymały" maluszka).
Ogólnie poród wspominam bardzo dobrze, jak i cały pobyt na położnictwie. Opieka fachowa, położne uprzejme i życzliwe. Pediatrzy otwarci, nie trzeba się dopytywać o dzieci, jest dobra informacja i dobry kontakt. Mały miał żółtaczkę ale mogłam go mieć przy sobie cały czas - lampę do naswietleń dostałam do pokoju. Naprawdę mogę polecić ten szpital. Być może nie jest to "Leśna góra" ale szpital to tylko mury. Najważniejsi są ludzie, a tam oddanych i życzliwych nie brakuje. Pozdrawiam wszystkich gorąco i dziekuję

Obserwuj wątek
    • ewelin5 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 01.06.12, 11:18
      Ja też rodziłam (naturalnie) w marcu 2012r. I moje wspomnienia są troche inne. Na izbie personel średnio miły, ale nie szkodzi tylko chwilę jest się z nimi!!! Sam poród super- trafiłam na najlepszą położną, dodam że była też druga taka blondynka nie zbyt miła, podnosiła głos na mnie!!! Ja rodziłam z Panią A. Spychałą- kobieta cud!!!! Na oddziale poprodowym - zero pomocy!!! To jest moje pierwsze dziecko i tak naprawdę musiałam ze 4 razy chodzić i prosić o to by ktoś pokazał mi jak się dzidzię przewija. Zero pomocy!! Napradę w innym szpitalu wzywali kobiety pokojami i kazali ubrać maluszka- sprawdzali czy ktoś sobie z tym nie radzi. Tam przeżyłam najgorsze chwile, synek płakał a ja nie wiedziałam o co chodzi, okazało się że to głód. Powinni interesować się tymi co rodzą pierwszy raz, przy drugim już nie będę potrzebowała ich pomocy w tak drobnych sprawach a jednak jak ważnych!!
          • aaadddaaa83 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 02.06.12, 23:55
            Również rodziłam na Brochowie i wspominam to jako koszmar. Dziecko urodziło się z wadą serca i wylewem - i niestety - nie tak łatwo było się dowiedzieć o stan zdrowia dziecka. A to pytać się jak będzie lekarz, a to lekarza już dziś nie ma, przyjdzie do pani jutro i tak w kółko... Może jak dziecko rodzi się zdrowe to łatwo z informacją, bo w sumie nie ma o co pytać.
            Od godz. 22 miałam bóle, położne w ogóle nie reagowały, czy na moje prośby czy na wołanie innych pań przebywających ze mną na sali. Wreszcie o 4 rano łaskawie poprosiły do mnie lekarza, a ten na mnie z nerwami wyskoczył, że przecież mam rozwarcie na 8 cm, że przecież rodzę i dlaczego nikomu o tym nie mówię??? Koszmar, oczywiście położne się wyparły, jakobym miała je prosić o pomoc czy cokolwiek zgłaszać.
            Gdy szykowaliśmy się do opuszczenia szpitala, podczas ubierania dziecka, zobaczyłam mały bąbelek na paluszku u stópki. Myślałam, że to przez ugryzienie przez komara, podeszłam do pielęgniarek spytać się czym to posmarować i jakiż szok zaliczyłam, gdy okazało się, że to zakażenie gronkowcem! Panie jeszcze chwilę wcześniej kąpały dziecko i jakoś nie zauważyły. A o tym, że dziecko miało zapalenie płuc, dowiedziałam się po wypisie z epikryzy.
            Ręce opadają, nigdy więcej szpitala na Brochowie!
            • justynamj Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 29.10.14, 09:03
              Hej, rodziłam synka na brochowie w grudniu 2013.Jestem bardzo wdzieczna całemu personelowi medycznemu za super opieke nade mna na porodówce, szybkie rozeznanie i pomoc. Wiem, że gdyby nie lekarze prawdopodobnie zmarłabym razem z synem podczas porodu. teraz mam zdrowego,11 miesiecznego łobuza i jestem najszczesliwsza kobieta pod słońcem! nastepne dziecko tez tam urodze, Jesli chodzi o opieke nad dzieckiem to pediatrzy również zrobili niesamowita "robote". Na sali pooperacyjnej (poniewaz rodziłam pod pełna narkozą) zajmowała sie mna kobieta aniołsmile.Polecam dziewczyny
      • trika13 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 18.07.12, 18:48
        Za każdym razem gdy czytam wpisy mam, które - rodząc pierwszy raz - narzekają na brak zainteresowania personelu, że niby nikt nie mówił jak przewijać, jak kąpać, kiedy karmić, mam ochotę napisać: ludzie, przecież to szpital, nie szkoła rodzenia. Z tego co pamiętam to właśnie w szkole rodzenia pokazywali jak przewijać, jak nosić, mówili jak karmić piersią itp. Właśnie żeby nie zawracać głowę w szpitalu wink który ma dbać o zdrowie matki i dziecka, a nie o jej wygodę czy edukację. Wszystkim ciężarnym oczekującym pierwszego dziecka zdecydowanie polecam szkołę rodzenia, unikniecie potem rozczarowań, frustracji itp. Warto jadąc do szpitala przyjąć założenie, że jedziecie urodzić w szpitalu, bo tam wam pomogą zapewnić bezpieczeństwo i zdrowie, zminimalizować ryzyko okołoporodowe, nikt tam jednak nie ma płacone za niańczenie młodych matek, ot, brutalna prawda.
        • stara-a-naiwna nie ma obowiązku chodzić do szkoły rodzenia! 07.10.13, 14:23
          nie ma obowiązku chodzić do szkoły rodzenia
          i właśnie tego typu pomocy (jak nosić, kąpać, przewijać) oczekuje się do pielęgniarek; położnych na oddziale

          i jakie zawracanie głowy?
          kobiety są w pracy własnie po to żeby służyć rada i pomocą

          i nie chodzi o niańczenie tylko o wywiązywanie się z obowiązków zawodowych - pielęgniarka jak sama nazwa wskazuje zajmuje się pielęgnacją!
    • forum_violin porodówka Brochów 03.01.13, 19:15
      Ciężko mi było znaleźć przed porodem aktualne opinie o porodówce, więc wrzucę tu swoje 3 grosze.
      Termin porodu miałam 5.12.2012, ale nic sie nie działo. Tydzień później (12.12.2012) zgłosiłam się na Brochów ze skierowaniem na patologię ciąży. Byłam na miejscu o 10 rano i właśnie wtedy zaczęły się skurcze co 10 minut. Panie na izbie przyjęć całkiem miłe, doktorka określiła rozwarcie na 3 cm - porodówka. W ciągu 10-15 minut zostałam podłaczona do KTG, pobrano mi od razu krew na badania. Po godzinie miałam skurcze już co 5 minut. W sali "murkowej" leżała tylko jedna rodząca, ale cicho była, więc do końca miała pewnie daleko. Mimo wszystko poprosiłam o jedynkę i poród rodzinny. Powiedziano mi, żeby mąż załatwił na dole "formalności". Mąż zjechał winda na izbe przyjęć, chciał zapłacić 200 zł (taka kwote za prywatną salę porodowa sugerowano na szkole rodzenia), na co pielęgniarka: "no co pa, a zkolegami za co sie pan napije?" smile Więc wpłacił stówkę (pielęgniarka: "ale żeby było jasne, to jest DAROWIZNA"), przywiózł mi na górę potwierdzenie zapłaty i po chwili bylismy już w sali prywatnej. Kiedy mąż był na dole, mnie wzięto na badanie ginekologiczne, badało mnie dwóch lekarzy, badanie było bardzo nieprzyjemne, zdecydowanie brakowało im delikatności.
      Skurcze były coraz silniejsze, nie pomagała ani piłka, ani masaż, ani prysznic (woda była najwyżej ciepła, zdecydowanie za chłodna na uśmierzenie bólu). Prosiliśmy o anestezjologa (na konsultacji do znieczulenia byłam 4 tygodnie wcześniej, doktor przesympatyczny, rozmawialiśmy pół godziny, wszystko wytłumaczył, wypełniłam papiery), ale powiedziano nam, że po pierwsze jest za wczesniej i nie można dac znieczulenia, żeby nie spowolnić akcji porodowej a po drugie anestezjoog jest przy zabiegu. Po 14 zaczęłam wymiotować z bólu, skurcze miałam co 3 minuty. Wtedy połozna powiedziała, żebym przeszła na fotel porodowy, zmierzyła rozwarcie. Było 5 cm, więc wezwały anestezjologa (tak przynajmniej powiedziały, ale o tym za chwilę). Mąż cały czas był przy mnie, razem z położną byly obecne 2 stażystki, bardzo sympatyczne, Położna miła, konkretna.
      Po kilkunastu minutach zaczęły się bóle parte, anestezjologa nadal nie było. Rozwarcie 6 cm. Po ok. godzinie w końcu nadeszło wybawienie - pani anestezjolog powiedxiała, że dopiero 10 minut temu dostała wezwanie na porodówkę... No nic, założenie cewnika do podawania leków i wkłucie w kęgosłup trochę potrwało, ale ulga była niesamowita. Po chwili czułam tylko parcie, połozna powiedziała jak oddychac żeby nie przeć. Skurcze co 2 minuty. O 17:00 pękł pęcherz i wody płodowe trysnęły jak z fontanny, zaczęłam przeć. Poprosiłam o poród na siedząco, nie było problemu, przestawili fotel do odpowiedniej pozycji. Większość ostatniej fazy porodu była więc na siedząco, tylko kilka parć na leżąco (położna musiała naciąć krocze). O 17:30 na salę weszła jeszcze jedna doktorka z kolejną pielęgniarką, moja położna chwilę wcześniej powiedziała, że widzi już czarne loki, to dodało mi nieco sił. O 17:40 zobaczyłam główkę, po minucie miałam już moją córeczkę na brzuchu. Po chwili wzięli ja do zważenia i zbadania (3500, 55cm, 10 pkt), zawinęli ją w bet i dali mężowi, w tym czasie doktorka zaszyła krocze.
      Przez kolejne 2 godziny byliśmy we trójkę w sali porodowej, pierwszy raz karmiłam małą. Ok 20 przewieźli mnie na oddział położniczy. Męża wygonili do domu, córkę zabrali do kąpieli i dali mi spać. Po 3-4h próbowali mnie uruchomić, ale za bardzo mi było słabo, kolejna próba o 4 rano, zawieźli mnie pod prysznic, gdzie mogłam się wykąpać, córkę przywieźli mi dopiero ok 11 rano, na oddziale zostałysmy do 15.12.2012.
      Niektóre położne były cudne, inne zwyczajnie miłe, jedna wyjątkowo wredna. W każdej chwili można było odwieźć dziecko na salę noworodków, żeby sie wykąpać lub odpocząć. Co rano kontrola ginekologiczna i pediatryczna, bardzo chętnie zalecają dokarmianie. Leżałam w dwójce, sala trochę śmierdziała, w lampie były martwe muchy... Żarcie okropne, pościel dziurawa. Trzeba było mieć swoje sztućce, kubek, termometr, papier toaletowy... Przy wypisie pomieszali moje dokumenty z papierami kobiety, która ze mną na sali leżała.
      Porodówkę będę wspominać bardzo dobrze, oddział położniczy troche mniej. Ale na kolejny poród też będę jechać na Brochów.
    • nina1506 Re: Poród Wrocław Brochów 11.03.13, 16:08
      Witam, rodziłam na Brochowie 4 dni temu ( 07.03.2013r) i z miłą chęcią podzielę się najnowszymi informacjami. W szpitalu pojawiliśmy się z mężem o 3.30 w nocy, zostałam przyjęta przez nie za bardzo miłą panią, ale do niej należało tylko zbadanie mnie i wypełnienie dokumentacji, co dla mnie jest chore bo śpieszyłam się aby zdążyć dostać znieczulenie, a rozwarcie robiło się w miarę szybko, no nic biurokracja najpierw, oczywiście poinformowałam też że interesuje nas poród rodzinny więc Pani zainkasowała od razu od nas 200zł za tą przyjemność, ok byliśmy przygotowani, więc pora na porodówkę, tam pierwszym pytaniem jakie padło było: -...zapłacili?
      - zapłacili.
      skoro zapłacone no to i sala do porodów rodzinnych wolna smile zostałam tam zaprowadzona a za chwilę dołączył mąż, co jakiś czas przychodziła położna, badania ktg itp, niestety nocna zmiana była okropna, nie miłe, olewające kobiety i cieszę się, że moje dziecko urodziło się gdy przyszła kolejna zmiana. Położna która odbierała mój poród była rewelacyjna i kochana, będę jej do końca życia wdzięczna za pomoc, dzięki jej pomocy obyło się bez nacinania krocza i mam tylko 2 szwy bo mimo to było delikatne pęknięcie. Lekarze i pielęgniarki z porannej zmiany również rewelacyjni i przemili, w takiej atmosferze można rodzićsmile co do znieczulenia to zdązyliśmy, Pani anastezjolog zrobiła ze mną wywiad, wypełniłam ankietę, podpisałam kilka papierków i można było zaczynać, sprzęt przygotowany, wsparcie dotarło i po kilku minutach było po wszystkim, ukłucie w kręgosłup nie jest bardzo bolesne, a znieczulenie sprawdziło się rewelacyjnie w pierwszej fazie bo skurcze nie dość że były mniej bolesne to do tego krótsze i pierwsza faza porodu przebiegła rewelacyjniesmile w drugiej było gorzej, miałam wrażenie że znieczulenie nie działa ból był okropny i chciałam jak najszybciej mieć to już za sobą, po kilku parciach nasze maleństwo pojawiło się na świecie, położyli mi go na brzuszek no i standardowo później mały został zabrany na badania itp a mnie trzeba było zacerowaćsmile Po skończenie położna pomogła mi wstać, usiąść na fotelu i dostałam małego do nakarmienia, po dwóch godzinach udaliśmy się na oddział poporodowy, tam dostałam salę 1-osobową, położna zabrała dziecko żebym mogła pójść spać i odpocząć (czego bardzo potrzebowałam po nie przespanej nocy). Co do opieki na tym oddziale- nie byłam zadowolona, położne mają cię gdzieś i musisz o wszystko pytać inaczej niczego się nie dowiesz, ale 2 dni szybko zleciały i zostaliśmy wypisani do domku.
      Podsumowując poród na Brochowie: jestem bardzo zadowolona, super atmosfera i miły personel, ja osobiście polecam smile
      • ironas1 Re: Poród Wrocław Brochów 24.07.13, 12:55
        Rodziłam w czerwcu 2013r. Przyjechaliśmy "z ulicy", nie miałam lekarza z Brochowa ani położnej, nikogo znajomego.
        Izba przyjęć oschła!
        Na porodówce bardzo miłe położne i lekarze.
        Sala do porodów rodzinnych super, ciepły prysznic, nowoczesny sprzęt, bardzo przytulnie, polecam, zupełnie jak NIE-w-szpitalu.
        Zoo dostaje się właściwie od ręki, chcesz to masz...OCZYWIŚCIE poród musi postępować! Nie dadzą jak akcja stoi w miejscu i są jakieś przeciwskazania. Właściwie wszystkie dziewczyny, z którymi rozmawiałam potem na oddziale położniczym miały zoo. Anestezjolodzy przemili. Rozczulali się nade mną, jak pojękiwałam od razu dostawałam nową dawkę smile Polecam znieczulenie, poród wspominam świetnie smile Niestety skończyło się CC. Operacja OK, przysypiałam sobie ze zmęczenia (poród trochę trwał).
        No i na tym się kończą moje pochwały. No może jeszcze pediatrzy i opieka nad dzieckiem w szpitalu w porządku.
        Jak dla mnie fatalne położne na oddziale noworodkowym. Antypatyczne, skwaszone, udzielają informacji jak je poprosisz...ale te informacje się wykluczają. Jedna powie tak a druga inaczej,a ty bądź tu mądry i pisz wierze smile Dzieci są dokarmiane (jeżeli jest taka potrzeba) z butli ze smokiem z 3 dziurkami...tak więc cyc przegrywa u bardziej leniwych egzemplarzy noworodków. Ja nie karmię piersią bo spędziłam dużo czasu w szpitalu (10 dni). Dziecko wkurza się na moje piersi, woli butlę. W szpitalu nie ma warunków do przystawiania dzieci, krzesła bez oparć, poduszka - flak. No i położne nie pomogły mi w przystawieniu do piersi, a prosiłam wielokrotnie!!!! Olewka totalna.
        To jest moja subiektywna opinia. Być może źle trafiłam. Ale koleżanki, które rodziły na brochowie mają podobne wspomnienia.

        Dla chcących tam rodzić pierwsze dziecko! Polecam przygotować się w kwestii karmienia piersią!!! Naczytać, naoglądać! I przystawiać dziecko od pierwszych chwil i nie słuchać, że nie masz pokarmu i trzeba czekać, a dziecku dać butlę. Przystawiać regularnie niech się dzidzia nauczy, że łatwo lecieć nie będzie.

        A tak na marginesie. Teraz jest rooming in...fajnie ale czemu matki są pozostawione na pastwę losu, bez pomocy. Nikt mnie nie zapytał nawet czy sobie radzę, czy w czymś nie pomóc. NIKT!!!! Jak potrzebowałam położnej to praktycznie zawsze musiałam iść do ich kanciapki gdzie sobie siedziały, gadały i piły kawkę. Wchodziłam tam i przy wszystkich mówiłam, że mam problem z tym czy z tamtym - niezbyt komfortowe. Tylko rano miały coś do roboty: kąpiel i szczepienia, ale to były raptem 2-3 h pracy!!!!! A tak high life, pogaduchy! smile
        Oczywiście zdarzyły się 2 naprawdę przesympatyczne położne z noworodkowego. Pozostałe miłe i uczynne panie, których nie spotkałam przepraszam za takie nieuogólnianie.
        • emydlo Re: Poród Wrocław Brochów 05.12.13, 12:46
          niestety ale mam identyczne doświadczenia odnośnie brochowa....i tak jeśli sam poród przebiegł bardzo sprawnie i mam wręcz bardzo dobre wspomnienia tak na chwilę po tym jak się urodziła córka "czar" prysnął niczym banka mydlana i zaczął się koszmar....moja mała ze względu na niska wagę (o czym nie wiedziałam a lekarz prowadzący z tego szpitala nie poinformował mnie o zagrożeniu) została mi bardzo szybko zabrana na oddział intensywnej opieki noworodkowej....rodziłam nad ranem a 3h później na obchodzie lekarz nn (bo przecież nie mają oni zwyczaju się przedstawiać oni są zbyt ważni na takie pierdoły) z lekceważeniem ogłosił że zostanę dłużej ze względu na stan zdrowia swojego dziecka. i co ze mnie za matka że nie wiem co się dzieje z moim dzieckiem...ale sam też mi nie powiedział!!!!! w sumie po co?? ponieważ byłam mamą bez dziecka zajmowałam tylko miejsce na oddziale poporodowym przeznaczonym dla matek z dziećmi...więc przeniesiono mnie na 5 osobową salę bez parawanu,tłoczno, głośno bez szans na jakikolwiek odpoczynek po trudach porodu....pielęgniarki obcesyjne mało dyskretne a każdy obchód obywał się na forum! co zaś do oddziału noworodkowego - jest jeszcze gorzej: panie tam pracujące zajmują się tylko kawą i plotkami, jak mają coś zrobić robią to źle (pomyliły zastrzyki)...byłam świadkiem jak jedna z pielęgniarek bardzo źle wyrażała się do dzieci koleżanki z sali (co takie osoby w ogóle robią na tym oddziale?)ponadto nie można liczyć na żadną pomoc...żadnych warunków do karmienia dzieci (nieważne czy butelką czy piersią) [ na moją prośbę o wygodniejsze krzesło (po naciętym kroczu) zostałam wyśmiana!]co zmiana pielęgniarek to osobne zasady karmienia dziecka jedna każe przychodzić co 3h i cię opr jak się spóźnisz a druga karmi sama dzieci tylko że ciebie o tym nie informuje, żadnej poradni laktacyjnej !ordynator jest nie lepsza....oczywiście nie informuje cię kim jest (do mnie miała pretensje że nie wiedziałam...!) nie informuje o badaniach dlaczego ?po co? co podejrzewają...generalnie ma się odczucie jakby się było tam intruzem zawracającym im 4litery a nie pacjentem....na pewno nie będę tam chciała rodzić 2gi raz....!!!!
    • zaaneetka2 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 05.11.13, 15:39
      Witam,
      Chcialabym sie podzielic swoim doswiadczeniem zwiazanym z porodem na Brochowie. Rodzilam 19.10. Zaczelo sie od tego, ze porod sie opoznial wiec 15.10 wyladowalam na patologi ciazy, trafilam do sali dwu osobowej, pierwszy dzien byla ze mna jedna osoba, pozniej do konca byla sama, jak jednoosobowy pokoj!!! To jest pokoj na samym koncu korytarza, rzadko tam kogos klada bo jak mi powiedziala babka, ten pokoj jest za daleko i nie chce im sie chodzic, wiec dlatego wola klasc do pokoi kolo siebie, warto o ten pokoj pytac smile. Patologia super, z tego co zauwazylam to sa 2 pokoje 6 os i 2 badz 3 dwu os. Jesli chodzi o opieke? Cudna, nie spotkalam sie z nikim niemilym, a troche tam lezalam. Wszyscy usmiechnieci, pomocni, ja bylam w szoku, bo szlam z nastawieniem bojowym. KTG co 3 godz, tak w nocy tez smile Zawsze ktos przyszedl, spytal sie czy ok a jak nie to zawsze mozna isc z Paniami pogadac, bo sa bardzo chetne do pomocy, nawet na nocnych zmianach. Jedzenie, jak na szpital, bardzo dobre. Wiadomo, nie sa to ogromne porcje, ale smakuja jak w domu. Jak dostalam skurczy w nocy, to Panie sie bardzo martwily, od razu mnie zawiezli na porodowke. Najpierw na KTG trafilam na sale ogolna, jedna babka byla mega nieuprzejmna ( taka blondyna, niestety niemam pojecia jak sie nazywala). Na szczescie pod opieke trafilam do Pani Haliny ( chyba), strasznie mila babka, lekarka tak samo. Wspieraly mnie psychicznie, rozmawialy sie mna zebym sie nie martwila, ze bedzie dobrze. I fakt, bylo. Od razu trafilam na sale rodzinna ( na szczescie byla wolna), podlaczyli mnie do KTG, podali oxy, gdyz nie mialam rozwarcia i tak lezalam w skurczach, a maz obok pomagal oddychac. Co chwile ktos przychodzil, pytal jak sie czuje, atmosfera bardzo pozytywna. Co prawda polozna nie byla przy mnie caly czas, gdyz byly we dwie na caly oddzial, ale starala sie byc co chwile przy mnie. Jak juz skurcze nie dawaly zyc, prosilam o znieczulenie. W moim przypadku bylo tak ze musialam czekac az bedzie rozwarcie, doszlo do 6 cm i dostalam co chcialam. Pani Anestezjolog, aniol. Nie opuscila mnie ani na krok, praktycznie caly porod spedzila ze mna. Podawala co chwile znieczulenie zeby mniej bolalo. Nie wiem jaki jest bol bez znieczulenia, ale mnie bolalo ze znieczuleniem okropnie, choc wydaje mi sie ze to przez oxy bo dostalam dosc duza dawke ;/. Ale jak tylko przestawalo dzialac, to Pani od razu wstrzykiwala kolejna dawke, jak widzialam ze sie mecze tez mi dawala kolejna. Skutkow ubocznych nie mam zadnych!!! Przynajmniej krocze po nacieciu w pierwsza dobe tak nie bolalo. Co prawda, mialam problem z nogami, ale to trwalo ze 3 godziny i przeszlo. Sala do porod rodzinnych fajowa, kanapa, pilki, toaleta, wypas. Sam porod odbierala juz inna polozna, ale tez kobieta aniol, samo parcie trwalo 30 min i mala wyskoczyla cala i zdrowa smile Pozniej lezalam sobie jeszcze w tej sali z mezem i bobo, Panie chodzily, sprzataly, Pani polozna przyniosla mi jedzenie, bo widziala jak padam z glodu. Naprawde bylam w szoku!. Tyle jesli chodzi o porod. Nastepnie przewiezli mnie na sale poporodowa, wzielam sale VIP bo cudem byla wolna. Sala jednoosobowa, wlasna lazienka, wc, lozko podnoszone na pilot, czajnik, lodowka, wypas. Dzieki temu moj maz mogl siedziec ze mna od rana do wieczora bo nikomu nie przeszkadzal, polecam ta sale Vip-owska. Warto w trakcie porodu, isc i powiedziec ze sie rodzi i chce sie zarezerwowac sale VIP, tak zrobil moj maz. Po porodzie bylam mega slaba, nie moglam chodzic, bo hemoglobina mi strasznie spadla, dlatego polozne zabraly mi dziecko na cala noc bym odpoczywala, oddaly mala nast dnia ale dopiero jak przyjechala rodzina. W trakcie jak lezalam, non stop ktos przychodzil i sie pytal jak sie czuje, polozne pomagaly wstawac, pomagaly sie umyc, nie spodziewalam sie. Nie spotkalam sie z tym zeby ktos mi nie pomogl jak mialam pytania. Nast noc tez musialam oddac mala bo dostalam mala depresje poporodowa, myslalam ze mala nie oddycha, ogolnie zbzikowalam. Okazalo sie ze wszystko dobrze, polozna zabrala mala do sali dla noworodkow i kazala odpoczywac. Ten odpoczynek mi pomogl i nastawilam sie pozytywnie. Jak wychodzilam do domu trafilam tylko na ginekologa chyba ktory ma dosc swej pracy, ale chwile pozniej przyszla polozna i kazala sie nie martwic nim bo podobno taki dziwny jest.. Chcialam wczesniej wypis, bo nam sie spieszylo, tez nie bylo problemu! Ja ogolnie polecam, nie zawiodlam sie a wrecz przeciwnie, pozytywnie zaskoczylam. Mam nadzieje ze pomoglam oczekujacym na swe skarby smile Pozdrawiam
    • stara-a-naiwna Brochów - rodziłam 22. 10. 2013 08.11.13, 08:58
      Moj pierwszy poród - ze względu na bóle krzyżowe wspominam bardzo boleśnie i traumatycznie.

      Do szpitala trafiłam około 5.00 z bólami, potem akcja porodowa ustała i zaczęła znowu około 15.00, urodziłam o 22.00
      Szpital jak szpital - byłam chwilę na sali 4 osobowej, jedna łazienka na kilka pokoi(!) i letnia woda - więc o prysznicu dla relaksu w czasie skurczy można zapomnieć. czytałam o tej wodzie na necie ale myślałam, ze któraż z "was" akuratnie tak trafiła albo miała fanaberię (potwierdzam wda letnia, po kilkunastu minutach spuszczania jej z rur robi się ciepława i... na tym koniec wzrostu temperatury)
      sam poród - wykupiłam salę rodzinną (uważam, ze jeśli jest się z kimś to warto) - miałam bardzo fajną położną i jej zawdzięczam dużo - pomogła, pokierowała, była ciepła, wyrozumiała i cierpliwa.

      co przemawia za porodem na Brochowie?
      - znieczulenie na życzenie
      - oddział intensywnej terapii dla noworodków (gdyby coś się działo niedobrego)

      fajne jest, ze można poprosić o np. piłkę i jest ona udostępniana


      minus: letnia woda, jeden WC i prysznic na kilka(naście?) osób,
    • ika922 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 14.11.13, 22:16
      Uważam, że szpital na Brochowie-oddział ginekologiczno-położniczy jest najlepszy we Wrocławiu. Troszkę przeleżałam także na patologii ciąży i tam naprawdę jest fajna atmosfera a panie położne miłe i życzliwe. Na Brochowie rodziłam trzecie dziecko i naprawdę poród wspominam miło. Panie na porodówce są bardzo serdeczne i pomocne. Córcię odbierała mi położna p. Alicja Spychała-wg. mnie cudowna i konkretna. Sama porodówka jest ok. co niestety nie mogę powiedzieć o oddziale noworodkowym. Panie są tam zupełnie niepomocne, ważne aż za bardzo a w szczególności jedna taka dość tęga i duża blondynka, która nawet boi się podać kobiecie wstającej po raz pierwszy z łóżka po porodzie rękę!. Pomimo kilku minusów, polecam wszystkim przyszłym mamom ten Szpital.
      • mikiki200 Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 24.03.14, 15:16
        Mój poród na Brochowie to był koszmar, plan porodu dla nich to żart. W moim napisałam, że chcę porodu rodzinnego. Żeby tatuś przeciął pępowinę, że chcę porodu maksymalnie naturalnego, nie przyspieszanego, że nie chcę by podawano mi oksytocynę, wykonywano masaż szyjki czy też jego nacięcie, że chcę chodzić a nie leżeć, że chcę wypróbować różnych pozycji a do porody z preferencją do wertykalnych i nie chcę obecności stażystów, studentów itd.. Generalnie dość standardowo, wiele takich wzorów jest w Internecie, więc nawet myślałam, że może piszę o zbyt oczywistych sprawach, które ponoć są już standardowe. W Internecie czytałam, że będę pytana o zgodę przy takich procedurach jak masaż szyjki czy nacięcie. Jednak Szpital na Brochowie, podobnie jak jego dekoracje, utknął w latach siedemdziesiątych i o tych standardach jeszcze nie słyszał. Poród był wywoływany oksytocyna, cały czas byłam podpięta do kroplówki, nie mogłam chodzić, wykonano mi masaż szyjki bez choćby powiedzenia, że będzie robiony, o pytaniu o zgodę nawet nie wspominam. Wiele badań wykonywano na forum grupki 10 osób, żarciki, trzy osoby po kolei badające rozwarcie, jakby jedna nie mogła tego zrobić? Podczas fazy wypierania, która przebiegała sprawnie nagle zza pleców położnej wyskoczyła lekarka z nożycami i oznajmiła, że teraz natnie krocze. Zaczęłam krzyczeć, że nie chcę wykonania nacięcia. Lekarka odpowiedziała : „co nie co nie… „i przystąpiła do ciecia. Coś jej się podczas cięcia się zablokowało i rzuciła z pretensja do położnej: „co wy tu takie tępe nożyce macie…” i docięła sobie dalej. Ból ogromny. O zgodzie na cięcie oraz o wykonywaniu nacięcia na szczycie skurczu to można sobie poczytać w necie, w praktyce jest inaczej. Dodatkowo w tym szpitalu porody rodzinne to czysta teoria. Niby są ładne sale do tego przystosowane: słoneczko i księżyc, ale personel niestety nie jeszcze się nie przystosował. Położna nie chciała żeby tatuś był przy parciu. Przy bardzo już silnych skurczach musiałam z nią jeszcze dyskutować, że chcę żeby został w sali, bo ćwiczyliśmy na szkole rodzenia oddechy itd. i chcemy to przeżyć razem. Obrażona zgodziła się ale zamarudziła, że nie jest septyczny, pomimo, że mówiliśmy, że ma przygotowane czyste białe ubranie dla męża na przebranie. Potem nawet nie pozwolono mu przeciąć pępowiny. Dodam jeszcze, że poród był szybki i sprawny, dziecko otrzymało 10 punktów, 2850 kg, więc wielkie nie było, a nacięcie zapewne nie niezbędne. Krocze goiło się długo, szwy się rozeszły, było dwukrotnie szyte, ale nic to nie pomogło. Mięśnie Kegla osłabione, ledwo co się zaciskają mimo, że cały czas ćwiczę, obniżyła się tylna ściana pochwy zapewne dzięki fatalnemu nacięciu i szyciu oraz zastosowaniu chwytu Kreislera (ten ponoć nie jest już stosowany, no chyba że w szpitalu, który utknął w latach 70’ i przez bardzo śpieszące się do następnego porodu lekarki). Trudno uwierzyć, że takie porody jeszcze zdarzają, ale okazuje się, że są bardzo powszechne. Wiem też, że nie jestem jedyną z takimi odczuciami po Brochowie. Inne rodzące, z którymi rozmawiałam później na oddziale poporodowym miały podobne doświadczenia. Wszystkie ponacinane, wiele też zgłaszało sprzeciw, bez wiedzy wykonywano masaż szyjki i generalne lekceważono wszelkie prośby rodzących. Bardzo przestrzegam przed porodem na Brochowie. Panuje tam rutyna z czasów naszych mam i brak poszanowania rodzącej. Dziewczyny nie dajcie sobie wmówić, że pozycja leżąca, nacięcia, masaże, kroplówki, rozciągania, wziernikowania krocza palcami są potrzebne. To wszystko przestarzałe bardzo bolesne zabiegi pomagające tylko położnym i lekarzom w przyspieszaniu a bardzo niekorzystne dla rodzących, bo pozostają po nich liczne urazy na całe życie, w szczególności w sferze seksu. Walczcie o siebie, szukajcie postępowych, oczytanych i mądrych położnych do porodu. Polecam też poniższą publikację, a w szczególności opinie doświadczonych zagranicznych położnych o stosowanych w Polsce procedurach i pozycjach porodowych.
        www.rodzicpoludzku.pl/pliki/Naciecie_krocza_koniecznosc_czy_rutyna.pdf
        • mistlemi Re: Wrocław Brochów mój czwarty poród 10.06.14, 10:34
          Ja rodziłam na Brochowie w lutym tego roku. Niestety trafiłam na remont szpitala.. Przyjęto mnie o 22 i umieszczono w sali przedporodowej. Skurcze miałam co 10 min, ale akcja postępowała słabo, a KTG nie pokazywało, że są silne, powiedziano mi, że mam się przespać, mnie jednak cholernie bolało i nie dałam rady. W sali z racji remontu leżała ze mną dziewczyna (24 tc), dla której zabrakło miejsca na patologii ciąży. Co trzy godziny przychodziła pielęgniarka i sprawdzała bicie serca dziecka i tak o 24 serce dziecka sąsiadki z łóżka biło, a o 3 nad ranem już nie.. Mogę sobie tylko wyobrazić co ona musiała przeżyć, leżąc tuż obok porodówki i razem ze mną, z rozpoczynającą się akcją porodową. Jak dla mnie zwykłe bydlactwo i znieczulica.
          Do sali porodu rodzinnego słoneczko trafiłam dopiero przy 7 cm rozwarciu, bo wcześniej panie twierdziły, że nic się nie dzieje. Prawda jest taka, że wszystkie łóżka były zajęte, po prostu trafiłam na dzień, kiedy wszystkie dzieci chciały się rodzić wink Trafiłam na młodą położną, która widać że bardzo się starała, niestety nie znam nazwiska. Przychodziła co chwilę i była miła. Niestety cały poród musiałam leżeć na lewym boku, bo mała nie chciała się dobrze przekręcić. Byłam też podpięta cały czas do KTG więc ruchy miałam ograniczone, ale rozumiem, że to ze względu na dobro dziecka. Poprosiłam o ZZO, lekarz mi je odradzał, mówił, że wydłuży poród, ale się uparłam, ulżyło mi na jakieś 1,5 h. Pani anestezjolog super. Po 6 h w tym 2 h 10 centymetrowego rozwarcia zadecydowano o cc. Już i tak było mi wszystko obojętne, byłam tak wykończona. Mała urodziła się o 16.30.
          Po wyciągnięciu córeczki dostałam ją do pocałowania i mi ją zabrano, żadne tam skóra do skóry, to chyba tylko w amerykańskich filmach. Dobrze, że dostał ją mój mąż i czekali razem aż mnie zszyją. Straciłam dużo krwi dlatego powiedziano mi, że nie dam rady małej przystawić do piersi. Jakby mi k.. nie mogła pomóc żadna z pań pielęgniarek.. bo po co.. Trafiłam na inne piętro niż dziecko (z racji remontu), do sali pooperacyjnej, razem z nami w sali siedziały pielęgniarki, za parawanami, bo dyżurka też w remoncie. Rozumiem, że to dla nich też nie było wygodne, ale jak rano robiły sobie kawę i odgrzewały śniadanko w mikrofalówce, podczas, gdy my nie mogłyśmy nic jeść to już trochę przesada. Na sali pooperacyjnej było nas 3, na sali poporodowej tylko 2 miejsca wolne, więc rano przeniesiono mnie jeszcze na inne piętro, do matek, których dzieci są chore i muszą zostać w szpitalu. Zanim mnie tam zabrano zrobiłam histerię, że muszę zobaczyć dziecko, generalnie babska były wredne i mówiły, że mam nie histeryzować, ale jedna przyniosła mi córeczkę i dopiero wtedy się uspokoiłam. W tej sali z matkami chorych dzieci i wcześniaków mnie spionizowano i po południu wreszcie trafiłam do jednaj sali z córeczką. Przystawiłam ją do piersi pierwszy raz po 25 h od porodu.
          Nie polecam mieć nadziei, że którakolwiek położna coś poradzi albo pomoże, przy pielęgnacji ani przy karmieniu piersią. Ja wiem, że od wieków matki radziły sobie bez pomocy, ale od czegoś te panie tam są..Wcale nie wymagałam tego, żeby ktoś za mnie coś robił.. Dziecko mi dokarmiono z butelki bez mojej wiedzy, laktatora nie zaproponowano. Ściskano, mi tylko cycki, żeby udowodnić, że nie mam pokarmu. Każda z pań mówiła co innego.
          Jednym słowem słowem poród w miarę ok, ale potem totalne dno. Marzyłam, żeby stamtąd uciec, zabrano mi całą radość z tego, że urodziłam zdrowe, wspaniałe dzieciątko. Nie polecam przede wszystkim matkom rodzącym pierwszy raz.
          • moniun1 Poród na Brochowie 25.07.14, 14:46
            Na izbę przyjęć pojechałam po odejściu wód. Była to sobota po godzinie 11, więc było pusto, ale ochrona poinformowała lekarzy, więc czekałam tylko kilka minut. Przyjęcie poszło szybko. Ogolono mi krocze. Pielęgniarka nie pytała czy sobie tego życzę, ale nie miałam nic przeciwko, więc nie wiem czy by się upierała jeśli zwróciłabym jej uwagę. Trafiłam na porodówkę, zrobiono mi KTG, ale ponieważ nie miałam skurczy położono mnie na sali przedporodowej. Mogłam w niej korzystać z piłki. Skurcze nadeszły ok. 15, a o 21 trafiłam do sali porodowej. Rodziłam z mężem. Wiem, że na Brochowie jest zwyczaj, że za poród rodzinny uiszcza się jakąś opłatę u ordynatora w postaci cegiełki. My tego nie mieliśmy, bo nie wiedzieliśmy czy nie urodzimy przed otwarciem oddziału po remoncie. Na porodówce są 3 pokoje do porodów rodzinnych i 3 boksy, na które mężczyźni nie są wpuszczani. Jeśli pokoje są zajęte a w boksie jest tylko jedna kobieta to mąż może zostać wpuszczony. Wszystko zależy od położnej. Tak naprawdę wykupienie cegiełki nie gwarantuje porodu rodzinnego, bo może się okazać, że nie ma wolnego pokoju. Z kolei jeśli pokoje są wolne, a chcecie rodzić rodzinnie to położna nie może Wam odmówić. Pokoje rodzinne składają się z dwóch pomieszczeń i łazienki z prysznicem. W jednym jest kanapa, fotel, piłka, worek a nawet telewizor (chociaż nie był podłączony). W drugim łóżko porodowe i wszystkie niezbędne sprzęty. Ja miałam znieczulenie i kilka minut po tym jak o nie poprosiłam zjawiła się Pani anestezjolog z ankietą kwalifikującą do niego. Trzeba ją wypełnić i wtedy lekarz podejmuje decyzję czy poda znieczulenie. Wszystko zależy od przebytych chorób i przebiegu porodu. U mnie konieczne było nacięcie krocza. Szycie odbyło się ze znieczuleniem miejscowym. Mąż przecinał pępowinę. Córeczka chwilkę leżała na moim brzuchu. Położna zapytała czy może ją zabrać, żeby neonatolog mógł ją zbadać. Później mąż dostał Małą na ręce i siedzieli razem w drugim pomieszczeniu, a ja zostałam zszyta. Później dostałam córę do karmienia i zostałyśmy przewiezione na oddział położniczy. Dzieci są zabierane od mamy przynajmniej do momentu jej uruchomienia, czyli na min. 6 godzin lub do ok. 8 rano jeśli dziecko urodziło się popołudniu lub w nocy. Położne na tym oddziale raczej miłe choć zdarzają się wyjątki. Pomagają w przykładaniu dziecka do piersi, ale trzeba o to poprosić. W przypadku braku pokarmu jest możliwość dokarmienia z butli. Zauważyłam, że w pierwszej kolejności zapełniane są sale 2 osobowe, ale są też 5 osobowe. Łazienka i prysznice są wspólne. Podsumowując polecam poród w szpitalu na Brochowie.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka